Logo Przewdonik Katolicki

Sprinter i maratończyk

Dorota Niedźwiecka
Fot. Kinga Kasperczyk. Michał Kosowicz z synkiem Józikiem chorym na mukowiscydozę.

O ojcach odchodzących i tych pozostających przy chorych przewlekle dzieciach z Michałem Kosowiczem z Fundacji Józef rozmawia Dorota Niedźwiecka

Dlaczego ojcowie niepełnosprawnych dzieci decydują się odejść?
– Sięgnę do problemu bardzo głębokiego: do różnic w relacji. Dla matki więź z dzieckiem jest czymś naturalnym, instynktownym. Ojciec musi sobie tę relację świadomie zbudować. W czasie gdy kobieta czuje pierwsze ruchy dziecka, mężczyzna jest dopiero na etapie: „moja kobieta się zmienia i coś się będzie działo”. Później absorbują go codzienne sprawy, jak przygotowanie domu i wsparcie kobiety. Nagle przychodzi czas porodu, wielkie emocje i…
 
Stanięcie oko w oko z potomkiem, z którym ma bardzo słabą więź?
– Dokładnie. A sytuacja po porodzie jest nowa i wymaga od mężczyzny poukładania kilku rzeczy w głowie nawet wówczas, gdy dziecko jest zdrowe. 
 
A gdy dziecko jest chore?
– Istotą męskiego powołania jest odpowiedzialność. Niezależnie od tego, jak wymagająca jest sytuacja zewnętrzna. „Ja zapłodniłem i ja biorę odpowiedzialność za to, co zrobiłem: niezależnie od tego czy zaplanowałem, czy nie, czy mam szesnaście lat, czy sześćdziesiąt. Czy jest zdrowe, czy chore”.
 
A jednak ojcowie chorych dzieci odchodzą.
– Na to składają się różne czynniki. Dopóki mężczyzna ma jasno określony cel, podejmuje działanie, wie, na czym się skupić – czuje, że jest w  swoim naturalnym środowisku. W miarę dobrze znosi sytuację, gdy walczy o to, by zdiagnozować dziecko, zdobyć lek, dotrzeć do jeszcze lepszego specjalisty. Problemy zaczynają się pojawiać, gdy zamiast walki przychodzi domowa rutyna: u nas to jest trzeci tydzień ciągłych inhalacji, których dziecko nie chce robić, codzienna żmudna rehabilitacja. Na tym etapie bardzo ważne jest zaakceptowanie, że wszystko w życiu mija – zarówno to, co pozytywne, więc trzeba to cenić, jak i to, co trudne, więc trzeba to przetrwać. Zaakceptowanie własnej niemocy często stanowi problem.
 
Dopóki działacie jest dobrze?
– A gdy tracimy z oczu jasno określony cel, dopada nas to, co się uzbierało we wnętrzu.
 
Napięcie, niezgoda, żal?
– Rozpacz. Beznadzieja. Nie wiem, czy można to zrozumieć, dopóki samemu nie doświadczyło się trudnej diagnozy dziecka. Często wtedy ojcowie się poddają.
 
Zrobili, co mogli. Teraz czują się niepotrzebni?
– Czasem słyszę, że faceci są słabsi psychicznie, ale my jesteśmy raczej mniej wytrzymali niż kobiety – to jak różnica między sprinterem a maratończykiem: na dłuższych dystansach radzimy sobie gorzej. To także kwestia zawiedzionych ambicji. Ojciec jest w rodzinie po to, by stawiać dziecku cele i wymagania, czyli stymulować jego rozwój. To on zachęca: „odkręć  te dodatkowe kółka od roweru”, „biegnij szybciej”, „zgarnij tę nagrodę”. Własne aspiracje taty są niezbędnym elementem, by ten mechanizm wspierania rozwoju dziecka działał.
 
Gdy rodzi się dziecko niepełnosprawne, ojciec przeżywa konflikt?
– Tak, doświadcza rozczarowania i żalu, ponieważ dziecko nie spełni tych aspiracji. I początkowo może mu być trudno oddzielić je od osoby dziecka. Choroba rujnuje cele ojca. Rozwiązaniem, które służy całej rodzinie, jest określenie sobie takich nowych celów, które pozwalają na dalszą odpowiedzialność za rodzinę. Niestety, bywa też tak, że panowie odchodzą i szukają nowego kontekstu, by się zrealizować w roli ojca.
 
Nie zawsze jednak w ten sposób rozwiążą problem.
– Tak. Sytuacja wygląda inaczej w przypadku, kiedy w rodzinie są już zdrowe dzieci, inaczej kiedy choroba pierwszego dziecka oznacza, że chore mogą być kolejne dzieci.  Dla mężczyzny to jest ekstremalnie trudne. Nie powinien powoływać na świat potomstwa, co oznacza dla niego, że nie daje rady – coś jest z nim „nie tak”.
 
Nie może się zrealizować w ważnej sferze?
– Dokładnie. I można sobie oceniać negatywnie męskie przywiązanie do seksualności. Ale negowanie tego, że to dla nas ważne, jest aberracją, zakrzywianiem rzeczywistości. Potrzebujemy to zrozumieć i nauczyć się z tym żyć.
 
Niepokoją mnie statystyki: media podają, że 80 proc. ojców niepełnosprawnych dzieci odchodzi.
– Nigdzie nie znalazłem informacji, na podstawie jakich badań się je cytuje i którego okresu życia dziecka dotyczą. Mnie osobiście najbardziej niepokoi efekt, jaki mogą wywołać: dla mnie brzmią jak mentalne przyzwolenie na odejście.
 
Na odejście i na lęk żony, że mąż odejdzie.
– Tak, a myślenie w ten sposób to równia pochyła. Jeśli kobieta zaczyna zakładać, że mąż ją zostawi, automatycznie podejmuje konkretne działania, by się zabezpieczyć. Buduje atmosferę nieufności, a mężczyzna traci grunt pod nogami. Dawał radę z problemem, a tu nagle – tam, gdzie było jego bezpieczne zaplecze, ma wroga. Musi walczyć nie tylko z chorobą, lekarzami, lecz także z zapleczem. Gdy w kontekście choroby dziecka psuje się relacja z żoną, nie wyobrażam sobie mężczyzny, który znalazłby tyle siły, by swoje działania kontynuować. Chyba że jest w stanie jasno powiedzieć sobie, że kobieta to kolejny wróg. Wtedy może działać sam dla dobra dziecka. Nie będzie natomiast już w jego życiu miejsca na rodzinę.
 
A rozwiązanie?
– Nowe cele lub stare marzenia – sport, przygoda, skok ze spadochronem, własna firma. Wspólne działanie z mężczyznami, którzy mają chore dzieci. Ojcowie z większym stażem bardzo uspokajają, a ci, którzy mierzą się aktualnie z podobnymi problemami, dodają otuchy. Rozwiązaniem może być też skoncentrowanie się na pracy, przecież teraz rodzina będzie potrzebować więcej pieniędzy, a ich brak może mocno uderzyć w męską dumę. Najważniejsze to się nie poddawać, przecież każdy z nas jest najlepszym tatą, jakiego mają jego dzieci.
 


Michał Kosowicz
Mąż i tato trojga dzieci: Madzi (4 l), Gosi (3 l) i chorego na mukowiscydozę rocznego Józika. Założyciel Fundacji Józef,  która zajmuje się m.in. wspieraniem ojców niepełnosprawnych dzieci, także poprzez tworzenie miejsc pracy dostosowanych do ich sytuacji.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki