Logo Przewdonik Katolicki

Prawdziwe życie u boku Ojca

ks. Jarosław Czyżewski
Fot.

Pragnę, aby dzień mojej śmierci nie był dniem rozpaczy i bólu. Jest on momentem, w którym rozpocznę moje prawdziwe życie, u boku mojego Ojca zanotował w testamencie ks. Piotr Błoński. Miał 25 lat. Kapłanem był sześć miesięcy.

„Pragnę, aby dzień mojej śmierci nie był dniem rozpaczy i bólu. Jest on momentem, w którym rozpocznę moje prawdziwe życie, u boku mojego Ojca” – zanotował w testamencie ks. Piotr Błoński. Miał 25 lat. Kapłanem był sześć miesięcy.

Na swoim obrazku prymicyjnym zacytował słowa św. Teresy z Ávila: „Nie ma prawdziwego posłuszeństwa, jeśli nie jest się gotowym na cierpienie”. Napisał też, że pragnie być narzędziem w rękach Boga. I tak się stało. Krótkie życie kapłana diecezji płockiej od wielu miesięcy porusza wierzących i niewierzących. Co w jego historii jest tak niezwykłego?

 

Pod znakiem Miłosierdzia

Ks. Piotr Błoński urodził się 22 lutego 1989 r. w Skępem, w rocznicę pierwszych objawień św. Faustyny w Płocku. I ta prawda o Bożym miłosierdziu towarzyszyła mu przez całe życie. W rodzinnej parafii pod tym wezwaniem został ochrzczony w drugą niedzielę po Wielkanocy (dzisiejsze święto Bożego Miłosierdzia). W miejscu urodzenia św. Faustyny – Świnicach Warckich, przeżywał rekolekcje przed włączeniem w grono kandydatów do święceń kapłańskich. Często też modlił się Koronką do Bożego Miłosierdzia; ostatni raz, w dniu śmierci, w Godzinie Miłosierdzia. Dlatego też bp Piotr Libera zdecydował, że Msza pogrzebowa ks. Piotra będzie sprawowana o Bożym miłosierdziu. W homilii biskup płocki przypomniał słowa ks. Piotra, który widział w tych wydarzeniach Boże prowadzenie, by być „Bożym narzędziem przypominającym, że Bóg nigdy nas nie odtrąca, zawsze jest przy nas. Wystarczy, że mu zaufamy”.

 

Powołanie i choroba

Do seminarium wstąpił we wrześniu 2008 r. Jego przyjaciele wspominają go jako człowieka otwartego, uśmiechniętego, kontaktowego i odpowiedzialnego. „Był człowiekiem pełnym pokoju, który bardzo mocno zabiegał o jedność na naszym kursie, o jedność w seminarium i wśród księży” – wspomina ks. Michał Tański, przyjaciel i kolega z rocznika ks. Piotra. Z kolei biskup płocki na pogrzebie powiedział: „Byłeś przystojny, lubiłeś tańczyć, pływałeś, brałeś udział w olimpiadzie matematycznej, kochałeś góry. I nawet trochę dziwiłeś się, kiedy odczytałeś powołanie – jak prorok Jeremiasz, jak Mateusz, jak Paweł: «Ja, Panie, naprawdę ja?»”.

Ks. Piotr był honorowym dawcą krwi. W grudniu 2012 r., gdy po raz kolejny zgłosił się do stacji krwiodawstwa, stwierdzono, że ma bardzo słabe wyniki. Na początku stycznia siostra pasjonistka Józefa Szymańska – lekarka, pracująca wtedy w płockim szpitalu, przekazała ks. Piotrowi, że jest chory na bardzo złośliwą odmianę nowotworu. Został mu usunięty cały żołądek i rozpoczęła się chemioterapia.

Podczas świadectwa wygłoszonego na czuwaniu przed kanonizacją papieży Jana Pawła II i Jana XXIII ks. Piotr wspominał, że gdy dowiedział się o chorobie poszedł do kaplicy na adorację Najświętszego Sakramentu i powiedział Bogu: „Bądź wola Twoja. Ale gdy przyszła operacja, przyszedł ból – mówił młody kapłan – wtedy ciężko było powiedzieć «Bądź wola Twoja». Kiedy człowiek leżał w szpitalnej sali i nie mógł przewrócić się z boku na bok, bo wszystko bolało, ciężko było powiedzieć «Bądź wola Twoja». Tak daleko był Pan Bóg, a z drugiej strony był tak blisko”. Mówił, że istotą chrześcijaństwa jest, by nie stawiać na pierwszym planie swojej woli, ale szukać zawsze tej Bożej, gdyż „Bóg prowadzi najlepszymi drogami, jakie są tylko możliwe. Każdy z nas będzie tylko wtedy szczęśliwy, jeśli w pełni odda Panu Bogu swoje życie”. Przyznał, że nie prosił Boga o zdrowie, a do kolegów zwrócił się, by modlili się o zrealizowanie się woli Bożej w jego życiu. Ks. Marcin Lipiński, przyjaciel i kolega z rocznika ks. Piotra powiedział: „Choroba Piotrka tak naprawdę uczyła mnie tego, czym ma być kapłaństwo w moim życiu. Przede wszystkim służbą dla innych. Oddaniem swego serca dla Boga i dla ludzi”.

 

Kapłaństwo

Mimo choroby przyjął święcenia diakonatu razem ze swoimi kolegami 1 czerwca 2013 r. Jednak już w grudniu tego roku okazało się, że choroba okazała się silniejsza. Lekarze wykryli liczne przerzuty. Ks. Piotr poprosił o wcześniejsze święcenia kapłańskie; bp Libera nie miał wątpliwości, by mu ich udzielić; na pogrzebie wspominał: „Nie miałeś jeszcze zdanych wszystkich egzaminów, nie odbyłeś «kanonicznych» rekolekcji. Ale nie miałem najmniejszych wątpliwości, że swoim stylem przeżywania cierpienia zaliczyłeś z najwyższą oceną egzamin do kapłaństwa; że w Ogrójcu swoich zmagań przeżyłeś najwymowniejsze rekolekcje”. Święcenia miały miejsce w seminarium w Boże Narodzenie. „Chyba nigdy w naszej seminaryjnej kaplicy nie było tylu ludzi jak w dzień jego święceń. Były to pierwsze takie święcenia kapłańskie – pełne ogromnej radości ze strony młodego neoprezbitera, pełne zawierzenia Bogu i pełne świadectwa wiary Piotrka” – wspomina ks. Michał. Swoje cierpienie ofiarowywał szczególnie za seminarium, by formowało świętych kapłanów i za jedność kapłanów. W homilii w czasie święceń ordynariusz płocki powiedział: „Boże Narodzenie dokonało się w kruchości, w niepewności, w strachu... W kruchości ciała rodzisz się – Piotrze – do kapłaństwa... Zdałeś, wciąż zdajesz swoim cierpieniem, swoim STYLEM PRZEŻYWANIA CIERPIENIA, wszystkie brakujące Ci jeszcze egzaminy”. Zauważył też, że „pełnia sił, władza może odstraszać, kruchość, cierpienie – budzi zaufanie. Zdrowie może niekiedy służyć utwierdzaniu własnego «ja». Cierpienie, kruchość, brak sił może porywać bezinteresownością”. Homilię zakończył słowami: „Piotrze, Kościół Syna – udzielając Ci z wielką radością święceń kapłańskich – przytula Cię dzisiaj jak najgoręcej do swego serca...”. Święcenia były dla ks. Piotra wielką radością. S. Józefa wspomina, że często mówił: „To niesamowite, jak Pan Bóg przeze mnie działa! Naprawdę dzieją się cudowne rzeczy!”.

 

Ostatnie miesiące

Po święceniach ks. Piotr został skierowany do pracy w katedrze płockiej jako wikariusz. Mieszkał jednak nadal w seminarium, pod opieką kolegów. Starał się codziennie – jeśli tylko siły pozwalały – sprawować Msze św. Wiele osób korzystało z jego spowiedzi i rozmów.

Stan zdrowia ks. Piotra pogarszał się jednak coraz bardziej. Jak mówi ks. Michał, „Coraz częściej w sposób otwarty i bardzo konkretny rozmawialiśmy o śmierci, o przygotowaniu się na moment spotkania z Panem. To były niesamowite rozmowy, wręcz inaczej, rekolekcje dla mnie i Marcina. Piotrek wiele nam wtedy mówił, jak on to wszystko przeżywa, jak on bardzo wierzy i jak mocno ufa Panu Bogu. Był przygotowany na moment swojej śmierci bardzo dobrze. Wiele razy powtarzał «Panie, jak chcesz, możesz mnie już zabrać do siebie, ja jestem gotów. Ale nie moja, lecz Twoja wola niech się dzieje»”. Mszę św. z okazji półrocza swoich święceń odprawił resztką sił. Na jej zakończenie podzielił się świadectwem przeżywania kapłaństwa i wiary. „Słabym już głosem dziękował wszystkim za wszystko” – relacjonuje ks. Stefan Cegłowski, proboszcz katedry płockiej, w której ks. Piotr był wikariuszem.

Ostatnią Mszę św. celebrował w rodzinnym domu 29 czerwca, w dzień swoich imienin. „Po Mszy św. proponuję odpoczynek lub Koronkę. Ks. Piotr nie ma wątpliwości. Modlitwę kończymy aktem: Jezu, ufam Tobie!” – wspomina ks. Cegłowski. Dzień później ks. Piotr w otoczeniu najbliższych o godz. 15.00 odszedł do Ojca Miłosierdzia. „Trzymając Piotra za rękę czułem, że jest Ktoś, kto nad tym wszystkim czuwa, o tym chciałbym zaświadczyć. Niczego podobnego w swoim życiu nie przeżyłem. Czuję się obdarowany przez ks. Piotra czymś, czego opisać się nie da. Bóg zapłać!” – kontynuuje ks. Cegłowski.

 

Powiew Zmartwychwstania

Pogrzeb ks. Piotra Błońskiego stał się wyrazem wdzięczności dla młodego kapłana, a zarazem manifestacją wiary. Bp Libera w homilii pogrzebowej zauważył: „Nie musimy być wielcy. Nie musimy być mocni ani wpływowi. Nie musimy nawet być inteligentni. Musimy tylko pozwolić działać zmartwychwstałemu Panu i Jego Duchowi. Być miłosiernymi. Stawać się małymi i służyć. Byłeś, jesteś, Piotrze, świadkiem, wymownym świadkiem tej prawdy pośród nas... (…) Panie – dziękuję Ci za księdza Piotra. Za to, że swoją kapłańską służbą w cierpieniu, swoją prostotą, swoją gotowością na spotkanie z Tobą poprzez próg śmierci, pozwolił nam poczuć świeży powiew Zmartwychwstania”.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki