Logo Przewdonik Katolicki

Jak papież słowami odnowił oblicze Polski

Mirosław Sobiech
Fot.

Czy pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny, która rozpoczęła się 35 lat temu, była najważniejszą podróżą apostolską papieża Polaka? To teza śmiała, ale uzasadniona. Po latach widać, jak niezwykłą moc i w sensie duchowym, i politycznym miały słowa, które Ojciec Święty wtedy wypowiadał. Zwłaszcza gdy w sercu Warszawy wołał o odnowę oblicza tej ziemi. Nic już potem w Polsce nie było takie samo.

Czy pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny, która rozpoczęła się 35 lat temu, była najważniejszą podróżą apostolską papieża Polaka? To teza śmiała, ale uzasadniona. Po latach widać, jak niezwykłą moc i w sensie duchowym, i politycznym miały słowa, które Ojciec Święty wtedy wypowiadał. Zwłaszcza gdy w sercu Warszawy wołał o odnowę oblicza „tej” ziemi. Nic już potem w Polsce nie było takie samo.

Dziewięciodniowa wizyta, którą Jan Paweł II złożył w rodzinnym kraju w dniach 2–10 czerwca 1979 r. przebiegała pod hasłem „Gaude Mater Polonia”, czyli w swobodnym przekładzie: „Ciesz się Polsko, Matko Moja”. Przewodnia myśl tej pielgrzymki była zatem bardzo radosna i optymistyczna, choć papież, który zaledwie osiem miesięcy wcześniej był jeszcze kardynałem Karolem Wojtyłą, metropolitą krakowskim, doskonale wiedział, że przyjeżdża do kraju smutnego, biednego, rządzonego autorytarnie, pogrążonego w kryzysie ekonomicznym i społecznym, a przede wszystkim tkwiącego w głębokiej zapaści duchowej.

 

To był PRL

Po niemal dekadzie udawanego dobrobytu i życia na kredyt zafundowany Polakom przez „liberalnego komunistę” Edwarda Gierka, w obliczu krachu gospodarczego społeczeństwo polskie popadło we frustrację i marazm. Braki towarów, kolejki przed sklepami, kartki na cukier, spadające dochody, zmęczenie trudami życia, a w wymiarze moralnym zalew fałszywej propagandy, oderwanie od tradycyjnych wartości, karierowiczostwo i konformizm w wielu środowiskach – taki był społeczny krajobraz PRL końca lat 70.

Polacy istotnie potrzebowali radości, pokrzepienia, otuchy oraz moralnego wsparcia, ale Jan Paweł II dał rodakom coś więcej. Jego pielgrzymka przebudziła ludzi – duchowo, religijnie i politycznie. Polacy dzięki Ojcu Świętemu przypomnieli sobie, że są narodem od tysiąca lat zakorzenionym w chrześcijaństwie, że tworzą wielką wspólnotę, i że razem stanowią ogromną siłę, co można było stwierdzić namacalnie w miejscach spotkań z papieżem. Na tle milionów rozentuzjazmowanych, wiwatujących i publicznie modlących się ludzi, w których wstąpił nowy duch, ówczesny niby wszechmocny system wydał się zgniły i kruchy. Dlatego rok po papieskiej wizycie powstała w PRL „Solidarność”, która w drodze swoistej (re)ewolucji doprowadziła do upadku komunizmu.

 

Zanim ucałował polską ziemię

Z powodu historycznych skutków pierwszej wizyty apostolskiej Jana Pawła II w Polsce, narosło wokół niej trochę legend. W niczym wprawdzie nie zmieniają one jej doniosłości, ale – dla kronikarskiego porządku – warto o nich napomknąć przed przypomnieniem, na czym polegała jej rzeczywista, niebywała moc sprawcza zawarta w przesłaniu Ojca Świętego.

Wbrew utartym opiniom, wizyta w Polsce nie była pierwszą, lecz drugą zagraniczną podróżą papieża „z dalekiego kraju”. Zanim bowiem przybył do swojej Ojczyzny, najpierw w dniach 25 stycznia–1 lutego 1979 r., czyli już trzy miesiące po objęciu Stolicy Piotrowej, odwiedził Dominikanę, Meksyk i Wyspy Bahama. Wysiadając z samolotu w Santo Domingo, Jan Paweł II ukląkł i pocałował ziemię, co stało się zwyczajem w czasie jego kolejnych pielgrzymek, zatem błędne – choć miłe dla nas – jest przekonanie, że w ten sposób wyróżnił po raz pierwszy własną Ojczyznę. Nie jest też prawdą, że papież dopiero w Polsce w swym nauczaniu śmiało, choć bez dosłowności i konkretnych odniesień, podjął wątki społeczne i polityczne. Już podczas inauguracyjnej wizyty w Ameryce Łacińskiej zwracał uwagę na dramaty ludzi pokrzywdzonych przez system nierówności społecznych, ale zarazem wszedł w polemikę z tzw. teologią wyzwolenia, która wikłała Kościół w ideologię marksistowską. Godzi się także przypomnieć, że nie tylko w Ojczyźnie, ale już w Meksyku Ojciec Święty został przyjęty wręcz euforycznie przez wiernych, którzy ustawiali się tłumnie na trasach przejazdu papieża, wiwatowali na jego cześć, a w pozdrowieniach używali nawet swojskiego imienia „Lolek”. Takie sytuacje zdarzały się potem przy okazji niemal każdej podróży apostolskiej papieża Polaka.

 

Nie wpuścić papieża do kraju?

Dlaczego zatem na tle 104 zagranicznych pielgrzymek, które Jan Paweł II odbył w czasie swego niemal 27-letniego pontyfikatu, za najważniejszą i przełomową skłonni jesteśmy uznawać pierwszą jego wizytę w Polsce? Dlaczego wśród niezliczonych homilii i nauk wygłaszanych w około 900 miejscowościach w 130 krajach świata jako najdonioślejsze jawią się nam słowa wypowiedziane 2 czerwca 1979 r. na placu Zwycięstwa (dziś Piłsudskiego) w Warszawie? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw przypomnieć, jakie były okoliczności, a raczej problemy i utrudnienia związane z przygotowaniem papieskiego spotkania z rodakami.

Władze PRL bały się tej pielgrzymki jak ognia, słusznie przypuszczając, że będzie miała ona przebieg spektakularny, podziała na Polaków emocjonalnie, przyniesie im ogrom wzruszeń, także patriotycznych, a przez to obudzi ich aspiracje i dążenia wolnościowe. „Wielkie to wydarzenie dla narodu polskiego i duże komplikacje dla nas” – miał powiedzieć Edward Gierek do żony tuż po wyborze kard. Karola Wojtyły na papieża. Z kręgów władzy dochodziły potem jednoznaczne słowa: „Wolelibyśmy, żeby nie przyjeżdżał”. Przywódca ZSRR Leonid Breżniew naciskał, aby nie zezwolić papieżowi na wjazd do Polski i straszył w swoim stylu: „Róbcie, jak uważacie, byle byście wy i wasza partia później tego nie żałowali”. Te obawy były uzasadnione, ale wizyty Ojca Świętego nie można było udaremnić tak jak w 1966 r., kiedy do PRL nie wpuszczono Pawła VI, pragnącego uczestniczyć w uroczystościach milenijnych. Rządzący w Warszawie wiedzieli, że przymusowe zatrzymywanie Jana Pawła II spowoduje napięcia i jedynie pogorszy nastroje społeczne w kraju, a na świecie wywoła lawinę negatywnych reakcji. Zrobiono jednak wiele, aby przynajmniej odwlec termin pielgrzymki i „zneutralizować” jej skutki polityczne.

 

Strach przed tłumem w euforii

Polska miała być pierwszym krajem na trasie światowych podróży nowego biskupa Rzymu, „górala, który chciał wrócić do hal” zaraz po wyborze, jeszcze jesienią 1978 r., ale taki scenariusz nieprzygotowane władze PRL wykluczyły. Odrzuciły także termin majowy, związany z 900. rocznicą męczeńskiej śmierci św. Stanisława – krakowskiego biskupa, który w 1079 r. zginął z rozkazu króla Bolesława Szczodrego. Według przekazów, niepokorny duchowny został stracony za to, że krytykował postępowanie monarchy wobec poddanych i zarzucał mu sianie zgorszenia. Komuniści uważali, że uroczystości na cześć Stanisława ze Szczepanowa, jednego z głównych patronów Polski, to symbol konfliktu pomiędzy władzą świecką a Kościołem, a nawet prowokacyjne, antypaństwowe wezwanie do nieposłuszeństwa. Ostatecznie po mozolnych negocjacjach ustalono, że Jan Paweł II odwiedzi Ojczyznę w dniach 2–10 czerwca 1979 r. Władze nie zgodziły się jednak, aby papież spotkał się z rodakami w wielkich ośrodkach robotniczych: na Górnym i Dolnym Śląsku, w Nowej Hucie i na osiedlu 1000-lecia w Częstochowie oraz we wschodniej Polsce, gdzie z kolei problemem była zbytnia bliskość granicy z ZSRR.

Bojąc się tłumu, jego poruszenia, entuzjazmu i spontanicznych manifestacji, komuniści próbowali na różne sposoby ograniczyć skalę i znaczenie pielgrzymki. Zaangażowano setki agentów Służby Bezpieczeństwa, którzy mieli minimalizować liczbę uczestników spotkań z Ojcem Świętym. Bezpieka przechwytywała i niszczyła karty wstępu na Msze św., których wprowadzenie wcześniej władze wymusiły na Kościele. Rozpuszczane były plotki, że podczas wizyty papieża w Meksyku ludzie byli tratowani, czy wręcz przecinani na pół przez liny wyznaczające sektory. Straszono Polaków, że w tłumie nie będzie opieki medycznej dla ofiar udarów i wypadków, ani nawet wody do picia, a pieniądze pielgrzymów i ich puste domy mogą paść łupem złodziei.

 

Siła nauki Jana Pawła II

Żadna z tych żenujących gróźb oczywiście nie spełniła się. Przeciwnie, kościelna straż porządkowa działała wzorowo, dla wiernych przygotowano punkty pomocy lekarskiej, były zapewnione napoje i posiłki, a tłumy – zamiast maleć – rosły z minuty na minutę. Jan Paweł II wylądował na Okęciu w sobotę 2 czerwca 1979 r. o godz. 10.07, a przed godziną 16.00 na placu Zwycięstwa w Warszawie, gdzie papież miał odprawić pierwszą Mszę św. na polskiej ziemi, czekało już na niego grubo ponad 300 tys. osób. Co więcej, Polacy witając Jana Pawła II, który jechał ulicami Warszawy odkrytym samochodem (specjalnie przygotowaną, białą ciężarówką marki Star), wyrażali powszechny entuzjazm oklaskami, okrzykami, śpiewami. Kościół wyszedł nagle poza mury świątyń, a wierni policzyli się i zobaczyli, jak przytłaczającą większością są w swoim kraju.

Prawdziwą siłę moralną i ideową poczuli jednak dopiero po słowach, które Ojciec Święty zawarł w swojej pierwszej, historycznej homilii wygłoszonej przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Papież Polak prosił rodaków o wykazanie szczególnej odpowiedzialności za losy ojczyzny. Słynne dziś, ostatnie zdania tej nauki – „Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!” – są dziś powszechnie interpretowane jako subtelne, ale zarazem jednoznaczne wezwanie do zmiany systemu z totalitarnego na demokratyczny i przywrócenia swobód obywatelskich (w sensie politycznym) oraz do powrotu do wartości chrześcijańskich, nawrócenia się i odbudowania wiary w Chrystusa (w sensie religijnym).

 

Słowa tworzące historię

Na te znamienne słowa wierni odpowiedzieli piętnastominutową owacją. Nie było w historii Polski przemówienia, które odcisnęłoby tak silne piętno na słuchaczach. Bo 10-milionowa „Solidarność”, która powstała rok i dwa miesiące później, okazała się największym w dziejach świata ruchem społeczno-polityczny, który pokojowo bronił godności człowieka i przyczynił się nie tylko do zaprowadzenia demokracji w Polsce, ale także do demontażu narzuconego przez Stalina systemu pojałtańskiego w Europie. A – przypomnijmy – jednym z pierwszych haseł „Solidarności” były właśnie dwa ostatnie zdania pamiętnej papieskiej homilii, wygłoszonej 35 lat temu na warszawskim placu Zwycięstwa.

Ówczesna nazwa tego placu nabrała zresztą symbolicznego znaczenia. Na nic bowiem zdały się zaklęcia Edwarda Gierka, który witając w Belwederze Głowę Kościoła katolickiego powtarzał obowiązkowe formuły o tym, że historycznym wyborem Polaków jest budowa socjalizmu oraz sojusz ze Związkiem Sowieckim. Zwycięską historię tworzył wtedy wyłącznie Jan Paweł II.

 


 

Niech Duch Twój odnowi oblicze tej ziemi!

 

Fragmenty homilii, którą Jan Paweł II wygłosił 2 czerwca 1979 r. w Warszawie w obecności setek tysięcy wiernych:

 

[...] Czyż moja pielgrzymka do Ojczyzny w roku, w którym Kościół w Polsce obchodzi dziewięćsetną rocznicę śmierci św. Stanisława, nie jest zarazem jakimś szczególnym znakiem naszego polskiego pielgrzymowania poprzez dzieje Kościoła – nie tylko po szlakach naszej Ojczyzny, ale zarazem Europy i świata? Odsuwam tutaj na bok moją własną osobę – niemniej muszę wraz z wami wszystkimi stawiać sobie pytanie o motyw, dla którego właśnie w roku 1978 (po tylu stuleciach ustalonej w tej dziedzinie tradycji) został na rzymską stolicę św. Piotra wezwany syn polskiego narodu, polskiej ziemi. [...]

 

Czyż przeto nawiązując do tych Chrystusowych słów, nie wolno nam wnosić zarazem, że Polska stała się w naszych czasach ziemią szczególnie odpowiedzialnego świadectwa? Że właśnie stąd – z Warszawy, a także z Gniezna, z Jasnej Góry, z Krakowa, z całego tego historycznego szlaku, który tyle razy nawiedzałem w swoim życiu i który w tych dniach znów będę miał szczęście nawiedzić, że właśnie stąd ze szczególną pokorą, ale i ze szczególnym przekonaniem trzeba głosić Chrystusa? Że właśnie tu, na tej ziemi, na tym szlaku, trzeba stanąć, aby odczytać świadectwo Jego Krzyża i Jego Zmartwychwstania? Ale, umiłowani rodacy – jeśli przyjąć to wszystko, co w tej chwili ośmieliłem się wypowiedzieć – jakżeż ogromne z tego rodzą się zadania i zobowiązania! Czy do nich naprawdę dorastamy? [...]

 

Kościół przyniósł Polsce Chrystusa – to znaczy klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek. Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa.

I dlatego Chrystusa nie można wyłączać z dziejów człowieka w jakimkolwiek miejscu ziemi. Nie można też bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski – przede wszystkim jako dziejów ludzi, którzy przeszli i przechodzą przez tę ziemię. [...]

 

Trzeba iść po śladach tego, czym – a raczej kim – na przestrzeni pokoleń był Chrystus dla synów i córek tej ziemi. I to nie tylko dla tych, którzy jawnie weń wierzyli, którzy Go wyznawali wiarą Kościoła. Ale także i dla tych, pozornie stojących opodal, poza Kościołem. Dla tych wątpiących, dla tych sprzeciwiających się. [...]

 

Stoimy tutaj w pobliżu Grobu Nieznanego Żołnierza. W dziejach Polski – dawnych i współczesnych – grób ten znajduje szczególne pokrycie. Szczególne uzasadnienie. Na ilu to miejscach ziemi ojczystej padał ten żołnierz. Na ilu to miejscach Europy i świata przemawiał swoją śmiercią, że nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie? Na ilu to polach walk świadczył o prawach człowieka wpisanych głęboko w nienaruszalne prawa narodu, ginąc „za wolność naszą i waszą”? [...]

 

To wszystko: dzieje Ojczyzny, tworzone przez każdego jej syna i każdą córkę od tysiąca lat – i w tym pokoleniu, i w przyszłych – choćby to był człowiek bezimienny i nieznany, tak jak ten żołnierz, przy którego grobie stoimy… To wszystko: i dzieje ludów, które żyły wraz z nami i wśród nas, jak choćby ci, których setki tysięcy zginęły w murach warszawskiego getta. To wszystko w tej Eucharystii ogarniam myślą i sercem i włączam w tę jedną jedyną Najświętszą Ofiarę Chrystusa na placu Zwycięstwa.

 

I wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja: Jan Paweł II papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi:

Niech zstąpi Duch Twój!

Niech zstąpi Duch Twój!

I odnowi oblicze ziemi.

 

Tej ziemi! Amen.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki