Logo Przewdonik Katolicki

Dlaczego Bóg mnie doświadcza?

br. Paweł Teperski OFMCap
Fot.

Nasze życie nie zawsze układa się tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Jeżeli trudności nie przerastają nas bardzo, jesteśmy w stanie jeszcze je znieść, ale kiedy przychodzą poważne zmagania, wówczas pytania o istnienie Boga i Jego wszechmoc nasuwają się każdemu spontanicznie.

Jezus Chrystus swoim przyjściem i życiem pokazał, że nie jest prawdziwą teza: dobre rzeczy dzieją się dobrym, a złym (patrz: grzesznikom – oczywiście nie nam) przydarzają się rzeczy złe. Syn Boga, niewinny, pomagający innym, uzdrawiający trafia ostatecznie na krzyż, jest torturowany i zostaje okrutnie zabity. Oczywiście doskonale wiemy, że właśnie dzięki temu wydarzeniu otrzymujemy zbawienie, więc jakoś jesteśmy w stanie zaakceptować Jego cierpienie. Ale kiedy ono w jakimś stopniu dotyczy nas (a bliższa ciału koszula), wówczas podobna interpretacja teologiczna – że przecież można je ofiarować za innych, a my w końcu tacy święci nie jesteśmy, więc trochę pocierpieć się nam należy – już nie przychodzi nam tak prosto.

Służę Bogu czy Bóg mi służy?

Pamiętam, kiedy osiem lat temu spotkało mnie doświadczenie w postaci poważnej utraty zdrowia (wówczas już jako paroletniego kapłana i osobę żyjącą ponad dziesięć lat w zakonie), pytałem Boga: dlaczego to się dzieje? Przecież tak bardzo chcę Ci służyć, poświęcać swoje talenty na Twoją chwałę, budować Królestwo Boże dla Ciebie! Dlaczego więc nie dasz mi potrzebnego zdrowia, abym mógł to wszystko zrobić dla Ciebie?! O tym, że robię wszystko dla Boga, byłem tak święcie przekonany, że do głowy nie przyszło mi spytać się również o inne towarzyszące mi intencje. I to właśnie wtedy, w czasie tego cierpienia, gdy Bóg zatrzymał mnie na parę miesięcy w tym szaleńczym biegu „na Jego Chwałę”, zobaczyłem, że nie jest prawdą to wszystko, co tak gorąco deklaruję przed Bogiem i przed sobą. Że jednak w tym wszystkim chodzi też o mnie, o moją chwałę, o moją opinię (o jak to boli, tracić w oczach ludzi), o mój sukces i najbardziej bolesne dla mnie stwierdzenie – również o moją karierę. Że to nie ja służę Bogu, ale to Bóg ma służyć mi, moim planom, ma je błogosławić, wspierać i przeprowadzać. Że nie modlę się „bądź wola Twoja” ale „niechaj się spełni wszystko, co ja zaplanowałem i przygotowałem”. Wydawało mi się, że jeśli coś nosi habit, to już jest dobre. Włożyłem więc habit na moją karierę i byłem święcie przekonany, że taka kariera, w odróżnieniu od tych światowych (czytaj: zepsutych, goniących jedynie za pieniędzmi) nie jest wcale zła – bo jest bardzo pobożna. Tu bowiem nie chodzi o pieniądze, ale o Bożą chwałę. Wstyd mi było się przyznać do tego, ale fakty mówiły same za siebie – ja po prostu kręciłem się wokół siebie i niewiele interesowało mnie Królestwo Boże i jego sprawiedliwość. To, że na pewnym etapie mego życia „interesy” Królestwa pokrywały się z moimi, sprawiło tylko na mnie mylne wrażenie, że dbam o Królestwo Boga, nie zaś o zaspokajanie swoich chorych ambicji czy leczenie licznych kompleksów. I za wielką łaskę poczytuje sobie ten czas, kiedy Pan Bóg w swoim wielkim miłosierdziu „doświadczał mnie”. Dopiero wówczas dane mi było zobaczyć, że może i biegnę i się bardzo wysilam, ale bynajmniej nie robię tego dla Boga, tylko po prostu dla siebie.

Pułapka zasług

Nie zorientowałem się, że znów dałem się zwieść pułapce demona, który usiłował przekonać mnie, że na miłość Bożą trzeba zapracować, zasłużyć. Tymczasem to jest wierutne kłamstwo. Bóg nie kocha nas dlatego, że robimy coś dobrze, że się staramy. Bóg nas kocha, ponieważ jesteśmy Jego dziećmi – czyli kocha nas za darmo! Jezus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (por. Rz 5, 8). Jezus umarł i zmartwychwstał dla nas nie dlatego, że jesteśmy dobrzy, bo tacy nie jesteśmy, ale dlatego, że Bóg jest dobry! Takiej miłości świat nie rozumie i nie chce przyjąć. Ten nieustanny wyścig szczurów zabił już niejednego człowieka, zniszczył niejedną rodzinę. Dlatego Bóg często ingeruje w nasze życie w sposób poważny, jeśli wyczerpane zostały wcześniej środki mniej poważne (lżejsze).

Choć okres owej próby był dla mnie bardzo bolesny i wtedy chyba po raz pierwszy w życiu zakosztowałem tego, czym jest cierpienie, to jednak z perspektywy czasu dzisiaj chcę powiedzieć: Boże jakże Ci dziękuję, że tak zaryzykowałeś! Bóg bowiem zaryzykował, że w tym cierpieniu mogłem od Niego odejść, mogłem Go zostawić. Nie stało się to, co jest kolejnym darem i Jego łaską. Ale dziś wiem, że jak Bóg „doświadcza człowieka”, to tym, który może najwięcej stracić, jest właśnie Bóg. On ryzykuje, że śmierć Jego Syna na krzyżu może okazać się daremna, jeśli miłość, którą nam daje, zostanie przez nas odrzucona.

Żyć w prawdzie

Wzbogacony o to doświadczenie dzisiaj już wiem, że nie do końca mogę sobie wierzyć. Kiedy zastanawiam się nad tym, dlaczego podejmuję jakąś pracę czy posługę w Kościele, staram się szukać tych motywacji, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nie moimi, ale może faktycznie nimi są. Człowiek zmienia się powoli, choć to wszystko jest łaską Boga. Światło to przyszło mi we wspólnocie, podczas lektury słowa Bożego, które czytałem i które było mi głoszone. Zdemaskowanie moich egoistycznych intencji wcale nie spowodowało ich śmierci. Nadal widzę, jak bardzo kręcę się wokół siebie i jak często usiłuję przy okazji załatwiać swoje interesy i leczyć kompleksy. Jednakże to doświadczenie podarowało mi pewną perspektywę. Dawniej nie wiedziałem, że jestem grzesznikiem, myślałem, że jestem kimś (prawie) doskonałym i bardzo starającym się gorliwym chrześcijaninem. Dziś wiem, że jestem grzesznikiem, stąd modlitwa: „Jezusie, ulituj się nade mną grzesznikiem!” – jak najbardziej pasuje do mojej sytuacji. Dziś również o wiele częściej modlę się o światło, prosząc Boga, bym nie oszukiwał się tak jak dawniej, bym mógł w szczerości i prawdzie stawać przed Nim. I choć jest to bolesne, to wolę w prawdzie być przed Bogiem grzesznikiem, niż w kłamstwie stawać przed Nim jako „prawie doskonały”. Bóg jest Prawdą, dlatego to ostatecznie właśnie prawda nas wyzwala, czasem boleśnie, ale ostatecznie Prawda jest drogą do szczęścia, bo jest drogą do Boga.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Paweł
    15.02.2019 r., godz. 12:09

    Bóg mnie nienawidzi . Jestem Jego niechcianym dzieckiem

  • awatar
    Dorota
    17.09.2018 r., godz. 08:42

    Pięknie słowa

  • awatar
    ania
    17.05.2018 r., godz. 18:57

    Bóg mnie szczerze nie lubi, jestem tego pewna, nie mam chwili spokoju. gdy tylko się ulozy, zaraz nawarstwiaja sie inne problemy. ja tez chce byc szczesliwa.

  • awatar
    Sławek
    02.05.2018 r., godz. 11:11

    To faktycznie prawda - Bóg najwięcej ryzykuje doświadczając człowieka boleśnie, bo człowiek ma wolną wolę i może od niego odejść... a wówczas śmierć jego syna będzie bez sensu, bo osoba ta trafi do piekła.

  • awatar
    Karolina
    18.03.2018 r., godz. 22:41

    Bardzo dziekuję. Ta piękna refleksja pomogła mi zrozumieć glębiej to co się wokól mnie dzisiaj dzieje. Warto zaufac Jezusowi także w cierpieniu. Bóg zapłać za szczere wyznania.

  • awatar
    Arnold
    23.11.2017 r., godz. 15:01

    Artykul ciekawy - ale nie sposób sie zgodzić z powiedzeniem iz prawda nas wyzwala - wrecz przeciwnie paralizuje -bo ludzie albo nie chca jej sluchac ,albo wykorzystują ja przeciwko tobie ,albo w ogóle jej nie akceptują.Więc mówienie prawdy z jednej strony nie wzbudza u nas wyrzutow sumienia i jest słuszne ale z drugiej strony dostarcza mnóstwo bólu oraz krytyki.Jesli tak ma wygladac swiat i droga do Boga to szczerze nie dziwie sie ze wiele ludzi kłamie .A osoba która mówi prawde traci wiare ze ma on jakiekolwiek znaczenie ,powiem dosadniej zaczyna żałować ze ją przekazuje,bo z perspektywy czasu tylko przez ta prawdę ma problemy.Czy warto mowić prawdę pozostawiam kazdemu z osobna .Oczywiście powiedzenie prawdy moze ustrzec druga osobe przed wypadkiem,zlym wyborem i na pewno tutaj ma wartosc dodana ale gdy odnosimy ja do nas nie sposob znalezc za wiele argumentow za .

  • awatar
    TOMASZ
    21.08.2016 r., godz. 21:57

    wszyscy jesteśmy słabi w tym co robimy dla siebie

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki