Logo Przewdonik Katolicki

Tu spełniły się moje marzenia

Błażej Tobolski
Fot.

O spełnionych marzeniach, podwójnej koronacji i o tym, że cuda naprawdę się zdarzają, z ks. prałatem Władysławem Płóciennikiem, proboszczem parafii pw. św. Wojciecha w Kaszczorze i kustoszem sanktuarium Matki Bożej Ucieczki Grzeszników w Wieleniu Zaobrzańskim, rozmawia Błażej Tobolski

 

 

 

 

Do Kaszczoru przybył Ksiądz po raz pierwszy 1 marca 1974 r. Czy po 37 latach pamięta Ksiądz wciąż ten swój pierwszy dzień w nowej parafii?

– Pamiętam, chociaż nie spodziewałem się, że będzie to moja pierwsza i jedyna placówka proboszczowska. Do Kaszczoru przyjechałem wówczas syrenką. Miałem niewiele rzeczy i sprzętów, więc trochę to trwało, zanim jakoś się zadomowiłem na pustym probostwie, którego piętro wymagało remontu. Przyznam się też, że wcześniej nigdy tu nie byłem, a sanktuarium w Wieleniu znałem jedynie ze słyszenia. Dużo opowiadał o nim bowiem zauroczony tym miejscem ks. Gerard Mizgalski, z którym jako kleryk miałem wykłady z muzyki i liturgiki. Ja sam pochodzę z Gorzyc Wielkich k. Ostrowa Wlkp. i jako ministrant przez wiele lat pielgrzymowałem do sanktuariów maryjnych w Skalmierzycach i w Borku Wlkp. Jednak do Matki Bożej Wieleńskiej dotarłem dużo później.

 

Chociaż tak mało wcześniej znane, to sanktuarium stało się dla Księdza miejscem niezwykle bliskim.

– To miejsce, w którym spełniły się moje marzenia. Będąc jeszcze klerykiem i przygotowując się do kapłaństwa, miałem bowiem takie ciche pragnienie, aby pracować kiedyś przy kościele, gdzie byłby obecny kult maryjny i kult Krzyża Świętego. Nie przypuszczałem jednak, że się ono spełni. Dopóki nie trafiłem do Kaszczoru i Wielenia.

 

Właśnie, bowiem w sanktuarium w Wieleniu czczona jest nie tylko Matka Boża.

– To prawda. Wielkim kultem cieszy się tu również krzyż znajdujący się w kaplicy Męki Pańskiej za ołtarzem głównym, w dawnym kapitularzu zakonnym, gdzie dawniej zbierali się zakonnicy. Jest już tradycją tego miejsca, że kiedy pielgrzymi przybywający do Wielenia pokłonią się Najświętszemu Sakramentowi i Matce Bożej, idą na modlitwę przed cudownym krucyfiksem. Można powiedzieć, że Maryja prowadzi ich do Jezusa. Niegdyś zresztą pokonywali oni tę drogę po kolanach! O tym, jak częsta to praktyka, świadczą nogi wiszącego na krzyżu Chrystusa, które są już bardzo wytarte. Modlący się obejmują bowiem nogi Zbawiciela dłońmi, którymi później dotykają swoich chorych miejsc. Jestem tu już sporo lat i mogę zaświadczyć, że wielu ludzi doznało przy tym krzyżu łask i uzdrowień. Jest to też miejsce szczególnej modlitwy kapłanów, którzy oddają się w opiekę Ukrzyżowanemu. Mogę również powiedzieć z przekonaniem, że bardzo odczuwam na co dzień opiekę Matki Bożej. Jestem też świadkiem tego, że cuda naprawdę się tu zdarzają!

 

A jakie wydarzenia z wieloletniej posługi proboszczowskiej zapadły Księdzu najbardziej w pamięć?

– Niewątpliwie były to koronacje figury Matki Bożej Wieleńskiej Ucieczki Grzeszników. Jak wiadomo, koronacja jest takim uroczystym aktem kultu i czci oddawanej w danym miejscu Matce Bożej. Stanowi też uznanie dla miejsca świętego oraz zaproszenie i wezwanie do dalszego rozwoju kultu. Dlatego też jako kustosz sanktuarium w Wieleniu Zaobrzańskim zabrałem się za porządkowanie dokumentów historycznych i zbieranie dokumentacji o kulcie maryjnym obecnym w tym miejscu. Abp Antoni Baraniak pragnął bowiem, aby cudowną figurę Maryi ukoronować koronami papieskimi. Tę wolę potwierdził jego następca abp Jerzy Stroba, kiedy przybył tu na uroczystości odpustowe w 1990 r. i zobaczył tłumy wiernych modlących się w tym miejscu. Jednak ostatecznie zdecydował on, że koronacja odbędzie się na prawie diecezjalnym, co nastąpiło 5 września 1993 r. A pamiątką po tym wydarzeniu są uroczyste nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca odprawiane w sanktuarium nieprzerwanie do dziś.

 

Ostatecznie nie skończyło się jednak na koronach pobłogosławionych przez biskupa, prawda?

– Niestety, przed 10. rocznicą koronacji stała się rzecz straszna, której zresztą zawsze się obawiałem. Włamano się do sanktuarium i skradziono korony z figury Maryi i Dzieciątka. Przyznam, że kiedy wszedłem wówczas do kościoła, po prostu zapłakałem nad tym, co się stało. Jednak wierni i kapłani byli przekonani, i wspierali mnie w tym zamiarze, żeby korony odtworzyć i za tę zniewagę wynagrodzić Matce Bożej. Nie zapomnę wielu scen ofiarności pielgrzymów, których byłem świadkiem, kiedy ściągali oni z palców pierścionki, sygnety, zdejmowali łańcuszki, aby zgromadzić złoto potrzebne do wykonania nowych koron. Myślę też, że Pan Bóg zło, jakim była profanacja kościoła i cudownej figury, potrafił zamienić w dobro, bowiem tym razem zaczęliśmy starania o koronację papieską, do której doszło 3 lipca 2005 r. Do tego wydarzenia przygotowywała się zresztą cała archidiecezja, której parafie nawiedzała kopia cudownej figury. Natomiast w samej uroczystości koronacji wzięło udział ok. 50 tys. ludzi, 200 kapłanów i ponad 20 biskupów, a korony pobłogosławione w Rzymie w październiku 2004 r. przez Jana Pawła II na skronie Maryi i Dzieciątka Jezus nałożyli kard. Joachim Meisner z Kolonii, abp Edward Nowak, sekretarz Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, oraz abp Stanisław Gądecki. I jak sądzę, było to w jakiś sposób także ukoronowanie wielowiekowego kultu maryjnego obecnego w tym miejscu i wciąż rozwijającego się. Kiedy bowiem przyszedłem do Wielenia, podczas odpustu posługiwało nas, księży, jedynie kilku. Teraz pielgrzymom służy ok. 30 kapłanów, którzy rozdają w tym czasie ponad 30 tys. Komunii św.

 

Spędził Ksiądz w Kaszczorze i Wieleniu większość swojego kapłańskiego życia. Czy tu również pozostanie Ksiądz po przejściu na emeryturę?

– Już w zeszłym roku osiągnąłem wiek emerytalny 75 lat. Stąd też ksiądz arcybiskup, dziękując mi za całą moją posługę kapłańską, a zwłaszcza za 37 lat pracy jako proboszcz w parafii w Kaszczorze i zarazem jako kustosz sanktuarium w Wieleniu, przeniósł mnie z dniem 31 lipca w stan spoczynku. Jednak co tu dużo mówić, dobrze mi tu, przy Matce Bożej. Także moi parafianie prosili mnie, żebym został z nimi. Nadarzyła się też okazja, bym zamieszkał w małym mieszkanku w starej szkole w Kaszczorze. To ok. 50 m od kościoła, więc będę miał blisko. Mam bowiem nadzieję, że w miarę sił będę mógł jeszcze przez długie lata wspierać mojego następcę w posłudze duszpasterskiej.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki