Logo Przewdonik Katolicki

Żył Bogiem na co dzień

Błażej Tobolski
Fot.

Tak żyjmy, jakbyśmy jutro umierać mieli, a tak pracujmy, jakbyśmy na wieki żyli to była dewiza życiowa sługi Bożego ks. Wawrzyńca Kuśniaka.

Pamięć o tym filipinie zmarłym w opinii świętości 15 marca 1866 r. szczególnie żywa jest na Świętej Górze k. Gostynia. Tam posługiwał on bowiem jako kapłan Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri i tam też został pochowany. Stąd też w Roku Wiary, w bliskości rocznicy jego śmierci, 17 marca, w świętogórskiej bazylice sprawowano Msze św. w intencji jego wyniesienia na ołtarze. Była to też okazja do dziękczynienia za jego świadectwo wiary oraz do przybliżenia osoby i duchowości świątobliwego kapłana.

 
Prośmy o łaski
– Modlimy się o beatyfikację, jeśli taka jest wola Boża, sługi Bożego ks. Wawrzyńca Kuśniaka – zaznaczył na początku Eucharystii ks. Dariusz Dąbrowski, proboszcz świętogórskiej parafii, tłumacząc, że beatyfikacja nie przysporzy zmarłemu szczęśliwości w niebie, ale stanowi znak dla nas, że mamy nowego świadka w wierze. Zachęcił też wiernych do nawiedzenia po Mszy św. krypty, gdzie pochowany jest ks. Kuśniak i zanoszenia do Boga próśb za jego wstawiennictwem. Filipin prosił również o zgłaszanie na Świętą Górę łask otrzymanych za wstawiennictwem sługi Bożego, niezbędnych do kontynuowania procesu beatyfikacyjnego rozpoczętego jeszcze w 1968 r. przez abp. Antoniego Baraniaka. Jak zaznaczył, przez ten czas zebrano już trzy teczki takich świadectw, natomiast w czasie przeprowadzonej w 1971 r. rekognicji, czyli przeniesienia doczesnych szczątków ks. Kuśniaka do innej krypty, okazało się, że jego ciało zachowało się w stanie nienaruszonym.
 
„Zamocowany” w Bogu
Z kolei w wygłoszonej homilii inny ze świętogórskich filipinów, ks. Paweł Bogdanowicz, zwrócił uwagę, że ks. Wawrzyniec Kuśniak żył na co dzień Bogiem, mając umysł i duszę zwróconą do Niego. – Nie oznacza to jednak, że całe dnie klęczał i modlił się, był bowiem po prostu „zamocowany” w Bogu: swoje myśli, swoją teraźniejszość, przeszłość i przyszłość zwracał do Boga – podkreślił kaznodzieja. Wyjaśnił też, powołując się na opinię sługi Bożego, dlaczego pomimo przystępowania do spowiedzi i tylokrotnego przyjmowania Najświętszego Sakramentu nie jesteśmy doskonalsi, wciąż popadamy w dawne grzechy i wydaje się, że nic się w naszym życiu nie zmienia. Po prostu: nie zapraszamy Boga na co dzień do swojego życia.
 
 

 Ks. Wawrzyniec Kuśniak (1788–1866) pochodził z Czarnkowa. Kiedy był w gimnazjum, zmarł jego ojciec i dlatego musiał porzucić naukę i rozpocząć pracę zarobkową, najpierw jako stróż dworski, a później ekonom dworu w Mchach k. Śremu. Tam też poznał ks. Kacpra Szpetkowskiego, superiora Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri na Świętej Górze, do której wstąpił w 1811 r. W tym miejscu też ukończył przerwaną naukę, a następnie studia teologiczne w Poznaniu. Święcenia kapłańskie przyjął 14 stycznia 1816 r.
W 1827 r. został ekonomem świętogórskiego klasztoru, a w 1839 r. jego przełożonym. Tę funkcję pełnił przez 9 kadencji, czyli 27 lat, co świadczy o jego roztropności i gospodarności, a nade wszystko o charyzmatycznej wręcz osobowości, którą charakteryzowała m.in. niezachwiana wiara w ludzką dobroć i miłosierdzie okazywane ubogim. Jako przełożony wspólnoty, troszczył się nie tylko o jej byt materialny, ale również duchowy, samemu dając przykład niezaniedbywania żadnej z tych sfer ludzkiego życia. Posiadając głęboką duchowość, umiał mocno stąpać po ziemi. Jako kapłan natomiast w sposób szczególny oddawał się posłudze konfesjonału.

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki