Logo Przewdonik Katolicki

Dał się prowadzić Opatrzności

Justyna Sowa
Fot.

Indie, Meksyk, Izrael, Nigeria, Wietnam. Od 2001 roku także Polska. Co łączy te i wiele innych zakątków świata? Wielkie dzieło wielkiego człowieka. Wszędzie tam obecni są i służą księża guanellianie. Ich założyciel, ks. Alojzy (wł. Luigi) Guanella, 23 października oficjalnie zostaje ogłoszony świętym.

 
Ks. Wiesław Baniak. Polak, który na początku lat 90. wstąpił do zakonu, którego wtedy w Polsce nie było. Jak to się stało? – Przeczytałem ogłoszenie w czasopiśmie pallotynów „Królowa Apostołów”– z uśmiechem wspomina mój rozmówca. – Zachęcało ono do wstąpienia do Zgromadzenia Sług Miłości (zwanego guanellianami), niosącego pomoc najbiedniejszym i odrzuconym. Zainteresowało mnie to i napisałem do Włocławka, bo tam była „baza powołaniowa” zakonu, dzięki życzliwości księży z tamtego seminarium. I tak się zaczęło!
Dziś ks. Wiesław jest redaktorem zakonnego periodyku „Most”. W niezmienionej wersji umieszcza w nim ogłoszenie, które kiedyś stało się początkiem jego nowej drogi.
 
„Słówko na dobranoc”
Z pierwszych chwil po przyjeździe na studia do Rzymu najlepiej zapamiętał serdeczne przyjęcie przez zakonników i uroczysty obiad. Ks. Wiesław ze wzruszeniem wspomina prawdziwie rodzinną atmosferę. – Spotkałem tam wielu świętych kapłanów – mówi. – Pamiętam ojca duchownego naszego seminarium, który, sam będąc staruszkiem, zawsze wieczorem przychodził do każdego chorego, by powiedzieć mu „słówko na dobranoc” i ucałować serdecznie. Tamtejsi guanellianie otaczali niezwykłą troską chorych, starając się, by czuli się oni kochani, ważni i szczęśliwi. Podopieczni rzeczywiście byli dla nich na pierwszym miejscu. – Było to dla mnie silne świadectwo żywotności charyzmatu tego zakonu – mówi ks. Wiesław. – I tego ducha staramy się zaszczepiać w naszym domu w Polsce.
 
Rodzące się powołanie
Mówiąc o początkach swojego powołania, ks. Wiesław Baniak przywołuje dwie osoby, które odegrały ważną rolę w jego młodości. – Pamiętam, jak wraz z kolegami przychodziliśmy do pana Stanisława Podlaskiego – opowiada. – Było to moje pierwsze zetknięcie się z człowiekiem niepełnosprawnym. Pan Stanisław jeździł na wózku. Odznaczał się niesamowitą wiarą. Cudem przeżył obóz koncentracyjny, a potem, będąc na ostatnim roku studiów medycznych, uległ ciężkiemu wypadkowi, na skutek którego przestał chodzić. Nie mógł się z tym pogodzić. Walczył ze sobą i z Bogiem przez dwa lata. Ale wygrał. Zmagania te opisał w swej pierwszej książce Przezwyciężyć samego siebie – ze wzruszeniem wspomina ks. Wiesław. – Drugą osobą była moja niepełnosprawna sąsiadka. Powiedziała mi kiedyś, że odkryła swoje powołanie. Jest nim dar cierpienia, które może ofiarowywać w intencji innych ludzi. Kto wie, czy moje powołanie nie jest właśnie przez nią wymodlone – zamyśla się mój rozmówca.
 
Rodzinny dom dziecka
Po studiach wraz z ks. Piotrem (w seminarium było ich na roku kilkunastu: dwóch Polaków, Hindusi i Madagaskarczycy) już jako kapłani wracają do Polski i wynajmują kąt u księży zmartwychwstańców. W tym czasie dzięki życzliwości małżeństwa Sajderów dostają ziemię w podkrakowskiej Skawinie i rozpoczynają budowę domu zakonnego.
Wtedy też pierwsi polscy guanellianie zwracają się do zwierzchników Kościoła w Krakowie oraz do organizacji charytatywnych z pytaniem, jakiej pracy mają się poświęcić, komu pomoc potrzebna jest najbardziej. W odpowiedzi słyszą, że dzieciom. W ich domu zakonnym w Skawinie powstaje więc rodzinny dom dziecka.
Początki były trudne. Ks. Wiesław wspomina, że ani on, ani ks. Piotr nie mieli doświadczenia i wykształcenia w tym kierunku. Jeden z nich poszedł więc na studia pedagogiczne, drugi zajął się sprawami administracyjnymi i urzędowymi. Dziś w Rodzinnym Domu Dziecka „Dar Serca” w Centrum Don Guanella mieszka ośmioro dzieci.
 
Ks. Alojzy Guanella – święty założyciel
Włoski kapłan Alojzy Guanella, założyciel Zgromadzenia Sług Miłości, 23 października zostanie oficjalnie ogłoszony świętym przez Benedykta XVI. Był człowiekiem czynu i modlitwy. Jego życie i dzieło, dokonujące się w czasach niezwykle trudnych dla Kościoła i świata, stanowi wspaniałe świadectwo dla współczesnych chrześcijan.
Jako mały chłopiec tuż po przyjęciu Pierwszej Komunii Świętej Alojzy zobaczył piękną Panią, która pokazując mu jego przyszłe plany i zajęcia powiedziała, że gdy będzie dorosły, uczyni to wszystko dla biednych. W sercu chłopca zapłonęło więc kiełkujące już wcześniej powołanie kapłańskie.
Ks. Guanella na swej kapłańskiej drodze napotykał wiele przeszkód. Sam zresztą mawiał, że jeśli piętrzą się przeciwności, to najlepszy znak, że obraliśmy dobrą drogę. Jego zapał i charyzma budziły wielki entuzjazm u wiernych, ale także niesmak w kręgach politycznych. Władze zaczęły mu się przyglądać. Donoszono na niego, był śledzony. Wreszcie, niesłusznie oskarżony, został dyscyplinarnie przeniesiony przez biskupa. Jednak w chwilach największego opuszczenia przez ludzi dojrzewała jego duchowość, a pocieszenie znajdował w modlitwie.
Przyjaźnił się z ks. Janem Bosco. Przez jakiś czas nawet towarzyszył jego dziełu i pracował z młodzieżą. Wciąż jednak słyszał swój własny, wewnętrzny głos, który wzywał go do czegoś innego. Miał pomagać biednym, opiekować się niepełnosprawnymi i opuszczonymi, jak miłosierny Samarytanin.
 
Bóg dotrzymuje słowa
I nadszedł czas realizacji tych planów. W 1886 r. ks. Guanella otworzył pierwszy Dom Bożej Opatrzności w Como. Czuł, że taka jest wola Pana i chciał ją realizować. A zaczęło się od tego, że do miasta przypłynęły na barce dwie siostry i cztery sieroty. Ks. Alojzy przywitał je z radością i zaprowadził do domu, który zamierzał kupić; wraz z ziemią kosztował on 14 tys. lirów. W kieszeni miał zaledwie kilka centów. Sprzedawcy powiedział jednak, że jutro zapłaci, bo… Bóg dotrzymuje słowa. Następnego dnia niespodziewanie przybyło do niego małżeństwo, które akurat tego dnia postanowiło złożyć ofiarę – 15 tys. lirów z przeznaczeniem do wykorzystania według potrzeb przez ks. Guanellę. To była pierwsza tak jednoznaczna odpowiedź Bożej Opatrzności na bezgraniczne zaufanie ubogiego księdza. Potem takich znaków było więcej.
W niedługim czasie ks. Alojzy zakłada dwa zakony: żeński (Zgromadzenie Córek Maryi Matki Bożej Opatrzności) oraz męski (Zgromadzenie Sług Miłości), do którego sam wstępuje. Od tej pory poświęca życie biednym, chorym, niepełnosprawnym, opuszczonym i wszystkim, którzy potrzebują pomocy. Zakon i jego dzieło rozrasta się na cały świat. Ks. Guanella w trudzie buduje nowe domy, które, jak mawia żartobliwie, powstają z czterech rodzajów kamienia: głodu, zimna, dymu i przeszkód. Jednak żaden z tych „kamieni” nie jest w stanie powstrzymać tego Bożego szaleńca. A jego zaufanie, oddanie i wytrwałość sprawiają, że osiąga wszystko, co można osiągnąć – świętość.
Dziś na wzór ks. Guanella dzieło miłosierdzia podejmują kapłani ze Zgromadzenia Sług Miłości, którzy prowadzą działalność na czterech kontynentach w dwudziestu krajach świata takich, jak: Indie, Izrael, Nigeria, Ghana, Meksyk, Chile czy Wietnam. Guanellianie, jak tłumaczy ks. Wiesław, mają być świadectwem miłości Boga do ludzi oraz miłości bliźniego na wzór Chrystusa Dobrego Pasterza i miłosiernego Samarytanina. – Tam, gdzie wszyscy przechodzą obojętnie, guanellianin musi się zatrzymać – podsumowuje ks. Baniak.
 
Szczery uśmiech zamiast „dziękuję”
Przemek jest wolontariuszem w rodzinnym domu dziecka w Skawinie. – Przychodzę pomagać dzieciakom w nauce, bawię się z nimi, próbuję zająć im czas, mamy dobry kontakt – mówi.
W tym roku uczestniczył w doświadczeniu międzynarodowego wolontariatu guanelliańskiego w Passoscuro we Włoszech. Pracowali w jednym z domów prowadzonych przez zgromadzenie. – Dla mnie było to pierwsze tak bliskie spotkanie z niepełnosprawnymi – mówi Przemek. – Dlatego trochę się obawiałem, czy sobie poradzę. Dziś, po powrocie, stwierdzam, że było to jedno z najlepszych doświadczeń w moim życiu! Świadomość, że pomagasz i widzisz szczery uśmiech zamiast „dziękuję” i zauważasz, że cię poznają i tak bardzo cieszą się na twój widok… Te gesty wdzięczności były najcenniejsze.
– Gdybyś miał dokończyć zdanie: Guanelianie są jak...? – pytam z ciekawością. – Są jak forteca miłości – uśmiecha się Przemek. – Nie do sforsowania.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki