Logo Przewdonik Katolicki

Pomagając innym, odnajduję siebie

Piotr Wielicki
Fot.

Pierwszego skręta zapalił z chłopakami po meczu. Tak z ciekawości. Potem był drugi, trzeci, kolejne. Po pewnym czasie poczuł, że to za mało. Sięgnął po dopalacze. Aż rozkręcił się na dobre. A później była już amfetamina.

Pierwszego skręta zapalił z chłopakami po meczu. Tak z ciekawości. Potem był drugi, trzeci, kolejne. Po pewnym czasie poczuł, że to za mało. Sięgnął po dopalacze. Aż „rozkręcił się” na dobre. A później była już amfetamina.

Co stracił przez narkotyki? Zaufanie rodziny, dobre zdanie u ludzi, na których mu zależało. Zaniedbał swoją wielką pasję – koszykówkę. Zawalił szkołę, przepadł gdzieś zapał do wszystkiego. To było takie życie z dnia na dzień – bez żadnego celu. Musiał już brać, choć nigdy nie dopuścił myśli o tym, że jest uzależniony. – Tłumaczyłem sobie, że biorę, bo lubię. Że nie jestem jak ten ćpun koło dworca, który daje sobie w żyłę, bo musi. Dla mnie to nie było uzależnienie. Teraz wiem, że zadziałały pewne mechanizmy... Kilka razy chciał z tym skończyć. I kończył, na dwa-trzy dni. Aż znów dopadał go głód. I tak w kółko.

Decyzja

Maciej ma siedemnaście lat, krótko przystrzyżone blond włosy i siedemnaście miesięcy terapii za sobą. Do pierwszego ośrodka na leczenie wysłali go rodzice. Nie wytrzymał długo. Z drugiego też uciekł. Wtedy usłyszał o Wierzenicy, o ks. Waldemarze, który leczy dzieci i młodzież uzależnioną od narkotyków. Pojedzie tam i będzie się leczył. To była jego własna decyzja, nie rodziców. Co dał mu ośrodek? Nauczył się sprzątać, obsługiwać pralkę i obierać ziemniaki. Wcześniej tego nie robił, bo po co. Teraz musiał dbać nie tylko o siebie, ale i o innych. Damian ma dziewiętnaście lat. Dostał wyrok za posiadanie narkotyków. Matka, alkoholiczka, powiedziała, że nie będzie go żywić. Zaczął rozdawać ulotki, by zarobić na jedzenie. Trafił do terapeuty. Od niego usłyszał o ośrodku w Wierzenicy. Postanowił, że spróbuje. W domu i tak było źle, nie miał nic do stracenia. Na początku było ciężko. Trzeba było się dostosować, poznać reguły. – Trzeba było żyć i pracować razem z innymi. Dla mnie to było najtrudniejsze, ten kontakt z ludźmi, bo tego nie lubię, jestem raczej zamknięty w sobie. Ale tutaj musiałem się przemóc, podejść do człowieka, pomóc. Bo w ośrodku każdy jest za coś odpowiedzialny: kucharz, gospodarz, szef pracy. Każda funkcja jest po to, by coś przepracować, czegoś się nauczyć, wyciągnąć wnioski – opowiada chłopak.

Ośrodek

Katolicki Ośrodek Wychowania i Terapii Uzależnień jest położony w Wierzenicy, siedemnaście kilometrów od Poznania w kierunku Gniezna. Od ponad pięciu lat zajmuje się leczeniem dzieci i młodzieży w wieku od 14 do 21 lat, uzależnionych od narkotyków i innych substancji psychoaktywnych. Zaczęło się, kiedy proboszczem parafii św. Mikołaja w Wierzenicy został ks. Przemysław Kompf, przyjaciel młodzieży potrzebującej wsparcia. Od tego czasu probostwo w Wierzenicy stało się domem dla wielu młodych ludzi znajdujących się w trudnych sytuacjach.         

Ośrodek powstawał przez dwa lata za pieniądze Caritasu. 8 grudnia 2008 r., w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, abp Stanisław Gądecki mianował ks. Waldemara Twardowskiego kierownikiem ośrodka. 16 lipca 2008 r., w święto Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, trafili tu pierwsi pacjenci. Wychowankowie sami uporządkowali teren, założyli sad, ogród i boisko. Nie ma tu sprzątaczek ani woźnych; młodzi wszystko robią sami: sprzątają, gotują, uprawiają ogród. – Od początku ze wszystkich stron spotykaliśmy się z życzliwością. Także mieszkańcy Wierzenicy przyjęli nasz ośrodek z zaufaniem – mówi ks. Waldemar.– Terapia trwa od dwunastu do osiemnastu miesięcy i podzielona jest na sześć etapów – tłumaczy ks. Waldemar. – Na każdym z nich podopieczni wypracowują pewne umiejętności. Zgłębiają wiedzę o życiu bez narkotyków. Bo jedna z naszych filozofii brzmi: bez duchowości nie ma trzeźwości. Każdy pacjent przez pierwszy miesiąc jest nowicjuszem; adaptuje się wówczas do nowych warunków. W drugim etapie, który trwa do czwartego miesiąca, dojrzewa do mówienia o swoim uzależnieniu. W kolejnym przyjmuje odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale także za nowych mieszkańców. Do dwunastego miesiąca staje się ich opiekunem, nawiązuje ponownie relacje ze światem zewnętrznym i rodzicami. Na końcu zostaje adeptem i opuszcza ośrodek. Równocześnie z terapią prowadzona jest nauka na poziomie gimnazjum. – Przyjeżdżają do nas wspaniali nauczyciele z Gimnazjum nr 3 imienia Polskich Noblistów w Swarzędzu. Te pięć lat pokazało, że ośrodek jest bardzo potrzebny. Przyjeżdżają tu młodzi ludzie z całej Polski. Bywało, że kogoś do ośrodka przywiozła policja, nieraz zakutego w kajdanki. I nagle po kilku miesiącach taki człowiek zaczyna się odradzać. Mówi: proszę, dziękuję, przepraszam. I już nie przeklina. Kadra ośrodka jest bardzo starannie dobrana. – Wymagamy od pacjentów, ale przede wszystkim od siebie.– mówi ks. Waldemar. Ważną częścią programu jest współpraca z rodzinami pacjentów, które co miesiąc biorą udział w spotkaniach, stając się aktywnymi uczestnikami leczenia dziecka.

Wolontariat

Dwa lata temu Barbara Kucharska, przewodnicząca Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci Specjalnej Troski im. Leszka Grajka w Swarzędzu, zwróciła się do ks. Waldemara Twardowskiego z pytaniem o współpracę. – Zaproponowałam, by wychowankowie ośrodka w Wierzenicy mogli nam pomagać w pracy z niepełnosprawnymi podopiecznymi z naszego Warsztatu Terapii Zajęciowej. Ks. Waldemar oczywiście zgodził się i tak od maja 2011 r. do Swarzędza zaczęli przyjeżdżać pierwsi wolontariusze z Wierzenicy – wspomina Barbara Kucharska. Maciej dobrze pamięta swój pierwszy dzień w Swarzędzu. – Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Byłem zdenerwowany. Zarzekałem się później, że więcej tam nie pojadę. Ale w końcu pojechałem. Na początku czuł się osaczony przez niepełnosprawnych podopiecznych stowarzyszenia. Byli tacy radośni, uśmiechnięci, bezpośredni. Nie wiedział, jak się wobec nich zachować, jak z nimi rozmawiać. Po trzech czy czterech wizytach zauważył, że jest lepiej, strach gdzieś znikł, jego miejsce zajęło pytanie: dlaczego oni, niepełnosprawni, są tacy radośni, cieszą się z drobnych rzeczy, a ja narzekam?

Co daje wolontariat? – Zaczyna doceniać się to, co się ma. Bo nie trzeba mieć wszystkiego, czego się chce. Małe rzeczy też mogą cieszyć. A oni cieszą się właśnie z małych rzeczy, mimo swojej choroby. Z Damianem było podobnie. Długo się przełamywał. Ale w końcu początkowe zdenerwowanie i zagubienie zastąpiła... przyjemność. – W ośrodku też czułem się fajnie, gdy mogłem komuś pomóc. Ale tam, kiedy musiałem biegać za Anią, która cały czas mi uciekała i którą musiałem pilnować, czułem tę przyjemność głębiej. Mogę komuś pomóc, i to sprawia mi radość. I nic mi więcej nie trzeba – zwierza się Damian.

Odwaga

Barbara Kucharska widziała, że młodzież z Wierzenicy bała się niepełnosprawnych, pracy z nimi i odpowiedzialności za nich. Ale te lęki szybko minęły, wolontariusze zaadaptowali się w Warsztacie i przywiązali do uczestników. – Obudziły się w nich pozytywne emocje. Przekonali się, że wcale nie są obojętni na los innych ludzi. No i pewnie trochę mniej myślą o sobie i swoich problemach, kiedy widzą, że inni też zmagają się z przeciwnościami losu, może nawet większymi niż ich kłopoty. Przyjeżdżają do nas nawet te osoby, które już zakończyły terapię – mówi pani Barbara. Ale ta współpraca działa także w drugą stronę. – Niepełnosprawnym taki kontakt z innymi jest bardzo potrzebny. Niesie ze sobą dużo radości, uśmiechu. Często wręcz zaprzyjaźniają się z wolontariuszami – dodaje pani Barbara. Zdaniem ks. Waldemara Twardowskiego współpraca między Warsztatem Terapii Zajęciowej i ośrodkiem w Wierzenicy to dobrodziejstwo dla młodzieży. Na ostatnim etapie terapii potrzebna jest konfrontacja wychowanków ze światem zewnętrznym. W tym momencie muszą zmierzyć się ze stereotypem, że osoby teoretycznie słabsze są gorsze. – Obserwuję, że kontakt z niepełnosprawnymi daje tym młodym ludziom odwagę i siłę, zmienia sposób myślenia na temat niepełnosprawności. Uczy ich komunikacji z innymi, rozwija empatię. A największą satysfakcję i wiarę w siebie daje im możliwość pomocy i bycia potrzebnym.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki