Logo Przewdonik Katolicki

Gorący początek lata

Jan Pospieszalski
Fot.

Żyjemy w świecie, w którym jak wiadomo, wszelkie zło pochodzi od nacjonalistów czyli narodowców, faszystów i antysemitów. Natomiast władza jest od tego, by tropić tę zarazę, lokalizować ją i nas, obywateli, obronić. Jak długo jeszcze mamy w to wierzyć?

Zagrożenie terrorystyczne na nieznaną w Polsce skalę, elektryzujące tajemnicze e-maile rozesłane do kilkudziesięciu publicznych instytucji, które potem w widowiskowy sposób trzeba było ewakuować, a dotyczyło to nawet ciężko chorych pacjentów z kilku szpitali. Na koniec sprawna akcja policji. Tak rozpoczął się tydzień, w którym (dziwnym zbiegiem okoliczności) mieliśmy poznać ostateczne wyniki ponadpółrocznych laboratoryjnych badań próbek pobranych z wraku Tu-154 ze Smoleńska.

Ktoś nas chce wystraszyć

Dziś wiemy, że kilka dni po alarmach udało się policji zgromadzić na tyle mocne dowody, iż można było na ich podstawie, na lotnisku w Pyrzowicach, zatrzymać 26-letniego mężczyznę. Specjaliści od polityki informacyjnej aparatu władzy nie mogli chyba sobie wymyślić albo wymarzyć (niepotrzebne skreślić) lepszej historii, by odciągnąć uwagę opinii publicznej od konferencji Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Nie mam dowodów, że wtorkowy fałszywy alarm, to specjalna przykrywka ekspertyz śladów trotylu pobranych z wraku, ale głośna historia Brunona K. z Krakowa, pokazuje jak silna jest pokusa, by wykorzystać realny przypadek, wprzęgając go do użytecznej dla władzy narracji. W sprawie Agrobombera i przygotowaniach do „zamachu” na Sejm, wiadomy jest udział agentów ABW pod przykryciem, a przecież z drugiej strony sami widzieliśmy jak usilnie nam sugerowano, że „zamachowiec” jest członkiem nacjonalistycznej organizacji. To pokazuje, jak można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Obym się mylił, ale wcale się nie zdziwię, gdy sprawca tego fałszywego alarmu z ubiegłego tygodnia okaże się członkiem ONR, NOP lub przynajmniej byłym wszechpolakiem. A może już wystarczy, że jest kibicem, tzn. „kibolem” Lecha Poznań, Ruchu Chorzów albo Śląska Wrocław.

Pedagogika strachu

Gdy rosną notowania partii opozycyjnej, gdy fakty kompromitujące obóz władzy opisują już media do tej pory wspierające rząd, gdy z biedy i poczucia beznadziei kolejny desperat podpala się pod gabinetem premiera, najpoważniejszym zagrożeniem dla Polski okazuje się… faszyzm. Groźba jest tak wielka, że właśnie na temat faszystowskiego zagrożenia zorganizowano w redakcji „Gazety Wyborczej” specjalną konferencję. Dyskutanci, m.in. Maciej Stasiński, Magdalena Środa, Adam Michnik i prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, pochylali się nad ciążącym nad Polską brunatnym widmem. Rychło okazało się, że debata o faszyzmie zamienia się w dyskusję o największej partii opozycyjnej – PiS. Myślę, że udział Rafała Dutkiewicza był nieprzypadkowy. Prezydent Wrocławia z antyfaszyzmu zrobił „produkt regionalny” i ma na swoim koncie już konkretne dokonania. Z wrocławskiej kasy miejskiej przeznaczył milion złotych na walkę z nacjonalizmem i nazizmem. Antynazistowska czujność prezydenta jest niezwykle wymowna. Tropi on przejawy wrogich ideologicznie grup wśród kibiców i narodowców, uczestnicząc jednocześnie w imprezie fetującej 150-lecie niemieckiej organizacji socjalistycznej. Wypada przypomnieć prezydentowi Dudkiewiczowi, że naziści to niemieccy socjaliści, tylko że narodowi. Czy w świętowaniu jubileuszu niemieckich socjalistów czujny prezydent nie widzi nic złego? Czy czujność w zwalczaniu jednej totalitarnej ideologii, nie przeszkadza zapraszać czynnego funkcjonariusza innego totalitaryzmu – majora zbrodniczej formacji, stalinistę, który nigdy nie odciął się od komunistycznej przeszłości.

Cała Polska zobaczyła w telewizji wielokrotnie powtarzane obrazy, na których widać, jak rozkrzyczana, skandująca niecenzuralne okrzyki młodzież uniemożliwia rozpoczęcie wykładu na Uniwersytecie Wrocławskim dystyngowanemu, starszemu panu – znanemu profesorowi socjologii. Byli agresywni i musiała się nimi zająć policja. Przeanalizujmy jednak to wydarzenie jeszcze raz.

Niewygodny życiorys

Fakty są takie, że szanowany emerytowany profesor socjologii – wykładowca brytyjskiego uniwersytetu, Zygmunt Bauman, bo o nim mowa – był majorem Informacji Wojskowej i oficerem politycznym Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Celem tej formacji było likwidowanie niepodległościowego podziemia. Ilu polskich patriotów Bauman zlikwidował osobiście nie wiadomo. Sam Bauman dziś próbuje nas przekonać, że ma czyste sumienie, bo był tzw. oficerem zza biurka. Ale z dokumentów, których rzetelności nikt nie zakwestionował, wynika, że zwalczał antykomunistyczną polską partyzantkę z bronią w ręku i to tak zawzięcie, że zasłużył na specjalne odznaczenie. W raportach podano, że w akcji dowodzonej przez dzisiejszego humanistę – profesora, udało się pojmać wielką liczbę „bandytów” (tak komunistyczna propaganda określała żołnierzy NSZ i struktur poakowskich). Bauman nigdy nie odciął się od swojej przeszłości. Wybitny intelektualista, interpretator współczesności i ponowoczesności, teoretyk globalnych procesów, nie ma odwagi, by dziś zmierzyć się z fragmentem swojej biografii. Raz udaje, że nie pamięta, innym razem idzie w zaparte, porównując w wywiadzie dla brytyjskiego czasopisma „The Guardian” Armię Krajową i polską patriotyczną partyzantkę do współczesnych terrorystów. Naukową próbę rekonstrukcji jego biografii nazywa polowaniem na czarownice, organizowanym przez rządy Kaczyńskich. Teraz w „Gazecie Wyborczej” określa realny socjalizm jako najlepszy ustrój dla Polski. Dlaczego? Bo po 1945 r. wprowadzono powszechne szkolnictwo i odbudowano Warszawę. O kosztach zaprowadzania komunizmu wybitny profesor jakoś milczy. Z perspektywy uniwersyteckiej katedry trudno mu dostrzec ogrom cierpień, jakie przyniósł system tak gorliwie przez niego zaprowadzany. Czy intelektualista naukowiec nie jest zdolny do rzetelnej oceny, jak wielką zapaść cywilizacyjną i degradację społeczną przyniosły Polakom lata PRL-u?

Kto jest hołotą

Wykład Baumana był imprezą otwartą, kibice nawoływali się na forach internetowych więc policja bez trudu mogła się do akcji przygotować. Z relacji wynika, że specjalne oddziały prewencji były gotowe na terenie uniwersytetu, czekając w salach obok miejsca wykładu. Gdy pojawił się Zygmunt Bauman, kibice przywitali go niecenzuralnym okrzykiem, a potem zabrzmiał tradycyjny antykomunistyczny repertuar: „Precz z komuną” , „SLD – KGB”, „Norymberga dla komuny”, „Raz sierpem, raz młotem sowiecką hołotę”. Obok tych haseł skandujący upominali się o Żołnierzy Wyklętych: „Narodowe Siły Zbrojne eN-eS-Zet, do końca wierni, Żołnierze Wyklęci”, „Powstańcza Armio Wyklęta, dziś Wrocław o Was pamięta”. Wśród haseł nie było ani jednego okrzyku antysemickiego. Siłowa akcja oddziałów antyterrorystycznych doprowadziła do przewiezienia sporej grupy na komendę policji, gdzie zatrzymani spędzili ok. siedmiu godzin.

– Kompletnie nie wiedzieli, co z nami zrobić – relacjonuje jeden z uczestników. – Początkowo byliśmy przewiezieni tylko „do wylegitymowania”, ale w międzyczasie nadszedł rozkaz „zatrzymać”. Gdy byliśmy na komendzie, gorączkowo szukali paragrafu. W pewnym momencie wpadł podekscytowany mundurowy ze stwierdzeniem, że będziemy mieli zarzuty o naruszeniu miru domowego, co wywołało wśród nas ogólną wesołość (bo przecież był to otwarty wykład, na który zapraszano za pośrednictwem mediów). U policjantów dało się odczuć konsternację, bo wiedzieli, że sprawa śmierdzi polityką, a z ich punktu widzenia była po prostu głupia – stwierdził jeden  zatrzymanych. Wydarzenia na uniwersytecie dały Rafałowi Dutkiewiczowi pretekst do zabłyśnięcia w mediach kilkoma wyrazistymi powiedzonkami, że nie będzie tolerował hołoty w mieście. Ponadto wojowniczo nastawiony prezydent wzywa publicznie ministra Sienkiewicza do stanowczych działań wobec podobnych grup. Zatrzymani kibice czekają na procesy, natomiast sami zaskarżyli zatrzymanie i zapowiadają dochodzenie sprawiedliwości na drodze sądowej.

Pomijanie prawdy

Z Wrocławia Bauman pojechał do Poznania, by wystąpić na festiwalu Malta. W programie festiwalu prócz spektakli, koncertów, funkcjonuje Forum, na które zaproszono emerytowanego profesora. Forum – w tym roku pod hasłem „Człowiek. Granice” – jak piszą organizatorzy, buduje intelektualny kontekst dla prezentowanych projektów artystycznych. Obecność funkcjonariusza aparatu stalinowskiego terroru na festiwalu prowokuje przynajmniej dwa pytania. Pierwsze to postać Michała Merczyńskiego – twórcy festiwalu i jak się należy domyślać pomysłodawcy zaproszenia profesora z Leeds.

Merczyński prócz tego, że szefuje Malcie, jest dyrektorem Narodowego Instytutu Audiowizualnego – instytucji publicznej, która ma zajmować się archiwizacją i udostępnianiem zasobów dziedzictwa narodowego. Odpowiedzialną funkcję kierowania placówką narodowej rangi powierzono niewątpliwie zdolnemu organizatorowi i świetnemu menedżerowi kultury. Kłopot w tym, że zdolności organizacyjne idą w parze, (a wolałbym taką wersję) z analfabetyzmem historycznym. Chyba że to świadomy ideowy wybór. Jeśli tak, to zaproszenie Baumana odbierać należy jako akt prowokacji. Dokładnie w rocznicę masakry ludności cywilnej w 1956 roku w Poznaniu, gdy z rozkazu komunistycznych władz PRL zamordowano w biały dzień kilkadziesiąt osób (najmłodsza ofiara Romek Strzałkowski miał 13 lat) dyrektor Merczyński swemu miastu funduje obecność w przestrzeni publicznej współtwórcy zbrodniczego systemu. Prócz Baumana intelektualny kontekst dla festiwalu budują autorzy postkomunistycznej „Polityki” (Edwin Bendyk) lub radykałowie m.in. spod znaku „Krytyki Politycznej” (Jan Sowa) . Michał Merczyński pokazał już swoją wrażliwość w 2011 r., gdy kierowany przez niego Narodowy Instytut Audiowizualny był odpowiedzialny za koncepcję i scenariusz Europejskiego Kongresu Kultury we Wrocławiu, którego głównym gościem był właśnie Zygmunt Bauman. Teraz w publikowanym na stronie festiwalu Malta biogramie Baumana nie można przeczytać ani słowa o tym, gdzie zdobywał szlify i o tym, że swą przygodę z socjologią rozpoczął od realnego eksperymentu społecznego z pepeszą w ręku. Intelektualiści na Malcie nie zaprzątają sobie głowy tym, co wydarzyło się dokładnie 57 lat temu w czasie Poznańskiego Powstania 1956 . A przecież o Człowieku i Granicach na przykładzie poznańskiego protestu i jego krwawego stłumienia można by przeprowadzić bardzo ciekawą dyskusję. Jak to było z tą dyktaturą proletariatu, skoro robotnicy wypowiedzieli, rzekomo swojej własnej formacji, posłuszeństwo? Dlaczego utopiono ten protest we krwi? Może więc partyjna władza nie reprezentowała wcale interesów klasy robotniczej, a interes obcego mocarstwa? Te i kilka innych pytań można by podpowiedzieć dyskutantom maltańskiego Forum. Tymczasem pod Poznańskimi Krzyżami 28 czerwca, w rocznicę krwawego czwartku, kibice Lecha Poznań przychodzą z racami i oddają hołd pomordowanym. Skoro intelektualista – były oficer zbrodniczej formacji – i radykałowie w garniturach w dzień rocznicy nie chcą mówić o masakrze z Czerwca 56 – dobrze, że inni o tym pamiętają. I chwała im za to.

 


W przyszłym roku obchodzić będziemy ćwierćwiecze Polski pookrągłostołowej.

Pamięć ofiar terroru komunistycznego mozolnie toruje sobie drogę w przestrzeni publicznej. Gdy wrocławski prezydent, angażując publiczne pieniądze, pod rękę ze stalinistą, prowadzi jakąś niepojętą dla mnie własną politykę historyczną, na wrocławskim cmentarzu Osobowickim i na warszawskich Powązkach historyk Krzysztof Szwagrzyk z IPN ze względu na skromne środki nie może prowadzić dalszych ekshumacji. Gdy Michał Merczyński sprowadza na Europejski Kongres Kultury i na Maltę byłego politruka, a obecnie intelektualnego szalbierza Baumana, to kibice nie pominą żadnej rocznicy, żadnego święta i oddają cześć dawnym bohaterom. Nazwani radykałami, hołotą, chuliganami kibice okazują się strażnikami nie tylko pamięci, ale też obrońcami podstaw naszej cywilizacji i prawa naturalnego. Ich bunt, przyznaję, często wulgarny, prowokowany jest postawą władz i sprzymierzonych elit. Dla młodych patriotów w barwach piłkarskich klubów nie do przyjęcia jest kłamstwo dotyczące polskiej historii i zakłamana antropologia ideologii gender. W porównaniu z radykałami w garniturach i krawatach, którzy na siłę zmieniają i historię i rodzinę, ogoleni na łyso faceci w szalikach są o wiele bardziej normalni.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki