Logo Przewdonik Katolicki

Korea - klucz do Azji

Krzysztof Bronk
Fot.

Azja wydaje się dla Kościoła kontynentem niedostępnym. Mimo wielkich misyjnych inicjatyw, których uosobieniem jest św. Franciszek Ksawery, Azjaci nie dali się zauroczyć Ewangelii.Z tej utrzymującej się przez długie stulecia tendencji wyłamuje się w ostatnich latach Korea Południowa. Do jakiego kraju jedzie więc Franciszek?

Azja wydaje się dla Kościoła kontynentem niedostępnym. Mimo wielkich misyjnych inicjatyw, których uosobieniem jest św. Franciszek Ksawery, Azjaci nie dali się zauroczyć Ewangelii. Z tej utrzymującej się przez długie stulecia tendencji wyłamuje się w ostatnich latach Korea Południowa. Do jakiego kraju jedzie więc Franciszek?

 

Chrystus miał swoich uczniów i w Chinach, i w Indiach czy Japonii, ale zawsze były to niewielkie wspólnoty nieprzekraczające kilku procent społeczeństwa, poza oczywiście katolickimi Filipinami. Korea jest inna. Kościół katolicki co roku udziela tam ponad 100 tys. chrztów, z czego 73 proc. to chrzty dorosłych. Dzięki takiej dynamice rozwoju katolików jest tam już 5,4 mln, co stanowi 10,4 proc. społeczeństwa. Protestanci twierdzą, że jest ich trzy razy więcej. Oznacza to, że dziś już niemal co drugi Koreańczyk jest chrześcijaninem. To nie wszystko. My, Polacy, przyzwyczailiśmy się myśleć o naszym kraju jak o swoistym zagłębiu powołań, na razie rzeczywiście księży jest u nas sporo, ale w Korei jest ich jednak jeszcze więcej, oczywiście w przeliczeniu na jednego katolika. Na jednego kapłana przypada tam 1119 wiernych. Sióstr zakonnych jest 10 tys., jedna na 500 wiernych, czyli cztery razy więcej niż w Polsce.

 

Nagły rozwój

Korea zaskakuje. Tym bardziej że jest to „cud” ostatnich lat, dziesięcioleci. Zaraz po wojnie katolicy nie przekraczali w Korei jednego procentu mieszkańców. Skąd więc ten nagły rozwój? W Radiu Watykańskim pytaliśmy o to nestora koreańskiego episkopatu, francuskiego biskupa, jeszcze misyjnego, René Duponta. Był on naocznym świadkiem tego duszpasterskiego sukcesu, ale sam nie potrafi wskazać na jego przyczyny. Pan Jezus tak chciał – odpowiada, zaznaczając, że wszystkie inne pozytywne czynniki mają charakter drugorzędny. Powszechnie się przyjęło, że niepowodzenie ewangelizacji w Azji wynikało z braku właściwej inkulturacji, czyli zakorzenienia Ewangelii z wykorzystaniem narzędzi językowych miejscowych kultur. W Korei tymczasem Kościół nie poczynił jakiś szczególnych starań w tym zakresie, nie poszedł też na kompromis z konfucjanizmem czy buddyzmem. Na pewno natomiast zyskał wielki autorytet dzięki temu, że towarzyszył Koreańczykom, kiedy ci podnosili się ze strasznej biedy po zakończeniu wojny. Symbolem Kościoła stał się kard. Kim, który umiał sprzeciwić się dyktaturze wojskowej, upominał się o ubogich, zabiegał o poszanowanie wolności sumienia, a przy tym przez wszystkich był szanowany, nawet przez swoich wrogów – wspomina bp Dupont. Ale ten dynamiczny rozwój chrześcijaństwa w ostatnich dziesięcioleciach to nie jedyny zdumiewający rozdział w dziejach tego Kościoła. Niezwykłe jest już samo jego powstanie. Chrześcijaństwa nie przynieśli do Korei misjonarze. O chrzest upomnieli się sami Koreańczycy. Przed ponad 200 laty grupa koreańskich intelektualistów rozczytywała się w zachodniej literaturze. W sposób szczególny zafascynowały ich pisma chrześcijańskie. Kiedy zrozumieli wagę chrztu, jeden z nich Yi Seung-hun udał się w 1783 r. do Chin i tam poprosił misjonarzy o chrzest. Po powrocie do ojczyzny udzielał go innym i tak powstał Kościół katolicki. Są to czasy stosunkowo nam bliskie. Minęło zaledwie 200 lat. Zachowały się zatem świadectwa, które pokazują, z jaką siłą rozprzestrzeniała się Ewangelia, przemieniając Koreańczyków. Nawracały się całe rodziny. Jak zauważa abp You Heung-sik, intelektualistów w Seulu pociągała idea chrześcijaństwa prostych ludzi na wsi – świadectwo życia konwertytów. Bardzo szybko, bo już w 1794 r. nastał jednak czas okrutnych prześladowań i wtedy ok. 10 tys. Koreańczyków oddało życie za Chrystusa. Ich przykład silnie oddziałuje na koreańskich chrześcijan. Abp You Heung-sik na przyznaje m.in., że to właśnie przykład męczenników zadecydował o nawróceniu najpierw jego, a potem całej rodziny. Korea Południowa to kraj, od którego papież Franciszek rozpocznie 13 sierpnia swoje pielgrzymowanie do Azji, w styczniu przyjedzie na ten kontynent raz jeszcze, pojedzie na Filipiny i Sri Lankę. Teraz do Korei Ojciec Święty wybiera się ze względu na młodzież.

 

Młodzi z Franciszkiem

W Korei od 14 do 18 sierpnia odbywa się VI Azjatycki Dzień Młodzieży. Z młodymi papież spotka się kilkakrotnie, po raz pierwszy 15 sierpnia, najpierw na obiedzie z przedstawicielami młodzieży z różnych krajów Azji. Koreę będzie reprezentowała między innymi popowa wokalistka Kwon Boa, katoliczka. Franciszek odprawi też Mszę św. na zakończenie tego kontynentalnego spotkania w niedzielę 17 sierpnia. Na marginesie warto powiedzieć, że idea Azjatyckich Dni Młodzieży zrodziła się w Polsce, w 1991 r., podczas spotkania w Częstochowie. Młodym Azjatom, którzy przybyli wówczas do Polski, tak bardzo spodobało się to spotkanie z papieżem, że zwrócili się do Federacji Episkopatów Azjatyckich z prośbą, by przeszczepiono na grunt Azji ideę takich regularnych spotkań młodych katolików. Pierwszy taki zlot odbył się w 1999 r. w Tajlandii. Koreańscy biskupi są bardzo zadowoleni z takich okoliczności papieskiego przyjazdu. Przyznają bowiem, że młodzi są słabym punktem ich Kościoła. I to nie tyle dlatego, że młodych brakuje. Młodzi są w Kościele, ale w ich życiu nie ma miejsca na rozwój duchowy. Decyduje o tym koreański model wychowania, w którym młody człowiek zaczyna decydować o sobie dopiero na uniwersytecie, a także dominująca mentalność nastawiona na potrzebę sukcesu. Jak mówi jeden z koreańskich duszpasterzy, młodych trudno jest zaangażować w życie parafii, bo albo dbają o swą karierę i na nic nie mają czasu, albo im się nie wiedzie i też nie przyjdą, bo się wstydzą. Inny problem wynika z tego, że Koreańczycy, w tym również młodzi, przyjmują Ewangelię na swój sposób, to znaczy przede wszystkim jako swoistą filozofię życia. Wymowne jest w tym względzie świadectwo rektora jednego z seminariów, który w wywiadzie dla Radia Watykańskiego żalił się, że młodzi, którzy się do niego zgłaszają, niemal w ogóle nie mają rozwiniętej osobistej relacji z Panem Jezusem. „Kiedy pytam, dlaczego chcą zostać księżmi, odpowiadają, że chcą żyć uczciwie i służyć innym” – opowiada koreański rektor. Inną osobliwością koreańskiego chrześcijaństwa, dotyczącą tym razem młodych mężczyzn, jest fakt, że wielu z nich decyduje się na chrzest w czasie służby wojskowej. Koreańskie państwo zaleca bowiem poborowym, aby w czasie służby wojskowej ustabilizowali się pod względem religijnym. Mają tam do dyspozycji wielu kapelanów: buddyjskich, protestanckich i katolickich. Niekiedy prowadzi to do pięknych nawróceń, kiedy indziej chrześcijaństwo jest obierane jako jedna z życiowych opcji.

 

Inaczej niż u nas

Widzimy zatem, że Azja to naprawdę inny świat. Papież z końca świata będzie się musiał zapewne natrudzić, aby trafić do serca tamtejszej młodzieży. Janowi Pawłowi II to się udało. Po jego dwóch wizytach w 1986 i 1989 r. wzrosło zainteresowanie Kościołem, wyraźnie wzrosła też liczba Koreańczyków proszących o chrzest – wspomina bp Cho Kyu Man, organizator obecnej podróży.

Podobnie jak Jan Paweł II, Franciszek przyjeżdża do Korei również po to, by uczcić tamtejszych męczenników, ten niezwykły fundament tamtejszego Kościoła. Papież Polak w 1984 r. kanonizował pierwszą grupę męczenników. 16 sierpnia wcześnie rano Franciszek złoży wizytę w ich sanktuarium Seosomun w Seulu. Tego samego dnia w historycznym centrum stolicy, nieopodal dawnego pałacu cesarskiego, odprawi Mszę św., podczas której zaliczy w poczet błogosławionych Pawła Yun Ji-Chunga i 123 towarzyszy. Podczas swej wizyty Franciszek dotknie też najboleśniejszego problemu Koreańczyków, podziału ich kraju na dwa państwa. 18 sierpnia, tuż przed odlotem do Watykanu, odprawi w seulskiej katedrze Mszę o pokój i pojednanie Korei. Dla Franciszka będzie to chyba pierwsze spotkanie twarzą w twarz z rzeczywistością komunistycznych zbrodni. Wiemy, że papież kilkakrotnie powtarzał, iż komunizm jest ideologią błędną, zaznaczając przy tym, że spotkał wśród komunistów wielu porządnych ludzi. W Korei niemal na własne oczy przekona się o zbrodniczym, a nie tylko błędnym charakterze komunizmu. Przed podziałem Półwyspu Koreańskiego to właśnie północ była bardziej katolicka. Komuniści wymordowali bądź wygnali wszystkich pracujących tam księży. Kard. Yeom Soo-jung, arcybiskup Seulu, a zarazem administrator apostolski Pjongjang, przyznaje, że nigdy nie był w tej północnej diecezji. Wie jedynie o istnieniu 3 tys. katolików w stolicy Korei Północnej. Myśląc w tym kontekście o papieskiej wizycie, liczy na cud. Nawiązując do wspólnej wizyty w Watykanie prezydentów Izraela i Palestyny, kard. Yeom chciałby czegoś podobnego w Korei. Nie żeby, Kim Jong-un się pomodlił, ale żeby Franciszek mógł choćby pobłogosławić prezydentów obu Korei – wyznaje koreański purpurat.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki