Biblia, kołyska i konie

Kiedy wchodzi się do domu Ani i Macieja, nie sposób nie zauważyć trzech rzeczy: otwartej Biblii, która leży na kredensie w salonie, stojącej w tym samym pokoju kołyski i zdobiących go wizerunków koni.
Czyta się kilka minut

Kiedy wchodzi się do domu Ani i Macieja, nie sposób nie zauważyć trzech rzeczy: otwartej Biblii, która leży na kredensie w salonie, stojącej w tym samym pokoju kołyski i zdobiących go wizerunków koni.

Ania i Maciej Maćkowiakowie, jeszcze jako narzeczeni, jechali bryczką. Nagle konie poniosło, a ona w duchu zawołała: „Boże, jeśli wyjdziemy z tego cało i kiedyś urodzi nam się syn, to damy mu imię jednego z archaniołów!”. Rzecz działa się bowiem właśnie w Święto Archaniołów. Wszystko dobrze się skończyło, a kiedy urodziło im się pierwsze dziecko, Ania zapytała męża: „To co: Michał, Rafał czy Gabriel?”.

Gdyby mógł zostać moim mężem...

Od chwili narodzin ich syna Michała minęło osiem lat. Po nim na świat przyszła Dorota, a niecałe dwa miesiące temu Rafał. Rodzina mieszka w podpoznańskim Swarzędzu. Po latach mieszkania w bloku udało im się kupić wymarzony dom z ogródkiem na przytulnym osiedlu Mielżyńskiego. To dla nich świetna lokalizacja chociażby ze względu na pracę. Maciej jest bowiem odpowiedzialny za stan techniczny pojazdów w zajezdni autobusowej Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Ania natomiast pracuje w dziale logistyki jednej ze znanych firm motoryzacyjnych. Szczerze przyznaje, że w jej przypadku bliskość miejsca zatrudnienia odgrywa mniejszą rolę, bowiem sporo czasu spędza na urlopach wychowawczych. − Moją karierą jest teraz macierzyństwo – mówi z uśmiechem, jakby cytując słowa lubianej piosenki.

Ania i Maciej znają się „od wieków”. Po raz pierwszy spotkali się na kursie samoobrony. Ona była jego uczestniczką, on − prowadzącym. − Miałam 14 lat i byłam Maciejem zauroczona. Modliłam się wtedy: Boże, gdyby ten chłopak mógł kiedyś zostać moim mężem... – wspomina. Najpierw zostali przyjaciółmi, a z czasem parą. Pobrali się w 1999 r.

Rodzinnie na konie

Jeszcze gdy Ania chodziła do liceum, zaproponowała Maciejowi, aby wspólnie pojechali na obóz jeździecki zorganizowany przez jej szkołę. − Marzyłam o tym od dawna. Mój tata, jako młody człowiek, jeździł konno i pamiętam, że żartobliwie nazywano mnie „małym źrebaczkiem tatusia” – opowiada. Maciej chętnie podchwycił ten pomysł. Pamiętał swoje zdjęcie, na którym jako malec siedzi na koniku. I tak zaczęła się ich wielka przygoda z jeździectwem. – Bardzo pomogła nam w realizacji tej pasji wytrwałość Macieja. Szybko prześcignął mnie w umiejętnościach, zrobił też kurs instruktora jazdy konnej – podkreśla Ania. Wspólnie jeździli na konie do Sierakowa i Bucharzewa w Puszczy Noteckiej. Potem przez lata opiekowali się końmi właściciela stajni w Wąsowie koło Nowego Tomyśla, gdzie dojeżdżali kilkadziesiąt kilometrów trzy razy w tygodniu. Kiedy urodził się Michał, spacerowali tam z nim na zmianę, wożąc go w wózku albo zabierając na bryczkę. W międzyczasie Maciej zaangażował się też w grupę, która kultywuje historię 15. Pułku Ułanów Poznańskich, z dumą biorąc udział w kawaleryjskich przemarszach. − Myśleliśmy, że konie będą w naszym życiu zawsze, że nigdy z nich nie zrezygnujemy. Ale kiedy zaczęły rodzić się kolejne dzieci, uznaliśmy, że musimy dokonać wyboru, czy będziemy poświęcać czas im, czy realizować się sami – mówi Maciej. Jednak, jak przyznaje, najlepszym prezentem na Dzień Ojca jest dla niego bilet do swarzędzkiego klubu jeździeckiego, gdzie może sobie trochę rekreacyjnie pojeździć. Także Michał i Dorota przy każdej okazji chętnie wsiadają na kucyki, więc rodzice mają nadzieję, że kiedyś wrócą do swojej pasji i wszyscy razem będą wybierać się na konne przejażdżki.

Rodzice idą do szkoły

U Maćkowiaków każdy ma swoje Pismo Święte. To po to, aby przy codziennej lekturze było ono zawsze pod ręką. Kiedy o tym rozmawiamy, Dorotka biegnie do swojego pokoju i już po chwili z dumą pokazuje mi bogato ilustrowany egzemplarz przeznaczony dla dzieci. Najważniejsza jednak dla rodziny jest pięknie wydana ogromna Biblia. Ma ona swoje stałe miejsce w salonie i zawsze otwarta jest na niedzielnej Ewangelii, tak by można w dowolnej chwili do niej wrócić. Ania i Maciej wspominają, że ich fascynacja słowem Bożym rozpoczęła się dawno temu, podczas biblijnych spotkań dla młodzieży. − Odkryliśmy wówczas, że to nie tylko święta księga używana podczas liturgii, ale żywe słowo, które świetnie uczy np. wzajemnych relacji. Teraz jest też dla nas ogromną pomocą w wychowywaniu dzieci – tłumaczy Ania.

Małżonkowie od ponad 10 lat należą do wspólnoty Domowego Kościoła. − Ona nas wychowuje do tego, abyśmy byli świadomymi katolikami. Czujemy, że Kościół to również my – przyznają, dodając, że od dawna starają się włączać w różne inicjatywy w swojej parafii. – Prowadziliśmy np. katechezy przygotowujące młodych ludzi do bierzmowania, ale widzieliśmy też potrzebę katechizacji dorosłych i coraz bardziej chcieliśmy się w nią zaangażować – zaznacza Maciej. Jesienią 2010 r. zdecydowali się więc razem wziąć udział w zajęciach rocznej Szkoły Katechistów Archidiecezji Poznańskiej, która rozpoczynała właśnie swoją działalność. Teraz, już jako jej absolwenci, prowadzą w parafii katechezy dla rodziców i chrzestnych dzieci przyjmujących chrzest. − Bardzo cenimy też sobie wymianę doświadczeń z innymi uczestnikami szkoły, szczególnie dotyczących tego, jak katechizować osoby, które niekoniecznie przychodzą na spotkania z otwartym sercem. Skoro otrzymujemy od Kościoła tak wiele darów, to my również staramy się coś dawać od siebie – wyjaśnia Ania, dopowiadając, że szkoła katechistów sprawiła również, że coraz bardziej świadomie przeżywają w rodzinie przyjmowanie sakramentów. A ten rok jest dla nich pod tym względem wyjątkowy. W Wigilię Paschalną odbędzie się bowiem chrzest Rafałka, a w maju do Wczesnej Pierwszej Komunii Świętej przystąpi Dorota, tak jak dwa lata temu jej starszy brat.

Poród przy świecach

Ania zawsze marzyła, aby jej dzieci przychodziły na świat we własnym domu. Przy pierwszym dziecku nie miała jednak na to odwagi, a gdy rodziła się Dorota, poproszona o asystowanie położna akurat wyjechała. Kiedy oczekiwali narodzin Rafała, byli już zdecydowani na domowy poród, tym bardziej że nie było do tego żadnych przeciwwskazań ze strony lekarza. – Wierzyliśmy, że wszystko pójdzie dobrze. Ania rodziła Michała pięć godzin, a Dorotę dwie. Spodziewaliśmy się, że tym razem wszystko potrwa jeszcze krócej – mówi Maciej. I tak też było. Rafałek przyszedł na świat chwilę po pierwszej w nocy, po niespełna godzinie od rozpoczęcia porodu. − Czułam ogromny spokój i komfort, że jestem u siebie, a do tego obecność Macieja dawała mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. Włączyliśmy sobie muzykę klasyczną, zapaliliśmy świeczki. Tej nocy była straszna śnieżyca, ale na szczęście położna szybko do nas dojechała – wspomina Ania i dodaje, że bardzo ważne było dla niej to, że mogła od razu przytulić i nakarmić synka.

Swoimi wrażeniami z narodzin braciszka z przejęciem dzieli się ze mną także Michał, którym podczas porodu opiekowała się babcia. − Obudziłem się w nocy i usłyszałem, że ktoś płacze. Pomyślałem, że to wróciła Dorota, która pojechała do swojego chrzestnego. A to był właśnie Rafałek i babcia zaraz mnie do niego zaprowadziła – opowiada. Ania zapamiętała też, że położna przywitała synka słowami: „Szczęść Boże, Rafałku”. Zresztą, jak przyznają małżonkowie, całe to przeżycie było dla nich tak poruszające, że już zaraz po porodzie zaczęli się zastanawiać, kiedy będzie mogło przyjść na świat ich kolejne dziecko... – Teraz Rafał ciągle śpi w kołysce. Ale jak tylko mama pozwala, to go przytulam i pomagam przebierać. I już nie mogę się doczekać, kiedy będziemy razem grać w piłkę! – radośnie wykrzykuje Michał.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 14/2012