Logo Przewdonik Katolicki

Tykająca bomba

Maria Krzemień
Ilustracja Lidia Sieradzka

Kto nie zna ukłucia zazdrości, gdy ktoś inny dostaje coś, czego pragnęliśmy? Kto nie rozczarował się, gdy bliska osoba nadużyła jego zaufania? Trudne emocje to nieodłączna część naszych relacji. Mogą być dla nich niszczące, ale odpowiednio wyrażone – także budujące.

Niewątpliwie każdy z nas zna smak gniewu, smutku czy żalu doświadczanych w bliskiej relacji z drugim człowiekiem. Kiedy ostatnio na warsztatach tworzyliśmy z uczestnikami mapę trudnych emocji w relacjach, nie tylko nie wystarczyło nam miejsca na kartce, ale również zabrakło czasu na wypowiedzenie wszystkiego, co przeżywamy. Tego typu emocje są w naszych relacjach i stanowią nieodłączną ich część. Niestety bardzo często na własnej skórze możemy boleśnie przekonać się, że trudne emocje wyrażone w sposób destrukcyjny lub w ogóle niewyrażone stają się rysą na relacji, która potrafi doprowadzić nawet do rozpadu przyjaźni, konfliktu ciągnącego się latami czy rozwodu.
 
Złe wyrażanie emocji
Wydaje się, że większość z nas trudne emocje traktuje na dwa sposoby: albo wyraża je w sposób destrukcyjny, albo nie wyraża ich w ogóle. W tym pierwszym wypadku uciec możemy się do manipulacji, agresji, mówienia „między słowami” czy angażowania siebie i innych w tzw. układ trójkątny. Z manipulacją mamy do czynienia wtedy, gdy próbujemy od drugiej osoby uzyskać realizację jakiejś naszej (niekoniecznie zdrowej) potrzeby w sposób niebezpośredni. Przykładem może być dialog między małżonkami, kiedy to mąż dopytuje o powody złego nastroju żony, wywołanego jego zachowaniem (o czym ten jeszcze nie wie), a żona na jego pytania „Co się dzieje?” odpowiada: „Nic”. W takiej sytuacji mąż niejako zmuszony jest do dopytywania, zwiększenia swojej troski czy zaangażowania. Do agresji dochodzi wtedy, gdy któraś strona do wyrażenia swoich emocji używa ostrych słów, przemocy fizycznej lub tzw. biernej agresji (np. trzaskanie drzwiami, groźne spojrzenia). Innym destrukcyjnym sposobem na wyrażanie emocji jest mówienie „między słowami”, czyli takie konstruowanie komunikatu, że druga osoba musi się domyślić, co nadawca tak naprawdę chciał wyrazić. Często taka forma wypowiedzi jest dodatkowo okraszona jakąś formą manipulacji, np. poprzez używanie dużych kwantyfikatorów, czyli takich słów jak: „zawsze”, „nigdy”, „w ogóle”. Przykładem może być wypowiedź żony rozczarowanej tym, że jej mąż nie pamiętał o rocznicy: „Ty już w ogóle o mnie nie dbasz” lub „Już nic dla ciebie nie znaczę”. Inną jeszcze formą niszczącego wyrażania emocji jest angażowanie siebie i innych w tzw. układ trójkątny, czyli wynoszenie trudnych emocji poza relację. Ma to miejsce wtedy, gdy zamiast wyrazić emocje bezpośrednio do osoby, która je wywołała, dzwonimy do przyjaciółki lub kolegi i wylewamy żale na zewnątrz, tworząc w ten sposób układ trójkątny, na który składają się dwie osoby skonfliktowane i jeden powiernik. Sytuacja dodatkowo komplikuje się, gdy nasz powiernik jest również znajomym osoby, która wywołała w nas emocje. Jeśli i ona zdecyduje się opowiedzieć mu o swoich emocjach, układ ten stanie się wyjątkowo zawikłany, a nasz powiernik zostanie obarczony odpowiedzialnością, której nieść nie powinien. W obszar „układów trójkątnych” wchodzi też wszelkie plotkowanie, obmawianie czy mówienie o kimś za jego plecami – również i te sposoby wyrażania emocji są atakiem na relację.
 
Lepiej nie mówić?
W opozycji do destrukcyjnego wyrażania emocji stoi niewyrażanie ich w ogóle. Czasem uczucia, których doświadczamy w stosunku do drugiej osoby, są na tyle nieprzyjemne, że może się nam wydawać, iż lepszym rozwiązaniem będzie niewyrażanie ich. Nie chcemy przecież kogoś zranić, narazić relacji na rozpad czy samych siebie na przeżywanie dotkliwego poczucia winy, w związku z tym decydujemy się na negowanie swoich emocji, udawanie, jakby ich nie było, wypieranie ich ze swojej świadomości. Ładnie się uśmiechamy, choć przeżywamy smutek, gratulujemy, choć zazdrościmy, przyjmujemy czyjąś niesprawiedliwą krytykę, choć chcielibyśmy się zezłościć. Niestety tego typu działanie łagodzi sytuację tylko pozornie i na chwilę – niewyrażone emocje bardzo szybko przemieniają się w tykającą bombę, która w którymś momencie może wybuchnąć i zniszczyć nas samych, drugą osobę, a w końcu i naszą relację.
 
Bolesne konsekwencje
Konsekwencji niewyrażania lub złego wyrażania trudnych emocji w relacjach jest bardzo wiele – w dużym stopniu doświadczamy ich na poziomie własnego ciała, psychiki i ducha. Szacuje się, że około 80 proc. chorób to choroby wywołane czynnikami psychologicznymi. Możemy zatem spodziewać się tego, że nie wyrażając wprost naszych trudnych emocji, niszczymy nasze zdrowie. Druga sprawa to nasz nastrój i stan psychiczny – niewyrażona złość to pierwszy krok do depresji, nienazwana zazdrość może nas skłonić do zawiści czy nawet agresji, a lęk, którym nie podzielimy się z drugą osobą, może nas wpędzić w ataki paniki. W końcu niebagatelny jest wpływ niewyrażonych lub źle wyrażonych emocji na naszą duszę – trudno o wewnętrzny pokój i harmonię w relacji z Bogiem, jeśli w naszych głowach wciąż buzuje wściekłość, żal czy pretensje.
Również i nasze relacje bardzo cierpią z powodu nieumiejętnego obchodzenia się z trudnymi uczuciami. Wielu z nas myśli, że kiedy powiemy drugiej osobie o złości, żalu czy frustracji, obrazi się ona lub zrobi jej się przykro. Często można spotkać się z przekonaniem, że niemówienie o swoich trudnych emocjach jest chronieniem relacji i że dobrze, a nawet po chrześcijańsku, jest unikać konfliktu. Mówi się też czasem o związkach: „Oni są tak dobrani, nigdy się nie kłócą” – i właśnie takie relacje wydają się nam wzorem do naśladowania. Jednak czy faktycznie brak spięć jest przejawem dobrania? Czy raczej tak silnego lęku przed konfrontacją, że aż przejawiającego się w udawaniu, że nie mamy złych emocji? Dobrze jest być świadomym, że nawet gdy ukrywamy swoje trudne emocje, one i tak ujrzą światło dzienne – wyrazi je za nas nieświadoma manipulacja, komunikacja niewerbalna czy objawiający się między słowami nasz stosunek do drugiej osoby. Nasza lękowa postawa ciągłego podtrzymywania dobrej atmosfery w relacji poprzez negowanie trudnych uczuć jest iluzorycznym rozwiązaniem – jedynie ich konstruktywne wyrażanie jest w stanie rozwiązać napięcie.
 
Konstruktywnie
Dobrze wyrażona negatywna emocja jest czymś twórczym i budującym dla relacji. Każdy człowiek w głębi siebie spragniony jest prawdy i każdemu potrzebne jest stawanie w jej świetle, aby się rozwijać. Dlatego tak ważna jest umiejętność konstruktywnego komunikowania swoich nieprzyjemnych odczuć. Pomagają nam w tym zasady z obszaru komunikacji bez przemocy  (NVC). Według tej teorii niezwykle istotne jest, by swoje uczucia komunikować z perspektywy własnego „ja” (czyli mówić zawsze o sobie, a nie o kimś innym) i konkretnie je uzasadniać, uzupełniając to o wyrażenie swoich potrzeb i oczekiwań. Pomocna jest tu również znajomość swoich praw w relacji, czyli np. prawa do bycia szanowanym, wysłuchanym czy zaopiekowanym. Gdy zamiast zdania: „Nigdy po sobie nie sprzątasz”, powiemy: „Jest mi przykro, że po sobie nie posprzątałeś. Chciałabym, byś to robił, ponieważ ważny jest dla mnie porządek w naszym domu”, unikniemy pretensji, wzajemnego oskarżania, poczucia winy czy samonapędzającej się spirali atakowania i bronienia się.
Naszej komunikacji w relacji najbardziej pomagamy wtedy, gdy przestajemy skupiać się na czyichś błędach i je atakować, a koncentrujemy się na własnych uczuciach i tym, jak błędy drugiego człowieka korespondują z naszymi potrzebami. Dzięki temu zamiast tworzyć idealne warunki pod odpieranie ataków równie intensywnym atakiem, przekierowujemy uwagę na twórczą troskę o nas i o relację. Dopóki nasze emocje wykorzystujemy jako broń do ranienia, będziemy musieli mierzyć się z ich destrukcyjną siłą. Kiedy jednak uczynimy z nich narzędzie do budowania, zdziwimy się, jak w trudnych emocjonalnych sytuacjach relacja może wzrosnąć. Uda nam się to, jeśli naszą motywacją będzie miłość, a nie nienawiść; jeśli to, co przeżywamy, będziemy chcieli wykorzystać w służbie relacji, a nie przeciwko niej.
 
Psalmy pełne emocji
Na koniec zajrzyjmy do słowa Bożego – dobrą biblijną inspiracją do wyrażania trudnych emocji może być lektura Psalmów. Czy jest w Biblii księga bardziej emocjonalna niż ta? Każdy psalm zdaje się utkany z uczuć autora w stosunku do Boga. Ta relacja – choć może nie do końca podobna do naszych międzyludzkich relacji, ale jednak wciąż osobowa – przepełniona jest emocjami, które aż proszą się o wyrażenie. Gdyby Psalmista nie zdecydował się nazwać tego, co w nim tkwi, relacja z Bogiem byłaby niepełna, nieszczera, utrudniona byłaby szansa na bliskość. Dokładnie to samo dotyczy naszych relacji z ludźmi – jeśli mają dla nas duże znaczenie, naszym zadaniem jest wyrażać trudne emocje po to, by relacje utrzymać i nieustannie rozwijać.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki