Multipleks nadal bez Ewangelii

W tej sprawie nie chodzi tylko o pieniądze, choć oczywiście sytuacja, w której państwo każe komuś płacić miliony za coś, czego mu nie dało, jest skrajnie nieuczciwa i bulwersująca. Traktowanie Telewizji Trwam przez polskie władze pokazuje jednak, że żyjemy w kraju, w którym wolność słowa staje się fikcją.
Czyta się kilka minut

 

Kiedy 6 lipca, dzień po przyznaniu koncesji na nadawanie programu telewizyjnego cyfrową drogą naziemną TV Trwam, w Poznaniu odbył się marsz w obronie „TV Trwam i wolnych mediów” niektórzy jego obserwatorzy pukali się w czoło i mówili z pozorowaną grzecznością, że „ chyba moherom się coś pomyliło”, bo przecież „już dostali to, co chcieli”. Jednak organizatorzy marszu przestrzegali wówczas przed zbytnią euforią, nawołując do mobilizacji, bo przecież „jeszcze nic nie mamy”. – Zobaczy pani, że oni i tak nas wykiwają – mówił mi wówczas jeden z kilkuset uczestników marszu, a ja starałam się go przekonać, że się myli, bo przecież „koncesję przydzielili, a prawo jest równe dla wszystkich”. Niestety, to on miał rację. Przyznałam to, gdy w ostatnią sobotę października spotkaliśmy się na poznańskich ulicach, idąc w kolejnym marszu w obronie tej najbardziej zwalczanej dziś przez rządzących telewizji.

Siedź cicho i płać

Fakty są nadal wyjątkowo bulwersujące. 5 lipca 2013 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podjęła uchwałę o przyznaniu koncesji Fundacji Lux Veritatis na nadawanie naziemną drogą cyfrową programu katolickiej Telewizji Trwam. Oznacza to po prostu, że każdy posiadacz telewizora powinien odbierać ten program za darmo na terenie całej Polski bez konieczności instalowania dodatkowych urządzeń. Za tę możliwość nadawania beneficjent koncesji powinien oczywiście zapłacić. Ale żeby płacić i nie móc niczego nadawać? A taka właśnie sytuacja spotkała TV Trwam. Już w październiku Fundacja Lux Veritatis, właściciel TV Trwam, była zobowiązana zapłacić aż 1,3 mln zł za korzystanie z koncesji, z której przecież… nie może korzystać. Jej miejsce na multipleksie zajmuje bowiem nadal TVP, która powinna je już dawno opuścić. Ale TVP tego nie robi, a urzędnicy zarówno Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jak i Urzędu Komunikacji Elektronicznej, zgodnie udają, że nic nie mogą w tej sprawie zrobić. Mówiąc wprost, biernie przyglądają się tej sytuacji, ale każą sobie za wszystko słono płacić. Dlaczego jest to w ogóle możliwe? Otóż, jak mówią przepisy o cyfryzacji, rozpoczęcie rozpowszechniania programów telewizyjnych nastąpić powinno po uzyskaniu przez przyszłych nadawców rezerwacji częstotliwości wydanej przez Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Rezerwacja częstotliwości zacznie obowiązywać nie wcześniej niż z datą wygaśnięcia rezerwacji wydanej wcześniej TVP S.A., ale nie później niż 28 kwietnia 2014 r. Wiąże się to z koniecznością tzw. pokrycia sygnałem telewizyjnym przeznaczonego dla TVP MUX-3 95 proc. ludności Polski. Warunek ten spełniony był już jednak pod koniec lipca. Przyznali to sami rządzący.

Dokładnie 23 lipca 2013 r. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji uroczyście ogłosiło zakończenie procesu cyfryzacji. Chwali się tym nawet na swoich stronach internetowych, że resort zadbał, aby w budżecie znalazły się pieniądze (31 mln zł) na nadajniki „doświetlające” sygnał i na uruchomienie nadajników głównych. – Czasem trzeba było podnosić wysokość nadajników, a także zadbać o tereny przygraniczne, gdzie negocjowane były umowy międzynarodowe w sprawie zakłóceń sygnałów radiowych – opisują urzędnicy MAC trudności, jakie musieli pokonać, aby zaraz potem triumfalnie ogłosić gotowość do nadawania. Dla podkreślenia wagi tego sukcesu zorganizowano nawet ceremonię wyłączenia ostatniego nadajnika analogowego pod nazwą „Cyfrowy Port” w Giżycku, w której osobiście wziął udział szef MAC minister Michał Boni. Dlaczego więc TVP S.A. nie zwalnia tego, co już się jej nie należy i dlaczego na taki stan rzeczy godzą się obie instytucje – KRRiT i UKE - stojące na straży wolności mediów elektronicznych?

Chodzi nie tylko o pieniądze

Pośrednio odpowiedzią może być to potężne pospolite ruszenie, jakie towarzyszyło staraniom TV Trwam o miejsce na multipleksie. Gdyby chodziło tylko o zmniejszenie ilości tandetnej rozrywki na ekranach naszych telewizorów (co do tej pory jest najbardziej widocznym skutkiem cyfryzacji) to zapewne nikomu nie udałoby się zorganizować tak masowego poparcia dla nadawców katolickiej stacji. Tymczasem społeczne poparcie, jakie wyzwoliło się po pominięciu TV Trwam przy pierwszym podziale częstotliwości na nadawanie naziemne cyfrowe wskazuje, że chodzi już o coś więcej. Było ono na tyle duże, że nie dało się dłużej go ignorować. Przypomnijmy – 178 marszów w obronie, ponad 2,5 mln listów protestacyjnych wysłanych do przewodniczącego KRRiT.

Nie ma co udawać, że ten społeczny sprzeciw jest obojętny obecnej władzy, która przecież wykorzystuje wszystkie znane we współczesnej polityce chwyty socjotechniczne, by utrzymać poparcie czy chociażby neutralną obojętność wyborców. Specjaliści od rządowego PR dobrze wiedzą, że kłamstwo, manipulacja, propaganda nie działają, jeśli są demaskowane, jeśli z innego źródła płynie przekaz, który obnaża mechanizm oszukiwania opinii publicznej. Trzeba więc było dać koncesję TV Trwam, by skończyły się marsze i protesty na ulicach polskich miast, ale jednocześnie nie dopuścić do nadawania programu. I na razie to się udaje.

Nie sposób pominąć tu jeszcze jednej kwestii – światopoglądu. To nie przypadek, że najbardziej represyjnie KRRiT zachowuje się wobec tej jednej, ciągle jeszcze niszowej, katolickiej telewizji. By to zrozumieć, wystarczy ją trochę pooglądać. Jest to stacja, która z należytą powagą głosi Ewangelię, która skrupulatnie relacjonuje to, co dzieje się w Watykanie i czym zajmuje się papież i która dokładnie informuje o tym, czym żyje polski Kościół i prezentuje jego punkt widzenia. Widać lepiej, żeby Polacy tego nie znali. Telewizja ma największy wpływ na miliony odbiorców, a tylko w tej katolickiej telewizji tak wiele miejsca poświęca się polskiej oświacie, służbie zdrowia, polskiej gospodarce i polityce, traktowanej nie jako rozrywkowe zestawienie kłócących się polityków, ale solidne przedstawienie faktów i ich interpretowanie. Przykładem może być też zwalczanie ideologii gender, popieranie tradycyjnego modelu rodziny, obrona księży przed atakami mediów i instytucji laickich, słowem wszystko, czym dziś zajmuje się władza, a co nie jest zgodne z nauczaniem Kościoła. I jeszcze jeden ważny argument – w TV Trwam, tak jak w Radiu Maryja, sporo miejsca poświęca się wyjaśnianiu przyczyn katastrofy smoleńskiej. Rzeczowo i odważnie. Systematycznie, od 10 kwietnia 2010 r. Widać są to tematy, których decyzją rządzących społeczeństwo ma nie znać i którymi nie powinno się w ogóle zajmować. Pytanie, czy na pewno się na to zgodzi. Tymczasem marsze w obronie TV Trwam będą odbywać się nadal.


Lidia Kochanowicz, dyrektor finansowy Fundacji Lux Veritatis

 – Korespondencja między Urzędem Komunikacji Elektronicznej a TVP jest grą na zwłokę, aby Fundacja Lux Veritatis nie mogła otrzymać częstotliwości dla TV Trwam. Jeśli pan przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przyznał nam koncesję na MUX-1, to znaczy, że uzgodnił, iż takie częstotliwości są w posiadaniu UKE. Nie wiem więc, dlaczego do tej pory tych częstotliwości nie możemy uzyskać. Fundacji już nakazuje się zapłacić za koncesję, ale urzędy KRRiT i UKE nie dają możliwości technicznych, abyśmy mogli nasz program transmitować. Wydaje mi się, że to jest świadome działanie.

Fundacja Lux Veritatis przynajmniej od 23 lipca br. powinna móc korzystać z miejsca na MUX-1. Od tego terminu Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, także UKE, mają wiedzę, że MUX-3 objął 95 proc. ludności zamieszkałej na obszarze Polski. Tym samym zgodnie z ustawą o wdrożeniu telewizji naziemnej tego dnia prezes UKE powinien wszcząć postępowanie i cofnąć rezerwację częstotliwości dla TVP na MUX-1.

Źródło: www.radiomaryja.pl


o. Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja i TV Trwam

– To, co dzieje się z TV Trwam jest zaskakujące. Otrzymaliśmy koncesję na miejsce na multipleksie od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, ale nie dostaliśmy tego miejsca. Musieliśmy zapłacić za koncesję na ten rok niemal 1,3 mln zł, a nie otrzymujemy miejsca. Zatem co miesiąc płacimy prawie 100 tys. zł za nic. Czy to jest uczciwe? Czy to nie jest złodziejstwem w świetle prawa? Czy to normalne, czy to demokracja?

Otrzymaliśmy koncesję na jedno miejsce. (…) Nie cieszmy się zbytnio, bo to tylko jedno miejsce dla tej strony społeczeństwa, narodu – strony powiedziałbym prawej, katolickiej, chrześcijańskiej. Tych miejsc będzie może nawet 56. Patrząc na obecną sytuację, widać, że te miejsca zostały przekazane stronie liberalno-lewicowej. Jakie będzie myślenie Polaków, jaka będzie mentalność? Media potrafią ją zmienić, potrafią zmienić myślenie. To jest wpływ na umysły. Tym bardziej powinniśmy walczyć o media prawicowe, o media głoszące prawdę.

Źródło: www.radiomaryja.pl

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 44/2013