Logo Przewdonik Katolicki

Chrystus, czyli szansa zadomowienia

ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz TCHR
Fot.

Francjo, pierwsza córo Kościoła, czy wierna jesteś obietnicy twego chrztu? tak zwrócił się do Francuzów papież Jan Paweł II w czasie Mszy na lotnisku Le Bourget pod Paryżem, gdy przyjechał tam z pierwszą pielgrzymką, w maju 1980 roku. Do Paryża powrócił Ojciec Święty w roku 1997 z okazji XII Światowych Dni Młodzieży.

Francjo, pierwsza córo Kościoła, czy wierna jesteś obietnicy twego chrztu? – tak zwrócił się do Francuzów papież Jan Paweł II w czasie Mszy na lotnisku Le Bourget pod Paryżem, gdy przyjechał tam z pierwszą pielgrzymką, w maju 1980 roku. Do Paryża powrócił Ojciec Święty w roku 1997 z okazji XII Światowych Dni Młodzieży.

We Francji to pytanie o wierność było w pełni uzasadnione. Papież przybywał do kraju znanego ze swojej laickości, całkowitego rozdziału Kościoła od państwa i skromnego zaangażowania Francuzów w życie religijne. Ale przecież stawał także na ziemi, gdzie europejski katolicyzm zaznaczył się z ogromną siłą, stawał w kraju narodzin gotyku z całym jego mistycyzmem i ukierunkowaniem człowieka ku Bogu. 

 

Dlaczego Paryż

Kiedy św. Jan Paweł II zapowiedział wybór tego miejsca na kolejne spotkanie, zaskoczył wielu. Spekulowano, że młodzi nie przyjadą, że to przecież laicka Francja, której mieszkańcy nie są zainteresowani Kościołem. Organizatorzy spodziewali się ok. 250 tys. młodych. Przyjechało milion sto tysięcy ludzi ze 160 krajów świata. Niektóre dane mówiły o tym, że ponad półtora miliona młodych ludzi przybyło na Mszę na Pola Marsowe, u podnóża wieży Eiffla. Znów nadzieja zatriumfowała nad pesymizmem. A Prorok Nadziei rozpalał ją od początku w ludziach młodych, obdarowując ich nadzieją i czyniąc żywymi znakami nadziei. W przemówieniu powitalnym do uczestników XII Światowego Dnia Młodzieży (21 sierpnia) Jan Paweł II powiedział: „Młodzieży całego świata! Biskup Rzymu wita was i chce wam powiedzieć, że wierzy w was i cieszy się z tego spotkania. Przybywacie z różnych krajów i ze wszystkich kontynentów. (...) Prawdziwie jest to Światowy Dzień Młodzieży! Wy jesteście nadzieją świata – wy, którzy pragniecie, by świat stawał się coraz piękniejszy, by opierał się na wartościach moralnych i duchowych, które dają wolność i prowadzą nasze kroki ku wieczności”.

Wtedy po raz pierwszy w dziejach Światowych Dni Młodzieży zmieniono ich strukturę organizacyjną. Wprowadzono tzw. system lokalny, co oznaczało, że młodzi spędzili kilka wcześniejszych dni w poszczególnych diecezjach Francji. Tam właśnie poprzez różne spotkania i konferencje przygotowywali się duchowo do spotkania z Ojcem Świętym.

Było to genialne działanie dla odrodzenia lokalnego Kościoła. Od 1997 r. we francuskim Kościele odżyły ruchy charyzmatyczne oraz powstały nowe wspólnoty. Kościół we Francji z pewnością otrzymał nowy impuls, nowe tchnienie Ducha.
Hasłem zgromadzenia, które odbyło się w dniach 19–24 sierpnia 1997 r. były słowa: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz? Chodźcie, a zobaczycie” (J 1, 38–39).

 

Szukający i szukany

W orędziu na XII Światowy Dzień Młodzieży św. Jan Paweł II przypomniał znaną scenę biblijną: uczniowie udający się nad brzeg Jordanu, aby posłuchać Jana Chrzciciela, widzą i słyszą jego świadectwo o Jezusie, że to jest Mesjasz, Baranek Boży. „Zaciekawieni, postanowili pójść za Nim, trzymając się w pewnej odległości, trochę nieśmiali i zakłopotani, aż On sam odwrócił się do nich i zapytał: «Czego szukacie?», nawiązując w ten sposób dialog, który stał się dla Jana, Andrzeja, Szymona Piotra, i pozostałych apostołów (por. J 1, 29–51) początkiem przygody wiary. W realizmie tego zaskakującego spotkania, opisanego za pomocą kilku prostych słów, odnajdujemy początek każdej drogi wiary. To Jezus przejmuje inicjatywę. Kiedy mamy do czynienia z Nim, pytanie ulega zawsze odwróceniu: z pytających stajemy się pytanymi, z poszukujących – poszukiwanymi” (orędzie na XII Światowy Dzień Młodzieży nr 2).

Ostatnie zdanie zdaje się jakby zapowiadać to, co Jan Paweł II wyraził później w swoim liście przygotowującym do Jubileuszu Trzeciego Tysiąclecia. Pisał w nim: „W Jezusie Chrystusie Bóg nie tylko mówi do człowieka – Bóg szuka człowieka. Wcielenie Syna Bożego świadczy o tym, że Bóg szuka człowieka. To poszukiwanie Jezus sam wielokrotnie przyrównywał do poszukiwania zgubionej owcy (por. Łk 15, 1–7). Jest to poszukiwanie, które rodzi się we wnętrzu Boga i osiąga swój szczyt we Wcieleniu Słowa. (…) Dlaczego szuka? Dlatego, że człowiek oddalił się od Boga, ukrył się przed Bogiem, tak jak Adam pośród drzew rajskiego ogrodu (por. Rdz 3, 8–10). (…) Jeżeli Bóg szuka człowieka przez swojego Syna, to dlatego, ażeby go wyprowadzić z tych manowców, na które coraz bardziej schodził. «Wyprowadzić», to znaczy wytłumaczyć człowiekowi, że znajduje się na błędnych drogach, ale to znaczy także przezwyciężyć zło, które rozpanoszyło się w dziejach człowieka. Właśnie to przezwyciężenie zła nazywa się Odkupieniem” (TMA 7).

Chciałoby się w tym miejscu mówić o niezłomnej konsekwencji Jana Pawła II. Jego spojrzenie jest spojrzeniem z innej perspektywy, z innego planu historii. Podczas gdy z reguły na co dzień, w większości naszych analiz i tych popularnych i tych bardziej wyrafinowanych, spoglądamy na dzieje nasze i tego świata z głębi naszego umysłu, dywagując na temat dróg poznania Boga, sposobów uzasadnienia Jego obecności pośród nas, tworzymy racje usprawiedliwiające obecność Boga pośród zła i cierpienia. Jan Paweł II patrzył na to inaczej. Patrzył z punktu widzenia Boga, Jego miłości szukającej, odnajdującej i zbawiającej. To dlatego pytany o swoje powołanie kapłańskie nie prezentował klasycznej autobiografii. Wspomnienia z dzieciństwa, młodości i dojrzałości poprzedził jakże charakterystycznym wyznaniem: „Historia mojego powołania kapłańskiego? Historia ta znana jest przede wszystkim Bogu samemu. Każde powołanie kapłańskie w swej najgłębszej warstwie jest wielką tajemnicą, jest darem, który nieskończenie przerasta człowieka” (Jan Paweł II, Dar i Tajemnica). 

Chociaż w sercu laickiej Francji spekulowano od lat, może od wieków, od czasów oświecenia, że myśl ludzka przestała odczuwać potrzebę szukania Boga, więcej – to od myśli ludzkiej Bóg miałby być zależny, zgodnie z zasadą „myślę, więc jestem”, uzależniającą istnienie każdego, także Boga, od świadomości, Jan Paweł II, jakby jednym zdaniem odsłania bezsens tych dywagacji. W poszukiwaniu dokonywanym przez człowieka inicjatywa tak naprawdę zależy od Boga. A On nie zrezygnuje ze swego poszukiwania człowieka. „Jest to poszukiwanie, które rodzi się we wnętrzu Boga i osiąga swój szczyt we Wcieleniu Słowa. Jeśli Bóg wychodzi na poszukiwanie człowieka stworzonego na swój obraz i podobieństwo, czyni to dlatego, że go miłuje odwiecznie w Słowie i pragnie go wynieść w Chrystusie do godności przybranego dziecka” (TMA 7).

 

Dom

Jan Paweł II zadał w imieniu młodych pytanie Jezusowi: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?”. To bardzo interesująca kwestia – związana z metaforą miejsca zamieszkania, domu, ale nie tylko. Można najpierw zauważyć, że to pytanie postawione u schyłku XX w. jest pytaniem ze strony ludzi młodych, często wykluczonych, często zagubionych, a więc niezamieszkałych, lecz będących na bezdrożach, na obrzeżach, poza przestrzenią mieszkania. To jest pytanie stawiane przez ludzi gnanych ciągłym niepokojem, owym tak charakterystycznym dzisiaj błądzącym niepokojem ducha, często też swoistą gnuśnością, która nakazuje zrezygnować z wysiłku poszukiwania miejsca zamieszkania.

Gnuśność, czyli dawno zdiagnozowana wada acedii, która znajduje się na drodze prowadzącej do wyboru rozpaczy. Dlaczego smutek, błądzący niepokój ducha, dlaczego acedia? Świetnie na to pytanie odpowiedział kiedyś wybitny niemiecki filozof: „Powiedzieliśmy, że gnuśny smutek acedii jest jednym z charakterystycznych rysów ducha naszej epoki, tej samej epoki, która proklamowała ideał ‘totalnego świata pracy’. Ta gnuśność określa – jako oznaka sekularyzacji – oblicze każdej epoki, w której powołanie do właściwych chrześcijańskich zadań zaczyna tracić powszechnie obowiązujący charakter. Acedia jest sygnaturą każdej epoki, która zrozpaczona usiłuje zrzucić z siebie zobowiązujące szlachectwo chrześcijaństwa, a zatem zrozpaczona usiłuje wyprzeć się swojego prawdziwego ja” (J. Pieper).

Pytanie o miejsce zamieszkania jest związane poniekąd z walką wewnętrzną człowieka – między błądzącym niepokojem ducha, ryzykiem gnuśności a zarazem tęsknotą za czymś, co jest wezwaniem do nadziei.

Dlaczego miejsce zamieszkania jest związane z nadzieją? Widać ten związek doskonale, gdy przypomnimy sobie, niejako na zasadzie kontrastu, znany tekst ks. Józefa Tischnera o ludziach w kryjówkach, ludziach, którzy żyją tam właśnie, w takim miejscu, dotknięci pokusą rozpaczy: „Niekiedy coś niedobrego dzieje się z ludzką nadzieją. Nadzieja jakby malała w człowieku, a wraz z tym maleje również przestrzeń jego życia. Gubi się gdzieś nadzieja rzetelna. Obcy staje się człowiekowi ethos nadziei. Człowiek, zamiast kroczyć swoją drogą, czuje się zmuszony szukać gdzieś w przestrzeni kryjówki dla siebie. W kryjówce tej chroni się przed światem i przed innymi. Przyszłość nie obiecuje człowiekowi nic wielkiego, pamięć przeszłości podsuwa mu przed oczy same doznane porażki, przestrzeń nie zaprasza do żadnego ruchu. Wprawdzie w kryjówce nadzieja nie znika bez reszty, tylko maleje, ale maleje do tego stopnia, że staje się jedynie nadzieją przetrwania. Człowiek w kryjówce wierzy, że nosi w sobie jakiś skarb. Skarb ten stara się schować głęboko. Sam staje przy schowku i waruje. Miejsce, na którym stoi, otacza ścianą lęku” (J. Tischner).

Tak, trzeba to powiedzieć bardzo wyraźnie – Jan Paweł II w 1997 r. przywołując ludziom młodym w Paryżu pytanie apostołów o miejsce zamieszkania Jezusa, subtelnie, ale wyraźnie staje pośród zwątpień, beznadziei i pokusy rozpaczy ludzi współczesnych, zwłaszcza ludzi młodych, staje zarazem po to, by uzdolnić ich do najpierw – tęsknoty za nadzieją, a potem – do wyboru nadziei.

 

Miejsce zamieszkania, czyli etos

Greckie słowo ethos, od którego pochodzi termin etyka, oznaczało pierwotnie miejsce zamieszkania, miejsce zadomowienia, także sytuację oswojenia i zadomowienia zwierząt.

Ten źródłosłów jest bardzo inspirujący, ale najważniejszy w nim jest związek ze sferą etyki – dążenia człowieka do dobra, do wartości, do prawdy własnego życia.

Pytanie „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?” bardzo zdaje się współbrzmieć z innym pytaniem postawionym Jezusowi w Ewangelii: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? (Mk 10, 17). Pytanie o miejsce zamieszkania jest na pewno pytaniem o autorytet, o Nauczyciela dobrego. Jest to też pytanie o chęć wspólnoty z Nim, o bezpośrednią z Nim komunię.

Jan Paweł II zwraca w związku z tym uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, wskazuje, że te pytania i działanie, które proponuje Jezus: „Chodźcie, a zobaczycie” odsłaniają sens i sedno wiary chrześcijańskiej, która jest osobowym spotkaniem i wejściem w osobową wspólnotę z Jezusem. W orędziu pisał: „taki właśnie jest podstawowy wymiar tego spotkania: nie mamy do czynienia z czymś, ale z Kimś Żyjącym. Chrześcijanie nie są uczniami jakiegoś systemu filozoficznego – są mężczyznami i kobietami, którzy poprzez wiarę doświadczyli spotkania z Chrystusem (por. 1 J 1, 1–4)” (orędzie, nr 2).

Po drugie, św. Jan Paweł II wiąże to spotkanie wiary z moralnością i etyką. Nie ukrywa, że z tego spotkania rodzą się powinności o wysokim standardzie: „To prawda: Jezus jest przyjacielem wymagającym, który wytycza wzniosłe cele, nakazuje zapomnieć o sobie, aby wyjść Mu naprzeciw i złożyć w Jego ręce całe swoje życie: «kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je» (Mk 8, 35). Ta propozycja wydaje się trudna, a w niektórych przypadkach może nawet budzić lęk. Lecz – pytam was czy lepiej zgodzić się na życie pozbawione ideałów, na świat zbudowany wyłącznie na obraz i podobieństwo człowieka, czy ofiarnie szukać prawdy, dobra, sprawiedliwości, pracować dla świata, który będzie odbiciem piękna Bożego, nawet za cenę ciężkich prób, którym trzeba stawić czoło?
Odrzućcie powierzchowność i lęk! Rozpoznając w sobie «nowych» mężczyzn i kobiety, odrodzonych dzięki łasce chrztu, rozmawiajcie z Jezusem poprzez modlitwę i słuchanie słowa; doświadczajcie radości pojednania w sakramencie pokuty; przyjmujcie Ciało i Krew Chrystusa w Eucharystii; przyjmujcie Go i służcie Mu w braciach” (orędzie, nr 3).

Po raz kolejny, Jan Paweł II nie wahał się – wierny Chrystusowi – postawić ludziom młodym, chrześcijanom na całym świecie, wymagań moralnych.

Te wymagania nie są dowolną propozycją, ale są zobowiązaniem. Są wezwaniem do zabierania głosu we współczesnych sporach i dylematach, które można określić jako spór między duchem czasu a duchem prawdy.

Wciąż widzimy liczne przykłady takich sporów i takich dylematów. Nasza polska rzeczywistość ich nie skąpi. Jan Paweł II zwracał się wtedy do młodych: „Pytam was, czy lepiej zgodzić się na życie pozbawione ideałów, na świat zbudowany wyłącznie na obraz i podobieństwo człowieka, czy ofiarnie szukać prawdy, dobra, sprawiedliwości, pracować dla świata, który będzie odbiciem piękna Bożego, nawet za cenę ciężkich prób, którym trzeba stawić czoło?”. Zwraca się przecież i dziś do nas.

 

Człowiek domem Jezusa

W swoim przemówieniu skierowanym do młodych ludzi zgromadzonych w Paryżu Ojciec Święty powiedział m.in.: „W Kościele nie ma już granic, jesteśmy jednym solidarnym ludem złożonym z wielu społeczności, różniących się kulturą, wrażliwością, sposobem postępowania. (...) Pośród tej różnorodności troszczcie się przede wszystkim o jedność i braterską łączność, dzięki którym możliwy jest harmonijny rozwój indywidualny i wzrost całej wspólnoty”.

„Abyście nie wahali się iść za Chrystusem tam, gdzie mieszka, gdzie was poprowadzi” – zwracał się Jan Paweł II do Polaków uczestniczących w Światowym Dniu Młodzieży na Polu Marsowym w Paryżu. W czasie wieczornego spotkania w Paryżu, w obecności ponad miliona ludzi, w obecności młodego Kościoła, który za pośrednictwem mediów odsłaniał swoje oblicze całemu światu, Jan Paweł II celebrował sakramenty inicjacji chrześcijańskiej: sakrament chrztu dorosłych i sakrament bierzmowania. Katechumeni w obecności swoich rodziców chrzestnych i przed zgromadzonym Kościołem z jego widzialną głową – papieżem, z całą świadomością wolnego wyboru i przeżywanej wiary wypowiedzieli słowa wyznania: „Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi. I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, Pana naszego. (...) Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny”.

Ich wyznanie stanowiło świadectwo nowo ochrzczonych dla uczestniczących. W mrokach otaczających świat było to bardzo mocne i pokazało, że jedynym Bogiem, na którym można budować i oprzeć całe swoje życie, jest Bóg w Trzech Osobach, Stwórca nieba i ziemi. 
Sobotnia liturgia pokazała dobitnie ten związek wiary i życia, który ma kulminację w sakramentach, ale który jest znamieniem niezatartym, zobowiązującym na całe życie do opowiadania się za Duchem Prawdy.

W niedzielnej liturgii papież znów postawił pytanie: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?”. I wyjaśniał: „Kościół odpowiada nam każdego dnia, Chrystus jest obecny w Eucharystii, w sakramencie swojej śmierci i zmartwychwstania. W niej i poprzez nią rozpoznajecie mieszkanie Boga żywego w dziejach ludzi. Bowiem Eucharystia to sakrament Miłości, który zwyciężył śmierć, to sakrament Przymierza, czysty dar miłości, udzielony dla pojednania ludzi, to dar realnej obecności Jezusa Odkupiciela w chlebie, który jest Jego Ciałem wydanym i w winie, które jest Jego Krwią wylaną za wielu”.

Ale nie poprzestał na zamieszkaniu Jezusa w Kościele; jak zawsze uwrażliwił młodych na sakrament braci i sióstr: „Tak więc ostatnia odpowiedź na pytanie: «Nauczycielu, gdzie mieszkasz?» musi zabrzmieć: Mieszkam we wszystkich ludziach odkupionych. Tak, Chrystus mieszka w swoim ludzie, który wśród wszystkich narodów ziemi zakorzenił się”.

 

Paryż roku 1997. W sercu zlaicyzowanej Europy, Jan Paweł II wyraźnie nie zawahał się stanąć pośród ludzkich lęków i pokusy rozpaczy. Pośród włóczęgów ponowoczesności, pośród wykluczonych postawił w ich imieniu, w naszym imieniu pytanie o dom. I pokazał, że nie można go zbudować ani zasiedlić w pojedynkę – tylko we wspólnocie z Chrystusem. A potem pokazał, że w tej wspólnocie jest zawsze miejsce dla drugiego człowieka: „«Chodźcie, a zobaczycie». Spotkacie Jezusa tam, gdzie ludzie cierpią i żyją nadzieją […] W rzeczywistości każdy człowiek jest ‘współobywatelem’ Chrystusa” (orędzie, nr 4).

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki