Boże Narodzenie. Jak każdego roku, w tym roku wiary przeczytamy zwięzły zapis relacji Ewangelisty Łukasza o wydarzeniu w Betlejem: „Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania.Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2, 4–7).
Ten zapis budzi niezmiennie wiele emocji. Wyrażamy je w pięknych i przejmujących kolędach, jak choćby w tej:
„Nie było miejsca dla Ciebie
w Betlejem w żadnej gospodzie
i narodziłeś się, Jezu,
w stajni, w ubóstwie i chłodzie”.
Warto jednak przejść ponad emocjami i sięgnąć w głąb sensu tego opisu. Brak miejsca w gospodzie to nie tylko kwestia braku ludzkiej wrażliwości, to także sprawa o bardzo fundamentalnym znaczeniu, o której pisał św. Jan Ewangelista w swoim Prologu Ewangelii: „[Słowo] przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli” (J 1, 11).
Brak miejsca dla rodzącego się Chrystusa wyznacza pewien obraz świata. Jest to obraz świata autonomicznego, świata, który żyje rytmem swoich spraw, kieruje się pulsem historii, niejako samosterującej. To świat, który tętni rytmem wydarzeń politycznych (takim przecież był spis ludności przeprowadzany w prowincji imperium rzymskiego). To jest świat, w którym wydarzenia polityczne napędzają swoistą koniunkturę ekonomiczną – spis oznaczał przecież wzrost popytu handlu i usług. Brakowało zatem miejsca w gospodzie. Brakowało miejsca, może brakowało towarów, produktów, ale to był brak wynikający ze zwiększonego zapotrzebowania. Koniunktura ekonomiczna rodziła z kolei nowe kategorie społeczne – życzliwi zapewne na co dzień mieszkańcy Betlejem mogli poczuć się wreszcie docenieni i ważni, z grupy zmarginalizowanej społecznie stali się decydentami – dyspozytorami dóbr. Żyli we własnym świecie, ale świecie zamkniętym dla Boga.
Świat zamkniętych drzwi
Czy w takim świecie jest miejsce na Boga?
Betlejem doby spisu ludności wytwarza model świata, który z czasem nabierze swojej wyrazistości. Jan Paweł II w swojej książce Przekroczyć próg nadziei w zwięzłych słowach nakreśli istotne rysy tego świata, w którym Bóg jest „Bogiem poza-światowym”.
Przypomni tam, że istotne, konstytutywne cechy tego modelu przyniósł przełom kartezjański w filozofii, podjęty z całym radykalizmem w dobie Oświecenia.
Kartezjusz, mimo że związany z tradycją chrześcijańską i chrześcijańskim pojmowaniem Boga, sam stworzył klimat, który umożliwił konsekwentne zbudowanie obrazu świata samowystarczalnego, w którym nie ma potrzeby Boga przychodzącego do człowieka, angażującego się w ludzkie sprawy. O ile dla Kartezjusza rozum był źródłem wiedzy, dla jego sukcesorów, dla filozofów Oświecenia stał się jej miarą. Rozum czerpie swoją wiedzę z doświadczenia, rozstrzygając w ten sposób o tym, czy dana rzeczywistość jest fałszywa czy prawdziwa. Wiara w rozum staje się wiarą w doświadczenie. Rozum oparty na doświadczeniu staje się w Oświeceniu władzą wszechwładną i niezawodną. Błogosławiony papież powie, że następuje wtedy „definitywna afirmacja czystego rozumu”. To tylko jest prawdziwe, co jest racjonalne.
W ten sposób zbudowana zostaje wizja świata samowystarczalnego dla człowieka, świata, w którym „człowiek żyje jakby Bóg nie istniał”. Jeśli przyznaje się temu Bogu prawo obecności w tym świecie, to jest to prawo obecności Boga poza-światowego, Boga wykluczonego, Boga – symbolu, jednej z tolerowanych wartości, dopuszczonych w pluralistycznym rynku idei.
Wydaje się, że – mimo wszystkich różnic związanych z mechanizmem wykluczenia Nowonarodzonego z Betlejem i wykluczenia Boga chrześcijan ze świata oświeceniowego – wskazać podobny model opozycji między światem a Bogiem. Jest to model, w którym człowiek żyje jakby Bóg nie istniał, a Bóg zostaje dopuszczony jako Bóg poza-światowy.
Między pulsem życia człowieka a istnieniem Boga wyczuwalne są zamknięte drzwi.
Drzwi dzielące świat i Boga nie są wspomniane w przekazie ewangelicznym. Ale istnienie owych drzwi, swoistej granicy jest konsekwencją słów zapisu: „Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie”. Drzwi, brama stają się tutaj symbole dzielącym te dwa światy – świat bez Boga i świat narodzonego i żyjącego Zbawiciela.
Warto w tej perspektywie odczytać dwa teksty. Jeden pochodzi z dokumentu, który rozpoczął 11 października tego roku celebrację Roku Wiary w Kościele katolickim. Jest to Rok, który został zapowiedziany przez Ojca Świętego Benedykta XVI następującymi słowami:
„«Podwoje wiary» (por. Dz 14, 27) są dla nas zawsze otwarte. Wiodą one do życia w komunii z Bogiem i pozwalają wejść do Jego Kościoła. Próg ten można przekroczyć, kiedy głoszone jest Słowo Boże, a serce poddaje się kształtowaniu przez łaskę, która przemienia. Przekroczenie tych podwoi oznacza wyruszenie w drogę, która trwa całe życie. Zaczyna ją chrzest (por. Rz 6, 4), […] , a kończy przejście przez śmierć do życia wiecznego […] Wyznawanie wiary w Trójcę Świętą — Ojca, Syna i Ducha Świętego — oznacza wiarę w jednego Boga, który jest miłością (por. 1 J 4, 8[…]
Drugi tekst pochodzi z 22 października 1978 r. To wtedy, z placu św. Piotra popłynęły niezapomniane słowa:
„Nie bójcie się, otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi. […]
Dzisiaj często człowiek nie wie, co kryje się w jego wnętrzu, w głębokości jego duszy i serca. Tak często niepewny sensu życia na tej ziemi i ogarnięty zwątpieniem, które zamienia się w rozpacz. Pozwólcie więc, proszę was, błagam was z pokorą i zaufaniem! Pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka! On jeden ma słowa życia, tak, życia wiecznego”.
Jan Paweł II mówił o otwieraniu drzwi na Chrystusa. Benedykt XVI mówi o przekraczaniu podwojów wiary. Otwarcie się na Chrystusa i podjęcie wysiłku drogi poprzez przekraczanie granic, stabilizacji, poczucia pewności siebie.
To z pewnością opis sytuacji wiary.
Wiara jest przekraczaniem pewnej rzeczywistości
Jest wysiłkiem przejścia przez bramę, podwoje dzielące dwa światy, ale jest też zaufaniem i przyjęciem Tego, który do nas przychodzi pragnąc być wśród nas obecnym.
Wiara jest przejściem ze świata racjonalnego, doświadczalnego i zarazem pozornie samowystarczalnego w stronę tajemnicy. Trzeba te dwa elementy w wierze dostrzec. Człowiek, który staje przed podwojami wiary ze swej istoty nie posiada wglądu w stan rzeczy, który jest za progiem. Jak pisał św. Tomasz – „Wiara nie może się wcale odnosić do czegoś, co się widzi... a też i to, co można dowieść, nie należy do wiary”. Nie oznacza to wszakże, że własne poznanie wierzącego jest w akcie wiary wykluczone – wierzący musi przynajmniej poznać tyle, by rozumieć „o co chodzi”; przekaz wiary wcale niezrozumiały nie jest w ogóle żadnym przekazem. To dlatego św. Augustyn powie, że wiara nie istnieje bez uprzedniej wiedzy i nikt nie może wierzyć w Boga, jeśli nic nie rozumie. Stanąć zatem przed drzwiami, przed progiem dzielącym świat bez Boga i z Bogiem, oznacza, że stojący u progu tej podzielonej rzeczywistości nie może ze swej istoty poznać i sprawdzić stanu rzeczy, który aprobuje. A jednak dokonuje aprobaty! – i to w sposób nieograniczony i bez zastrzeżeń!
Wiara realizuje się zatem w dynamizmie – stojąc przed podwojami wiary ze swej istoty nie posiadam wglądu w stan rzeczy, który jest za progiem, a jednak bezwarunkowo uznaję ten dany stan rzeczy za prawdę.
Ważne jest to słowo „bezwarunkowe”. Ono oznacza pewien radykalizm, ale też oczyszcza pojęcie wiary ze słów bliskoznacznych. Niekiedy bowiem stając przed progiem tajemnicy, czyni się zastrzeżenie, mówiąc „wierzę, że tak się rzecz ma”. A to oznacza, że nie chcemy niczego po prostu twierdzić, raczej nie jesteśmy zupełnie pewni nieznanej rzeczywistości. Inaczej mówiąc, przypuszczamy, uważamy za prawdopodobne, przyjmujemy za prawdę, mniemamy itd. To jednak nie jest prawdziwa wiara. Takie przypuszczenia są raczej wahaniem się w drzwiach niż przekraczaniem progu.
Liturgia słowa świątecznych dni przyniesie nam szereg opisów tych, którzy mieli odwagę bezwarunkowo uznać dany stan rzeczy za prawdę. To są pasterze, pierwsi zewnętrzni świadkowie Nowonarodzonego.
„W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: «Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. (…) Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: «Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił». Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. (Łk 2, 8-11.15-17).
Takimi świadkami są też Mędrcy ze Wschodu.
„ Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». …) A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę” (Mt 2, 1–2.9b–11).
Pasterze i Mędrcy nie przypuszczają, nie uważają za prawdopodobne. Słyszą głos o jasnym, choć niesłychanym przekazie, widzą znak czytelny, choć tajemniczy. Część z tego, co słyszą i widzą stanowi potwierdzenie ich wiedzy, znajomości stanu rzeczy. Ale to, czy za tymi słowami stoi prawda, czy znak prowadzi do spotkania – tego nie można sprawdzić racjonalnie i empirycznie. Tutaj pojawia się decyzja wierzyć czy nie wierzyć w to, co słowa mówią, co znak oznacza? Tutaj słowa „wierzyć” nie da się zastąpić innym!
Świadkowie narodzonego Boga pokazują, że w sensie właściwym wierzący ma do czynienia
nie tylko jako wiedzący ze stanem rzeczy, lecz równocześnie ze świadkiem, który poręcza ów stan rzeczy i na którym wierzący polega. Ponadto pokazują, że wiara w sensie właściwym oznacza aprobatę bez zastrzeżeń oraz bezwarunkowe uznanie-za-prawdę.
Wierzyć zatem to wierzyć komuś i w coś
„Wierzący w sensie ścisłym akceptuje na podstawie świadectwa kogoś innego jakiś stan rzeczy jako rzeczywisty i prawdziwy. To jest w zarysie pełne pojęcie wiary” (J. Pieper ).
Wiara zatem to aprobata stanu rzeczy, ale i aprobata osoby. Można mieć obawę, że tkwimy niekiedy jako chrześcijanie w utrwalanym dziwnym rozdzielaniu tych dwóch aspektów.
Martin Buber próbował przekonywać, że istnieją dwa typy wiary: grecko-chrześcijański i żydowski. Ten pierwszy oznacza uznanie za prawdziwe zdań, ten drugi wyraża się w relacji zaufania do Boga. Jednak chrześcijańskie rozumienie wiary obejmuje te dwa elementy - rzeczowy, jak i osobowy. Św. Tomasz napisze zwięźle: „Każdy, kto wierzy, wierzy komuś mówiącemu”. A wybitny filozof tomistyczny Joseph Pieper skomentuje: „wierzyć znaczy: uznawać coś za prawdziwe i rzeczywiste, opierając się na czyimś poświadczeniu. Powodem więc tego, że się w ‘coś’ wierzy, jest to, że się ‘komuś’ wierzy. Jeśli ten warunek nie zachodzi nie możemy mówić o sensie właściwym”.
Ostatecznie zatem punktem centralnym w uwierzeniu staje się osoba świadka, której wypowiedziom daje się wiarę. W przypadkach świadków Nowonarodzonego tym świadkiem jest sam Bóg, który przemawia przez słowa i znaki. On jest gwarantem prawdziwości i poświadcza wartość zaufania.
Przechodząc przez drzwi
Dwa teksty ostatnich papieży, które zostały przywołane tworzą wyrazisty obraz wiary. Drzwi, okazują się być miejscem spotkania. Wysiłek człowieka spotyka się z Chrystusem idącym ku człowiekowi. Zaangażowanie spotyka się z łaską. Jest jeszcze jeden bardzo piękny tekst Jana Pawła II, który pozwala nam dopełnić tego obrazu. Rozważania o wierze nabierają bowiem sensu, gdy spojrzenie na drzwi zatrzymuje się na człowieku i na społecznościach przekraczających bramę wiary.
Może zapomnianym, ale niezwykle osobistym i wzruszającym tekstem pozostają słowa Papieża Wielkiego Jubileuszu: „W tym roku wielkie wrażenie wywarły na mnie nie tylko tłumy, które podczas różnych uroczystości wypełniały plac św. Piotra. Nierzadko przyglądałem się też uważnie długim szeregom pielgrzymów, oczekujących cierpliwie na przejście przez próg Drzwi Świętych. Usiłowałem sobie wyobrazić historię życia każdego z nich, złożoną z radości, lęków i cierpień; historię, w którą wszedł Chrystus i która w dialogu z Nim odnajdywała znów drogę nadziei” (Novo milllennio ineunte).
W centrum otwartych drzwi wiary jest człowiek, każdy z nas, ze swoją wyjątkowością, ze swoją unikalną historią, z dramaturgią naszej codzienności i pięknem naszej nadziei. Sprawa wiary jest sprawą człowieka, jest tym, co tworzy nasze człowieczeństwo.
Dlatego też wiara nie jest sprawą indywidualną, nie może zostać sprywatyzowana, sprowadzona do roli czy deklaracji przynależności do instytucji wierzących, bądź do prywatnych przekonań.
Pasterze wrócili do swojego środowiska rodzinnego i do środowiska pracy. Mędrcy wrócili do dalekiej krainy. Jedni i drudzy wysławiali Boga – dawali świadectwo temu, co stało się ich doświadczeniem, trwałym i nienaruszalnym.
Doświadczenie Boga stało się podstawą ich świadectwa. Świat, w który weszli nie był już światem samowystarczalnym. Stał się światem, w którym zamieszkał Bóg.
Stajemy dzisiaj w obliczu świata, w którym człowiek – syty apostata wyparł się Boga. Lub też wypiera się w sposób niekoniecznie ostentacyjny, ale konsekwentny. Próbuje budować przestrzeń tego świata bez znaków poświadczających obecność żywego Boga – drażni go choinka, krzyż, żłóbek, Biblia, ikona.
Ale na marginesie tego świata znów rodzi się Bóg. Benedykt XVI w swojej trylogii o Jezusie z Nazaretu pisze: „Od samego narodzenia jest On poza obszarem tego, co dla świata ma znaczenie i moc. Jednak właśnie Ten pozbawiony znaczenia i niemocny okazuje się Kimś naprawdę mocnym, Tym, od którego w końcu wszystko zależy. Dlatego cząstką stawania się chrześcijaninem jest wyjście z tego, o czym wszyscy myślą i czego chcą, odrzucenie dominujących kryteriów, umożliwiające znalezienie światła prawdy naszego bytu i wejście w tym świetle na dobrą drogę”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













