Logo Przewdonik Katolicki

Babcia z indeksem

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Halina chodzi z kijkami i uczy się angielskiego, więc wie, że to nordic walking. Ela rozkręca wielopokoleniowy chór, Bożena lubi bydgoskie lekcje muzealne, a Jan tworzy teatr z prawdziwego zdarzenia.

 
Wszyscy mają 55+, ale nie wstydzą się swoich metryk. Wręcz przeciwnie. Dopiero teraz, po odchowaniu dzieci i zapracowaniu na emeryturę, wyciągają marzenia, które kiedyś chowali do szuflady. Poszerzają horyzonty swoje i innych. Mają w sobie więcej życia niż niejeden nastolatek. Poznają się, integrują i organizują w Uniwersytetach Trzeciego Wieku. To najpopularniejsza w ostatnich latach forma edukacji seniorów i dobre narzędzie tzw. polityki społecznej. Profity z niego czerpie całe społeczeństwo: starsi odnajdują się na kolejnym etapie swego życia, a młodszych zarażają pasją i energią.
 
Jak to się zaczęło
Zaczęło się we Francji. Był rok 1973, kiedy profesor nauk społecznych Pierre Vellas powołał pierwszą uczelnię tego typu. Dwa lata później powstało Międzynarodowe Stowarzyszenie Uniwersytetów Trzeciego Wieku zrzeszające seniorów w akcji z całego świata. W tym samym roku zaczął działać pierwszy polski UTW. W Warszawie założyła go prof. Halina Szwarc, polska działaczka konspiracyjna z okresu II wojny światowej, szykanowana przez Gestapo, a potem UB, absolwentka medycyny, której zainteresowania naukowe dotyczyły rekreacji i turystyki osób starszych. Założona przez Halinę Szwarc placówka działa do dziś i liczy sobie ok. 1120 członków.
Idea ta trafiła w Polsce na podatny grunt. Dziś 25 tys. seniorów kształci się w 110 polskich UTW. Najliczniejszą grupą słuchaczy może się poszczycić Akademia Pełni Życia z Krakowa, do której uczęszcza ponad 1800 osób. Natomiast najwięcej takich szkół działa w Warszawie – ponad 30. Jeden UTW, ale z 14 oddziałami ma Lublin, dwa są w Gdańsku, kolejne w Toruniu czy Częstochowie. Działają zazwyczaj pod patronatem wyższej uczelni i kierują nimi pełnomocnicy rektorów. Równie chętnie w ławkach siadają seniorzy z mniejszych miejscowości. Tam UTW powołują stowarzyszenia prowadzące działalność popularnonaukową lub działają przy ośrodkach kultury, bibliotekach, domach dziennego pobytu, ośrodkach pomocy społecznej itp. Wyzwaniem dla wszystkich jest uregulowanie ich statusu prawnego.
 
„Uniwersytet” brzmi dumnie
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie prowadzi ewidencji tego typu placówek. – O kształceniu ustawicznym mówią stare ustawy, w których nie ma żadnych prawnych uwarunkowań dla UTW – wyjaśnia Aldona Gibalska, wiceprezes zarządu Fundacji dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, która integruje środowisko aktywnych dziadków z całej Polski. – Nie wiadomo, jakie zadania powinny spełniać, w którym kierunku się rozwijać, jak wysoki trzymać poziom. Dlatego Fundacja dla UJ wprowadziła program samoakredytacji, polegający na przyznawaniu „certyfikatów” tym uczelniom, które spełniły kryteria uzgodnione przez działaczy UTW. Słowo „uniwersytet” ma w Polsce szczególne znaczenie i trzeba zasłużyć na to miano – dodaje Aldona Gibalska. – Do tej pory akredytowano 70 szkół.
Szansą na dyskusję o zagadnieniach prawnych będzie konferencja „Innowacyjne UTW dla innowacyjnej gospodarki i społeczeństwa obywatelskiego”. Odbędzie się ona w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie 19 marca. Patronują jej Pierwsza Dama Anna Komorowska oraz prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz.
 
Problemy do rozwiązania
Uczelnie dla babć i dziadków borykają się także z innymi problemami. – Lokalowymi, finansowymi i z pozyskaniem wykładowców. W dużych miastach mają dostęp do uczelni wyższych, natomiast w mniejszych miejscowościach trudniej o kadrę. Kiedyś profesorowie cieszyli się, gdy któryś UTW zwrócił się do nich z prośbą o poprowadzenie wykładu. Teraz, gdy tych uczelni jest kilkaset, chcieliby na tym zarobić. Za jeden wykład życzą sobie od 300 do 1500 zł. Oczywiście, jest też gros profesorów, osób medialnych i aktorów, którzy zgadzają się prowadzić zajęcia nieodpłatnie – mówi Aldona Gibalska.
Głównym źródłem finansowania UTW jest czesne za wykłady i opłaty za zajęcia dodatkowe, zazwyczaj od 2 do 50 zł miesięcznie. Edukację seniorów wspierają samorządy, prywatni sponsorzy i Fundacja dla UJ, która pozyskuje środki finansowe na honoraria dla wykładowców z najwyższej półki. Ostatnio organizowała prelekcje poświęcone zakrzepicy i migotaniu przedsionków. Nie ucieszą się ci, którzy chcieliby w tym miejscu złośliwie powiedzieć, że tym, co najbardziej jednoczy tę grupę wiekową jest narzekanie i opowiadanie o swoich dolegliwościach. – Nie mniejszym zainteresowaniem cieszyły się wykłady z ekonomii społecznej. Seniorzy dzwonią i pytają, kiedy będzie powtórka. Zakres ich zainteresowań jest ogromny. Ci, którzy chcą, śpiewają w chórze i grają w teatrze, inni interesują się giełdą, prawem, rynkiem. Są dociekliwi. Chcą wiedzieć nie tylko, jak coś działa, ale i dlaczego. Zdarza się, że za babciami i dziadkami na wykłady przychodzą ich wnuczki i wnukowie.
 
Nie muszą, ale chcą
Na przykład w Bydgoszczy, gdzie istnieją cztery UTW. Niezwykle bogata i inspirująca jest oferta Kazimierzowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, który w tym roku obchodzi swoje 5-lecie. Z zajęć korzysta 300 seniorów w wieku 55+. Oprócz „standardowych imprez”, czyli inauguracji i zakończenia roku akademickiego odbywają się karnawałowe otrzęsiny w stylu starożakowskim, podczas których w poczet studenckiej braci są przyjmowani nowi słuchacze. – Mamy przeróżne sekcje, np. Bliżej sztuki, w ramach której chodzimy na lekcje muzealne po Bydgoszczy. Dwuletni cykl kończy się uzyskaniem dyplomu – opowiada Bożena Sałacińska, autorka fotobloga KUTW, 59-latka z werwą.
Rozmawiamy podczas jej podróży na zajęcia z nordic walking, które odbywają się w ramach sekcji sportowej. – Brzydka dziś pogoda, ale deszcz i mróz nas nie załamuje, idziemy i koniec! Trener zawsze nas chwali i mówi, że zwykli studenci już by kombinowali, jak tu odwołać zajęcia, a my nie – kontynuuje bydgoszczanka. Jej słowa potwierdza dr Błażej Stankiewicz, trener „kijków”: – Nie oszukujmy się, w pewnym wieku ludzie się odosabniają. Jeśli tylko wyjdą na świat i spotkają grupę podobną do nich, tworzą specyficzną społeczność, która jest niezwykle aktywna. Robią to z werwą, a poczuciem humoru przewyższają studentów z grupy wiekowej 20–25. Różnica między nimi jest taka, że seniorzy nie muszą, ale chcą. Dlatego ich zaangażowanie jest nieporównywalne. Treningi z nordic walking mamy raz w tygodniu. Nie ma na nie złej pogody, są tylko złe ubrania. Może w ciągu trzech lat odwołaliśmy je ze dwa razy.
Na tym nie koniec. Fani środowiska naturalnego zrzeszają się w sekcji ekologicznej. Miłośnicy parkietu mają zajęcia z ekspresji tanecznej. Kto chce maluje lub składa oryginalne orgiami. Pewnym standardem, także w KUTW, są kursy komputerowe i nauka języków obcych. Dziadkowie poligloci chętnie chodzą również na warsztaty psychologiczne, na których poznają metody szybkiego uczenia się i zapamiętywania. Turystów angażuje Klub Podróżnika, a sekcja turystyczna odkrywa Bydgoszcz na nowo nawet tym, którzy mieszkają tu z dziada i pradziada. Na wolne popołudnia i weekendy dobre są też wycieczki po regionie, a jak się uda to i zagraniczne eskapady. Słuchacze odwiedzili m.in. Wilno, Skalne Miasto w Czechach i siedzibę Parlamentu Europejskiego w Brukseli.
 
Małżeńska konkurencja
Podobne oferty, dostosowane do potrzeb mieszkańców konkretnego miasta czy wsi, przygotowują inne UTW. Wszystkie stawiają sobie za punkt honoru nie tylko psycho-fizyczne „rozruszanie” seniorów, ale też stworzenie grup, w których znajdą nowe przyjaźnie i na nowo odkryją sens życia.
Bożena Sałacińska zetknęła się z UTW, gdy owdowiała jej siostra. Zapisały się razem, by było im raźniej. – Pracowałam wtedy zawodowo, w dodatku sama prowadziłam zajęcia na uczelni wyższej i nie czułam się w tym środowisku zbyt dobrze. Nie pasowałam tam – wspomina. – Ale chętnie wróciłam na UTW dwa lata później, gdy przeszłam na emeryturę. Myślę, że zajęcia pomogły mojej siostrze, która zagubiła się w swoim życiu, a teraz także ja dużo z nich korzystam. Zaangażowałam się całym ciałem i duszą.
Potwierdzeniem tych słów był „protest” męża pani Bożeny. – Skarżę się, bo jestem wiecznie samotny. Jak jest dobry dzień, to żona wychodzi na zajęcia dwa razy dziennie i nie gotuje obiadu – żartuje z uśmiechem Miłosz Sałaciński. – Dlatego postanowiłem założyć w Bydgoszczy konkurencyjny Uniwersytet Medyczny Trzeciego Wieku przy Wyższej Szkole Nauk o Zdrowiu. Zaczął działać w październiku. Do tej pory zorganizowaliśmy m.in. kilka wycieczek do elektrowni wodnych.
 
Pomysł na prezent
Popularność UTW jest dowodem na to, że jesień życia nie musi być deszczowa, szarobura i nudna. Może więc z okazji Dnia Babci i Dziadka warto sprezentować naszym ukochanym seniorom wiosenne indeksy w zielonym kolorze?
 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki