Logo Przewdonik Katolicki

Wybrać życie

ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz TCHR
Fot.

Kolejne Spotkanie Młodych z udziałem Ojca Świętego miało miejsce w 1993 w Denver, w Kolorado, w Stanach Zjednoczonych. To poprzednie, tak bardzo pamiętane w Polsce, które odbyło się dwa lata wcześniej w Częstochowie, skupiło głównie młodzież europejską. Teraz mieliśmy inny kontynent, inne problemy, inną kulturę.

Kolejne Spotkanie Młodych z udziałem Ojca Świętego miało miejsce w 1993 w Denver, w Kolorado, w Stanach Zjednoczonych. To poprzednie, tak bardzo pamiętane w Polsce, które odbyło się dwa lata wcześniej w Częstochowie, skupiło głównie młodzież europejską. Teraz mieliśmy inny kontynent, inne problemy, inną kulturę.

Było to już czas po przełomie roku 1989, tak znaczącego w dziejach politycznych światowych mocarstw. Tej zmiany św. Jan Paweł II by w pełni świadom.

 

Wspólny fundament

Dał jej wyraz w swoim orędziu – bardzo zwięźle, ale zarazem jednoznacznie: „Jesteśmy świadkami ‘upadku imperiów’, czyli klęski kolejnych w historii prób tworzenia jedności politycznej, którą jedni ludzie narzucali innym siłą. Rezultaty są powszechnie znane.

Nie sposób zbudować prawdziwej i trwałej jedności przemocą i przymusem. Cel ten można osiągnąć tylko wtedy, gdy buduje się na fundamencie wspólnego dziedzictwa, opierając się na

powszechnie przyjętych wartościach, takich jak: szacunek dla godności osoby ludzkiej, gotowość na przyjęcie życia, obrona praw człowieka, otwarcie na transcendentny i duchowy wymiar ludzkiej rzeczywistości” (orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II do młodzieży całego świata z okazji VIII Światowego Dnia Młodzieży „Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości” (J 10, 10)).

Charakterystyczne dla Jana Pawła II było widoczne w tych słowach owo przechodzenie „od fenomenu do fundamentu”, które zresztą zalecił w swojej encyklice o wierze i rozumie, jako swoisty postulat metodologiczny. Postrzegając fenomen zjawisk, ich rewolucyjny i zaskakujący wymiar, Jan Paweł II koncentrował się na podmiocie owych zjawisk i przemian – na człowieku. To bowiem człowiek, osoba obdarzona prawym i prawdziwym sumieniem, jest bohaterem, autorem niemożliwych do przewidzenia zmian.

Ale wyrazem woli tych zmian musi być – jako warunek podstawowy – chęć poszukiwania sensu życia.  

 

Pytanie o sens życia

Stając na gruncie amerykańskim i niejako kierując z niego spojrzenie na sprawy świata dokonującego przemian i tworzącego jedność, Jan Paweł II postawił problem życia jako problem centralnie ważny.

Chciałoby się znów przypomnieć, wydobytą już wcześniej w Santiago de Compostela, prawdę o człowieku jako pielgrzymie na ziemi (homo viator), prawdę, która jest odzwierciedleniem rzeczywistości. Nie można bowiem zaprzeczyć, że człowiek aż po swoją śmierć jest in statu viatoris – to znaczy jest w stanie bycia-w-drodze, jest byciem „jeszcze nie”. I warto znów przypomnieć, że owo bycie „jeszcze nie” zawiera w sobie coś negatywnego i pozytywnego. Jest wyrazem bliskość stworzenia i nicości. Spojrzenie w prawdzie na ludzką kondycję, na kondycję istoty powołanej z niebytu do istnienia przypomina, że wszystko zostało stworzone z nicości. Nasze istnienie, nasze życie jest wyrazem miłości Boga, Jego bezinteresownej, bezgranicznej, absolutnie darmowej miłości. Ale skoro miłość oznacza życie, to konsekwentnie, każdy grzech, który jest negacją miłości  jest zwróceniem się ku nicości, jest osunięciem się ku śmierci.

Takie są jakby dwa kierunki rozstaju ludzkiego wędrowania, ale to, jest co pozytywne w pojęciu bycia-w-drodze to fakt, że człowiek poprzez własne postępowanie zdolny jest w pewnym sensie sam, własnymi czynami wytworzyć pewien rodzaj sprawiedliwego oczekiwania szczęśliwego zakończenia swej drogi. Może po prostu wybrać drogę życia, a nie drogę śmierci. Orędzie przygotowujące młodzież na spotkanie w Denver, w jakimś wymiarze przypomina najpierw mądrościową i prorocką zarazem mowę biblijną: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście.  Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść” (Pwt 30, 15n).

Jan Paweł II jednak nie tylko wskazuje te dwie możliwości. On jest świadom szczególnego bogactwa serca młodego człowieka (sam opisywał istotę tego bogactwa w swoim Liście do Młodych). Jest świadom tego, że serce człowieka przepełnione jest pragnieniami, że zna je tylko Bóg, a my poznajemy je częściowo – opierając swoją wiedzę na skłonnościach, wyróżnionych kiedyś tak nieprzemijająco trafnie przez św. Tomasza.

Papież wie, że pierwsze pragnienie naturalne w człowieku to istnienie i życie. Tak było i jest, że najbardziej fundamentalne pragnienie skierowane jest ku istnieniu i życiu. Można  w tym widzieć instynkt samozachowawczy, który prowadzi do podtrzymywania, obrony i rozwoju życia. Jest to instynkt, który objawia się w pierwotnych potrzebach – głodu i pragnienia. Nie może zatem dziwić i nie dziwi, że dla zapewnienia przetrwania człowiek poszukuje tego, co jest dla niego użyteczne, a więc pożywienia, ubrania, schronienia. To także przywiązanie do istnienia kształtuje w nas miłość własną – źródło naszych działań, ale też rozciąga się to na sferę głębszą – głód i pragnienie dóbr duchowych.

Idąc tym tropem można dalej postrzegać, że na linii ludzkich pragnień pojawia się pragnienie i dążenie do prawdy (o sobie).

 

Dążenie do dobra

Jan Paweł II w Liście do Młodych wskazywał bardzo wyraźnie, że tym pragnieniom życia i dążenia do prawdy towarzyszy bardzo zwyczajne, wcale nie patetyczne dążenie do dobra. Jest to pragnienie najważniejsze, które łączy i wiąże wszystkie pozostałe. Dobrem jest to, co wywołuje miłość, wzbudza pragnienie i zapewnia szczęście. Równocześnie, „dobro” to nie tylko powinność moralna i nakazy; tymczasem dobro jest tym, co „dobre”, dobre samo w sobie przez swoją doskonałość i dobre przez radość, jaką w nim otrzymujemy. Takie dobro określa naszą wolę jako naszą władzę kochania, pragnienia, chcenia. Jest pierwotnym pragnieniem, wyraźnie związanym z pragnieniem szczęścia.

Wszystko to św. Jan Paweł II wyraził w swoim orędziu bardzo czytelnie i dobitnie zarazem: „W różnych językach istnieją różne słowa na nazwanie tego, czego człowiek nie chciałby absolutnie stracić, co stanowi istotę jego oczekiwań, pragnień i nadziei. Jednak w każdym języku tylko słowo «życie» w pełni wyraża to, czego najbardziej pragnie istota ludzka. «Życie» oznacza sumę wszystkich upragnionych dóbr, a zarazem jest tym, co sprawia, że stają się one realne, możliwe do zdobycia i trwałe.

Czyż stałym wątkiem historii ludzkości nie jest gorączkowe, dramatyczne poszukiwanie czegoś lub kogoś, kto byłby w stanie uwolnić człowieka od śmierci i zapewnić mu życie? Na życie ludzkie składają się także momenty kryzysu i zmęczenia, rozczarowania i ciemności. Człowiek naszych czasów nie jest zadowolony z życia, co znajduje odbicie w wielu współczesnych dziełach literackich i filmowych. W świetle tych dramatycznych doświadczeń łatwiej można zrozumieć szczególne trudności młodych, z drżeniem serca wchodzących w życie, które jawi im się jako swoista mozaika, złożona zarówno z fascynujących obietnic jak i wielkich niewiadomych” (orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II do młodzieży, nr 2) .

Jest sprawą charakterystyczną, że Jan Paweł II stawiał owo pytanie o sens, będąc równie świadom jego wagi i powagi, jak i niepopularności.  W ostatnim rozdziale swojej encykliki Fides et ratio pisał: „Co więcej — i jest to zjawisko jeszcze bardziej dramatyczne — w tym gąszczu informacji i faktów, wśród których żyjemy i które zdają się stanowić samą treść życia, wielu zastanawia się, czy ma jeszcze sens samo pytanie o sens. Wielość teorii, które prześcigają się w próbach rozwiązania tego problemu, a także różne wizje i interpretacje świata i ludzkiego życia pogłębiają tylko tę zasadniczą wątpliwość, która łatwo może stać się źródłem sceptycyzmu i obojętności albo też różnych form nihilizmu” (FR 81).

Tym bardziej jednak nie wahał się postawić tego pytania o życie i jego sens wobec ludzi, w których pokładał szczególną nadzieję. Jednocześnie przestrzegł ich przed zakłamaniem odpowiedzi.

 

Fałszywe odpowiedzi

Warto przypomnieć, że lata 90. ubiegłego wieku to okres rozwoju i rozkwitu postmodernizmu. W przestrzeni tej ideologii, w zakresie tak logosu, jak i etosu, dokonało się zwątpienie w zdolności poznawcze rozumu. W konsekwencji świat stał się przedstawiany (bo nie rozumiany) jako hapax legomenon, czyli jako jednorazowy proces ewolucyjny. Rozum i poznanie zostały zaprezentowane jako przypadkowy produkt przystosowania, który nie ma nic wspólnego z prawdą. 

Negacja prawdy oznacza z konieczności negację transcendencji, a to prowadzi do „rehabilitacji destrukcji i chaosu”. Człowiek jest wówczas w stanie wytwarzać jedynie fragmentaryczny, na pewno niespójny porządek, pozbawiony jakiegokolwiek uniwersalnego znaczenia. W takiej przestrzeni bardzo łatwo o wielość chaotycznych propozycji na życie, które mają znamiona sekciarskie, tak bardzo typowe dla „duchowości” New Age.

W klimacie postmodernizmu człowiek jawi się szczególnie dramatycznie jako ten, który pozbawiony został wewnętrznej siły do szukania dobra, jako włóczęga, podejmujący kroki nie w imię nadziei, ale w imię rozczarowania poprzednim miejscem postoju i w imię tlącego się mniemania, że nowe i nieznane jeszcze miejsce będzie wolne od dotychczasowych wad.

Człowiek, który odnajduje w sobie moc wewnętrzną, przemierza – zdaniem postmodernistów – drogę jako turysta zwiedzający zamierzchłe pomniki przeszłości. „Zapłacił przecież z góry za wolność od moralnych zobowiązań, nabył przed podróżą środki profilaktyczne przeciw wyrzutom sumienia, tak samo jak zaopatrzył się w pigułki zapobiegające morskiej czy powietrznej chorobie” (Z. Bauman). Owa „wolność od moralnych zobowiązań” wskazuje pośrednio na nową funkcję sumienia – wolnego od lektury norm moralnych, a uwolnionego zarazem w stronę ich tworzenia.

To właśnie w przestrzeni tego klimatu ducha epoki, Jan Paweł II ostrzegał i przestrzegał: „Istnieją jednak fałszywi prorocy i pozorni mistrzowie życia. Najczęściej można spotkać mistrzów, którzy uczą, jak opuścić ciało, jak wyjść poza czas i przestrzeń, aby wejść w ‘prawdziwe życie’. Potępiają oni stworzenie i w imię złudnego spirytualizmu prowadzą tysiące młodych na drogi nierealnego wyzwolenia, które pogłębia jedynie ich samotność i czyni ofiarą własnych złudzeń oraz tkwiącego w nich zła.

Na pozór zupełnie inaczej postępują mistrzowie carpe diem, którzy zachęcają do zaspokajani każdej instynktownej skłonności i żądzy, co pogrąża człowieka w głębokim smutku, budzi niepokój, a często każe mu szukać ucieczki w niebezpiecznych krainach sztucznych i złudnych ‘rajów’, np. w narkomanii. Można też spotkać mistrzów, którzy widzą sens życia wyłącznie w osiągnięciu sukcesu, w gromadzeniu pieniędzy, w rozwoju własnych umiejętności. Taka postawa łączy się z obojętnością wobec potrzeb drugiego człowieka i pogardą dla wartości, czasem nawet dla tej fundamentalnej wartości, jaką jest życie.

Tacy i inni fałszywi mistrzowie życia, spotykani także we współczesnym świecie, proponują cele, które nie zaspokajają, ale przeciwnie, podsycają pragnienia dręczące duszę człowieka” (orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II do młodzieży, nr 3).

Papieskie przestrogi wybrzmiewały konkretem, ukazującym brak elementarnego szacunku dla prawdy i powagi ludzkiego życia. Ale zarazem te przestrogi wskazywały na zasadniczy kierunek i cel destrukcji, jakim było i jest samo życie. Kultura postmodernistyczna w tym samym stopniu w jakim stała się kulturą zakłamania, stała się także kulturą śmierci.

 

Konsekwencje fałszywych proroków

Propozycje współczesnych mistrzów podejrzliwości, jak kiedyś określano Marksa, Nietzschego i Freuda, koncentrują się, jak wskazał Jan Paweł II, na deprecjonowaniu ciała ludzkiego, na alienacji i na konsumpcjonizmie. Do tego dochodzi, przenikający wszystkie te sfery utylitaryzm. To zaś ma swoje konsekwencje w samej sferze życia. To wszystko tworzy kulturę śmierci.

Deprecjonowanie godności ciała ludzkiego jest formą zakwestionowania prawdy o człowieku jako osobie integralnej, jako duchu wcielonym i uduchowionym ciele. Prawda zostaje zmarginalizowana wbrew racjom rozumu (ale przecież rozum – wbrew pozorom – nie jest dzisiaj w cenie!). W miejsce obiektywnej prawdy o człowieku pojawia się zabsolutyzowana wolność. Wolność tak bezgraniczna, że w jej świetle – drugi to piekło, to radykalne zagrożenie tej właśnie wolności.

Jak to wygląda praktycznie? Przekonywaliśmy się o tym i przekonujemy przy okazji różnych współczesnych sporów. Słyszeliśmy w minionych latach wielokrotnie, wbrew elementarnej prawdzie, że poczęty człowiek to „mój brzuch”, to „zbitka komórek”, to „tkanka, materiał biologiczny”. A wraz z zakwestionowaniem tej prawdy o człowieku szła złowroga wolność – „skoro to nie jest człowiek, mam prawo decydować o moim brzuchu, o mojej zbitce komórek, o tkance i materiale biologicznym, który jest mój”. Tak argumentowano w sporach wokół życia poczętego, potwierdzając, czy też raczej odsłaniając samo jądro ciemności kultury śmierci.

W czasie głoszonej w Denver homilii, już w czasie spotkania na Światowych Dniach Młodzieży, Ojciec Święty mówił bardzo przejmująco. Warto najpierw zwrócić uwagę na pierwsze zdanie tego fragmentu przemówienia: „Nasz wspaniały świat – który Ojciec tak bardzo umiłował, że posłał Syna swego Jednorodzonego, aby go zbawić (por. J 3, 17) – jest teatrem niekończących się zmagań o naszą godność i tożsamość istot wolnych i duchowych” (homilia podczas Mszy św. kończącej VIII ŚDM, Cherry Creek State Park 15 sierpnia 1993, nr 3). To bardzo interesujące zdanie – jego początek jest jakby zapożyczeniem z Huxleya, z jego wizji „nowego wspaniałego świata”, który budowany według ludzkiej miary wspaniałości, okazuje się światem złowrogim i tragicznym. A jednak jest „wspaniałym światem”, jeśli tylko przyjmiemy miarę nie destrukcyjnej wolności człowieka, ale miłości Boga. Jednak jest zagrożenie tego świata, jest owo zmaganie między wizją wolności oderwanej od prawdy a wizją miłości, która integruje prawdę i wolność.

„To zmaganie dorównuje ogromem apokaliptycznej walce opisanej w pierwszym czytaniu dzisiejszej Mszy św. Śmierć walczy przeciw Życiu: «kultura śmierci» próbuje zapanować nad naszym pragnieniem życia, życia w pełni. […] W naszym stuleciu, jak nigdy przedtem w dziejach, «kultura śmierci» przybrała społeczne i instytucjonalne pozory legalności, które mają usprawiedliwić najstraszliwsze zbrodnie przeciw ludzkości: ludobójstwo, «ostateczne rozwiązania», «czystki etniczne» oraz masowe «odbieranie życia istotom ludzkim jeszcze przed ich narodzeniem lub przed nadejściem śmierci naturalnej» (por. Dominum et Vivificantem, 57).

Dzisiejsze czytanie z Apokalipsy ukazuje Niewiastę otoczoną przez wrogie moce. Charakter tej napaści jest absolutny, ponieważ przedmiotem ich złowieszczych zamiarów jest Dziecię, symbol nowego życia. Smok (Ap 12, 3), «władca tego świata» (J 12, 31) i «ojciec kłamstwa» (J 8, 44) nieustannie próbuje wyrwać z ludzkiego serca poczucie wdzięczności i szacunku wobec tego pierwotnego, niezwykłego i fundamentalnego daru Bożego: ludzkiego życia. Dzisiaj ta walka staje się coraz bardziej otwarta” (Homilia podczas Mszy św. kończącej VIII ŚDM, nr 3).

Kreśląc grozę kultury śmierci, Jan Paweł II pozostawał prorokiem optymizmu. Siłą jego nadziei, którą dzielił się z młodymi i z nami wszystkimi był niezmiennie Jezus Chrystus.

 

Zwrot ku Chrystusowi

Ukazując w swojej homilii w Denver grozę kultury śmierci, Jan Paweł II demaskował zarazem nieudolność i tragiczną bezradność człowieka, zagubionego w pułapce wolności oderwanej od prawdy. Błądzenie labiryntem pragnień i potrzeb według kompasu samej tylko wolności staje się  samozagładą człowieka. Potrzebna jest prawdziwa droga do życia.

Dlatego już w orędziu pisał: „On [Chrystus] sam jest jednocześnie drogą i życiem, jest drogą prowadzącą do życia.

Sami nie potrafimy zrealizować tego, do czego zostaliśmy stworzeni. Chociaż nosimy w sobie obietnicę, widzimy, że nie jesteśmy w stanie jej spełnić. Ale Boży Syn przyszedł do ludzi, zapewniając ich: „Ja jestem drogą i prawdą i życiem” (J 14, 6). Według sugestywnego wyrażenia św. Augustyna, Chrystus „stworzył takie miejsce, w którym każdy człowiek może spotkać prawdziwe życie”. Owo „miejsce” to jego Ciało i Jego Duch, w którym cała ludzka rzeczywistość, odkupiona i rozgrzeszona, zostaje odnowiona i przebóstwiona” (orędzie, nr 3).

 

Podkreślał jednocześnie, że uznanie Chrystusa jako Drogi, Prawdy i Życia, wejście na tę drogę zobowiązuje. Św. Jan Paweł II zaapelował bardzo mocno do młodzieży świata z kontynentu amerykańskiego, aby wybrała życie w sposób konsekwentny, aby opowiadając się za Chrystusem podjęła Ewangelię Życia. „Na obecnym etapie dziejów w wasze ręce włożone zostało wyzwalające orędzie Ewangelii Życia. Teraz zaś wasze pokolenie przejmuje misję głoszenia go aż po krańce ziemi. Jak wielki apostoł Paweł, tak i wy musicie uświadomić sobie pilność tego zadania: «Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!» (1 Kor 9, 16). Biada wam, jeśli nie zdołacie obronić życia” (homilia podczas Mszy św. kończącej VIII ŚDM, nr 6).

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki