Logo Przewdonik Katolicki

EURO STRATA 2012

Ryszard Gromadzki
Fot.

Na ocenę wpływu piłkarskich mistrzostw Europy 2012 na polską gospodarkę jest zdecydowanie za wcześnie turniej zakończył się zaledwie 3 tygodnie temu. Jednak wiele wskazuje na to, że pożytki z imprezy zarówno dla naszej ekonomii, jak i miast- gospodarzy mogą okazać się zdecydowanie mniejsze, niż zakładały optymistyczne prognozy

 

 
 
Na ocenę wpływu piłkarskich mistrzostw Europy 2012 na polską gospodarkę jest zdecydowanie za wcześnie – turniej zakończył się zaledwie 3 tygodnie temu. Jednak wiele wskazuje na to, że pożytki z imprezy zarówno dla naszej ekonomii, jak i miast- gospodarzy mogą okazać się zdecydowanie mniejsze, niż zakładały optymistyczne prognozy
 
Pewne jest też, co zresztą było wiadome od momentu przyznania Polsce i Ukrainie praw do organizacji mistrzostw, że największym finansowym beneficjentem przedsięwzięcia będzie Europejska Unia Piłkarska – UEFA. Ale o zyskach, które osiągnęła organizacja pana Platiniego, nieco później. Na początek, co polska gospodarka odczuła w związku Euro 2012.
 
Makropesymizm
 
Według ekonomistów GUS (Głównego Urzędu Statystycznego), lepiej na pewno nie będzie. Powinniśmy się cieszyć, jeśli dynamika naszego PKB (produktu krajowego brutto, czyli wskaźnika dochodu narodowego) w II kwartale utrzyma się na poziomie 3,5%, podobnym jak w pierwszych trzech miesiącach roku. Utrzymanie tego poziomu ma być przede wszystkim zasługą efektu Euro 2012, bo wyniki gospodarki w czerwcu mogą być wyjątkowo dobre. Większość ekonomistów nie ma jednak złudzeń, że już w drugiej połowie roku naszą gospodarkę czeka wyraźna stagnacja, przed którą chroniło nas dotąd inwestycyjne przyspieszenie związane z Euro 2012. W ubiegłym roku wydatki sektora rządowego i samorządowego na inwestycje wyniosły 5,8% PKB, co było najwyższym poziomem w całej Unii Europejskiej. Nominalnie odpowiadało to kwocie aż 88 mld zł. Resort finansów szacuje, że w kolejnych latach wydatki rozwojowe będą coraz mniejsze, a w tym roku wyniosą one jeszcze ok. 84 mld zł (5,2% PKB), ale już w 2015 r. mają spaść do 53 mld zł (2,8% PKB). Ten spadek to efekt mniejszego udziału unijnych dotacji i wygaśnięcia inwestycyjnego efektu wywołanego przez Euro 2012.
 

 

Gorzej na rynku pracy
 
Bezrobocie w czerwcu według ministerstwa pracy spadło o zaledwie 0,2% w stosunku do maja i wyniosło 12,4%. Zatrudnienia nie ma blisko 2 mln Polaków. Widać gołym okiem, że oczekiwania ożywczego impulsu dla rynku pracy, jaki miało stanowić Euro 2012, były zdecydowanie na wyrost. Co gorsza, ponad 100 tys. osób, które miały zatrudnienie dzięki pracom budowlanym na rzecz Euro, czy w pubach i restauracjach, wkrótce może je stracić. Komentując czerwcowe dane, wiceminister pracy Jacek Męcina nie krył pesymizmu: rychłej poprawy nie należy oczekiwać. Nie pozwala na to stan gospodarki. Ekonomiści prognozują, że na koniec roku stopa bezrobocia może przekroczyć 14%. Wskazuje na to coraz więcej zgłoszeń o zwolnieniach grupowych, napływających od pracodawców do urzędów pracy.
 
Postaw się, a zastaw się
 
Nie do pozazdroszczenia jest sytuacja finansowa miast-gospodarzy meczów Euro 2012. Bezpośrednio po turnieju przedstawiciele magistratów Warszawy, Poznania, Gdańska i Wrocławia chełpili się, ile to promocyjnie zyskali dzięki imprezie. Trzeba jednak na te niezwykle optymistyczne szacunki spojrzeć realistycznie. Naprawdę trudno znaleźć powody, dla których Irlandczycy, Włosi, Hiszpanie czy Chorwaci mieliby, powodowani sentymentem do Polski, regularnie wracać do Poznania czy Gdańska. Tego efektu na pewno nie należy przeceniać. Samorządy miast-gospodarzy Euro 2012, po euforii związanej z imprezą, muszą teraz zmierzyć się z twardą rzeczywistością finansową. A ta jest brutalna. Poznań, Wrocław, Gdańsk i Warszawa należą do 135 najbardziej zadłużonych gmin w Polsce. Zadłużenie Poznania w 2011 r. sięgało w 72% dochodów, w wypadku Gdańska i Wrocławia wskaźnik ten wynosił odpowiednio 64% i 63%. Pamiętać trzeba, że dopuszczalny ustawą próg zadłużenia samorządów wynosi 60% (źródło: opracowanie własne na podstawie danych z Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy oraz Rankingu zadłużenia samorządów „Rzeczpospolitej”). Dążąc do zrównoważenia finansów, zarządy miast-gospodarzy Euro będą musiały mocno zacisnąć pasa. To najpewniej poskutkuje podwyżkami opłat i podatków lokalnych, obcięciem inwestycji czy wydatków na kulturę i edukację. Wychodzi na to, że skutki „eurokarnawału” mogą jeszcze długo uderzać po kieszeniach mieszkańców czterech metropolii. Osobnym problemem jest sprawa zagospodarowania stadionów wybudowanych łącznym kosztem 4 mld zł na turniej. Utrzymanie tych obiektów będzie kosztowało kilkadziesiąt milionów złotych rocznie. Mimo że miasta powołały spółki celowe, które mają z zyskiem zarządzać stadionami, ich dotychczasowe pomysły wydają się mało przekonywające. Na razie tylko stadion w Gdańsku zdobył za 10 mln zł rocznie tytularnego sponsora, którym został koncern energetyczny PGE.
 
Eurobeneficjenci
 
Euro 2012 dało też zarobić. Wśród branż, które na pewno zyskały na organizacji imprezy trzeba wymienić: transport, handel, gastronomię, hotelarzy czy piwowarów, a także właścicieli centrów pobytowych, w których gościły narodowe reprezentacje. Na mistrzostwach Europy zyskały browary. Choć pogoda w czerwcu fanów futbolu nie rozpieszczała i majowego rekordu sprzedaży piwa nie udało się piwowarom pobić, ich wyniki dzięki meczom Euro były bardzo dobre. Jedyny oficjalny browar imprezy, duński Carlsberg przyznał, że jego sprzedaż podczas turnieju w Polsce i na Ukrainie była o 40% wyższa niż cztery lata temu podczas poprzednich mistrzostw w Austrii i Szwajcarii. Przedstawiciele Grupy Żywiec, producenta piwa Warka, sponsora polskiej reprezentacji, twierdzą, że w maju i czerwcu zamówienia na tę markę wzrosły odpowiednio o 30% i 20%. Powodów do narzekań nie ma też największy producent piwa w Polsce – Kompania Piwowarska.
Rekordy pod względem liczby odprawionych pasażerów biły też polskie lotniska. Na wyniki finansowe portów lotniczych za czerwiec i II kwartał trzeba będzie jeszcze poczekać, ale można spodziewać się, że będą one bardzo dobre.
Na mistrzostwach zapewne nie stracili hotelarze, choć kibiców do Polski przyjechało zdecydowanie mnie,j niż prognozowały organizacje turystyczne. Szacuje się wstępnie, że było ich ok. 600 tys., zamiast prognozowanego miliona. To duża różnica. W dniach meczów można było znaleźć wolne pokoje w każdym z miast-organizatorów. 
 
