Logo Przewdonik Katolicki

Co trapi papieża?

Krzysztof Bronk
Fot.

Papież Franciszek jest słabym aktorem. W sytuacjach krytycznych nie potrafi ukryć swych uczuć. Od razu widać, co przeżywa, choć nie zawsze mówi publicznie o swoich odczuciach. W minionym tygodniu uczestniczył właśnie w takich spotkaniach, o których przebiegu więcej dowiedzieliśmy się z jego twarzy niż z oficjalnego komunikatu.

Kiedy 21 marca w przywatykańskim kościele Grzegorza VII odczytywano listę ponad 800 niewinnych ofiar włoskiej mafii, w tym nazwisko ostatniej z nich – zaledwie sprzed dwóch dni – trzyletniego Domenica Petruzzellego, papieska twarz przez niemal całą godzinę była ikoną bólu. Nie drgnęła ani na chwilę. Nawet wtedy, gdy jeden z mafiosów prosił, jak podkreślił, „na kolanach” o nawrócenie i groził swoim byłym kolegom piekłem.

 

Ofiary mafii u Franciszka

Wszyscy widzieli, że spotkanie z rodzinami ofiar mafii było dla Franciszka wielkim i bolesnym przeżyciem. Bolesnym doświadczeniem było to spotkanie również dla tych, którzy kochają poprzedników papieża Franciszka z zupełnie innych względów. Organizator i gospodarz tego spotkania ks. Luigi Ciotti ogłosił bowiem w mediach, że wraz z Franciszkiem kończy się epoka milczenia Kościoła względem mafii, mimo iż  doskonale wiedział, że 20 lat wcześniej rozgniewany do żywego Jan Paweł II w jeszcze mocniejszych niż Franciszek słowach groził mafiosom Sądem Ostatecznym i wzywał Sycylijczyków, by radykalnie odcięli się od mafii. Wówczas mafia w odwecie kilka dni później podłożyła bombę pod wejście do bazyliki św. Jana na Lateranie. Ks. Ciotti dobrze o tym pamięta, tylko że nie lubił poprzedników Franciszka, czego w swoich wypowiedziach wcale nie ukrywa i właśnie z tego jest najbardziej znany włoskiej opinii publicznej. Często goszcząc w mediach, wielokrotnie się przechwalał, że pomimo zaawansowanego już wieku nigdy dotąd nie spotkał papieża, co we Włoszech jest rzeczywiście trudne. Jego niesprawiedliwe słowa nas nie zdziwiły, ale po prostu zabolały.

 

Barack Obama u papieża

Wróćmy jednak do Franciszka. Innym ważnym wydarzeniem, w czasie którego papież nie potrafił ukryć przygnębienia, było spotkanie z Barackiem Obamą. Franciszek wyszedł z tego spotkania wyraźnie przybity. Nam, obserwatorom, na myśl przyszła od razu Ukraina. Widocznie w czasie trwającej 50 minut rozmowy w cztery oczy Obama musiał powiedzieć papieżowi coś strasznego. Że wojna jest nieunikniona? Że spodziewa się wielkiego chaosu w Europie? Że na negocjacje jest już za późno? Na oficjalny komunikat po audiencji czekaliśmy wyjątkowo długo, ponad dwie godziny. Co więcej, był on bardzo lakoniczny, krótszy nawet niż po wizytach przywódców małoznaczących państewek z drugiego końca świata. Dowiedzieliśmy się z tego komunikatu, że „dokonano wymiany opinii na aktualne tematy międzynarodowe, wyrażając życzenie, aby na obszarach konfliktów przestrzegano prawa humanitarnego i międzynarodowego oraz starano się o ich rozwiązanie poprzez negocjacje”. Już się zatem nie mówi o zażeganiu wojny, o ratowaniu pokoju za wszelką cenę, jak w przededniu innych konfliktów… Wnioskuje się jedynie o uszanowanie prawa humanitarnego. W dalszej części komunikatu jest jeszcze mowa o relacjach państwo-Kościół w Stanach Zjednoczonych, o przestrzeganiu wolności religijnej, prawa do życia i sprzeciwu sumienia, a także o reformie prawa migracyjnego. Jest to oczywiście aluzja do przeforsowanej przez Obamę reformy służby zdrowia, która zmusza wszystkich pracodawców, w tym również kościelnych, by opłacali swym pracownikom ubezpieczenie refundujące środki wczesnoporonne, sterylizację i antykoncepcję. Amerykański Kościół stanowczo się temu sprzeciwia, widząc w tym pierwszy wyłom w prawie do wolności religijnej, na którym zbudowane zostały Stany Zjednoczone. Biskupi słusznie się spodziewają, że za tym precedensem pójdą kolejne kroki, prowadzące do coraz większej ingerencji państwa w życie wspólnot wyznaniowych. Stąd ta wzmianka o wolności religijnej. Dziwi natomiast fakt, że w czasie wizyty amerykańskiej delegacji w Watykanie nie wspomniano o rodzinie i promowaniu ideologii gejowskiej. Być może na wpisanie tej kwestii do komunikatu nie zgodziła się dyplomacja amerykańska, dla której promocja równouprawnienia osób o różnych dezorientacjach seksualnych należy do podstawowych priorytetów. Oficjalny komunikat ze spotkania prezydenta USA i Ojca Świętego kończy wzmianka o woli wspólnego zaangażowania w wykorzenienie handlu ludźmi na świecie. I to jest konkret, nad którym Stany Zjednoczone, a przynajmniej amerykańska ambasada i Stolica Apostolska, rzeczywiście współpracują. Kościół ma wielkie doświadczenie w pomaganiu ofiarom handlu żywym towarem. Stany Zjednoczone mają jeszcze moc, by ten proceder przykrócić.

 

Co Obama powiedział dziennikarzom

Więcej o przebiegu audiencji mogliśmy się dowiedzieć od samego Baracka Obamy, który opowiadał o niej podczas konferencji prasowej w czwartek późnym popołudniem w siedzibie włoskiego premiera. Konferencja miała dotyczyć spraw włoskich, spotkania Obamy z czwartym już włoskim premierem za jego prezydentury, ale dziennikarzy bardziej interesowała wizyta w Watykanie, a i sam Obama chętniej wypowiadał się na temat Franciszka niż zagmatwanej sytuacji we Włoszech. Amerykański prezydent przedstawił zatem własną wersję wydarzeń w Watykanie. O Ukrainie nie wspomniał w kontekście działań Watykanu ani słowem, co wcale nie oznacza, że z papieżem o tym nie rozmawiał. Wręcz przeciwnie. Prezydent Obama stwierdził natomiast, że najwięcej czasu poświęcono dwóm tematom. Po pierwsze, problemowi ludzi biednych, wykluczonych, pozbawionych szans. Amerykański polityk przyznał, że Franciszek ma prawdziwy dar otwierania ludzkich oczu na istniejące problemy, rozbudzania w nas empatii. Drugi wielki temat, któremu poświęcono równie dużo czasu, to konflikty na świecie, a konkretnie: Bliski Wschód, Izrael i Palestyna, Syria, Liban, a także prześladowanie chrześcijan. O Ukrainie, także w tym kontekście, Obama nie wspomniał ani słowem. Ponadto wbrew temu, co sugerował oficjalny komunikat, prezydent USA oświadczył, że papież nie rozmawiał z nim o reformie służby zdrowia. Stanowisko Stolicy Apostolskiej jest w tej sprawie dobrze znane i krótko wspomniał o tym później watykański sekretarz stanu kard. Parolin – dodał Obama, wyraźnie zadowolony, że Ojciec Święty, ze swym autorytetem, nie pokrzyżował mu planów. Prezydent przyznał jednak, że rzeczywiście Franciszek rozmawiał z nim o polityce migracyjnej. Dodał, że papież Argentyńczyk interesował się również Ameryką Łacińską, gdzie niektóre kraje odnotowały wielki postęp, inne zaś stoją w miejscu. Tyle, jeśli chodzi o tematy rozmowy z papieżem, które zechciał nam ujawnić Obama. Na uwagę zasługuje może jeszcze fakt, że w czasie konferencji prasowej Obama dwukrotnie, mimochodem, przyznał się do chrześcijańskiej wiary, do tego, że kieruje się nauczaniem Jezusa Chrystusa. Wcześniej prezydent USA stronił zazwyczaj od takich deklaracji. Co go skłoniło do zmiany tej postawy? Polityczny oportunizm? A może było to echo wcześniejszej rozmowy z papieżem? Osobiście wcale bym się nie zdziwił, gdyby papież, mając przed sobą przywódcę największego jeszcze mocarstwa na świecie, spróbował nadać temu spotkaniu charakter bardziej osobisty i wykorzystując jakiś pretekst, szepnąć Obamie słówko o Panu Bogu. Wyraźnego religijnego akcentu nie zabrakło też przecież podczas spotkania Franciszka z Putinem. Obaj modlili się przed ikoną Matki Bożej.

 

Msza św. dla włoskich posłów

Dosłownie kilka godzin przed audiencją dla Obamy Franciszek odprawił w bazylice św. Piotra Mszę dla włoskich parlamentarzystów. Przybyło ponad 600 polityków, wdzięcznych, że papież tak zdecydowanie podjął jeden z najpoważniejszych, choć rzadko przywoływanych problemów Włoch, jakim jest mafia. Nie da się ukryć, że tym spotkaniem z bardzo popularnym nad Tybrem Franciszkiem chcieli też podreperować swoją reputację. Liczyli, że papież jak zwykle będzie serdeczny, nie będzie się liczył z protokołem, że będzie okazja do pięknego zdjęcia. Ale się przeliczyli. „Nawet nas nie pozdrowił, nie podał ręki ani nie spojrzał w naszym kierunku” – żaliła się po Mszy Renta Polverni, która jako była przewodnicząca regionu Lacjum przywykła do serdeczniejszych relacji z Watykanem. Na tym jednak nie koniec. Franciszek złajał włoskich polityków jak dzieci. Papież nas spoliczkował, dał nam baty, lepiej było nie przychodzić – mówili po Mszy św. rozżaleni politycy. Franciszek tym razem rzeczywiście nie przebierał w słowach. Dla niepoznaki mówił o klasie rządzącej z czasów Jezusa, ale dla wszystkich było jasne, że myśli o politykach współczesnych. Zarzucił im oddalanie się od ludu, zamykanie się w wąskich partyjnych interesach. Ludzie dobrych manier, ale złych obyczajów, groby pobielane, skorumpowani, trwający niewzruszenie we własnym grzechu. Papież mówił o głębokim zepsuciu polityków. Nie tylko o ich grzeszności, ale właśnie o zepsuciu, deprawacji, która zamyka ich na światło łaski, na Słowo Boże, a tym samym na przebaczenie i możliwość poprawy. W tym kontekście nasuwa się pytanie – kilka   godzin później, jakiego polityka odkrył papież w Baracku Obamie? Pasterzowi takiemu jak Franciszek te 50 minut spotkania zapewne wystarczyło, by poznać człowieka, ocenić jego duszę, prawdomówność i prawdziwy światopogląd. Czy dlatego, że się na nim poznał, wyszedł z tego spotkania tak przygnębiony?

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki