Logo Przewdonik Katolicki

W obronie polskiej mowy

Błażej Tobolski

O strajku dzieci wrzesińskich wszyscy słyszeliśmy. O drugiej fali strajków szkolnych w zaborze pruskim, w której uczestniczyły m.in. dzieci z Koźmina – już niekoniecznie.

„Wer streikt?” – Kto strajkuje? Takie pytanie codziennie zadawano dzieciom w koźmińskiej szkole w okresie strajku, trwającego tam w latach 1906–1907. W odpowiedzi na nie dzieci pokazywały niemieckim nauczycielom kartki napisane przez rodziców: „Moje dziecko nie będzie odpowiadać na lekcji religii po niemiecku, bo nie zna dostatecznie języka niemieckiego”.
 
Walka z językiem
Wielkopolska znajdowała się pod zaborem pruskim zasadniczo przez cały XIX w. Jednak dopiero po upadku powstania listopadowego, a następnie po zjednoczeniu Niemiec w 1871 r. mieszkający w niej Polacy zaczęli być poddawani nasilonym i konsekwentnym działaniom germanizacyjnym. Wykorzystywano do nich także szkoły, do których stopniowo wprowadzano język niemiecki. Zaostrzenie polityki germanizacyjnej, której efektem było w 1901 r. zastąpienie na religii w kilkudziesięciu szkołach w Wielkopolsce języka polskiego niemieckim, wywołało protesty. Najbardziej znany strajk szkolny miał miejsce we Wrześni i zakończył się ostatecznie dopiero w 1904 r. Strajki objęły również m.in. szkoły w Miłosławiu, Buku, Gostyniu czy Krobi, ale nie miały charakteru powszechnego. Inaczej wyglądała sytuacja w 1906 r., kiedy pruskie władze oświatowe zdecydowały się na wprowadzenie nauki religii po niemiecku w dużo większej liczbie szkół. Wówczas fala strajków w czasie ich największego nasilenia objęła, jak się szacuje, blisko 75 tys. dzieci w około 800 placówkach w całym zaborze pruskim.
 
Będę mówiła po polsku!
Wśród szkół, w których rozpoczął się strajk dzieci, znalazła się także Szkoła Katolicka w Koźminie (niewielkim, dziś 7-tysięcznym, miasteczku leżącym między Jarocinem a Krotoszynem). Już w maju 1905 r. kierownictwo placówki zabroniło uczniom w szkole i w drodze do niej rozmawiać po polsku. Rok później, we wrześniu dzieci otrzymały zgodnie z zarządzeniem władz niemieckie katechizmy. Spowodowało to zdecydowaną reakcję uczniów najstarszych klas. 19 września oddali oni podręczniki, co było równoznaczne z rozpoczęciem strajku. By uniknąć niepotrzebnego rozgłosu, władze pruskie zakazały bicia strajkujących dzieci, co nie dotyczyło tych, którzy namawiali innych do strajku. Doświadczył tego Antoni Gątowski, syn miejscowego krawca, który (jak ustalono po latach) rozpoczął strajk w Koźminie, jak i Marianna Piotrowska, córka szewca. Na sugestie nauczyciela, żeby zrezygnowała ze strajku, który nie ma sensu, bo i tak na tych terenach będą Niemcy, miała odpowiedzieć: „Nie będę modliła się po niemiecku, a tu będzie Polska i będę mówiła po polsku”. Za tę odpowiedź została dotkliwie pobita. Przedłużono jej także obowiązek szkolny do 14. roku życia, co było jedną z dotkliwszych kar stosowanych wobec dzieci, obok aresztów popołudniowych w szkole, przepisywania całych stron niemieckich podręczników czy bicia trzcinką po rękach.
 
Córko ty moja…
Próbowano też złamać rodziców strajkujących w Koźminie uczniów, których liczba przekraczała nawet 180 osób (w całej szkole uczyło się nieco ponad 700 dzieci narodowości polskiej). Jednego z ojców, radnego Dionizego Cieszyńskiego, usunięto z rady miasta, a starszych braci strajkujących sióstr Józefy i Marii Domiczówien usunięto ze szkoły wyższego szczebla. Na piekarza Jana Kubackiego nałożono natomiast kary pieniężne. Wydaje się jednak, że mimo wszystko duch patriotyczny wśród mieszkańców Koźmina był silny, o czym świadczy chociażby wpis do pamiętnika jednej ze strajkujących uczennic, Jadwigi Kubackiej, dokonany przez jej ojca w dniu 6 lutego 1906 r.: „Córko ty moja! Ukochaj szczerze prababek twoich święte pacierze (...) Z życzeniami ażeby miłość do nieszczęśliwej Ojczyzny nigdy w sercu twem nie wygasła”. Rodziców, zwłaszcza tych pociąganych do odpowiedzialności sądowej, wspierał specjalnie ku temu powołany tajny komitet, w którego skład wchodził m.in. miejscowy proboszcz ks. Stanisław Łukomski. Równolegle do strajku oraz trwających w związku z nim procesów sądowych i administracyjnych, sprawę podejmowali także polscy reprezentanci w parlamencie w Berlinie, choć starania te nie odniosły wymiernych skutków.
Strajk w Koźminie wygasł dopiero 5 czerwca 1907 r. Sukces stosowanych przez władze pruskie represji i coraz ostrzejszej polityki germanizacyjnej, był jednak tylko pozorny. Można bowiem zauważyć, że jednocześnie zdecydowanie wzrosła świadomość narodowa społeczeństwa Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Wielkopolanie dali tego świadectwo w latach 1918–1919, kiedy na terenie całego zaboru pruskiego wybuchło zakończone sukcesem Powstanie Wielkopolskie.
 
Ocalone od zapomnienia
Odtworzenie tych i wielu innych szczegółów z historii strajku dzieci koźmińskich, nie byłoby możliwe bez zaangażowania Bożeny Kulki, dyrektorki koźmińskiej „Jedynki”. – Czuję się związana z tą szkołą „od zawsze”. Kiedy w 1997 r. objęłam stanowisko jej dyrektora, postawiłam sobie za główny cel nadać szkole imię i to imię związane z jej historią. To najstarsza i największa placówka oświatowa na terenie miasta i gminy, której początki sięgają II połowy XIX w. – zaznacza. I tak od 2002 r. Szkoła Podstawowa nr 1 w Koźminie Wielkopolskim nosi imię Strajku Dzieci Koźmińskich 1906/1907. Pani dyrektor jednocześnie postarała się dotrzeć do rodzin strajkujących wówczas dzieci. – To był ostatni moment, żeby cokolwiek z tego okresu ocalić od zapomnienia. Zdobyliśmy bardzo osobiste pamiątki: dokumenty, zdjęcia i pamiętniki, choć przyznaję, nie ma ich wiele. Bardzo cenne są też dla nas wspomnienia członków tych rodzin, których zapraszamy do szkoły przy różnych okazjach – podkreśla Bożena Kulka, dodając, że niektóre materiały, jak kopia kroniki szkolnej z lat strajku odnaleziona w muzeum we Wrześni, spisana niemieckim gotykiem, wciąż jeszcze czekają na przetłumaczenie i historyczne opracowanie.
Wszystkie pamiątki zgromadzone są w otworzonej w 2001 r. sali upamiętniającej patronów szkoły i jej obecną działalność. Tu, co roku, w oryginalnych ławkach z tego okresu, „pierwszaki” mają swoje lekcje historii i patriotyzmu, które prowadzi najczęściej Janina Sierszuła, bibliotekarka i kustosz sali pamięci. W efekcie uczniowie klas II i III, z którymi rozmawiam, bez zająknięcia recytują długie imię swojej szkoły. Zapytani, dlaczego dzieci strajkowały, odpowiadają: „Bo chciały się modlić po polsku, a nauczyciele zmuszali ich do tego, żeby odmawiali modlitwy po niemiecku”, „Bo byli patriotami!”. – A czy wy też jesteście patriotami? – dopytuje nauczycielka. – Tak, bo uczymy się dla dobra Ojczyzny – mówią zgodnie dzieci. – Ucząc, staramy się wychowywać dzieci w tradycji patriotycznej i kształtować w nich szacunek dla języka, historii i naszej kultury. To nasz obowiązek, nie tylko ze względu na pamięć o patronach szkoły – zapewnia Bożena Kulka.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Anna
    13.01.2017 r., godz. 15:45

    A moze by tak ten arcy -ciekawy artykuł udostyępnić na łamach innych czasopism, bardziej ogólnokrajowych: w Naszym Dzienniku, Frondzie, Niedzieli, itp

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki