Logo Przewdonik Katolicki

Bohaterowie nieujarzmionego miasta

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Sześćdziesiąt trzy dni powstania warszawskiego to czas największego w historii świata buntu ludności milionowego miasta przeciwko okrutnej niewoli i zapis heroizmu mającego znamię wyraźnie chrześcijańskie.Na to ostatnie niemały wpływ mieli księża i siostry zakonne uczestniczący w powstaniu.

Sześćdziesiąt trzy dni powstania warszawskiego to czas największego w historii świata buntu ludności milionowego miasta przeciwko okrutnej niewoli i zapis heroizmu mającego znamię wyraźnie chrześcijańskie. Na to ostatnie niemały wpływ mieli księża i siostry zakonne uczestniczący w powstaniu.

1 sierpnia 1944 r., godz. 11.00. W domu księży pallotynów przy ul. Długiej ks. mjr Stefan Kowalczyk „Biblia”, dziekan okręgu, modlitwą o powodzenie powstania rozpoczyna odprawę z czternastoma podległymi wicedziekanami i kapelanami obwodów. W przedwojennej siedzibie Polowej Kurii Biskupiej padają ostatnie rozkazy, polecenia i ustalenia na czas walk o wyzwolenie stolicy. Część księży mianowano kapelanami przy określonych jednostkach wojskowych, inni mieli zaspokajać potrzeby cywilów. Nikt jeszcze wówczas nie mógł przypuszczać, że naczelny kapelan i szef Służby Duszpasterstwa Sił Zbrojnych ks. płk Tadeusz Jachimowicz, ps. „Budwicz”, mianowany w 1941 r. przez biskupa polowego Wojska Polskiego Józefa Gawlinę, zaledwie siedem dni później zostanie rozstrzelany na Woli, a jego obowiązki przejmie właśnie ks. Stefan Kowalczyk. I to on będzie apelował do mieszkańców stolicy, że „bez wartości duchowych o zwycięstwie nawet i marzyć nie można”.

 

Symbole powstania

Dla około stu pięćdziesięciu księży diecezjalnych, zakonników i wielu sióstr zakonnych posługa duszpasterska i medyczna niesiona powstańcom była najważniejszym osobistym doświadczeniem ich życia, nierzadko jednak przemilczanym i zapomnianym z uwagi na panujący po 1945 r. ustrój w Polsce. Dzisiaj odtworzenie wszystkich nazwisk duchownych i członków zakonów męskich i żeńskich uczestniczących w wydarzeniach sprzed 70 lat jest niemal niemożliwe. Znane są ich tylko niektóre pseudonimy i stopnie wojskowe. Bez podkreślenia roli, jaką odegrali w powstaniu warszawskim wobec mieszkańców stolicy, obraz tamtych dni jest po prostu niepełny. Po wielu duchownych pozostały jednak świadectwa i wspomnienia o Mszach św. odprawianych pośród padających bomb i pocisków artyleryjskich, celebrowaniu nabożeństw w miejscach zbiórek alarmowych, przyjmowaniu przysięgi do walki powstańczej od zmobilizowanych żołnierzy, święceniu sztandarów oddziałów, słuchaniu spowiedzi proszonej spontanicznie nawet od tych, którzy od lat do niej nie przystępowali, udzielaniu łamanej na cząstki Komunii św., rozgrzeszeniu in articulo mortis (w obliczu śmierci), grzebaniu poległych i zmarłych i zabezpieczaniu po nich depozytów. Znakiem nadziei w dramatycznych okolicznościach walki powstańczej były chrzty udzielane dzieciom i pospieszne błogosławienie związkom małżeńskim. Warunki powstańczej walki wymagały od osób konsekrowanych szczególniejszej posługi, jaką była opieka medyczna udzielana rannym w klasztorach i polowych szpitalach, niesiona przede wszystkim przez żeńskie zgromadzenia zakonne. W tamtych dniach klasztory i kościoły stawały się siedzibami sztabów, koszar i szpitali. Duszpasterze powstańczy brali udział w pracach komend obwodów Armii Krajowej w zakresie łączności, kolportażu prasy, a nieraz  w pracach organizacyjnych i taktycznych.

Powstańcza trauma swoje piętno odcisnęła na warszawskich świątyniach zamienionych w gruzy, niebezpieczeństwie profanacji Najświętszego Sakramentu, zbezczeszczeniu relikwii świętych przechowywanych w kościołach, rozkradaniu naczyń liturgicznych czy kościelnych zabytkowych przedmiotów... Wiele z nich, choć udało się ukryć przed wojenną zawieruchą, zaginęło bądź zostało spalonych w czasie powstania. Świadkami tamtych dni są utrwalone na fotografiach ruiny kościołów, figur czy pomników. Niezwykle wymowna jest jedna z nich, przedstawiająca zwaloną figurę Chrystusa sprzed bazyliki Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu.

We wspomnieniach wielu powstańców o duszpasterzach powstania, zamieszczonych na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego, pojawiają się słowa o solidarnym dzieleniu powstańczego losu z ludnością cywilną stolicy, decyzjach o pozostawaniu z rannymi w szpitalach polowych, a także o tym, że heroiczna postawa kapłanów i ich obecność z powstańcami zhumanizowała walkę i odnoszenie się do wroga, stawiając niejednokrotnie tamę chęci odwetu. I nie ma w tych słowach cienia przesady, skoro w powstańczym periodyku „Walka” pisano w podobny sposób: „Są dwa symbole powstania: biały orzeł i ksiądz katolicki z biało-czerwoną opaską, który wśród bomb śpieszy na kapłański posterunek”.

 

Broń materialna i broń duchowa

Życie religijne walczącej Warszawy pulsowało w rytm modlitw ludności cywilnej, gromadzącej się przy przydomowych ołtarzykach i kapliczkach budowanych na podwórzach kamienic, zwłaszcza w Śródmieściu, a także na Pradze. Wznoszone z dobrowolnych ofiar mieszkańców, różniły się wyglądem i wielkością. Jedne przypominały małe, drewniane lub metalowe skrzyneczki, umieszczane na specjalnych cokołach, a inne, okazalsze, wolno stojące, zajmowały centralne miejsca podwórzy. Ten typowo polski obyczaj budowy kapliczek jednoczył mieszkańców na modlitwie, śpiewaniu pieśni kościelnych, stanowiąc spoiwo dla lokalnej społeczności. Manifestowano przy nich nie tylko wiarę w Boga, ale i patriotyzm. Podwórkowe kapliczki odgrywały też rolę punktów kontaktowych, przy których wymieniano się informacjami o losach powstania.

„Warszawa trwa w walce, w pracy i na modlitwach” – pisano w „Walce”. Była to rzeczywiście istotna zmiana, bowiem przed wojną praktyka życia religijnego wśród mieszkańców stolicy nie należała do najważniejszych. Powstańcze wydarzenia odwróciły ten stan rzeczy: tysiące warszawiaków szukało pociechy i nadziei w modlitwie, uczestnictwie w nabożeństwach i przystępowaniu do sakramentów. Komendant Warszawskiego Okręgu AK i dowódca powstania gen. Antoni Chruściel „Monter” 11 sierpnia wydał rozkaz o wprowadzeniu w oddziałach jednolitych modlitw porannych i wieczornych, odprawiania, w miarę możliwości, nabożeństw dla wojska, prowadzeniu ewidencji o ślubach i pogrzebach.

Ekstremalnie trudne warunki życia sprawiły, że ludzie w posłudze kapłanów upatrywali nadzieję na otrzymanie wsparcia i pokrzepienia. Warszawiacy masowo uczestniczyli w Mszach św. Tłumy zbierały się w ocalałych od bombardowań kościołach, kaplicach polowych, szpitalach, przed zaimprowizowanymi ołtarzami. W miarę upływu czasu, z powodu ogromu zniszczeń, Msze św. odprawiano w piwnicach, nazywając je „katakumbowymi”. Tradycyjnie nabożeństwa kończono odśpiewaniem hymnu polskiego i pieśni Boże, coś Polskę. Za zgodą papieża Piusa XII księża mogli codziennie odprawiać trzy Msze św. Paramenty liturgiczne wypożyczano z kościołów, a gdy ich brakowało, używano zwykłych kuchennych naczyń. Każdy kapelan nosił ze sobą oleje św. i hostie, podobnie jak stułę. Szef duszpasterstwa AK, ks. Stefan Kowalczyk w homiliach i apelach do powstańców podkreślał konieczność mobilizacji „broni duchowej”. „Obok broni materialnej musimy do zwycięstwa ostatecznego zmobilizować broń duchową. Bronią tą jest jasność moralna duszy ludzkiej, głęboka wiara w nadprzyrodzoną pomoc Boga, wysoki poziom ideowy wszelkich poczynań powstańczych (…). Nie ten jest żołnierzem Polski, nie ten walczy o Jej wolność, kto tylko z bronią w ręku krwawi na szańcach, ale ten, kto walcząc i krwawiąc, daje jednocześnie Ojczyźnie swojej duszę jasną i czystą” – pisał w 21. dniu powstania, w czasie trwania modlitwy warszawiaków przed uroczystością Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Powstańcze dni, paradoksalnie, skłaniały do zawierania związków małżeńskich, zwłaszcza wśród powstańców. Niepewność, wszechobecna groza, tysiące zabitych i rannych, których los mogli podzielić w każdej chwili motywowały młodych do zawierania związków małżeńskich. Ślub dawał nadzieję, był próbą powrotu do normalnego życia, stanowił namiastkę dawnej, przedwojennej rzeczywistości. Zawarty w Kościele katolickim był jedną z najważniejszych wartości dla ówczesnej młodzieży. W połowie sierpnia dowódca powstania „Monter” wydał rozkaz dotyczący zawierania związków małżeńskich zarówno osób wojskowych, jak i ludności cywilnej. Jednak w obliczu nasilających się walk uzyskiwanie zgody od szefa duszpasterstwa i przekazywanie meldunków o zawartych małżeństwach było coraz bardziej utrudnione, a w niektórych dzielnicach niemal niemożliwe do spełnienia. Księża ułatwiali więc przyjęcie sakramentu, zapowiedzi wygłaszano tylko raz, a sama ceremonia była bardzo krótka. Obrączki pożyczali rodzice narzeczonych, żywe kwiaty nie zawsze były do zdobycia, a o białej sukni nikt wtedy nie myślał. Bodaj najsłynniejszy ślub udzielony przez ks. Wiktora Potrzebskiego „Cordę”, w kaplicy przy Moniuszki 11, sanitariuszce Alicji Treutler ps. „Jarmuż” i plut. pchor. Bolesławowi Biedze ps. „Pałąk”, można obejrzeć również i dzisiaj, oglądając chociażby Powstanie Warszawskie, film fabularny w całości złożony z dokumentalnych materiałów archiwalnych, nagranych przez dwóch młodych reporterów. W czasie tamtych dni w „nieujarzmionym mieście” odbyło się kilkaset takich ślubów.

 

Warszawscy samarytanie

Nie sposób przytoczyć wszystkich bohaterskich biografii kapelanów i duchownych biorących udział w powstaniu. Byli wśród nich księża bardzo znani, jak ks. Jan Salamucha – profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, kapelan Ochoty, ks. Jan Zieja – kapelan pułku „Baszta” na Mokotowie, o. Tomasz Rostworowski SJ, o. Józef Warszawski. W zakładzie dla niewidomych w Laskach funkcję kapelana pełnił późniejszy Prymas Tysiąclecia ks. Stefan Wyszyński, ps. „Radwan III”. Jako kapelan powstańczy służył nie tylko polskim żołnierzom, udzielał sakramentów Węgrom, Ukraińcom i Niemcom. Trudno nie wspomnieć też o duchowych córkach ks. Wyszyńskiego. Instytut Świecki Pomocnic Maryi Jasnogórskiej, Matki Kościoła założony w 1942 r. przez Marię Okońską zainicjował modlitewny szturm w intencji stolicy i odnowienia duchowego jej mieszkańców – program „Nowej mobilizacji walczącej Warszawy”, a więc spowiedź, Komunia św. i Różaniec. 

W pamięci warszawiaków w szczególny sposób zapisał się też bp Stanisław Adamski, biskup katowicki, uznany przez Gestapo za zbyt zaangażowanego Polaka i zmuszony do opuszczenia Śląska w 1941 r. Kiedy przybył do Warszawy, miał już 66 lat. Wspomagał materialnie podziemie, odprawiał Msze św., głosił kazania i nauki, udzielał sakramentów, żegnał zabitych. „Widywano codziennie jego mleczną już siwiznę i fioletową piuskę na najbardziej zagrożonych odcinkach. Jeszcze pył wzniesiony wybuchem bomby nie opadł, gdy biskup dźwigał rannych, udzielał absolucji konającym. Zwykły dobrotliwy spokój nie opuszczał go wśród niebezpieczeństwa. Mszę św. odprawiał na Wareckiej w na wpół rozwalonym domu i rozdawał Komunię św. tłumom klęczącym na zasłanej gruzem ulicy. Samoloty niemieckie rozpoczynały codzienne bombardowanie” – zanotowała w powojennych wspomnieniach Zofia Kossak, która brała udział w powstaniu i dobrze znała bp. Adamskiego.

Pod gruzami Warszawy na zawsze pozostało czterdziestu kapelanów powstania. Zginęli w różnych okolicznościach: przy rannych w szpitalach polowych, dzieląc los uwięzionych, rozstrzelanych, chroniących się w kanałach Warszawy. Pierwszym zamordowanym przez Niemców kapłanem był ks. Tadeusz Burzyński, który zginął przeszyty serią z karabinu, kiedy udzielał posługi duszpasterskiej powstańcowi na jednej z ulic Powiśla. W gronie 108 błogosławionych męczenników II wojny światowej są „przypadkowi” kapelani powstania: dominikanin, o. Michał Czartoryski, który choć mógł się ratować, nie pozostawił rannych ze szpitala polowego na Powiślu i zginął razem z nimi, oraz pallotyn, ks. Józef Stanek, „niezmordowany samarytanin”, który dźwigał chorych na własnych ramionach, odgrzebywał zasypanych pod gruzami, wielu ludziom uratował życie. Do końca pozostał z obrońcami Czerniakowa. Niemcy powiesili go na jego własnej sutannie.

 

***

 

Jak pisać o powstaniu warszawskim siedemdziesiąt lat od jego wybuchu, kiedy już tak wiele zostało powiedziane? Mimo wciąż trwającej dyskusji wokół tamtych sześćdziesięciu trzech dni, nieraz sprzecznych opinii i sądów, o jednym nie można zapomnieć: obraz powstania warszawskiego bez uwzględnienia roli duchowieństwa i zgromadzeń zakonnych jest po prostu niepełny. 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki