O domu świętych grzeszników
Trochę szkoda, że w polskim języku „Kościół” jest rodzaju męskiego. Z mężczyzną łatwiej walczyć i trudniej dostrzec jego piękno.
W fotografii, włożonej do portfela i noszonej po to, żeby móc często spoglądać na kochaną twarz, najpierw zaginają się narożniki. Potem cała lekko matowieje, przez wiele dni i miesięcy trąc o powierzchnię portfela. Po latach nosi ślady dziecięcych rąk i pierwszych prób rysowania słoneczka. Nosi załamania – blizny po kolejnym wyjmowaniu jej z bezpiecznej przegródki i wkładaniu do innej, w nowym portfelu. Może jeszcze jakiś ślad po kubku od kawy, postawionym nieuważnie zbyt blisko. A potem, na domiar złego, obraz blaknie od słonecznego światła, a ta twarz, która miała być zatrzymana na wieki, gubi ostrość rysów.
Kelner, który by zauważył ją porzuconą na kawiarnianym stoliku, zmiótłby ją jednym, nieuważnym ruchem ręki. W końcu dla niego to śmieć, na którym nic nie widać pod zagnieceniami i plamami. A gdyby nawet ktoś zatrzymał jego rękę i próbował przekonać, że tam przecież uwieczniono przepiękną kobietę – nie uwierzyłby. Bo na starej fotografii zobaczyć piękno może tylko ten, kto wie, czego szukać – i ten, kto kocha.
Święty?
A jeśli ta kobieta nazywa się Ecclesia? Tym trudniej, że owo piękno istnieje pod grubą powłoką grzechu, słabości i rys, jak na starej, zniszczonej fotografii. Bo przecież gdyby dziś ludziom mówić, że Kościół jest święty, nie uwierzą. Za dużo w nim grzechu, za dużo skandali, za dużo słabości. Trzeba wiedzieć, czego szukać – i trzeba kochać, żeby w świętą Ecclesię uwierzyć i nią się zachwycić. Nie udając, że na fotografii nie ma rys, ale oddzielając rysy od tego, co jest istotą.
Rysa pierwsza, czyli kto jest Kościołem?
Mało kto, mówiąc dziś o Kościele, ma na myśli wszystkich ochrzczonych. Słowo Kościół stało się synonimem instytucji, biskupów i księży, czasem również tych, którzy chodzą co niedzielę na Mszę św. A co z całą resztą, która dokładnie tak samo jest włączona w Ciało Chrystusa? Można tylko śmiać się po cichu na polityków, którzy z takim przejęciem rzucają w telewizyjnych programach kalumnie na Kościół, nieświadomi, że samych siebie oczerniają na oczach milionów. Bo wszak wystarczy, że chrzest przyjęli, żeby w Kościele się mieścić. I dopóki Kościoła oficjalnie się nie wyprą, On ich się również nie wyprze – taka to miłość i taka wierność.
Rysa druga, czyli tępa panna
„Ważniejsza matka niż koloratka”. „Chcemy zdrowia, nie zdrowasiek”. To tylko przykładowe hasła, które pojawiły się na demonstracjach na początku marca. Kościół często rozumiany jest i ukazywany jak tępa pannica, która nie ma nic do powiedzenia, więc na każde pytanie odpowiada pobożną formułką. Nie możesz mieć dzieci? Zmów trzy zdrowaśki i na godzinę do pieca. Chcesz się rozwieść? Nie wolno, to grzech. Zdradziłeś żonę? Pójdziesz do piekła. Dziecko z in vitro? Nie ochrzcimy! – Kiedy słucham takich opinii, zastanawiam się, do jakiego kościoła chodzą wypowiadający je ludzie, jakie książki czytają i jaką prasę katolicką biorą do ręki, że znajdują takie właśnie odpowiedzi. Choć staram się być na bieżąco, niezwykle rzadko zdarza mi się spotkać z rzeczywiście banalnymi uproszczeniami, ale mit trzyma się nieźle, rysując obraz Kościoła.
Chciwy polityk
Temat pieniędzy w Kościele ekscytuje nas od lat. Należące do Kościoła ziemie i budynki, problemy z przejrzystością finansowania, pozostawienie finansów poza kontrolą państwa i lokalnie cenniki za posługi… – to wszystko sprawia, że na czystym obrazie Kościoła pojawia się wypaczona karykatura chciwej bizneswoman. Jeśli do tego dodać zabieranie głosu na tematy wyraźnie polityczne, obraz mamy pełen: oto Kościół, który chce zdobyć władzę i zbudować sobie na ziemi przytulne gniazdko.
Wyobraźni, która z rozmachem kreśli pałacowe wizje, braknie dopiero wtedy, gdy policzyć trzeba, że zwyczajni księża na niewielkich parafiach zwyczajnie nie mają za co ogrzać zimą kościoła i nie mogą nawet marzyć o załataniu dziury w dachu plebanii. I nawet jeśli nie jest to cała prawda o finansach Kościoła, to przynajmniej druga, nie mniej istotna, strona medalu.
Zbereźnica
Pedofilia jest bez wątpienia wielkim grzechem w łonie Kościoła i do problemu tego należy podchodzić z wielką ostrożnością. Każdy przypadek skrzywdzonego dziecka jest szczególny i wymaga troskliwego pochylenia się nad nim. Liczby nie upoważniają jednak do twierdzenia, że zasadniczo w Kościele ministranci są narażeni na molestowanie seksualne, bo zasadniczo księża mają ku temu skłonności. A jeśli grzech pedofilii miałby stawiać pod znakiem zapytania sens istnienia Kościoła i jego miejsce w społeczeństwie, równie dobrze można by postulować rozwiązanie szkół. Przecież i nauczycielom podobne grzechy się zdarzają, a w dodatku w szkołach dzieci się biją, piją piwo i palą marihuanę, a na koloniach dziewczęta zachodzą w ciążę. Tymczasem likwidacja systemu nauczania jakoś nikomu nie przychodzi do głowy: oczywiste jest, że zyski z funkcjonowania szkół są wyższe niż ryzyko ewentualnych strat.
Księżniczka na ziarnku grochu
Nieumiejętność przyznawania się do błędów, traktowanie każdej krytyki albo odmowy jako ślepego ataku nienawiści, roszczeniowa postawa wobec instytucji państwowych, wyniosłe milczenie albo przemawianie z wysokości językiem, nieprzystającym do realiów życia zwykłych ludzi to kolejne rysy na fotografii Kościoła. To kolejne grzechy, które fałszują obraz pięknej kobiety o imieniu Ecclesia i zmieniają ją w posępną księżniczkę na ziarnku grochu.
Z rysami i zafałszowaniami obrazu Kościoła trudno jest dyskutować. Większość z nich, nawet jeśli nie mówi całej prawdy o Kościele, mówi prawdę o tym, jak Kościół jest odbierany w świecie, w którym przyszło mu funkcjonować. I nie wolno się na to obrażać, ale trzeba raczej szukać sposobu na oczyszczenie obrazu i pokazanie tego, co jest w Kościele piękne i święte – choć czasem przysypane grubą warstwą grzechów.
Co bliższe
Na starej, pogniecionej fotografii piękną twarz zobaczy tylko ten, kto kocha uwiecznioną na niej osobę i kto pieczołowicie chce zachować o niej wspomnienie. Dla wszystkich innych fotografia będzie pogniecionym kawałkiem papieru. Tam, gdzie zakochany patrzeć będzie w oczy kobiety ze zdjęcia, obcy ludzie przeprowadzać będą analizę rys i pęknięć, w przekonaniu, że oto odkrywają całą prawdę. Żadne z nich nie będzie ślepe: każde tylko skupi wzrok na tym, co mu bliższe. Sztuką jest zobaczyć istotę – świętość.
Przez skorupę
Patrzenie na Kościół mimo jego grzechów nie jest naiwnością. Nikt nie zakłada wierzącym na oczy różowych okularów ani nie retuszuje pęknięć na fotografii. Paradoksalnie z bliska widać jeszcze wyraźniej niż z łamów tabloidów. Wiedzą o tym ci, którym dane było pracować w Kościele albo uczyć się o nim trochę więcej niż na religii w klasie maturalnej. Tyle tylko, że większa wiedza oznacza też większą świadomość i lepsze rozumienie sedna: że nie o to w Kościele chodzi. Że nie to jest sensem istnienia Kościoła i nie to stanowi o jego świętości.
Niech sobie będą pieniądze i niech sobie będą ludzkie słabości, bo co to tak naprawdę zmienia? Kościół będzie tak samo święty z księdzem, który jest mądry i wrażliwy, jak i z takim, który przekonany o własnej nieomylności ustawia po kątach swoje baranki. Będzie tak samo należał do Chrystusa, zbierając ludzi w lepiankach albo w złotych pałacach. Będzie tak samo Boży rozdając wszystko ubogim, jak i trzymając grosz na czarną godzinę. To w gruncie rzeczy są drobiazgi. To tylko skorupa – dopiero pod nią kryje się prawdziwy skarb! Kogo mądrego interesują skorupy, jeśli wystarczy sięgnąć przez nie do źródła życia, źródła szczęścia, źródła miłości?
W ludzkich rękach
Święty Kościół Boga złożony jest w ludzkich rękach. Takiego Kościoła chciał Jezus – i nie nam z Nim dyskutować. Wiedział, że jesteśmy słabi. Wiedział, że najświętszy nawet papież będzie popełniał grzechy i klękał przed kratkami konfesjonału. Wiedział, że upomni się o ludzi pycha, chciwość i nieczystość, gniew i zazdrość, i lenistwo. A mimo to w rękach tych właśnie ludzi zostawił swoje życie. A mimo to przez ręce tych właśnie ludzi swoje życie rozdziela. Ich słabości są trochę jak wypadek przy pracy, i nie o te słabości chodzi: chodzi tylko o Jezusa. Albo uznamy, że słabość ludzi w Kościele jest skorupą kryjącą skarb i po niego sięgniemy, albo zostaniemy z niczym. Albo odważymy się szukać twarzy Ecclesii pod rysami ludzkich grzechów, albo zostaniemy samotni. Taki jest Kościół.
Bezradni?
Wobec zła zawsze jesteśmy trochę bezradni. Kiedy umiera dziecko, kiedy powódź pustoszy pół kraju, kiedy giną dziesiątki ludzi w jednym momencie, stajemy bezsilni i pytamy: jak to jest możliwe? Równie bezradni jesteśmy wobec zła dziejącego się w Kościele. Kiedy ksiądz wykorzystuje niewinne dziecko i kiedy mąż zdradza żonę, pytamy dokładnie tak samo: jak to jest możliwe? Odpowiedź jest jedna: dopóki żyjemy, zło żyje razem z nami. Zmartwychwstanie Jezusa go nie usunęło. Zmartwychwstanie Jezusa sprawiło, że zło przegrało w ostatecznym rozrachunku. Póki żyjemy, zbiera resztki swojego żniwa, ale to nie ono ma ostatnie słowo
Wobec rys na obrazie Kościoła, wobec grzeszności jego synów i córek, wobec grzeszności każdego z nas trzeba więc pytać: co to zmienia? Jesteśmy słabi, ale czy to znaczy, że Jezus Chrystus nie zmartwychwstał? A jeśli zmartwychwstał, to co może być od Niego ważniejsze? To jest istota Kościoła i to jest źródło Jego świętości. I to jest największy skarb, który możemy otrzymać w Kościele i przez Kościół. W sakramentalnym spotkaniu człowieka ze zmartwychwstałym Jezusem nie zmienią nic ani pieniądze, ani księża, ani kazania. I w gruncie rzeczy to właśnie jest jedna z piękniejszych nauk o wielkości i świętości Kościoła.
Nie od nas
Tak naprawdę świętość Kościoła ani trochę nie zależy od nas. Nie wymodlimy jej więcej, ani nie zniszczymy ludzkimi winami. Świętość Kościoła jest poza zasięgiem wszelkich naszych działań: istnieje, bo Kościół należy do Boga. Ludzie mogą Go tylko w świecie objawiać albo zakłamać. Objawiają Go swoją osobistą, moralną świętością. Zakłamują grzechem, tworząc rysy na Jego obrazie. To nasza wina i dług, jaki zaciągamy wobec świata, gdy grzechami niszczymy obraz Kościoła, kiedy naszą postawą odstraszamy innych od chrześcijaństwa, kiedy własnymi rękoma malujemy na twarzy Ecclesii kolejne karykatury. To nasza wielka wina, która obciąża nasze sumienie, ale która nie zmienia niczego w relacji Kościoła do Boga. Kościół wciąż pozostaje Boży – pozostaje święty.
I nie jest to żadna forma usprawiedliwienia grzesznych ludzi Kościoła. To tylko nasze wielkopostne sypanie głów popiołem i wielkopostne dziękczynienie: że nie dorastamy, a święty Kościół wciąż trwa i pełni swoją najważniejszą funkcję. Otóż pomaga nam spotkać się z Bogiem, mimo wszystko. Bo święty Kościół jest po to, żeby w sakramentach spotykać grzesznych ludzi z ich Bogiem. I to jest jedyne, z czego Kościół nigdy zrezygnować nie może. I to jest jedyne, co się nie zmienia, niezależnie od tego, jakie grzechy dźwigają na swoich barkach ludzie. Kościół jest święty.
O świętości Kościoła i świętości w Kościele
mówi ks. dr Paweł Podeszwa, biblista z Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie
Czy świętość w Biblii oznacza to samo, co chcemy pod tym pojęciem rozumieć dzisiaj? Czy świętość to rzeczywiście bezgrzeszność i doskonała moralność człowieka?
– W Starym Testamencie idea świętości odnoszona jest tylko i wyłącznie do Boga. Hebrajskie słowo qodesz etymologicznie oznacza coś odciętego, odseparowanego od normalnego życia. Świętość była więc atrybutem Bożym i synonimem transcendencji.
Święty jest tylko Bóg, i mamy tu na myśli świętość ontologiczną, bytową. Pięknie wyraził to prorok Izajasz, wołając trzykrotnie: „Święty, Święty, Święty!”, co oznaczało Najświętszego Boga.
Świętym było nazywane również to wszystko, co wchodziło w relację do Boga, albo do Niego należało. Po raz pierwszy słowo „święty” użyte zostało w Starym Testamencie w odniesieniu do czasu. W opisie stworzenia w Księdze Rodzaju czytamy, że siódmy dzień został wyłączony z codziennego rytmu pracy i poświęcony Bogu. Później świętymi nazwano również osoby, miejsca czy przedmioty. Święta była na przykład świątynia i arcykapłan. Nawet jeśli on sam w sobie nie czynił niczego nadzwyczajnego, to pozostawał własnością Boga, Bóg udzielał mu swojej świętości. Na podobnej zasadzie świętym był lud Izraela, który Bóg wybrał na swoją własność. Wszystko to nie oznaczało wcale świętości moralnej, w tym najbardziej popularnym dziś rozumieniu.
Czy przyjście Jezusa coś zmieniło?
– W Nowym Testamencie nie został zanegowany cały wcześniejszy kontekst Starego Testamentu. Miejsce Narodu Wybranego zajął Kościół: wspólnota, która przez chrzest włącza swoich członków w świętość Boga, czyniąc ich świętymi. Nieprzypadkowo św. Paweł, pisząc list do wspólnoty w Rzymie, nazywa ich „świętymi”. Nie uważa ich za moralnie doskonałych, przeciwnie, wytyka im błędy i daje swoje pouczenia. Ale nazywanie ich „świętymi” oznacza, że uczestniczą oni w życiu Boga, czerpiąc z jego ontologicznej świętości. Kiedy mówimy dziś o świętości Kościoła, również nie możemy mieć na myśli jego bezgrzeszności. Kościół jest święty, ponieważ jest Ciałem Chrystusa, do Chrystusa należy i pozostaje z Nim w relacji. To świętość dana przez Boga bez żadnej zasługi ze strony człowieka.
Świętość ontologiczna nie decyduje ostatecznie o świętości moralnej, wynikającej z ludzkiego postępowania. Świętość moralna może ze świętości ontologicznej wynikać – ale jeśli jej nie ma, w niczym nie narusza to ani nie umniejsza tej świętości, która jest skutkiem przynależności do Boga.
Można zatem powiedzieć, że świętość ontologiczna, przynależenie do świętego Boga, jest wezwaniem do świętości moralnej?
– Oczywiście! Świadomość przynależności do Boga powinna być zasadnicza dla naszego postępowania, z którego wynika świętość moralna. Wiem, że należę do Boga, więc staram się postępować tak, by być tego godnym. Trzeba jednak podkreślać, że brak realizacji osobistej świętości moralnej nie osłabia świętości ontologicznej ani konkretnego człowieka, ani Kościoła. Kościół jest i pozostanie wspólnotą odkupionych grzeszników, wpisanych przez chrzest w świętość Boga. Zwłaszcza w mówieniu o Kościele to rozróżnienie jest niezwykle istotne: kiedy widzimy grzechy ludzi Kościoła i pytamy, gdzie jest owa świętość. Gwarantem ontologicznej świętości Kościoła jest Bóg – i tej świętości nie może zmienić nawet brak uczynkowej świętości członków Kościoła. Ideałem wprawdzie byłoby, gdyby świętość ontologiczna Kościoła korespondowała ze świętością moralną jego członków. To jednak jest tylko ideał: do którego wprawdzie powinniśmy dążyć i dążymy, ale ze świadomością, że jego pełne osiągnięcie jest dla grzesznych ludzi na ziemi niemożliwe.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