Co nam zostanie po Euro 2012?
Wiele infrastrukturalnych inwestycji (autostrady, dworce kolejowe, lotniska) budowano w wielkim pośpiechu i – co tu ukrywać – często na „wariackich papierach”, czego przykrym skutkiem jest plaga upadłości firm budowlanych. Niezapłacone kwoty sięgają setek milionów złotych i nadal nie wiadomo, jak bardzo negatywnie wpłynie ta sytuacja na całe budownictwo i jak wielu budowlańców straci na tym, że pracowali przy Euro 2012. Niestety mało kto się nimi przejmuje, bo jednak nowe drogi, dworce i lotniska są, więc nikt nie pyta, jakim kosztem je wybudowano. Według ekonomistów Stadion Narodowy w Warszawie zmienił podobno wizerunek zaniedbanej stołecznej dzielnicy Praga i przyciągnie tam w przyszłości nowych inwestorów. W Trójmieście, dzięki budowie Baltic Areny, zyskała z kolei zapuszczona dzielnica Letnica, a stadion przyczynił się do jej rewitalizacji. Całe Trójmiasto dzięki mistrzostwom zyskało znacznie lepszą komunikację z Warszawą. Według specjalistów od logistyki Poznań był w pierwszym kwartale 2012 r. terenem, na którym wybudowano najwięcej powierzchni magazynowych w Polsce. Atutem stolicy Wielkopolski była bliskość gigantycznego niemieckiego rynku. Dzięki wybudowanej na Euro 2012 autostradzie A2, Poznań zyskał dodatkowe punkty: szybkie połączenie drogowe ze stolicą. Andrzej Porawski, dyrektor Związku Miast Polskich, podsumowując mistrzostwa, powiedział, że inwestycje publiczne w infrastrukturę przyciągają inne. W efekcie powinien to odczuć cały rynek nieruchomości. Oby.
 
Krezus UEFA i stajnia Augiasza
 
Zdecydowanie największym finansowym wygranym Euro 2012 jest UEFA, bo tak naprawdę to ona zarobiła najwięcej. Wbrew obawom, mistrzostwa na polskich i ukraińskich boiskach przebiegły bez zakłóceń. Produkt spółki, na czele której stoi Michael Platini, sprzedał się znów znakomicie, nadszedł czas liczenia zysków. UEFA szacuje, że jej dochód z tegorocznego turnieju wyniesie 2,3 mld euro i będzie zdecydowanie wyższy od dochodu z poprzednich mistrzostw zorganizowanych wspólnie przez Austrię i Szwajcarię. Nie byłoby to możliwe bez spolegliwości rządów Polski i Ukrainy, które bez większych oporów zrezygnowały nawet ze swoich podstawowych przychodów z Euro, np. z podatków od nagród wypłacanych piłkarzom i ich drużynom. Złość budzi informacja, że polska telewizja publiczna mimo rekordowej oglądalności meczów i inwazji reklamodawców straciła na mistrzostwach aż 50 mln zł. Skąd ta gigantyczna strata na komercyjnej przecież imprezie? Szczegóły ukryte są zapewne w nieznanych opinii publicznej, niekorzystnie dla TVP podpisanych umowach i zbyt drogo realizowanych relacjach, ale bez względu na wszystko, ta 50-milionowa strata może być gwoździem do trumny naszego nadawcy publicznego. Tymczasem UEFA, której głównym źródłem przychodów jest właśnie sprzedaż praw do transmisji telewizyjnych z imprezy, może hojnie szafować pieniędzmi. Tylko na rekompensaty dla klubów, które miały swoich piłkarzy w trakcie rozgrywek, organizacja przeznaczy 100 mln euro, a poszczególne drużyny, uczestnicy turnieju finałowego, zainkasują łącznie blisko 200 mln euro. Pełne rozliczenie finansowe turnieju UEFA przedstawi za kilka miesięcy, ale już dziś wiadomo, że dla tej organizacji polsko-ukraińskie Euro 2012 było przysłowiową kurą znoszącą złote jajka. Szkoda , że tylko dla niej.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki