Od dnia wyboru papieża Franciszka dziękuję Panu Bogu za to, że w 2001 r. dane mi było poznać przyszłego Ojca Świętego, jego ojczyznę i diecezję.
Odżywają wspomnienia niezwykłej podróży.
Buenos Aires – „Paryż Ameryki Południowej”, narodowe sanktuarium maryjne w Luján, Pampa, Ziemia Ognista, Andy i miasto Mendoza u stóp gór, Salta – południowy kraniec imperium Inków, a na północnym wschodzie wodospady Iguazu. Pejzaże i wielokulturowość Argentyny, przy tym bieda i głęboka wiara ludzi. W Buenos Aires mieszkałem przy kościele Nuestra Señora del Pilar. Nie miałem okazji do spotkania z kard. Bergoglia, za to słyszałem wiele od księży i świeckich opowiadających o biskupie skromnym, oddanym ludziom, poważnie traktującym sprawy Boże, walczącym o respektowanie Bożych przykazań w życiu osobistym i społecznym Argentyńczyków, co nie podobało się władzom kraju. Przeprowadził reformę seminarium duchownego, wydłużając formację ku kapłaństwu. W posłudze szukał człowieka i to tego najbiedniejszego, zagubionego, dając odczuć, że Chrystus przyszedł przede wszystkim do ubogich. Zresztą wrażliwość na los prostych i ubogich ludzi cechowała księży argentyńskich. Żeby lepiej zrozumieć to, o czym mówili ks. Romulo Puiggari, goszczący mnie proboszcz, i inni księża, wielokrotnie nawiedzałem stołeczną katedrę. Odwiedzałem też wspólnoty w tych częściach miasta, gdzie księża i siostry zakonne pomagali robotnikom i ludziom biednym mieszkającym w favelach. Wszędzie panował duch służby względem bliźnich.
Przyszłego papieża poznałem dopiero na przełomie września i października 2001 r. w Rzymie, podczas obrad synodu biskupów poświęconego roli biskupa. Kard. Jorge Mario Bergoglio został powołany przez papieża Jana Pawła II do ścisłego prezydium synodu, jako jego drugi relator generalny, obok ówczesnego arcybiskupa Nowego Jorku kard. Edwarda Egana. Pełniąc funkcję asystenta na synodzie, miałem zadania dotyczące prezydium: przygotowywanie dokumentów i obsługa na sali plenarnej obrad. W tym czasie mogłem rozmawiać z kard. Bergoglio, z którym dzieliłem się wrażeniami z podróży do Argentyny. Ponieważ w Buenos Aires głosiłem homilie podczas Mszy św. niedzielnych, doświadczyłem reakcji wiernych na wszelkie odniesienia do nauczania papieża Jana Pawła II. O ogromnym szacunku Argentyńczyków dla Ojca Świętego chętnie powiedziałem kard. Bergoglio. Odebrał to jako komplement dla swoich diecezjan. Były też pomniejsze radości. Dla przykładu, podczas pobytu w Buenos Aires byłem na przedstawieniu operowym w słynnym Teatro Colón, do którego, jak się okazało, chodził miłośnik opery kard. Bergoglio. Skojarzeń było więc wiele. Jednak nawet przez myśl mi nie przeszło, że rozmawiam z przyszłym papieżem. Jaki był na synodzie kard. Bergoglio? Cichy, skupiony na pracy, jakby trochę nieśmiały, w zachowaniu naturalny i skromny. Pełen szacunku dla Jana Pawła II.
Od tamtego czasu nie miałem okazji spotkać arcybiskupa Buenos Aires. Ale gdy 13 marca 2013 r. kardynał protodiakon ogłosił imię nowego papieża, nie miałem wątpliwości, kto nim został. Należałem chyba do nielicznych, którzy od razu umieli rozpoznać, kto został wybrany biskupem Rzymu.
Przyjmując na audiencji w Watykanie 11 lutego 2003 r. delegację franciszkanów z Polski i Ukrainy Jan Paweł II powiedział: „Świat potrzebuje dziś nowego św. Franciszka z Asyżu! Na początku trzeciego tysiąclecia, chyba bardziej niż kiedykolwiek dotąd, ludzkość i świat czekają, aby przeniknął ich duch św. Franciszka”. Kończę to wspomnienie tuż po spotkaniu papieża Franciszka z dziennikarzami, którym wyjaśnił sens swojego imienia: „O, jak pragnąłbym Kościoła ubogiego i dla ubogich”! Nie mam wątpliwości, że spełniło się pragnienie bł. Jana Pawła II o nowym św. Franciszku. Dobrze, że nie trzeba było znaleźć go na końcu świata, wystarczyło pójść na jego początek.