Logo Przewdonik Katolicki

Poznać prawdę

dr Agnieszka Łuczak
Fot.

Sprawa śmierci Piotra Majchrzaka w 1982 r. nigdy nie została wyjaśniona w świetle polskiego prawa. Mimo trzech opinii biegłych lekarzy, czterech śledztw i pięciu rozpraw sądowych od ponad trzydziestu lat nie udało się ukarać ani nawet wskazać sprawców. Za sprawą filmu Anny Piasek-Bosackiej sprawa wróciła w ostatnim czasie do debaty publicznej.

Zajmowałam się naukowo wyjaśnianiem okoliczności śmierci Piotra Majchrzaka i muszę przyznać, że jestem zaniepokojona wciąż powracającymi nieprawdziwymi informacjami forsującymi wersję pobicia Piotra przez „mężczyznę z parasolką” jako główną przyczynę jego śmierci. Artykuły na ten temat ukazały się kilka lat temu w prasie. Powagi sytuacji dodaje fakt, że napisano nawet, że właśnie te artykuły miały wpływ na decyzję sądu podczas procesu o zadośćuczynienie.

 

Ofiara stanu wojennego

Sprawa Piotra Majchrzaka jest modelowym wręcz przykładem tego, jak trudno do dzisiaj ustalić i skazać wyrokiem sądowym sprawców śmierci ofiary stanu wojennego. Historycy badający te czasy nazywają ofiarami zarówno te osoby, które poniosły śmierć na skutek brutalności funkcjonariuszy milicji, ZOMO czy SB, jak i zamordowane w wyniku celowych działań operacyjnych komunistycznego aparatu bezpieczeństwa PRL. Śmierć tych ludzi była wynikiem poczucia bezkarności i postawienia ponad prawem wszystkich funkcjonariuszy resortu w czasie stanu wojennego, a prowadzone śledztwa były „zamiatane pod dywan” przez umarzanie. W 1982 r. prokuratura umorzyła sprawę pobicia Piotra Majchrzaka „wobec braku dostatecznych dowodów popełnienia przestępstwa”. Podobnie było w ponad stu innych niewyjaśnionych przypadkach śmierci w całej dekadzie lat 80. Zwrócił na to uwagę Komitet Helsiński, który od początku stanu wojennego w Polsce zbierał informacje o przypadkach stosowania przemocy oraz o aktach bezprawia dokonywanych za przyzwoleniem władzy. W raporcie komitetu stwierdzono, że w Polsce podczas stanu wojennego powstał mechanizm służący zapobieganiu postawienia przed sądem funkcjonariuszy, którzy spowodowali śmierć innych osób podczas pełnienia obowiązków służbowych. Organy ścigania wszczynały sprawę – po czym umarzano ją z powodu „niewykrycia sprawców” lub stwierdzenia, że śmierć nastąpiła na skutek „nieszczęśliwego wypadku”. Tak właśnie było w sprawie Majchrzaka. Podczas pierwszego śledztwa stworzono – w celu rozmycia sprawy – wątek pobicia nastolatka przez pijanego mężczyznę z parasolką. Trzeba podkreślić, że „wątek parasolki” podnosiły wyłącznie osoby związane z organami bezpieczeństwa – funkcjonariusze ZOMO, milicjanci (w tym jeden emerytowany) i resortowy dziennikarz. Mimo że świadkowie zeznali wówczas o obecności wielu milicjantów i funkcjonariuszy Wojskowej Służby Wewnętrznej w miejscu zdarzenia, to ten wątek śledztwa został niemal całkowicie pominięty przez prokuratora.

 

Prawo dziurawe jak szwajcarski ser

W trakcie wszystkich śledztw prokuratorskich i rozpraw sądowych organom sprawiedliwości nie udało się uzyskać zeznań żadnego naocznego świadka śmierci Piotra, choć przecież pobicie to miało miejsce w centrum dużego miasta, jakim jest Poznań, blisko popularnej i obleganej w latach PRL-u restauracji W-Z. Nawet z dzisiejszej lektury akt śledztwa wynika, że zdarzenie to musiało wówczas widzieć kilkanaście osób. Prokuraturze nie udało się ich odnaleźć ani ustalić ich tożsamości przed 1989 r. ani po nim. Zadziwiające jest jednak, że relacje naocznych świadków pobicia Piotra Majchrzaka przez ZOMO udało się uzyskać  dwóm dziennikarkom Polskiego Radia – Marii Blimel i Wandzie Wasilewskiej oraz  reżyserce  filmu Pod opieką operacyjną Annie Piasek Bosackiej, co łatwo sprawdzić, bo wszystkie zostały przez dziennikarki opublikowane w audycjach radiowych  i w filmie.  Sprawa Piotra Majchrzaka wymyka się mimo to obowiązującemu w Polsce prawu. Aby uzyskać zadośćuczynienie (tzw. ustawa lutowa z 1991 r.) lub status ofiary zbrodni komunistycznej (Ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej z 1998 r.), trzeba wykazać związek represji z działalnością polityczną. A zatem trzeba dodatkowo udowodnić, że pobicie Piotra przez ZOMO miało na przykład związek z wpiętym w jego ubranie opornikiem. Na to zaś nie ma żadnych dowodów. Rodzina Majchrzaków przez wszystkie lata konsekwentnie dążyła do wyjaśnienia sprawy. Aby uzyskać werdykt sądu, rodzice Piotra wystąpili o zadośćuczynienie (w wysokości miliona złotych) za spowodowanie śmierci syna przez organy ścigania PRL. Bezskutecznie. Kolejne orzeczenia pięciu sądów oddaliły wniosek rodziny o zadośćuczynienie, jednak sędziowie w sentencji wyroku nie wykluczyli, że Piotr Majchrzak został pobity ze skutkiem śmiertelnym przez funkcjonariuszy ZOMO – jest to jednak cały czas jedna z dwóch prawdopodobnych wersji wydarzeń.

 

Cenzura pamięci

Dziś coraz mniej osób pamięta realia pierwszych miesięcy stanu wojennego, przemoc i bezprawie władzy. Coraz łatwiej wyrwać fakty z kontekstu historycznego. Podczas rozpraw o zadośćuczynienie w poznańskim dzienniku drukowane były kolejne artykuły, których autor wznowił resortową tezę i sugestywnie nakreślił wizję pobicia ofiary parasolką. Ta właśnie wersja przyczyn śmierci Piotra miałaby być prawdziwa, a dziennikarz stara się udowodnić, że ów mężczyzna uniknął odpowiedzialności w latach 80., ponieważ był użyteczny dla służby bezpieczeństwa. Miał on pomagać w rozpracowywaniu Szweda pracującego na Uniwersytecie Poznańskim, który jakoby mieszkał u niego – na tym polegała użyteczność Mariana O. dla SB i dlatego był chroniony, chociaż był faktycznym sprawcą, co równocześnie oznacza, że to nie zomowcy byli sprawcami. Postanowiłam sprawdzić tę hipotezę, analizując dokumenty, w tym najważniejszy „Kwestionariusz ewidencyjny kryptonim Nordyk” dotyczący Szweda, którego rzekomo rozpracowywał Marian O. Okazało się, że nie ma żadnego donosu na niego w tej sprawie operacyjnej (a więc również donosu od Mariana O.), a inwigilowany Szwed, rzekomy lokator Mariana O., mieszkał w zupełnie innym mieszkaniu, którego właścicielem był poznański uniwersytet, i wyjechał z Polski w 1978 r. Jego rozpracowanie zostało rok później zamknięte i złożone do archiwum. A zatem w roku śmierci Piotra Majchrzaka (1982) SB nie była od dawna tym Szwedem zainteresowana. Nie ma także w zasobach poznańskiego IPN żadnego śladu współpracy Mariana O. z SB. Tym samym więc wersja o pobiciu Piotra Majchrzaka przez „człowieka z parasolką” od tylu lat uparcie powtarzana jako prawdziwa wersja wydarzeń nie znajduje potwierdzenia w faktach. Skoro domniemany sprawca śmiertelnego pobicia Marian O. nie współpracował z SB, nie było powodu, żeby go chronić.

 

Historia opowiedziana kamerą

Anna Piasek-Bosacka to kolejna dziennikarka, która dotarła do naocznych świadków tamtego tragicznego zdarzenia. Oni widzieli, że ZOMO pobiło Piotra Majchrzaka, i wynika z tego, że to jednak jest prawdziwa wersja wydarzeń. Świadkowie – pracownicy restauracji WZ, którzy są w aktach śledztwa wskazani przez innych jako osoby będące blisko zdarzenia, co wzmacnia ich wiarygodność – w latach 80. uczestniczyli w wizji lokalnej. Zeznawali wtedy, że nic nie widzieli, ale zeznania ich były wymijające. Podejrzewam, że byli zastraszani, a teraz po latach dziennikarzowi mówią prawdę. Być może film wymaga uzupełnienia – post scriptum o tym, że teza o chronieniu przez SB mężczyzny z parasolem jest całkowicie wymyślona, nie znajduje bowiem poparcia w dokumentach, na które powołuje się jej autor. W świetle relacji naocznych świadków pobicia wszystko wskazuje na sprawstwo funkcjonariuszy ZOMO. Niestety, wspomniane wyżej artykuły prasowe wpłynęły w sposób istotny na świadomość poznaniaków. W tym roku w jubileuszowym numerze dziennik „Głos Wielkopolski. Polska the Times” podkreślił wpływ tych artykułów na niezawisłą decyzję sądu.

 

Zachowanie pamięci

Wobec wyczerpania w Polsce wszystkich prawnych możliwości ukarania winnych, pozostaje nam już tylko zachowanie pamięci. Jest to obowiązkiem Instytutu Pamięci Narodowej i nas wszystkich. O zadaniach Instytutu mówi o preambuła powołującej go ustawy: „Mając na względzie [...] powinność zadośćuczynienia przez nasze państwo wszystkim pokrzywdzonym przez państwo łamiące prawa człowieka, jako wyraz naszego przekonania, że żadne bezprawne działania państwa przeciwko obywatelom nie mogą być chronione tajemnicą ani nie mogą ulec zapomnieniu”. Uniemożliwienie rodzicom wyjaśnienia prawdy o tym, kto zabił ich syna, było bezprawnym działaniem państwa oraz łamaniem praw człowieka i nawet jeśli nie można skazać winnych tej śmierci, to trzeba o tym pamiętać.

 

...

Najnowsze ustalenia w sprawie śmierci Piotra Majchrzaka opublikowane są w majowym numerze pisma IPN „Pamięć.pl”

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki