Logo Przewdonik Katolicki

Papież i oblężenie Jasnej Góry... sercami

Mirosław Sobiech
Fot.

Byłoby nie do pomyślenia, aby pierwszy polski papież w dziejach nie przybył na Jasną Górę powiedział Jan Paweł II 35 lat temu, w trakcie swojej historycznej pielgrzymki do Ojczyzny. Ojciec Święty mówił, że w narodowym sanktuarium najlepiej słychać, jak biją serca Polaków. A mógł wsłuchiwać się w ten rytm bardzo dokładnie, bo do Częstochowy zjechały setki tysięcy pielgrzymów z całego kraju.

Byłoby nie do pomyślenia, aby pierwszy polski papież w dziejach nie przybył na Jasną Górę – powiedział Jan Paweł II 35 lat temu, w trakcie swojej historycznej pielgrzymki do Ojczyzny. Ojciec Święty mówił, że w narodowym sanktuarium najlepiej słychać, jak biją serca Polaków. A mógł wsłuchiwać się w ten rytm bardzo dokładnie, bo do Częstochowy zjechały setki tysięcy pielgrzymów z całego kraju.

 

 

Widząc nieprzebrane tłumy wiernych, papież nazwał to ogromne zgromadzenie „oblężeniem” Jasnej Góry, której – jak dodał – nikt w dziejach nie potrafił zdobyć armatami, gdyż uczynić można to jedynie sercem. I od pierwszych chwil pobytu w Częstochowie Jan Paweł dawał tego dowody. Już zresztą sam fakt, że w czasie dziewięciodniowej wizyty w kraju aż trzy dni (4–6 czerwca 1979) spędził na Jasnej Górze, pokazuje, z jaką miłością i oddaniem traktował pobyt w tym szczególnym miejscu, w którym – co podkreślił – Polaków nie boli słowo „niewola”.

 

Odwiedziny z woli Maryi

Z samego rana w poniedziałek 4 czerwca 1979 r. (był to drugi dzień Zielonych Świąt) papież zdążył jeszcze w Gnieźnie spotkać się z profesorami i alumnami w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym oraz z duchowieństwem na błoniach w Gębarzewie, ale już o godz. 9.30 jego helikopter lądował w Częstochowie na placu przed katedrą Świętej Rodziny. Z tego miejsca Jan Paweł II odbył triumfalny przejazd otwartym papamobile na Jasną Górę. Cała trasa – od Alei Najświętszej Marii Panny po jasnogórski klasztor – była istotnie „oblężona” przez mrowie wiwatujących wiernych. Do tego stopnia, że Ojciec Święty miałby problem z przebyciem bram prowadzących na szczyt Jasnej Góry. Na szczęście zbudowano schody, a nad murem obronnym, z wałów na przyklasztorne pole, przerzucono biały trap, dzięki któremu papież mógł od razu znaleźć się przy ołtarzu. Podszedł do niego, poprzedzony przez arcybiskupów koncelebrantów, przy dźwiękach hymnu Gaude Mater Polonia, który śpiewał chór złożony z około dwóch tysięcy osób. „Spełnia się wola Maryi, jestem tutaj” – powiedział wzruszony Jan Paweł II na jasnogórskim szczycie, co wywołało entuzjastyczną wrzawę zebranych. Ale jak zawsze Ojciec Święty – choć uradowany gorącym przyjęciem – potrzebował także chwili spokoju i medytacji. Dlatego wszedł do kaplicy Cudownego Obrazu i długo się tam modlił. A następnie przed wizerunkiem Czarnej Madonny, który dla katolików w Polsce jest największą świętością, powtórzył swoje credo: Totus Tuus – cały Twój.

 

Tutaj bije serce narodu

Msza św. rozpoczęła się od powitania wygłoszonego przez prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. W odpowiedzi papież powtórzył, że jego obecność w Częstochowie to spełnienie matczynej woli Pani Jasnogórskiej. Ten wątek przewijał się także w papieskiej homilii. „Jasna Góra jest sanktuarium narodu. Trzeba przykładać ucho do tego świętego miejsca, aby czuć, jak bije serce narodu w Sercu Matki” – mówił Ojciec Święty, podkreślając, że klasztor Ojców Paulinów jest nie tylko celem tradycyjnych pielgrzymek, ale miejscem absolutnie wyjątkowym dla ducha narodu. To miejsce, do którego wierni przychodzą ze wszystkimi swoimi sprawami życiowymi (jak małżeństwo, narodziny dziecka, choroba w rodzinie czy egzamin dojrzałości), aby powierzać je swojej Matce. „Jest obecna dla wszystkich i dla każdego, którzy do niej pielgrzymują (...). Cóż więc dziwnego, że i ja tu dziś przybywam?” – stwierdził Jan Paweł II, a te i inne jego słowa były spontanicznie oklaskiwane przez pielgrzymów. Tym bardziej że swoim zwyczajem papież nie poprzestał jedynie na głęboko zapadających w świadomość naukach, lecz pozwalał sobie także na swobodne dygresje i żarty. „Już widzę, jak będą na mnie krzyczeć, że znowu dzisiaj przedłużyłem kazanie” – dowcipkował Ojciec Święty, a rozbawieni ludzie wiwatowali. Po chwili jednak nastrój znowu stał się podniosły i uroczysty, gdyż na zakończenie Mszy św. Jan Paweł II dokonał aktu oddania Matce Bożej Kościoła w Polsce, a także Kościoła powszechnego i wszystkich krajów świata. 

 

 Złota róża od papieża

Było to odnowienie Aktu Oddania Narodu Polskiego Najświętszej Maryi Pannie, dokonanego przez prymasa Stefana Wyszyńskiego 3 maja 1966 r. w czasie obchodów tysiąclecia chrztu Polski. Ojciec Święty, ponawiając zawierzenie Matce Bożej wszystkich spraw Kościoła, Polski i swojego narodu oraz siebie samego, wykonał gest o znaczeniu duchowym, religijnym, ale także – w jakimś sensie – politycznym. Trzeba bowiem przypomnieć, że w 1966 r. komunistyczne władze PRL nie zezwoliły ówczesnemu papieżowi Pawłowi VI na przyjazd do Polski na milenijne uroczystości kościelne na Jasnej Górze, choć miał zaproszenie i przede wszystkim bardzo chciał odbyć historyczną pielgrzymkę za „żelazną kurtynę”. Nie mówiąc już o tym, że rządzący w PRL wcześniej cofnęli kard. Wyszyńskiemu zgodę na wyjazd do Watykanu na inaugurację obchodów roku milenijnego pod absurdalnym zarzutem, że prymas Polski wykorzystuje zagraniczne wizyty do „niewłaściwych działań politycznych”. Jan Paweł II, który kilka dni wcześniej w Warszawie prosił o odnowę oblicza „tej ziemi”, po prostu „musiał” odnieść się do tamtych smutnych zdarzeń. Nie obyło się przy tej okazji bez chwil wzruszeń. Na znak synowskiego oddania i w podzięce za łaski udzielone narodowi polskiemu przez wstawiennictwo Maryi papież Polak ofiarował Pani Jasnogórskiej złotą różę. Taką samą, która miała być złożona w jasnogórskim sanktuarium przez Pawła VI. Tradycja składania w dziękczynnym darze imitacji kwitnącej róży ze złota, wywodząca się XI wieku i potem zaniechana, została przywrócona dopiero w XX w. przez Piusa XI. Złoty kwiat od Jana Pawła II na Jasnej Górze to dziś jedna z najbardziej symbolicznych pamiątek po jego pierwszej pielgrzymce do Ojczyzny.

 

Między żartami a skupieniem

Tymczasem jednak 4 czerwca 1979 r. tysiące pielgrzymów, nie zważając na niesamowity upał, cieszyły się z bezpośredniego spotkania z Ojcem Świętym w Częstochowie. Jeszcze tego samego dnia po południu przed kościołem św. Zygmunta, w najstarszej częstochowskiej parafii, w obecności nieprzebranych tłumów, papież poświęcił kamienie węgielne pod budowę nowych kościołów. Potem na chwilę zatrzymał się w domu miejscowego ordynariusza, bp. Stefana Bareły, ale i tam został natychmiast otoczony przez rzesze wiernych. I nie byłby sobą, gdyby z balkonu biskupiej rezydencji nie przeprowadził z nimi swobodnej, momentami gawędziarskiej i żartobliwej rozmowy. Potem udzielił zebranym błogosławieństwa i poświęcił krzyże mające upamiętnić to spotkanie. Jan Paweł II był już zmęczony i miał nawet lekką chrypkę, ale o godz. 20.00 na Jasnej Górze odprawiona została jeszcze jedna Msza św. – dla tych, którzy rano nie mogli uczestniczyć w Eucharystii. I znów nie obyło się bez symboliki historycznej, gdyż polskiemu papieżowi towarzyszył prymas Węgier kard. Lászlo Lékai, a to właśnie z tego kraju kilka wieków wcześniej przybyli do Częstochowy paulini. Dzień zakończył Apel Jasnogórski oraz jeszcze jedno krótkie przemówienie, kierowane zwłaszcza do chorych, w którym papież mówił o chrześcijańskim znaczeniu i wartości cierpienia. „Na krzyżu swoim Syn Boży dokonał odkupienia świata. I poprzez tę tajemnicę każdy krzyż, który dźwiga człowiek, nabiera niepojętej po ludzku godności” – podkreślał Jan Paweł II, a wierni słuchali jego słów w skupieniu większym jeszcze chyba niż podczas porannej homilii.

 

Prymas – mąż opatrznościowy   

Noc teoretycznie miała być dla wszystkich przeznaczona na odpoczynek, ale wielu wiernych czuwało przy murach klasztornych, aby z samego rana 5 czerwca powitać Ojca Świętego. Już o godz. 7.30 papież na jasnogórskich błoniach odprawił Mszę św. koncelebrowaną w szczególności dla sióstr zakonnych, które tłumnie przyjechały do Częstochowy z całego kraju. W homilii mówił o wielkiej roli powołania zakonnego i dziękował siostrom, bez których – jak stwierdził – „Kościół nie byłby w pełni samym sobą”. Były też jednak kolejne żarty, na przykład przy okazji pochwał za klimat serdeczności, jaki zakonnice stwarzają zawsze podczas papieskich spotkań. „A tak już bez tekstu to wam powiem, że najczęściej to chcą papieża rozszarpać” – dowcipkował Jan Paweł II, na co zebrani zareagowali gromkim wybuchem śmiechu i oklaskami. Ta chwila swobodniejszego nastroju poprzedziła pełne powagi obrady 169. Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski, podczas których papież wygłosił przemówienie o miejscu i roli Kościoła w Polsce i we współczesnym świecie. Szczególne jednak zabrzmiały słowa Ojca Świętego dotyczące kard. Stefana Wyszyńskiego, gdyż został on określony przez papieża mianem „męża opatrznościowego Ojczyzny”, a także „źródłem duchowej siły” w sytuacji, gdy usiłowano w Polsce zmarginalizować Kościół i wiarę. W tym kontekście nie mógł dziwić fakt, że kiedy niespełna dwa lata później (28 maja 1981) kard. Wyszyński zmarł, został nazwany – w ślad za papieską opinią – „Prymasem Tysiąclecia”.

 

Dar dla św. Jadwigi

Jan Paweł II w Częstochowie podkreślał, że „Kościół w Polsce dzięki kapłanom jest niepokonany”, a polscy duchowni są poszukiwani na całym świecie. W przerwie obrad biskupów Ojciec Święty odmówił modlitwę Anioł Pański z pielgrzymami, którzy tego dnia tłumnie przybyli z Dolnego Śląska, Opolszczyzny i Gorzowa. Władze PRL nie zgodziły się, aby papież w czasie pierwszej wizyty duszpasterskiej w Ojczyźnie odwiedził tamte rejony Polski, więc wierni z tych diecezji przybyli do Ojca Świętego. Usłyszeli wiele pochwalnych słów o doniosłości ich pracy i o trudach życia, ale nie obyło się też bez wątków patriotycznych i martyrologicznych. „Obyście także wy, umiłowani rodacy – wy wszyscy Polacy, którzy tyle doznaliście udręczeń i cierpień, wojen i okupacji, ponadstuletnich rozbiorów – mogli cieszyć się wewnętrznym pokojem, wewnętrzną wolnością, jednością i poszanowaniem praw naszego narodu, które to prawa wypracował sobie ciężką krwawicą wśród narodów Europy i świata” – mówił Ojciec Święty. A słowa te miały swoją wagę polityczną, gdyż kierowane były do pielgrzymów z tych terenów, gdzie żyje mniejszość niemiecka. Na dodatek, w tłumie widoczny był transparent w języku niemieckim, pozdrawiający papieża od katolików z Berlina. Niezwykle wzruszający moment nadszedł, kiedy Jan Paweł II przekazał kielich mszalny w darze dla sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. Bo to właśnie w święto tej patronki Śląska (16 października 1978 r.) Karol Wojtyła został wybrany na następcę św. Piotra.

 

Ziemia pracy i modlitwy

Wzruszeń w czasie pobytu Ojca Świętego na Jasnej Górze było oczywiście znacznie więcej. Na przykład trzeciego dnia (6 czerwca 1979), kiedy papież zatrzymał się przy zgromadzonych na placu chorych i inwalidach, rozmawiał z nimi serdecznie i udzielił im błogosławieństwa. Albo podczas spotkania z młodzieżą, które – jak zawsze – przerodziło się w żartobliwy dialog. Mimo zmęczenia i zdartego gardła, Jan Paweł II nie tracił dobrego humoru także w trakcie rozmowy z kadrą naukową i studentami Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, dla których przerwał nawet obiad, żeby nie musieli zbyt długo czekać. To sentyment jednak zupełnie zrozumiały, bowiem na uczelni noszącej dziś imię Jana Pawła II, przez wiele lat Karol Wojtyła pracował jako wykładowca etyki.

Pełne gorących emocji było także spotkanie z mieszkańcami Górnego Śląska i Zagłębia, którzy pragnęli przyjąć Ojca Świętego u siebie w sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich, ale władze PRL także na ten „robotniczy teren” nie wpuściły „głowy państwa watykańskiego”. Nawet rzęsista ulewa nie ostudziła temperatury spotkania ze Ślązakami. „Patrzę w stronę pracowitego Śląska, Zagłębia — w stronę wielkich pieców, w stronę kominów fabrycznych, a równocześnie w stronę tak licznych na tej waszej ziemi wieżyc kościelnych. Jest to ziemia wielkiej pracy i wielkiej modlitwy” – mówił Ojciec Święty,  wywołując aplauz słuchaczy, którzy przygotowali barwne widowisko z lasem górniczych pióropuszy, śpiewami i tańcami. Patrząc na rozentuzjazmowany, milionowy tłum zebrany u podnóża Jasnej Góry, krótko przed wejściem do helikoptera i wylotem do Krakowa, papież poprosił, aby wszyscy pozostali jeszcze na miejscach, by mógł z góry popatrzeć na to niezwykłe „oblężenie” Częstochowy. 

 


 

Fragmenty homilii, którą Jan Paweł II wygłosił 4 czerwca 1979 r. w czasie Mszy św. odprawionej na Jasnej Górze:

 

„Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy...”

 

Przychodzą na myśl te słowa poety, wieszcza, który w inwokacji Pana Tadeusza wyraził to, co znajdowało się w jego sercu i znajduje we wszystkich chyba polskich sercach....co Jasnej bronisz Częstochowy...” – pisał Mickiewicz, przemawiając językiem wiary, a zarazem językiem tradycji narodowej. [...] Przyzwyczaili się Polacy wszystkie, niezliczone sprawy swojego życia, różne jego momenty ważne, rozstrzygające, chwile odpowiedzialne, jak wybór drogi życiowej czy powołania, jak narodziny dziecka, jak matura, czyli egzamin dojrzałości, jak tyle innych... wiązać z tym miejscem, z tym sanktuarium. Przyzwyczaili się ze wszystkim przychodzić na Jasną Górę, aby mówić o wszystkim swojej Matce – Tej, która tutaj nie tylko ma swój Obraz, swój Wizerunek, jeden z najbardziej znanych i najbardziej czczonych na całym świecie – ale która tutaj w jakiś szczególny sposób jest. Jest obecna. Jest obecna w tajemnicy Chrystusa i Kościoła – uczy Sobór. Jest obecna dla każdego i dla wszystkich, którzy do Niej pielgrzymują... choćby tylko duszą i sercem, choćby tylko ostatnim tchnieniem życia, jeśli inaczej nie mogą. [...]

Cóż więc dziwnego, że i ja tu dziś przybywam. Przecież zabrałem z sobą z Polski na stolicę św. Piotra w Rzymie ten polski nawyk, ten „święty nawyk” Polaków, wypracowany wiarą całych pokoleń, potwierdzony doświadczeniem chrześcijańskim tylu stuleci, ugruntowany w mojej własnej duszy. [...] Nie muszę już nawet mówić, że tak jak Jan XXIII, Paweł VI, Jan Paweł I liczę na modlitwę u stóp Jasnogórskiego Wizerunku. Powołanie syna polskiego narodu na Stolicę Piotrową zawiera w sobie oczywistą więź z tym świętym miejscem. Z tym sanktuarium wielkiej nadziei — że mogę powtórzyć tylko: Totus Tuus... [...] Tyle razy przybywaliśmy tutaj! Stawaliśmy na tym świętym miejscu, przykładaliśmy niejako czujne pasterskie ucho, aby usłyszeć, jak bije serce Kościoła i serce Ojczyzny w Sercu Matki. Jasna Góra jest przecież nie tylko miejscem pielgrzymek Polaków z Polski i całego świata. Jasna Góra jest sanktuarium narodu. Trzeba przykładać ucho do tego świętego miejsca, aby czuć, jak bije serce narodu w Sercu Matki. Bije zaś ono, jak wiemy, wszystkimi tonami dziejów, wszystkimi odgłosami życia. [...] A jeśli bije ono tonem niepokoju, jeśli odzywa się w nim troska i wołanie o nawrócenie, o umocnienie sumień, o uporządkowanie życia rodzin, jednostek, środowisk, trzeba przyjąć to wołanie. Rodzi się ono z miłości matczynej, która po swojemu kształtuje dziejowe procesy na polskiej ziemi. [...] Od 1956 rozpoczęła się Wielka Nowenna przed tysiącleciem chrztu Polski. I oto w roku polskiego milenium, 3 maja 1966 r., tutaj, na tym miejscu zostaje wypowiedziany ustami prymasa Polski jasnogórski Akt Oddania w macierzyńską niewolę Bogarodzicy za wolność Kościoła w Polsce i świecie współczesnym. Ten historyczny Akt zostaje wypowiedziany wobec nieobecnego tutaj ciałem, ale obecnego duchem papieża Pawła VI, jako szczególne świadectwo wiary żywej i mężnej, takiej, jakiej oczekują i jakiej potrzebują nasze czasy. Jest to Akt Oddania w macierzyńską niewolę. [...]

Tak więc słowo „niewola”, które nas zawsze boli, w tym jednym miejscu nas nie boli. W tym jednym odniesieniu napełnia nas ufnością, radością posiadania wolności! Tutaj zawsze byliśmy wolni! [...] Papież Paweł VI przyjął owoc polskiego milenium z Jasnej Góry. Świadczy o tym jego bulla znajdująca się przy wizerunku Czarnej Madonny, a dzisiaj tutaj złożona, przy ołtarzu eucharystycznym. Dzisiaj jego niegodny następca pragnie dokonać tego ponownie, pragnie ponownie przyjąć ten Akt Oddania, przybywając na Jasną Górę nazajutrz po uroczystości Zesłania Ducha Świętego, kiedy w całej Polsce obchodzi się święto Matki Kościoła. [...] Kiedy więc – drodzy rodacy, czcigodni i umiłowani bracia w biskupstwie, pasterze Kościoła w Polsce, oraz wy, dostojni goście – jestem z wami tutaj, w dniu dzisiejszym, pozwólcie, że jako następca św. Piotra zawierzę z tą samą żywą wiarą, z tą samą heroiczną nadzieją, z jaką czyniliśmy to w pamiętnym dniu 3 maja polskiego milenium, Kościół cały Matce Chrystusa. Pozwólcie, że wszystko to tutaj zawierzę! Pozwólcie, że wszystko to zawierzę w nowy sposób! Jestem człowiekiem zawierzenia. Nauczyłem się nim być tutaj! Amen.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki