Logo Przewdonik Katolicki

Rzeczpospolita hedonistów

Ryszard Gromadzki
Fot.

Rodzicielstwo budzi coraz większą niechęć wśród młodych Polek i Polaków. Prawie połowa z nich, w badaniu przeprowadzonym na zlecenie Fundacji Mamy i Taty, twierdzi, że posiadanie dzieci wymaga zbyt dużo wyrzeczeń i poświęceń.

Rodzicielstwo budzi coraz większą niechęć wśród młodych Polek i Polaków. Prawie połowa z nich, w badaniu przeprowadzonym na zlecenie Fundacji Mamy i Taty, twierdzi, że posiadanie dzieci wymaga zbyt dużo wyrzeczeń i poświęceń.

 

O ile dla pokolenia babć i dziadków dzisiejszych 20-latków posiadanie rodziny i dzieci było naturalnym życiowym priorytetem, o tyle aż dla jednej trzeciej wchodzących właśnie w dorosłe życie młodych Polaków jest to zbyt wymagający cel. Taki wniosek wypływa z cytowanych wyżej badań. Nie trzeba dodawać, że utrwalanie się tego rodzaju postaw będzie miało bardzo negatywne skutki społeczne i demograficzne.

 

Łatwe wymówki

Jeśli wierzyć głosom, które pojawiają się przy okazji publicystycznych debat na ten temat, głównym powodem, dla którego młodzi Polacy boją się rodzicielstwa, jest sytuacja gospodarcza naszego kraju. Olbrzymie problemy ze znalezieniem pracy (nie wspominając nawet o lepiej płatnych posadach), brak perspektyw na własne mieszkanie to niewątpliwie istotne przyczyny, które odstręczają od posiadania dzieci. „Mam 25 lat, mój mąż 26. Pobraliśmy się kilka miesięcy temu, tuż po ukończeniu studiów magisterskich na UW. Pochodzimy z miasta średniej wielkości, jest tam ogromne bezrobocie, dlatego pozostaliśmy po skończeniu studiów w Warszawie. To, co zarabiamy razem, z trudem starcza na opłacenie czynszu za wynajmowane maleńkie mieszkanie (nie mamy szans na kredyt na własne), opłaty i sfinansowanie bieżących potrzeb. Żyjemy bardzo skromnie. Ogromnie chcielibyśmy mieć dzieci, ale z pewnością jeszcze długo nie będzie to możliwe z przyczyn finansowych”. Pod tym listem, który dziewczyna podpisana imieniem Julia przesłała do jednego z tygodników mogłyby się zapewne podpisać setki tysięcy jej rówieśniczek i rówieśników. Prawdą jest też, że zwłaszcza obecny, ale i wcześniejsze rządy nie zrobiły wiele, by ułatwić młodym ludziom życiowy start. Wręcz przeciwnie, można odnieść wrażenie, że rządzącym Polską na rękę jest masowa emigracja zarobkowa młodzieży, bo w ten prosty sposób obniżają poziom społecznego niezadowolenia ze swojej indolencji. Chciałoby się więc powiedzieć: to nie jest kraj dla młodych ludzi. Czy jednak młodzi Polacy, odrzucający rodzicielstwo, nie szukają zbyt łatwych wymówek? Czy pokolenie ich rodziców, wychowujące dzieci w siermiężnym, pełnym niedostatków PRL-u, miało lepsze warunki życiowe? Nie sądzę. Mimo to, dzieci w Polsce rodziło się wówczas kilkaset tysięcy rocznie więcej niż obecnie. Wniosek: niechęć do przyjęcia obowiązków rodzicielskich nie jest warunkowana tylko trudnościami z pracą czy mieszkaniem, to także, a może przede wszystkim, efekt intensywnie  promowanych w mediach specyficznych postaw i będących ich skutkiem zmian społecznych.

 

Tyrania hedonizmu

Rodzicielstwo to odpowiedzialność, obowiązek, wyrzeczenie. W naszych czasach nie są to popularne cnoty. Jak młodzi ludzie mają decydować się na posiadanie dzieci, jeśli zewsząd dociera do nich przekaz, którego bohaterami są tzw. singielki czy single, geje i lesbijski, żyjący „kolorowo”, bez trwałych zobowiązań, a tradycyjne  małżeństwo uważane jest za opresyjny, staroświecki przeżytek? Kwintesencją tego rodzaju postawy było „finezyjne” hasło, które podczas marcowej feministycznej manify w Warszawie dumnie dzierżył redaktor „Gazety Wyborczej” Seweryn Blumsztajn: „P…ę , nie rodzę”.

Hedonistyczna kultura, stawiająca na wolny seks i nieokiełznaną konsumpcję, wdziera się do nas coraz szerzej. Wielu młodych Polaków hołduje jej bezkrytycznie. Inni, zachowujący jeszcze moralny porządek, odkładają rodzicielstwo na później. Do czasu, kiedy zbudują solidne podstawy materialnego bytu dla swoich rodzin. Często okazuje się zresztą, że budowanie tych podstaw pochłonęło ich tak bardzo, że na dzieci zabrakło już czasu. W efekcie, w pełni zaspokojeni materialnie małżonkowie, pozostają niespełnieni, albo wręcz głęboko nieszczęśliwi. Rozpanoszony konsumpcjonizm z jego totalnym egoizmem i wygodnictwem tłamsi często nawet osoby religijne, gotowe na przyjęcie życia. One także poddają się społecznej presji i modzie. Skutki tego procesu już dziś są zatrważające. Wskaźnik dzietności w Polsce wynosi dziś zaledwie 1,3  i należy do najniższych w Europie (w 1960 r. ten wskaźnik wynosił 3).

 

Kurcząca się Polska

Fakty są brutalne: Polacy są więdnącym narodem. W takim stanie rzeczy wszelkie długofalowe rządowe strategie, sytuujące w przyszłości nasz kraj wśród czołowych graczy kontynentu są pustymi mrzonkami. Nasz niknący potencjał demograficzny będzie nas w coraz szybszym tempie czynił bezwolnym przedmiotem politycznej rozgrywki możnych. Jak bowiem naród, który za 20 lat ma skurczyć się do 35 mln ludzi, ma układać podmiotowe relacje  z potężnymi Niemcami ( dziś to 82 mln mieszkańców), nieprzewidywalną i wrogą Rosją ( ponad 140 mln mieszkańców)? Jak skutecznie załatwiać swoje gospodarcze interesy z ponad 60-milionową Francją  i Wielką Brytanią czy  z 80-milionową Turcją? Pogłębiająca się demograficzna dysproporcja między Polską a innymi krajami ma już doniosłe, bardzo dla nas niekorzystne, skutki geopolityczne. W planie wewnętrznym oznacza szybkie starzenie się społeczeństwa, co z kolei prowadzić będzie do przeciążenia bardzo niewydolnego systemu opieki socjalnej i służby zdrowia. Coraz mniej rodzących się dzieci uderza też bardzo mocno w polską gospodarkę, ograniczając do niej dopływ świeżej krwi, tym samym redukując jej kreatywność i zdolność do konkurowania. Wyjściem z sytuacji mogłaby być mądra polityka imigracyjna, uzupełniająca „żywotne siły narodu” i niedobór kadr w gospodarce. Niestety z perspektywy ponad 20 lat III Rzeczpospolitej widać jasno, że takiej polityki nie potrafimy stworzyć. Dobitnym tego przykładem jest całkowite fiasko akcji repatriacyjnej Polaków z dawnych Kresów czy Kazachstanu, którzy byli gotowi wrócić do ojczyzny.

 

Potrzebny baby boom

Ostatni spektakularny przyrost narodzin w naszym kraju miał miejsce w okresie stanu wojennego. Pozytywnym skutkiem wojny, którą Jaruzelski wypowiedział społeczeństwu był zwrot do prywatności, skupienie się na rodzinie. Dzięki temu Polska może się cieszyć pokoleniem wyżu demograficznego lat 80. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebny jest nam taki wyż. Nie czekajmy na zachęty i mądre programy ze strony polityków, bo ich nie będzie. Wróćmy do korzeni. W chłopskich rodzinach moich przodków gospodarujących na niewielkich zagonach ziemi rodziło się nie mniej niż czworo dzieci. Wszystkie były przyjmowane jako wyraz Bożego błogosławieństwa. Właśnie takiego społecznego powrotu  ufnego otwarcia na życie nam najbardziej potrzeba. Żadne, choćby najbardziej efektowne kampanie medialne tego nie zapewnią.

 

 


Posiadanie dzieci wymaga zbyt dużych wyrzeczeń i poświęceń, zabiera wolny czas – uważa tak 45 proc. Polaków. Małżeństwo to związek, który jest na całe życie, nie powinno się go rozwiązywać – to opinia tylko 29 proc. Polaków poniżej 20. roku życia. Ślub kościelny czyni małżeństwo nierozerwalnym i pomaga budować trwały i szczęśliwy związek – tego zdania jest zaledwie 33 proc. ankietowanych osób w wieku między 15 a 19 lat.

 Badanie Omnibus  na temat rodzicielstwa i małżeństwa przeprowadzone zostało w kwietniu 2012 r. przez Grupę IQS na zlecenie Fundacji Mamy i Taty.

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki