Logo Przewdonik Katolicki

Pracowite wakacje Franciszka

Krzysztof Bronk
Fot.

W sierpniu Watykan świeci pustkami. Wyjątkiem jest oczywiście bazylika św. Piotra i Muzea Watykańskie, gdzie nie brakuje turystów, którym nikt nie powiedział, że w tym najgorętszym miesiącu w roku trudno się zwiedza Wieczne Miasto. Ale wbrew pozorom papież nie jest teraz na wakacjach.

Na pierwszy rzut oka cisza i spokój. Upał. Większość watykańskich urzędów opustoszała, wierna pradawnej tradycji, która na czas sierpnia – a zwłaszcza Ferragosto (15 sierpnia), święta ustanowionego przez cesarza Augusta – każe rzymianom opuszczać miasto, szukając schronienia przed gorącem w miejscach o łagodniejszym klimacie, a zatem w górach bądź nad morzem. Papież Franciszek to jednak rzymianin nowej daty. Nie przywykł jeszcze do dawnych tradycji. On jako jeden z nielicznych pozostał tym razem na posterunku. Aż do września zawiesił poranne Msze dla pracowników Watykanu i innych uprzywilejowanych grup. Nie udziela też audiencji, nawet ogólnych. Jedyne, co pozostało z publicznej działalności, to Anioł Pański. Ale wzorem swych poprzedników Franciszek w lecie nie próżnuje. Przygotowuje się do reformy Kurii Rzymskiej, a jak ujawniają co rusz purpuraci czy inni dostojnicy z bliskiego otoczenia papieża (ostatnio Maradiaga, Ouellet, Carriquiry), będzie to reforma poważna, na miarę sugestii, które otrzymał Franciszek na konklawe oraz w czasie kongregacji generalnych kardynałów, poprzedzających wybór papieża.

 

Czas na pisanie

W ubiegły czwartek Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej ujawniło, że Franciszek pracuje nad dwoma ważnymi dokumentami. Pierwszy to encyklika o ubogich. Już wcześniej Franciszek zwierzył się jednemu z włoskich biskupów (a ten nie zachował tych zwierzeń dla siebie), że encyklika będzie nosiła tytuł Beati pauperi  – błogosławieni ubodzy. Będzie mówiła o ubóstwie, jednak nie z ekonomicznego czy ideologicznego punktu widzenia, lecz w świetle Ewangelii. Innymi słowy pomoże nam zrozumieć, co oznacza to jedno z najsłynniejszych zdań papieża Franciszka: „Jakże bym pragnął Kościoła ubogiego dla ubogich”. Nie mniej ważny, bo również programowy dla tego pontyfikatu, będzie zapewne też drugi przygotowywany przez Franciszka dokument. A mianowicie posynodalna adhortacja apostolska o nowej ewangelizacji. Tak się jakoś w planach Opatrzności złożyło, że pontyfikat papieża ewangelizatora został bezpośrednio poprzedzony przez synod biskupów o nowej ewangelizacji. Kard. Bergoglio nie brał w nim udziału. Argentynę reprezentowało trzech innych biskupów oraz kard. Sandri z Kurii Rzymskiej. Franciszka czeka więc dość trudne zadanie. Musi napisać dokument podsumowujący obrady, w których sam nie uczestniczył. Synod pozostawił jednak wielką dokumentację. Teksty wystąpień poszczególnych uczestników, a przede wszystkim tzw. propositiones, czyli 58 sugestii dla papieża, zaakceptowanych przez ojców synodalnych. To właśnie na ich podstawie Benedykt XVI miał zredagować dokument o nowej ewangelizacji. Choć Franciszek bardzo szanuje kolegialność w Kościele i jak twierdzą niektórzy pragnie ją jeszcze rozszerzyć w ramach zapowiadanych reform Watykanu, to jednak fakt, że sam nie uczestniczył w synodzie zostawia mu paradoksalnie większe pole działania. Może w ten dokument wnieść więcej własnego doświadczenia i własnej, papieskiej wizji dla Kościoła. A zatem, choć Watykan wydaje się w tym miesiącu trochę obumarły, w papieskim apartamencie w Domu św. Marty, powstaje być może dokument, który zaważy na przyszłości Kościoła. W każdym razie, jest takie oczekiwanie.

Spotkanie z piłkarzami

Doskonale w wakacyjny klimat wpisała się natomiast audiencja dla argentyńskich i włoskich piłkarzy. Przybyli oni do Rzymu specjalnie dla Franciszka, aby na jego cześć rozegrać mecz towarzyski. Długo się spekulowało, czy papież uda się osobiście na stadion olimpijski w Rzymie. Myślę, że Franciszka bardzo to kusiło. Ostatecznie został jednak w Watykanie  przed telewizorem. Nie z przepracowania czy względów bezpieczeństwa, ale by rzeczywiście zachować neutralność. Franciszek sam przyznał się bowiem do swoich rozterek: „trudno mi będzie kibicować, ale na szczęście to tylko mecz towarzyski”.  W sercu Franciszek na pewno pozostaje Argentyńczykiem, jako biskup Rzymu i prymas Italii powinien się już jednak czuć też Włochem. A na trybunach nawet papież mógłby mieć problemy z powstrzymaniem emocji, tym bardziej że jest Latynosem z włoskim rodowodem. Z tego względu kibicowanie przed telewizorem było z pewnością o wiele bardziej taktowne. Z piłkarzami papież spotkał się jednak osobiście w przeddzień meczu. W Watykanie pojawili się wszyscy, z największymi sławami włoskiego i argentyńskiego futbolu, co samo w sobie było pięknym świadectwem popularności, jaką cieszy się Franciszek we współczesnym świecie. Audiencja miała bardzo serdeczny charakter. Ojciec Święty zwierzył się ze swej miłości do piłki nożnej. Już w dzieciństwie chodził z całą rodziną na stadion. Argentyńskim nestorom środowiska futbolowego przypomniał dawne sławy oraz mistrzostwa z 1946 r. W swym wystąpieniu do piłkarzy Franciszek nie ograniczył się jednak jedynie do wspomnień i serdeczności. Dla sportowców miał dwa bardzo konkretne wskazania. Pierwsze to życzenie, aby przy nieuniknionej profesjonalizacji sportu nie zatracili jego prawdziwej natury – piękna, bezinteresowności, koleżeństwa. Drugie natomiast to prośba, by uświadomili sobie, że jako gwiazdy sportu są idolami i wzorcami dla wielu ludzi, zwłaszcza młodych. Wymaga to od nich odpowiedniego zachowania nie tylko na boisku, ale również w życiu codziennym. Myślę, że piłkarze nie spodziewali się aż tak konkretnej katechezy. Z wypowiedzi po audiencji można jednak wnioskować, że zrobiła na nich dość silne wrażenie.

Z sercem w Syrii i Egipcie

Na spokojne sierpniowe wakacje nie mogła sobie pozwolić z pewnością watykańska dyplomacja.  Dramatyczny rozwój sytuacji w Egipcie i Syrii wymagał bardzo rozważnych reakcji. W wypadku Egiptu Stolica Apostolska była bardzo ostrożna. Papież wyrażał owszem ból z powodu przelewu krwi, apelował o dialog i pojednanie, ale jednocześnie w pełni solidaryzował się z tamtejszymi chrześcijanami, „wraz z nimi cierpiał”. Na obalenie prezydenta Mursiego patrzą oni inaczej niż zachodnie media i dyplomacje. Przypominają, że to sami Egipcjanie domagali się odsunięcia islamistów od władzy, kiedy ich rządy okazały się dla kraju kompletną katastrofą. W zbyt brutalnym rozprawieniu się z fundamentalistami widzą jednak drogę do prawdziwej demokracji. Wielką rozwagą watykańska dyplomacja wykazała się również w wypadku doniesień o użyciu broni chemicznej przez reżim Assada w Syrii. Watykan wzywał do ostrożności w ferowaniu wyroków i z niedowierzaniem przyjmował doniesienia o tym, że to sam rząd miałby sięgnąć po broń chemiczną w Damaszku i to właśnie wtedy, gdy do Syrii przyjechali obserwatorzy ONZ. Watykański dyplomata przy ONZ w Genewie przestrzegał też przed zbyt pochopnym uciekaniem się do interwencji militarnej. Bo jak zaznaczył, doświadczenie pokazuje, że taka interwencja na Bliskim Wschodzie do niczego dobrego nie prowadzi.

Czy  odmawiacie Różaniec?

Równie konkretny Franciszek był 15 sierpnia. W homilii na Wniebowzięcie NMP ukazał wizję chrześcijańskiego życia jako zmagania, któremu można podołać dzięki nadziei i pokorze prostaczków oraz dzięki mocy Różańca. Zachęcając do odmawiania tej modlitwy papież nie zadowolił się jedynie zdawkowym apelem. Chciał odpowiedzi: A wy odmawiacie Różaniec codziennie? Na pewno? – pytał nieustępliwie Franciszek. Mszę w uroczystość Wniebowzięcia papież odprawił w Castel Gandolfo. Była to taka „wizyta pocieszenia”. Mieszkańcy Castel Gandolfo mają prawo czuć się osieroceni. Za poprzednich pontyfikatów przez całe lato mogli się cieszyć obecnością papieża, co podnosiło też wartość ich miasteczka i nakręcało ruch turystyczny, przynajmniej w niedziele na Anioł Pański. Franciszek tymczasem pozostał w Watykanie. Nie korzysta z letniej rezydencji, choć mógłby tam pracować nie gorzej niż w Rzymie. Można mu to jednak wybaczyć. Jest, jak już wspomniałem, rzymianinem nowej daty i w przyszłości zmieni zapewne zdanie. W tym roku jednak, aby jakoś wynagrodzić tę nieobecność w letniej rezydencji, Franciszek przybył do Castel Gandolfo na uroczystość Wniebowzięcia, aby tego dnia, wzorem swych poprzedników, odprawić dla miejscowej ludności świąteczną Eucharystię. Kilka dni później na podobny gest zdobył się również Benedykt XVI. Ten jednak podróżował do Castelli Romani dyskretnie, by nie wzbudzać zbytecznej sensacji, ale zapewnić swych dawnych letnich sąsiadów o pamięci i przyjaźni.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki