Listopad nastraja do refleksji nad przemijalnością ludzkiego życia. Odwiedzając cmentarze i stając nad grobami bliskich zmarłych, wielu z nas zastanawia się, gdzie oni teraz są. Nasza ludzka dociekliwość chciałaby usłyszeć jasną odpowiedź, taką, która zamiast wiary wymagałaby tylko przyjęcia określonych argumentów. Tymczasem sama śmierć najpierw staje się czymś doświadczalnym, czymś empirycznym, a dopiero później wchodzi w sferę wiary. Śmierć jest powszechna w naszym świecie. Prawo śmierci jest prawem całej natury ludzkiej, gdyż to, co się narodzi, musi także umrzeć.
Refleksja nad ostatnimi artykułami wyznania wiary musi być bardzo skoncentrowana na osobie Jezusa Chrystusa. Jest to postulat fundamentalny, bowiem cała nadzieja chrześcijańska opiera się na tym, co stało się udziałem samego Zbawiciela. Los Jezusa jest losem chrześcijanina w tym, czym jest on darem ze strony Boga; los chrześcijanina powinien być ostatecznie losem także Jezusa, jeśli ów dar jest właściwie przyjęty. Wiara w zmartwychwstanie umarłych oraz życie wieczne jest wiarą w to, co stało się najpierw w Chrystusie, prawdziwym Bogu i prawdziwym człowieku. Mówić o chrześcijańskiej eschatologii to mówić o tym, co stanowi istotę przekazu pism Nowego Testamentu – zmartwychwstaniu Chrystusa.
Nadzieja oczekiwania
Całe orędzie Jezusa jest przesłaniem opartym na wierze. Jezus jest członkiem swego narodu, narodu wybranego przez Boga, który swoje doświadczenie religijne opiera na tym, co przeżywa. Wiara nie jest tym, co się poznaje jako zbiór określonych prawd. Wiarę najpierw się przeżywa, to znaczy przekłada na określone postawy egzystencjalne. Język hebrajski nie zna specjalnego określenia dla wyrażenia tego, co dziś zawiera się w słowie „wierzyć”. Najczęściej posługuje się pojęciem aman, które wyraża poczucie siły i bezpieczeństwa oraz batah, które oznacza zaufanie i bezpieczeństwo. Grecki przekład Starego Testamentu będzie miał wielkie trudności w oddaniu znaczenia obu słów i pierwsze będzie oddawał przez pistis i pisteuo (łac. fides, credere), a drugi przez elpis i elpidzo (łac. spes, sperare). Nacisk położony jest na słowo aman, które wskazuje na powagę sprawy, jej niezawodność i pewność. Powiedzieć aman to tyle, co stać się gotowym do zaufania wobec wcześniejszego daru wierności i stałości ze strony Boga. Tylko On jest niezmienny, wierny i prawdomówny. Człowiek, który wchodzi w relację z Bogiem, nie tyle czegoś się o Nim dowiaduje, ile życiem potwierdza to, co otrzymał – pewne schronienie i pomoc dzięki zawartemu przymierzu. Jezus zatem nie tylko mówi o wierze w Boga, ile całym swoim życiem potwierdza to, co mówi.
Oczekiwać nadziei przyszłego życia oznacza przeżyć to życie teraz, zanim się ono skończy, tak by było wyraźnym świadectwem danym Bogu. Jeśli człowiek teraz jest cały oddany Bogu i poświadczają to konkretne sytuacje codzienności, to przyszła nadzieja już się w nim spełnia, stając się zalążkiem przyszłej chwały.
Wskrzeszenie czy zmartwychwstanie
Dwa wyznania wiary ukształtowane przez najstarszą tradycję Kościoła mogą wydawać się sprzeczne. Skład apostolski mówi o tylko zmartwychwstaniu ciał, podczas gdy Credo z Nicei i Konstantynopola zawiera formułę oczekiwania na wskrzeszenia umarłych. Z jednej strony jest więc zmartwychwstanie, a z drugiej wskrzeszenie. Czy oba procesy oznaczają to samo? W 1983 r. Kongregacja Nauki Wiary wydała krótką notę na temat tego artykułu wiary.
Dokument ten zwraca uwagę na zbieżność obu sformułowań w określaniu rzeczywistości ostatecznej. Nie opisuje się w nich dwóch różnych wydarzeń, lecz jedno, które będzie dotyczyło wszystkich ludzi. To ostateczne wydarzenie będzie nie tylko ponownym pojawieniem się umarłych (o czym dalej trochę więcej), ile ich ukazaniem się cielesnym, w ciele. I to jest zasadnicza prawda wyróżniająca chrześcijaństwo od innych religii: wiara w wieczność dostępną także dla ciała, a nie tylko dla duszy. Stąd używanie sformułowania „zmartwychwstanie umarłych” z pominięciem zmartwychwstania ciała jest wypaczeniem chrześcijańskiej nadziei, która w Chrystusie zmartwychwstałym widzi nie tylko kogoś, kto powrócił do życia, ale także powrócił do życia w swoim ciele.
Pisma Nowego Testamentu wiele miejsca poświęcą relacjonowaniu faktu zmartwychwstania. Nie będą się one skupiać na próbie opisu samego zdarzenia, ile na jego skutkach dla życia uczniów. Sam fakt zmartwychwstania nie miał żadnych świadków, dlatego też Ewangelie nie odpowiadają na pytanie o to, jak ono się dokonało. Punktem wyjścia jest najpierw stwierdzenie, że miało ono miejsce. Ten, który był umarły i złożony w grobie, dał się ponownie widzieć swoim uczniom jako żywy. Chrystus zmartwychwstał tak, jak wcześniej zapowiedział. Dopiero post factum, po niedzielnym poranku, apostołowie zrozumieli to, co słyszeli ante factum. Spotkania ze zmartwychwstałym Chrystusem przemienią diametralnie ich życie. Od piątku do pierwszego dnia po szabacie uczniowie przebywają w Wieczerniku zamknięci i pełni są obaw. Stawiają rozmaite pytania i po ludzku lękają się o własną przyszłość. Kiedy jednak spotkają Zmartwychwstałego, lęk ustąpi miejsca odwadze. Nie będą się bać takich czy innych cierpień lub prześladowań. Wyjdą z Wieczernika głosić orędzie Jezusa i o Jezusie, a ich postawa sprawi, że liczba uczniów będzie szybko wzrastać. Gdyby te nadzwyczajne zmiany nie miały przełożenia na jakieś proporcjonalnie nadzwyczajne wydarzenie, trudno byłoby znaleźć logiczne wytłumaczenie tego, co opisują choćby Dzieje Apostolskie.
Uczniowie spotykają zmartwychwstałego Pana, lecz często Go nie rozpoznają. Jak to możliwe? Zmartwychwstanie jest wejściem w zupełnie nową rzeczywistość, podczas gdy wskrzeszenie z martwych jest powrotem do tego życia, w którym się dotąd było. Nowy Testament opisuje cuda wskrzeszenia umarłych: córki Jaira, młodzieńca z Nain, Łazarza. Ich ponowne życie jest w istocie tym samym życiem, które mieli, zanim umarli. Zmartwychwstanie jest wejściem w inną jakość życia. Ta jakość nie jest nikomu dostępna do czasu, zanim faktycznie nie będzie miał w niej udziału. Ciało zmartwychwstałe nie będzie takim samym ciałem, które człowiek posiadał. Ono będzie inne, ze względu na przemianę, która w nim się dokona. Często tę różnicę oddaje się w formule: to samo, ale nie takie samo. Po ośmiu dniach od zmartwychwstania Jezus ukazuje się uczniom w Wieczerniku i pokazuje Tomaszowi ślady swojej męki. Te stygmaty są dowodami na identyczność ciała po zmartwychwstaniu z tym ciałem, które wcześniej cierpiało i zostało złożone w grobie. A wcześniej Maria Magdalena patrzy na Pana i myśli, że to ogrodnik; uczniowie idący do Emaus rozprawiają z nieznajomym i czują, jak mocno pała ich serce; Pan pojawia się w Wieczerniku mimo drzwi zamkniętych; kiedy uczniowie chcą go zatrzymać, nagle znika. Te zdarzenia wyraźnie pokazują, jak różny od naszego jest sposób istnienia kogoś, kto zmartwychwstał
Kim są umarli
Życie przyszłe jest dostępne dla umarłych. Tylko. Nikt z żyjących nie może doświadczyć w sposób ostateczny tej nowej rzeczywistości. Dla Pisma Świętego umarli (gr. nekroi) oznaczają tych, którzy nie mają żadnych oznak życia, niczego nie odczuwają i na nic nie reagują. Umarli są już tylko trupami. Oczekiwać życia wiecznego można dla kogoś, kto nie tyle odzyska dawne życie, ile będzie żył inaczej. To oczekiwanie odpowiada strukturze ontologicznej człowieka, na którą składa się materialne i śmiertelne ciało oraz niematerialna i nieśmiertelna dusza. To ona jako jedyna przeżywa moment śmierci i to ona uczestniczy w tym, co określa się stanami ostatecznymi, czyli niebem i piekłem. Oczekiwać wskrzeszenia umarłych oznacza wiarę w ponowne połączenie duszy i ciała po to, aby cały człowiek, a nie tylko jego części, mógł uczestniczyć w wiecznym życiu. Cały człowiek, z duszą i ciałem, został bowiem powołany przez Boga do udziału w wieczności. Chrześcijaństwo nigdy nie przekładało wiary w przyszłe zmartwychwstanie w prostą reanimację umarłych. Raczej zachęcało do tego, aby to martwe ciało godnie pochować i zapewnić mu miejsce należnego, spokojnego (etymologicznie słowo „cmentarz” wywodzi się z coemeterium, które jest zlatynizowanym greckim słowem koimeterion oznaczającym miejsce spoczynku) oczekiwania na czasy ostateczne.
Życie wieczne
Spełnieniem pragnień człowieka będzie wspólnota z Bogiem. Wieczność będzie uczestniczeniem w Jego życiu i wejściem z Nim w relację osobową. Bóg nie chce, by człowiek przeżywał wieczność tylko jako coś niewyobrażalnie długowiecznego, coś, w czym odnajdzie wszystkie swoje braki. To, co najlepsze i najpiękniejsze, też może się znudzić. Jedynym trwałym, wciąż nowym i niezgłębionym dobrem jest trwanie przy tym, kogo się kocha. Miłość nigdy nie ustaje – zauważa św. Paweł (por. 1 Kor 13, 8). Dlatego też wieczność jest właśnie miłością osób, człowieka i Boga Trójjedynego. Jednocześnie także żaden człowiek nie może oddzielić się od swoich ludzkich powiązań rodzinno-społecznych. Nikt nie jest samotną wyspą, napisał kiedyś Tomasz Merton. Człowiek realizuje swoje człowieczeństwo w relacjach z innymi ludźmi. Wieczność tych relacji nie będzie pozbawiona. Tworzenie komunii z Bogiem nie stoi w sprzeczności z tworzeniem podobnej komunii z ludźmi. Wieczność będzie więc najpierw wspólnotą z Bogiem, a następnie i równocześnie wspólnotą z innymi ludźmi. Tak ukształtowana wspólnota ukaże pełnię znaku, który Bóg ustanowił dla zbawienia wszystkich ludzi – Kościoła.
To wspólne przebywanie jest określane mianem nieba. Zostało ono zapoczątkowane przez uwielbionego w swym człowieczeństwie Chrystusa i spełni się wtedy, gdy Jego mistyczne ciało, czyli Kościół, połączy się z Nim w chwale. Niebo jest stanem ostatecznego i najwyższego szczęścia, którego człowiek nie potrafi sobie wyobrazić. Jeżeli posiada on jakieś pragnienia i dążenia, to właśnie w niebie są one nie tylko spełnione, ale również przekroczone. Bóg daje nam zawsze więcej, niż się spodziewamy czy zasługujemy, ponieważ miłość Boga nie zna limitów i jest nadobfita. Stąd także rozmaite obrazy, którymi autorzy natchnieni, a później i tradycja próbowali opisać ten stan. Przebywanie w niebie jest trwaniem w świetle, posiadaniem pokoju, byciem na uczcie weselnej, wejściem do domu ojca, zamieszkaniem w nowym mieście czy dotarciem do ojczyzny. Każdy z tych obrazów ukazuje jakąś cechę wiecznego szczęścia w niebie, ale dopiero wzięte razem mogą powiedzieć coś więcej. Szczęście ma różne oblicza i dostosowuje się do człowieka. Najważniejsza pozostaje jego jakość, która będzie niezmienna. Niebo jest niezmienne i każdy, kto raz dostał się do nieba, nie może go już opuścić.
Przeciwieństwem nieba jest piekło. Tradycja Kościoła szybko uznała je jako miejsce osamotnienia. Być w piekle to być skazanym na absolutną samotność. Wydaje się, że sama idea piekła nie odpowiada teologicznemu obrazowi Boga, który jest miłością. Jak kochający Bóg może pozwolić na istnienia miejsca, którego nie obejmuje miłością? Jak może pozwolić, by jakieś stworzenie było dalekie od Niego? Piekło nie jest wymysłem Boga. Ono jest dziełem tych, którzy sprzeciwili się Bogu i Jego miłości. Można powiedzieć, że Bóg zaryzykował, kiedy podjął dzieło stwórcze. Miłość jest bowiem możliwa tylko w wolności. Kiedy stwarza się istoty wolne, a takim jest człowiek i anioł, to istnieje ryzyko złego wykorzystania tej wolności i zwrócenia się przeciwko swemu Stwórcy. I tak właśnie się stało. Najpierw od Boga odpadła część aniołów, a później także i człowiek. Miłość Boga stała się wówczas Jego miłosierdziem, gdyż nie pozwolił On zginąć „buntownikom”: dalej utrzymuje ich w istnieniu w stanie całkowitego sprzeciwu. Piekło, choć brzmi to paradoksalne, jest dobre w takim sensie, w jakim pozwala wciąż na istnienie tym, których Bóg powołał do istnienia. Przy czym to, jak się kto tam znalazł, jest już wyłącznie decyzją samych stworzeń, a nie Boga. On bowiem nie może nikogo skazać na potępienie i karę; to człowiek (a wcześniej upadłe anioły) skazuje się sam na piekło, gdy umiera w stanie braku przyjaźni z Bogiem.
Piekło jest samotnią, w której człowiek widzi błędność wszystkich swoich wyborów oraz ich wzajemne powiązanie. Poznaje także wszystko to, co dotknęło jego, jak i tych, których spotkał w ciągu całego swego życia. W piekle człowiek cierpi i to w taki sposób, że w analogii do nieba i jego szczęścia jest to niewyobrażalne. Piekło jest oznaką Bożej sprawiedliwości. Jeżeli człowiek nie chce Boga, to nie będzie miał go przez całą wieczność. I ów stan porzucenia Boga będzie niezmienny, ponieważ Bóg nie uczyni niczego wbrew swemu stworzeniu.
Nagroda i kara, niebo i piekło otwierają się przed człowiekiem natychmiast po śmierci. Nie ma potrzeby na nic czekać, jeżeli człowiek okazuje się być gotowym do odebrania tego, co mu się należy i na co zasłużył.
Przyszły świat
Dwa ostatnie wydarzenia ostateczne to sąd i przemiana świata. Ten drugi sąd, nazywany ostatecznym, nie jest ponownym osądzaniem ludzi z tego, co zrobili. Odpłata za postępowanie już trwa, gdyż święci są u Boga, a grzesznicy są bez Boga. Ukazanie się Chrystusa w dniu sądu jest przede wszystkim Jego ukazaniem się w ciele. Na tym sądzie człowiek pojawi się już w ciele zmartwychwstałym, a więc będzie mógł doświadczyć nowej rzeczywistości w swoim ciele. I tym, co wpierw zobaczy, będzie prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, Jezus z Nazaretu. Ta wizja będzie sama w sobie sądem nad ludzkością, która stanie wobec tajemnicy wcielenia Syna Bożego.
Stosunek do misterium wcielenia drugiej Osoby Trójcy Świętej jest kluczem do zrozumienia przyszłych losów ludzkości i uznania jej nierównej odpłaty. Uwielbiony Syn Człowieczy będzie dla jednych powodem radości, podczas gdy dla innych powodem smutku i bólu. I ani tej radości, ani tego bólu nie da się ukryć. Sąd ostateczny będzie ujawnieniem relacji każdego człowieka do Boga oraz wszystkich konsekwencji ludzkiego postępowania.
Skoro człowiek ma zmartwychwstać w ciele, to sama materia musi być także zachowana. Świat, który istnieje, nie zostanie zniszczony, lecz będzie przemieniony. Nie wiemy, jak się to dokona. Zapewne tak jak samo zmartwychwstanie. Nowa ziemia i nowe niebo nie będą już nosiły śladu ludzkich grzechów, lecz będą uczestniczyć w wolności dzieci Bożych. Przemiana całego stworzenia będzie ukoronowaniem planów Boga, który z miłości stworzył wszytko, z miłości wszystkim kieruje i w swojej miłości wszystkiemu pozwala osiągnąć spełnienie. Bóg stanie się wszystkim dla wszystkich (1 Kor 15, 28).
Artykuły na temat Credo zamieściliśmy w numerach 4,8 13, 16, 21, 26, 30, 34, 38 i 43/2013.
Wierzę w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo. I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a Królestwu Jego nie będzie końca. Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę, który mówił przez Proroków. Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen.
[To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione – oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem
1 J 1, 1–3
Kościół jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego. (…) Przyszedł tedy Syn, zesłany przez Ojca, który wybrał nas w Nim przed stworzeniem świata i do przybrania za synów bożych przeznaczył, ponieważ w Nim spodobało mu się odnowić wszystko. (…) Wszyscy ludzie powołani są do tego zjednoczenia z Chrystusem, który jest światłością świata i od którego pochodzimy, dzięki któremu żyjemy, do którego zdążamy. (…) Syn Boży w naturze człowieczej z Nim zjednoczonej, zwyciężając śmierć przez śmierć i zmartwychwstanie swoje, odkupił człowieka i przemienił w nowe stworzenie. Udzielając bowiem Ducha swego, braci swoich powołanych ze wszystkich narodów, ustanowił w sposób mistyczny jako ciało swoje. W ciele tym życie Chrystusowe rozlewa się na wierzących, którzy przez sakramenty jednoczą się w sposób tajemny i rzeczywisty z umęczonym i uwielbionym Chrystusem. Przez chrzest bowiem upodobniamy się do Chrystusa: Albowiem w jednym Duchu wszyscy ochrzczeni zostaliśmy w jedno ciało (1 Kor 12, 13). W tym świętym obrzędzie uprzytamnia się i dokonuje nasze zespolenie ze śmiercią i zmartwychwstaniem Chrystusa: Przez chrzest bowiem zostaliśmy razem z Nim pogrzebani w śmierć, jeśli zaś zostaliśmy wszczepieni w podobieństwo śmierci Jego, to i w zmartwychwstanie będziemy (Rz 6, 4–5). Przy łamaniu chleba eucharystycznego, uczestnicząc w sposób rzeczywisty w Ciele Pańskim, wznosimy się do wspólnoty (communio) z Nim i nawzajem ze sobą. Bo wielu nas jest jednym chlebem i jednym ciałem, wszyscy, którzy jednego chleba uczestnikami jesteśmy (1 Kor 10, 17). Tak oto wszyscy stajemy się członkami owego Ciała, a brani z osobna, jesteśmy członkami jedni drugich (Rz 12, 5)
Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium 1, 3, 7.
Nie ma racji doktrynalnych o charakterze absolutnym przeciw tłumaczeniu „zmartwychwstanie umarłych”, jakby ta formuła nie wyrażała tej samej wiary zawartej w formule „zmartwychwstanie ciała”, zachodzi jednak zbieżność różnych racji teologicznych i okoliczności, które przemawiają za zachowaniem ścisłego tłumaczenia tradycyjnego (dosłownego = zmartwychwstanie ciała). (…)
Dwie formuły „zmartwychwstanie umarłych” i „zmartwychwstanie ciała” są różnymi i komplementarnymi wyrażeniami tej samej pierwotnej tradycji Kościoła, a więc wyłączna czy absolutna przewaga formuły „zmartwychwstanie umarłych” stanowiłaby zubożenie doktrynalne. Jest rzeczywiście prawdą, że ta druga przyjmuje nie wprost zmartwychwstanie cielesne, ale formuła „zmartwychwstanie ciała” jako wyrażenie jest bardziej bezpośrednia, jeśli chodzi o przyjęcie tego szczególnego aspektu zmartwychwstania, jak pokazuje sam jej początek.
W odrzuceniu formuły „zmartwychwstanie ciała” kryje się niebezpieczeństwo poparcia dzisiejszych teorii, które sytuują zmartwychwstanie w chwili śmierci, praktycznie wykluczając zmartwychwstanie cielesne, szczególnie tego ciała.
Dokumenty Kongregacji Nauki Wiary, Tłumaczenie artykułu „carnis resurrectionem” w symbolu apostolskim, 1983 r.
Mówi on [św. Paweł] do Tesaloniczan: Nie powinniście smucić się, jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei (1 Tes 4, 13). Także tu jawi się jako element wyróżniający chrześcijan fakt, że oni mają przyszłość: nie wiedzą dokładnie, co ich czeka, ale wiedzą, że ich życie nie kończy się pustką. Tylko wtedy, gdy przyszłość jest pewna jako rzeczywistość pozytywna, można żyć w teraźniejszości. Tak więc możemy stwierdzić: chrześcijaństwo nie było jedynie „dobrą nowiną” – przekazem treści do tej pory nieznanych. Używając naszego języka, trzeba powiedzieć, że chrześcijańskie orędzie nie tylko „informuje”, ale również „sprawia”. Oznacza to, że Ewangelia nie jest jedynie przekazem treści, które mogą być poznane, ale jest przesłaniem, które tworzy fakty i zmienia życie. Mroczne wrota czasu, przyszłości, zostały otwarte na nowo. Kto ma nadzieję, żyje inaczej; zostało mu dane nowe życie (nr 2).
Benedykt XVI, Spe salvi, 2
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!









