Logo Przewdonik Katolicki

Śmiercionośna logika

Tomasz P. Terlikowski
Fot.

To, co wydarzyło się we Wrocławiu nie jest cudem, ale smutnym dowodem na to, jak wygląda w Polsce procedura aborcji eugenicznej. Legalizacja eutanazji w Belgii to zaś obraz tego, co nas czeka w przyszłości.

Od kilku dni wciąż słucham, jak wielki cud wydarzył się we Wrocławiu. „Dziecko przeżyło aborcję”; „płód okazał się dzieckiem” – wciąż na nowo obwieszczają tabloidy, a poważni specjaliści budują narrację, w której to, co wydarzyło się we Wrocławiu, ma być jakimś absolutnym wyjątkiem, wypadkiem przy pracy, czymś absolutnie niespotykanym. Problem polega na tym, że wszystkie te nagłówki służą wyłącznie ukrywaniu smutnej prawdy o tym, jak wygląda w Polsce procedura aborcji eugenicznych, i co dzieje się z zabijanymi w trakcie nich dziećmi. I wystarczy odrzucić medialną pianę, by się o tym przekonać.

 

Za duże, by je zabić!

Zacznijmy więc od tego, co naprawdę wydarzyło się we Wrocławiu. Otóż w tamtejszym szpitalu wykonywano absolutnie standardowy „zabieg” przerwania ciąży z tzw. wyjątku eugenicznego. Tłumacząc rzecz z języka prawnego na polski, zabijano dziecko, dlatego że podczas badań prenatalnych wykryto u niego zespół Downa. Takich „zabiegów” tylko w roku 2012 wykonano ok. 700 (większość z nich dotyczyła zaś właśnie dzieci z zespołem Downa). I każdy z nich wyglądał dokładnie tak jak we wrocławskim szpitalu, czyli polegał na wywołaniu porodu w momencie, w którym dziecko nie było zdolne do przeżycia poza organizmem matki, co oznaczało dla niego śmierć. Problem z tą procedurą jest tylko taki, że jak wynika ze statystyk, w jednym na sześć- siedem przypadków dziecko, choć powinno urodzić się martwe, przychodzi na świat żywe. Co w takiej sytuacji? Standardowo odkłada się takie dziecko na bok, by spokojnie sobie umarło i po kilku minutach uznaje, że aborcja poszła OK.

I we Wrocławiu byłoby dokładnie tak samo, gdyby nie pewien drobiazg. Otóż okazało się, że dziecko, które chciano zabić było za ciężkie. Ważyło bowiem nie 500 gramów, a 700, a przy takiej wadze – i tu znowu do akcji wchodzą słynne procedury – lekarze mają już obowiązek ratować dziecko, które – jako nieco tylko cięższe – staje się nagle człowiekiem. I dokładnie to zaczęto robić. Rzeźników zajmujących się aborcją zastąpili neonatolodzy, którzy sprawnie uratowali dziecko, które ich koledzy, zaledwie chwilę wcześniej, chcieli ukatrupić. I udało im się. Dziecko żyje, i choć jego stan jest ciężki, to wiele wskazuje na to, że może żyć i normalnie funkcjonować.

Ten krótki opis tego, co się wydarzyło, pokazuje, że nie mamy tu do czynienia z cudem czy wydarzeniem absolutnie wyjątkowym, ale z czymś – niestety wciąż możliwym w Polsce – wynikającym z obowiązującej u nas ustawy, która pozwala na zabijanie dzieci ze względu na ich stan zdrowia, a także procedur wymuszających ratowanie ich, gdy są nieco cięższe. 200 gramów człowieka decyduje więc o człowieczeństwie i o prawie do życia. Absurd? No pewnie, że absurd, ale jeszcze większym absurdem jest to, że polskie prawo w ogóle pozwala na zabijanie ludzi, tylko z powodu ich stanu zdrowia.

 

Eutanazja dzieci w Belgii

Warto mieć też świadomość, dokąd może nas zaprowadzić ta śmiercionośna logika. I nie będę pisał o jakichś teoretycznych obawach filozofii społecznej, ale o tym, co już dzieje się w Europie. W Belgii w minionym tygodniu wprowadzono eutanazję dzieci. Parlament tego kraju zgodził się na rozszerzenie prawa do żądania eutanazji na śmiertelnie chorych swoich najmłodszych obywateli już bez żadnych ograniczeń wiekowych. By znowelizowana ustawa weszła w życie, musi ją jeszcze podpisać król Belgów Filip, co podobno – jak piszą media – jest powszechnie oczekiwane. Belgia będzie pierwszym w świecie krajem, zezwalającym na eutanazję dzieci i osób małoletnich bez żadnych ograniczeń wiekowych.

 I choć nie ulega dla mnie wątpliwości, że jest to wielkim skandalem i monstrualną zbrodnią, to wprowadzenie w życie tego przepisu nie powinno być zaskoczeniem dla nikogo. Jest to bowiem tylko prostą konsekwencją założeń, na podstawie których od lat tworzy się prawo, także w Polsce. Jeśli społeczeństwo może pozbawić prawa do życia ludzi tylko dlatego, że są niepełnosprawni, albo cierpią na jakiś rodzaj genetycznego zespołu, to nie ma powodów, by tego odebrania nie rozszerzyć także na ludzi, którzy już się narodzili, ale którzy z jakichś powodów nie spełniają wyśrubowanych kryteriów jakości.

Oczywiście na te słowa natychmiast podniesie się krzyk oburzonych, którzy będą mnie przekonywać, że jest przecież zasadnicza różnica między płodem a noworodkiem czy dzieckiem. Ale mnie ten krzyk nie przeraża, bo nie kieruję się emocjami, a rozumem. A ten podpowiada, że różnica jest o wiele mniejsza, niż się zdaje. Otóż, po pierwsze i ludzie na prenatalnym etapie rozwoju, i noworodki, i dzieci należą do tego samego gatunku homo sapiens, są zatem ludźmi. Nie ma też większych wątpliwości co do tego, że zarówno człowiek na płodowym etapie rozwoju, jak i noworodek są całkowicie zależni od swoich rodziców. Odmienny jest rodzaj tej zależności, ale ani jedno ani drugie samo nie przetrwa, wymaga opieki (podobnie zresztą jak ciężko chore dziecko w starszym wieku). Jeśli więc uznajemy, że wysiłek związany z opieką, heroizm jakiego wymaga zajmowanie się chorym dzieckiem może być usprawiedliwieniem zabicia dziecka przed jego narodzinami, to nie ma powodów, by uznać, że nie usprawiedliwia on zabicia dziecka po narodzinach (co określane jest aborcją pourodzeniową) albo i później (co określa się eutanazją dzieci). Owszem, zabicie noworodka czy nawet dziecka jest trudniejsze do udźwignięcia emocjonalnie, bo już doskonale widzimy, z kim mamy do czynienia, ale odpowiednio długo praca mediów i bioetyków doprowadzi do tego, że w dzieciach też przestaniemy widzieć ludzi, albo uznamy, że zabijając je, wyświadczamy im przysługę. W Belgii już to się stało, ale jeśli nic nie zrobimy, to niebawem tak samo będzie także w innych krajach Europy, a w końcu i w Polsce.

 

Co robić?

Czy jest jakieś możliwe wyjście z tej sytuacji? Odpowiedź jest bardzo prosta: tak. Trzeba po prostu, jak najszybciej w ogóle zakazać aborcji (każdej, w tym eugenicznej), zamykając w ten sposób furtkę, która pozwala dzielić ludzi na tych, którzy są godni życia, i tych, których państwo – za zgodą rodziców lub bez niej – może spokojnie życia pozbawić. Zamknięcie takiej furtki oznaczać będzie powrót do normalnej logiki, w której prawo do życia przysługuje nam dlatego, że jesteśmy ludźmi, a nie dlatego, że spełniamy jakieś wyśrubowane standardy jakości tego ostatniego.

Ale zanim to się stanie, „lekarze”, którzy uczestniczyli w procederze pozbawienia życia dziecka we Wrocławiu (na szczęście się on nie udał), a także placówka, która firmuje ich działania, powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności – zarówno karnej, jak i cywilnej za próbę zamordowania człowieka, tylko dlatego, że był on niepełnosprawny. Szpital powinien też zapłacić ogromne odszkodowanie dziecku, które próba aborcji uczyniła jeszcze bardziej niepełnosprawnym. Może gdyby lekarze i szpital musieli takie pieniądze płacić, to na przyszłość zastanowiliby się, czy rzeczywiście można zabijać. Jeśli brak im sumienia, to może pomogłyby im w tej refleksji duże pieniądze, jakie musieliby zapłacić.

Ostatnim krokiem zaś, który jest konieczny, jest uświadomienie sobie, że życie ludzi z zespołem Downa jest darem dla społeczeństwa, i że to nie oni powinni nam być wdzięczni za to, że pozwalamy im żyć, ale my powinniśmy być wdzięczni za ich obecność. Osoby z zespołem Downa, tak jak inni niepełnosprawni, są bowiem wielkim ćwiczeniem z empatii, są sprawdzianem naszego człowieczeństwa, i wreszcie – to odnosi się szczególnie do tych pierwszych – są dowodem na to, że szczęście nie mierzy się pozycją, zdrowiem, ale samym byciem. Niewiele jest bowiem wśród zdrowych ludzi tak szczęśliwych i tak pełnych otwarcia na innych, jak wśród osób z zespołem Downa. Warto o tym pamiętać, gdy myślimy o aborcji eugenicznej i o jej ofiarach, które mogłyby dać nam wszystkim jeszcze więcej szczęścia.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki