Logo Przewdonik Katolicki

Przerwany wykład

Jolanta Hajdasz
Fot.

Z jednej strony ksiądz profesor, etyk i teolog, z drugiej mężczyzna w sukience wskakujący na biurko, krzyczący do mikrofonu i nie dający profesorowi dojść do głosu. Tak wyglądała konfrontacja przeciwników i zwolenników ideologii gender, do której doszło na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu w czasie wykładu otwartego ks. prof. Pawła Bortkiewicza. To zdarzenie to jednak coś więcej niż tylko niesmaczny epizod.

Z jednej strony ksiądz – profesor, etyk i teolog, z drugiej – mężczyzna w sukience wskakujący na biurko, krzyczący do mikrofonu i nie dający profesorowi dojść do głosu.  Tak wyglądała konfrontacja przeciwników i zwolenników ideologii gender, do której doszło na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu w czasie wykładu otwartego ks. prof. Pawła Bortkiewicza. To zdarzenie to jednak coś więcej niż tylko niesmaczny epizod.

Ta scena jest żenująca i ilekroć oglądam ją w internecie, szczerze współczuję rodzicom tych młodych ludzi, którzy tak chamsko i głupio zachowują się w miejscu publicznym, na wyższej uczelni, w czasie wykładu otwartego. Rozkrzyczane, wyzywająco umalowane dziewczęta eksponujące hasła na własnych dekoltach (co najmniej jedno internauci rozszyfrowali jako satanistyczne), głośno krzyczący i rechoczący chłopcy, z których jeden w damskim przebraniu, w prowokacyjnych gestach i pozach wydziera się „zapraszam na rozpad rodziny”, skutecznie uniemożliwiając przez kilkanaście minut zabranie głosu przez kogokolwiek. To najbardziej widoczni zwolennicy gender. Obok nich siedzieli ich nauczyciele – wykładowcy gender studies na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Czy naprawdę nie widzą związku między propagowaną przez siebie ideologią a zachowaniem swoich wychowanków – młodych zwolenników gender? Czy nadal nie widzą, jak wielką wyrządzają im krzywdę?

 

„Tendencyjny” wykład

Główny organizator wykładu to prezes Korporacji Akademickiej Lechia Adam Wize, absolwent europeistyki na UAM. Korporacja Lechia obchodzi w tym roku 20-lecie swojej reaktywacji na wyższej uczelni, ale chyba nawet najbardziej hucznie zorganizowane obchody rocznicy nie dałyby jej takiego zainteresowania. O wykładzie było głośno jeszcze przed jego wygłoszeniem. Najpierw został oprotestowany przez prof. Krzysztofa Podemskiego oraz 15  innych wykładowców UAM, którzy wyrazili „poważne zaniepokojenie faktem, że tego rodzaju tendencyjne, ideologiczne i propagandowe wystąpienie może zaistnieć w przestrzeni, która z istoty swojej winna służyć wiedzy, prawdzie i równouprawnieniu”. Pod wpływem protestu władze UE poprosiły prelegenta o zmianę formy tytułu na pytającą. Zamiast twierdzenia „Gender to dewastacja człowieka i rodziny” miało pojawić się więc pytanie: „Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?”. W tej sytuacji ks. prof. Bortkiewicz zaczął się zastanawiać, czy w ogóle ten wykład wygłosić, ale po rozmowie z prorektorem Uniwersytetu Ekonomicznego zgodził się na modyfikację tytułu, jak mówi „bo było to rozwiązanie w duchu kompromisu”. Do dnia wykładu w internecie petycję przeciwko jego wystąpieniu podpisało ok. 600 osób, warto jednak przypomnieć, że niespełna dwa miesiące wcześniej protest w sprawie próby prawnej promocji ideologii gender podpisało ok. 300 naukowców (ponad 200 z UAM), a podobną w treści petycję „Stop dyktaturze mniejszości” podpisało w sieci już ponad 80 tys. osób. Trudno więc twierdzić, że internauci byli przeciw wykładowi. Adam Wize mówi za to wprost – tym wykładem chcieliśmy choć częściowo wypełnić lukę w dyskursie z poglądami prezentowanymi przez osoby skupione wokół tzw. gender studies na gruncie akademickim.

 

„Panie księżulku – gender odpowiada”

Wykład ks. prof. Pawła Bortkiewicza był wykładem otwartym, weszli na niego zatem wszyscy, którzy chcieli, w sumie ok. 300 osób. Od początku spotkaniu towarzyszyły głośne okrzyki i śmiech kilkunastoosobowej grupki zwolenników gender. Po około trzech minutach od zabrania głosu przez ks. prof. Bortkiewicza wykład został przerwany. Najpierw jedna z  dziewcząt krzyczała: „Panie księżulku – gender odpowiada, mów dalej, brawo”, a chwilę potem pomalowany chłopak (ten ubrany w złotą sukienkę) wskoczył na stół prezydialny z okrzykiem „Zapraszam wszystkich na rozpad rodziny”. Kilka osób w średnim wieku wydawało się zagrzewać genderowych zadymiarzy, nagrywali też filmy. Prezes Korporacji Lechia i władze uczelni poprosiły o interwencję służby porządkowe, a gdy 20-osobowa grupa nie reagowała na prośby organizatorów, nastąpiła interwencja policji, która zatrzymała osoby zakłócające porządek. Pozostali zostali poproszeni o przejście do drugiej sali, gdzie był kontynuowany wykład. Tyle suche fakty, ale to tylko jedna strona medalu.

 

Smutne wnioski

Niezwykle wymowne są bowiem relacje medialne z tego zdarzenia. Zainteresowanym współczesnymi sposobami manipulowania opinią publiczną polecam porównanie relacji filmowych opublikowane przez organizatorów wykładu i tych na stronie „Gazety Wyborczej”. Z gazety dowiemy się tylko, że pracownicy naukowi UAM są przeciwni takim tendencyjnym wykładom („naukowcy protestują”), potem „Gazeta” skupia się tylko na jednej kwestii – interwencji policji („czy policja użyła paralizatora, którego nie ma na wyposażeniu”). W relacjach filmowych widać zadymę, szamotanie się z policją, wszystko filmowane tak, by potęgować nastrój grozy i  nienawiści między walczącymi. Tego, że wykład ks. prof. Bortkiewicza został przerwany nim się jeszcze na dobre rozpoczął, nie mamy szans się dowiedzieć. Bezczelnego zakłócenia akademickiego spotkania tym razem nikt nie analizuje ani nie interpretuje. Gdy kilka miesięcy temu został przerwany wykład Zygmunta Baumana we Wrocławiu, komentarzom w mediach nie było końca, a filmowy zapis zdarzenia  pokazywany był w głównych programach informacyjnych wszystkich telewizji. A teraz cisza, jakby nic się nie stało. Uderzające jest też to, że skandalistom towarzyszyli wykładowcy z Uniwersytetu, rozpoznali ich organizatorzy wykładu. Wykładowcy też krzyczeli i szarpali się z policją, instruowali krzyczących, a jeden z nich podał nawet chłopakowi w sukience swój telefon komórkowy jako lusterko, by ten mógł się umalować. Czy naprawdę tak ma wyglądąć współczesna uczelnia wyższa i relacje wykładowca – student?  


Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, wykładowcą UAM w Poznaniu i WSKSiM w Toruniu rozmawia Jolanta Hajdasz.

 

Dlaczego doszło do zakłócenia wykładu Księdza Profesora pt. „Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?”  

– Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. W liście protestacyjnym przeciw tytułowi wystąpienia jego sygnatariusze podpisali kilka zarzutów: „Tytuł zapowiadanej prelekcji zawiera twierdzenia nieprawdziwe, krzywdzące i niebezpieczne”. Autorzy piszą: „nie można badaczom, którzy się nią [kategorią płci kulturowej] posługują, przypisywać sprawstwa patologii rodzinnych”. Rzecz w tym, że ja nie przypisywałem i nie przypisuję takiego sprawstwa, tak jak nie obwiniam ideologów gender za katastrofalny stan polskiej piłki nożnej. Gender jest o wiele bardziej szkodliwe, ale tego autorzy protestu nie wyczytali. Pisali natomiast, że sformułowanie tytułu jest „krzywdzące – gdyż studia genderowe […] służą poznaniu kulturowych uwarunkowań życia jednostkowego oraz zbiorowego […]”.

 

Ale przecież gender to już nie tylko teoria, ale też praktyka, np. w prawie czy edukacji.

– Na stronach „gender studies” kierowanych przez główną sygnatariuszkę protestu czytamy, że absolwenci tego kierunku „zostaną przygotowani do pracy w […] jednostkach administracji samorządowej i państwowej zajmujących się wdrażaniem praktyk równościowych”. Nie chodzi zatem tylko o to, że studia te służą poznaniu czegoś, ale wdrażaniu „praktyk równościowych”. Zatem gender to nie tylko opis w zakresie małżeństwa, ale wdrażanie nowego projektu w tę sferę. Wreszcie, zarzucono mi, że tytuł jest sformułowany „językiem wytwarzającym atmosferę zbiorowej nienawiści”. No cóż, jeśli protestujący wyrazili swoje stanowisko językiem miłości i tolerancji, to broń mnie Panie Boże przed genderową miłością.

 

Kim są osoby, które zakłóciły wykład na temat gender?

– To bardzo ciekawa kwestia. Na zewnątrz i w interpretacji umiłowanej „Gazety Wyborczej” zakłócił wykład „chłopak w złotej sukience”. Nota bene licealista, anarchista, uczeń liceum plastycznego, wielokrotnie skolidowany z prawem. Wspierała go grupa podobnych mu osobników, która już kiedyś zademonstrowała swoje marzenia życiowe, dokonując wandalskiego ataku na gabinety profesorów uniwersytetu uznanych za „homofobów”. Ale to tylko swoisty proletariat rzucony na barykady przez świadomą część rewolucjonistów, przez politruków. W tej roli wystąpiło kilkoro „naukowców”, czyli adiunktów z UAM, związanych głównie z Instytutem Filozofii i Pracownią Pytań Granicznych. Nagrania pokazują, jak pan doktor z IF UAM trzyma lusterko młodemu transwestycie, by ten mógł sobie pomalować usta. Ten sam pan doktor wył potem jakieś hasła na temat państwa prawa, demokracji i tym podobne. Za tą warstwą politruków jest grupa swoistego politbiura – sygnatariusze, a raczej autorzy listu protestacyjnego. No i musi być jakiś komitet centralny i gensek (generalny sekretarz), niekoniecznie ujawniony.

 

Czy w takim razie widzi Ksiądz Profesor jeszcze sens spotkań – dyskusji ze zwolennikami gender?

– Całość struktury nazywam świadomie „genderhołotą” i to określenie wyjaśnia niemożność dialogu z nimi. Mogę rozmawiać z ludźmi o określonym etosie i kulturze. Po zajściach otrzymałem zaproszenie od byłego dyrektora Instytutu Filozofii UAM na seminarium doktoranckie z wykładem na temat gender. Nie odpowiedziałem jeszcze na to zaproszenie, rozważam je, ale bardzo sobie je cenię. Przypomnę, że kilka miesięcy temu w Debatach Poznańskich zostało zaproszone środowisko edukacyjne promujące gender i wówczas odmówiło udziału w debacie.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki