Jestem niezależny
Są sfery życia, w których decydujemy samodzielnie. Tak przynajmniej nam się wydaje. Najczęściej wiąże się to z odrzucaniem autorytetów dobrych na rzecz niedobrych. I to wszystko pod płaszczykiem niezależności. Takie właśnie przyjęło się nazewnictwo. Nasz język został wypatroszony. Weźmy przykład z życia: osoba, która nie uczęszcza do kościoła albo uprawia seks pozamałżeński z pewnością zasłuży w opinii wielu na miano osoby niezależnej, nowoczesnej. Jeśli natomiast ktoś prezentuje postawę przeciwną, zostanie określony jako człowiek konserwatywny, staroświecki. Na pewno nie określi się go mianem niezależnego.
Okazuje się więc, że miarą niezależności i nowoczesności jest sprzeciwianie się wartościom chrześcijańskim. Na tym bazuje nurt wciągający m.in. w swoje sidła wiele młodych osób. Bo któż w przypływie młodzieńczego buntu chce być nazwany konserwatystą albo pobożnisiem? Noszenie nimbu człowieka niezależnego, to dopiero szczyt towarzyskiego powodzenia.
W pogoni za zdobyciem tego wspaniałego miana zapominamy o przyzwoitości, a zaczynamy się kierować indywidualizmem i dążeniem do własnych celów. Innymi słowy, przemawia przez nas egoizm, a Bóg z tym całym swoim altruizmem i miłością bliźniego okazuje się być zupełnie nie na czasie.
Jestem neutralny
W kontekście zwodniczych nazw i określeń szczególnie śmieszy również tzw. neutralność światopoglądowa. Gdyby rzeczywiście ideologia ta miała coś wspólnego z neutralnością, to jej naczelni propagandyści powinni zamilknąć i przestać wychodzić z domów, aby nie przekazywać nawet sygnałów niewerbalnych. Dopiero wtedy mogliby wysłać list z krótkim oświadczeniem: propagujemy neutralność. Na razie lobbują na rzecz pewnego systemu społeczno-politycznego, w którym jednym z głównych celów jest wyrzucenie ludzi kierujących się wiarą poza margines życia publicznego, jako osób z gruntu nieobiektywnych i stronniczych.
Ostatnio do udziału w tym wyrzucaniu zostałem zaproszony na Facebooku. Chodzi o akcję pt. „Religioznawstwo zamiast religii w szkołach”. Idea równie szczytna jak wprowadzenie do szkół nauki polowania na niedźwiedzie polarne. Oba przedmioty są polskim dzieciom równie do szczęścia potrzebne. Nie trzeba być wcale wierzącym, żeby dostrzec logiczne uzasadnienie dla nauki religii katolickiej w polskich szkołach – w kraju, gdzie katolicy stanowią zdecydowaną większość, a lekcje religii i tak nie są obowiązkowe. Równie logiczna jest nauka polowania na misie w szkołach eskimoskich czy lekcje judaizmu w Izraelu.
Zapewne koronnym argumentem przemawiającym za religioznawstwem ma być „poszerzanie horyzontów”, uczenie otwartości i tolerancji. Tyle że to właśnie chrześcijaństwo jest jedną z najbardziej (jeśli w ogóle nie najbardziej) otwartych religii świata. Bóg zostawił człowiekowi wolną rękę do tego stopnia, że ten może Mu powiedzieć „nie”.
Żyję na maksa
À propos zmian w szkole, przypomina mi się jeszcze opowieść wykładowcy sosnowieckiego Wydziału Nauk o Ziemi, który relacjonował nam wywiadówkę u swojego „młodego”. Wśród licznych tematów pojawiła się propozycja zgłoszona przez jedną z matek, aby w szkole (podstawówka albo gimnazjum) zrobić oficjalną palarnię, bo dzieci i tak palić będą, a teraz to się muszą kryć i w zimie po dworze bez kurtek biegać. Na co nasz doktor odparł: „Świetny pomysł, podpiszę się pod nim obiema rękami i nogami, ale pod jednym warunkiem; że obok palarni powstanie bar z alkoholem, żeby zestresowany młody człowiek, jak mu sprawdzian nie pójdzie, mógł se walnąć setę dla odreagowania, a za barem niech będą materace, na których będzie można się odprężyć paląc marychę…”
Jak już coś robić, to na maksa.
Jan niezależny
„Jan nosił odzież z wielbłądziej sierści i skórzany pas na biodrach. Żywił się szarańczą i miodem dzikich pszczół. Przychodzili do niego mieszkańcy Jerozolimy, całej Judei i całej okolicy nadjordańskiej. (…) Gdy widział jak wielu faryzeuszów i saduceuszów przychodzi, aby przyjąć jego chrzest, mówił: «Potomstwo żmijowe! Kto wam pokazał, jak uniknąć nadchodzącego gniewu?»” (Mt 3, 4–9).
„Herod kazał pochwycić Jana i wtrącił go do więzienia. Zrobił to z powodu Herodiady, z którą się ożenił, choć była ona żoną jego brata Filipa (…). Z tego powodu Herodiada nienawidziła Jana i chciała go zabić, ale nie mogła. Herod bowiem liczył się z Janem, wiedząc, że był ona człowiekiem sprawiedliwym i świętym, i brał go w obronę. Ilekroć go słuchał, odczuwał niepokój, a jednak słuchał go chętnie” (Mk 6, 17–20).
*
Czy Jan Chrzciciel był człowiekiem niezależnym? Zwymyślał miejscowych dostojników, a oni nadal przyjmowali chrzest z jego ręki. Sam król zważał na jego słowa.
Spójrz także na jego ciuchy i menu…
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!








