Logo Przewdonik Katolicki

Jeden pełen obrót

PK
Fot.

Z posłem Dariuszem Lipińskim, przewodniczącym Delegacji RP doZgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, rozmawia Łukasz Kaźmierczak

Z posłem Dariuszem Lipińskim, przewodniczącym Delegacji RP do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, rozmawia Łukasz Kaźmierczak

 

Panie Pośle, spróbujmy zabawić się w małe political fiction: w Unii Europejskiej przewagę zyskuje z dnia na dzień wojująca lewica. Zaczyna się narzucanie państwom członkowskim ustawodawstwa uderzającego w wolność religijną obywateli.  Sprawa staje się przedmiotem obrad Rady Europy i…?

– To jest rzeczywiście tylko political fiction, bo jestem przekonany, że do czegoś podobnego nigdy nie dojdzie. Gdyby jednak jakimś cudem ktoś próbował coś takiego wprowadzać, to nie mam wątpliwości, że dokonywałoby się to pod płaszczykiem jakichś gładkich haseł o ochronie praw mniejszości lub czymś podobnym. Bo dziś walka z religią nigdy nie odbywa się wprost.

Natomiast Rada Europy jest instytucją, która działa przede wszystkim na podstawie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. I tutaj musiałby nastąpić nieuchronny zgrzyt. W sprawach dotyczących wolności obywatelskich – również tych odnoszących się do sfery religijnej – Rada działa z reguły szybko i dość stanowczo. Tak było chociażby tuż po głośnym, noworocznym zamachu na kościół koptyjski w Aleksandrii. Zresztą, jak pan myśli, kto pierwszy złożył wówczas wniosek o przeprowadzenie pilnej debaty na temat prześladowań chrześcijan na Bliskim Wschodzie?

 

Polacy? Może Włosi?

– Otóż zrobił to przewodniczący delegacji francuskiej – reprezentant kraju mającego wypisaną na politycznych sztandarach laickość i świeckość. Co więcej, kiedy tylko Rada zajęła się kwestią niedawnych prześladowań, stworzyła bardzo szybko jasny i klarowny dokument, z bardzo dobrą rekomendacją, na pewno o wiele lepszą niż jej unijny odpowiednik. Nie było w nim tej dziwnej nowomowy i skrupulatnego omijania słowa „chrześcijanin”, jaka przytrafiła się w unijnych dokumentach.

Myślę więc, że Rada Europy rzeczywiście stanowi pewien rodzaj „bezpiecznika” praw człowieka, chociaż bez wątpienia jest to też dość specyficzna instytucja.

 

No właśnie, źle zacząłem naszą rozmowę; powinienem najpierw zapytać o to, czym tak naprawdę jest Rada Europy?

– Wbrew obiegowym opiniom Rada Europy nie jest na pewno organem Unii Europejskiej i nie ma nic wspólnego z Radą Europejską ani z Radą Unii Europejskiej.

Jest to największa, najstarsza i mająca największy dorobek w zakresie ochrony praw człowieka organizacja międzyrządowa, zrzeszająca obecnie 47 państw szeroko rozumianej Europy, łącznie z Rosją, Turcją, Azerbejdżanem i Armenią. W tym gronie brakuje tylko Białorusi.

Działalność Rady opiera się na trzech głównych organach. Są to Sekretarz Generalny, Komitet Ministrów Rady Europy – skupiający szefów dyplomacji wszystkich państw członkowskich – oraz Zgromadzenie Parlamentarne RE, do którego, proporcjonalnie do liczby mieszkańców, delegowani są parlamentarzyści z poszczególnych parlamentów krajowych.

Czy Rada Europy bywa skuteczniejsza w swoim działaniu niż mało z reguły efektywne organy UE?

– Rezolucje czy rekomendacje Rady Europy nie mają mocy wiążącej w tym znaczeniu, że nie stają się obligatoryjnie prawem krajowym. Niemniej są dość skutecznym środkiem wywierania presji i stanowienia dobrych standardów prawnych.

Tak było choćby w przypadku nieudanej na szczęście próby ograniczenia klauzuli sumienia, która pozwala lekarzom odmówić wykonywania np. aborcji czy eutanazji. Pierwotny, agresywny projekt brytyjskiej socjalistki, likwidujący praktycznie prawo lekarzy do sprzeciwu sumienia, udało się jednak w Radzie Europy zmienić. I to dosłownie o 180 stopni.

Chciałbym tutaj wyraźnie podkreślić, że ta zmieniona wersja przeszła 5 głosami, przy wyniku głosowania 56 do 51. Co istotniejsze, za ową wersją opowiedziało się aż dziewięciu polskich delegatów. Bez nas ten wynik byłby odwrotny…

 

Tak, pamiętam, to była wielka niespodzianka. Wszyscy spodziewali się najgorszego, a tu nagle powstał dokument wręcz wzmacniający klauzulę sumienia.

– Ba, udało nam się nawet zmienić jego tytuł z pierwotnego, mówiącego o prawie kobiet do dostępu do świadczeń medycznych, na prawo lekarzy do sprzeciwu sumienia.

To wszystko ma naprawdę ogromne znaczenie – gdybyśmy po prostu odrzucili pierwotny projekt, to ten temat pojawiłby się pewnie znów po kilku miesiącach. A tak, po wzmocnieniu klauzuli sumienia, nie będzie go przez ładnych parę lat.

 

A zatem spór światopoglądowy rozgrywa się dziś głównie na polu semantyki. Często trzeba kruszyć kopie dosłownie o jedno, z pozoru niewinne, zdanie np. wspomniane wyżej „prawo do  dostępu do świadczeń medycznych”, czytaj: prawo do aborcji…

– Dokładnie tak to wygląda. Nie zawsze jest to wygrany bój, ale najczęściej udaje się te przesadnie lewicowe pomysły ścinać albo przynajmniej łagodzić lub choć trochę rozwadniać. Kluczowa jest tutaj sztuka budowania odpowiednich większości. To bardzo ważne, bo podziały w Zgromadzeniu Parlamentarnym RE, podobnie jak w Parlamencie Europejskim, wcale nie są takie proste i oczywiste. Okazuje się bowiem często, że w sprawach aksjologicznych i obyczajowych polityk należący do grupy socjalistycznej z krajów „Nowej” Europy bywa czasami bardziej konserwatywny niż nominalny chadek z Zachodu.

 

Trudno  w ogóle rozmawiać dziś o kwestiach wolności religijnej bez odwołania się do słynnego werdyktu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie obecności krzyży w przestrzeni publicznej…

– Nie da się ukryć, że Trybunał w Strasburgu jest dzieckiem Rady Europy. Do dziś zresztą sędziowie ETPC wybierani są właśnie przez Zgromadzenie Parlamentarne RE. I choć w teorii trybunał jest niezawisły, to jednak na jego orzecznictwo z pewnością wpływa także aktualna atmosfera polityczna czy po prostu modna „poprawność polityczna”.

Wydaje się, że ów nieszczęsny wyrok w pierwszej instancji w sprawie Lautsi przeciwko Włochom był właśnie ukłonem w stronę takiej źle rozumianej politycznej poprawności. Na szczęście w drugiej instancji zwyciężył rozsądek i szacunek dla elementarnych praw człowieka.

 

Tylko czy ta sprawa w ogóle powinna być przedmiotem osądu Strasburga?

– Powiedzmy sobie od razu – nie powinna. Europejska Konwencja Praw Człowieka wyraźnie potwierdza bowiem prawo do swobodnego wyznawania religii, również w przestrzeni publicznej. Ponadto podstawowa zasada Unii Europejskiej głosi, że sprawy dotyczące sumienia i religii wyłączone są spod jurysdykcji ogólnoeuropejskiej.

 

I właśnie dlatego w styczniu 2010 r. zwróciłem się do Komitetu Ministrów Rady Europy z oficjalnym zapytaniem, jak dalece można posunąć się w obronie praw mniejszości, by nie naruszać praw większości?

A odpowiedź brzmiała: nie będzie żadnej odpowiedzi  z powodu rozbieżności zdań w ramach Komitetu Ministrów.

 

Aha…

– Na szczęście sprawę załatwił sam trybunał, który najwyraźniej zauważył w końcu, że przekroczył swoje uprawnienia i zapędził się w kozi róg. Werdykt drugiej instancji był więc głównie próbą ratowania resztek twarzy.

 

A zatem „Lautsi –przeciw Włochom” może stać się punktem zwrotnym w dziedzinie ochrony wolności religijnej?

– Mam wrażenie, że tak. Coś się chyba powoli zmienia. Bo nawet te najbardziej zlaicyzowane społeczeństwa zachodniej Europy zaczynają w końcu dostrzegać, że dotychczasowa polityka wrogiego rozdziału państwa od religii się nie sprawdziła. Stąd daje się zaobserwować pierwsze oznaki refleksji politycznej. Podkreślam, politycznej – nie aksjologicznej ani tym bardziej nie teologicznej.

Podczas debaty na temat klauzuli sumienia zauważyłem np., że bardzo aktywnie w jej obronie występował młody, trzydziestokilkuletni holenderski deputowany. A proszę pamiętać, że polityk bardzo rzadko występuje oficjalnie wbrew stanowisku swoich wyborców. On jest raczej emanacją ich poglądów i życzeń.

I tego typu pozytywnych sygnałów dostrzegam dzisiaj coraz więcej. 

 

 


dr Dariusz Lipiński – poznański poseł Platformy Obywatelskiej, od czerwca 2009 r. przewodniczący Delegacji RP do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (ZPRE) oraz wiceprzewodniczący ZPRE.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki