Logo Przewdonik Katolicki

Ocaleni, by kochać

O. Wojciech Jędrzejewski OP
Fot.

Religijność, która traci z oczu Zbawiciela, zamienia się w niespokojne gromadzenie niebiańskiej waluty na koncie wieczności.

 

 

 

Pani Kowalska staje u bram nieba. Piotr stanowczo zabrania jej wstępu, zanim nie wykaże się milionem zdobytych punktów. Rozpoczyna się zatem liczenie: Opiekowałam się chorym mężem – 10 punktów. Pomagałam sąsiadce gotować obiady – 5 punktów. Chodziłam co niedzielę do kościoła – 5 punktów. Czytałam regularnie „Przewodnik Katolicki” – 1 punkt. Do głębi wstrząśnięta pani Kowalska wykrzyknęła: „Panie Jezu, zmiłuj się nade mną!” Piotr odpowiada: „Milion punktów”.

Na czym opieramy nadzieję na zbawienie? Wiele osób przyznaje, że cieszy ich przezwyciężenie poważnej choroby, gdyż będą mieli jeszcze czas, aby odpokutować za swoje grzechy. „Trzeba dobrze wykorzystać czas, jaki jeszcze pozostał na czynienie dobra, żeby zasłużyć na Raj”. Czasami można odnieść wrażenie, że śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa nie mają dla nas żadnego znaczenia, a tym, co jedynie się liczy w perspektywie wieczności, są nasze dobre uczynki.

 

Uwolnieni z niewoli śmierci

Gdyby Syn Boży nie oddał za nas swojego życia – zstępując w otchłań naszej duchowej śmierci – i nie zmartwychwstał – nawet Jan Paweł II i Matka Teresa znaleźliby się w piekle. Fakt, że jaśnieją – tak jak i całe rzesze zbawionych – Bożą świętością w Jego królestwie, nie jest wynikiem ich wysiłków i dokonań. To rezultat działania Boga, wobec którego powiedzieli swoje „tak”. Owa zaś zgoda na działającą w nich Miłość dokonywała się konsekwentnie dzień po dniu. Wyrażali ją swoją modlitwą i zaangażowaniem na rzecz innych. W ten sposób Miłość wprowadziła ich w swoje królestwo. To, co nazywamy dobrymi czynami, jest odpowiedzią na wyciągnięte w naszą stronę Jego ramiona.

Grzech wprowadził ludzkość w otchłań Bożej nieobecności, która zresztą została dość szybko oswojona. Nieliczni w historii świata smucą się, gdy doświadczają, że zabrano im Pana Młodego (por. Mt 9, 15). Grzesznik w najgłębszej istocie to ten, kto pozostaje głuchy na Boskie Słowa i ślepy na Jego Obecność. Mało tego – ów stan wcale go nie uwiera. Korzystając z tego wszystkiego, co jest Bożym dziełem, grzesznik potrafi czerpać radość, odwracając się plecami do Stwórcy.

Grzech pierworodny był skokiem w przepaść. Człowiek przeżył ów skok, ale jest wewnętrznie pogruchotany i stracił pamięć, kim jest. Znalazł się w świecie, który potrafi zapewnić przetrwanie przez jakiś czas, ale by móc osiągnąć wolność i uzdrowienie, musiałby wydostać się z owej przepaści. Nie potrafi tego zrobić, jest to absolutnie poza jego możliwościami.

Akcja ratunkowa, którą podjął Bóg w swoim Synu – dzieło zbawienia – była wyprawą w świat „śmierci z powodu oddalenia”. „Tej właśnie nocy Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani. Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia, gdybyśmy nie zostali odkupieni”  – śpiewamy w najważniejszym hymnie Kościoła – Egzultecie.

Chrystus zstępuje w otchłań zranionego świata. Staje się człowiekiem, który zejdzie jeszcze niżej, w śmiertelne mroki ludzkiej kondycji. Wszystko po to, by stać się bliskim wobec każdego oddalonego.

Bliskość w stosunku do kogoś, kto oswoił nieobecność pierwszej miłości, jest bardzo bolesna. Wziąć kogoś takiego w ramiona oznacza przytulić całą obojętność, chłód, niechęć, a nawet wrogość. Umysł zniekształcony grzechem postrzega Boga jako intruza, złodzieja wolności. Przybysza z innej planety, który nie wiadomo jakie ma zamiary. Tylko prawdziwie Boska miłość umie znieść takie przyjęcie. I ten rodzaj miłości nazywa się łaską. Na krzyżu właśnie Bóg wziął w ramiona oddalonego. Skoczył w przepaść śmierci, by w niej odnaleźć człowieka i wyprowadzić ku życiu.

Aby odnaleźć nas, wegetujących w śmierci, sam przyjął śmierć. W Wielką Sobotę w liturgii godzin czytany jest przepiękny tekst starożytnego kaznodziei: „Wstań spośród umarłych. Ja jestem twoim Bogiem i z twojego powodu stałem się twoim synem. Wstań i wyjdźmy stąd, gdyż ty jesteś we Mnie, a Ja jestem w tobie, obaj tworzymy jedną i niepodzielną osobę. Wstańcie, wyjdźmy stąd i przejdźmy od boleści do radości. Mój Ojciec niebieski czeka na zagubioną owcę, sala weselna jest już przygotowana, wieczne namioty są rozbite, to Królestwo niebieskie, które istniało przed wszystkimi wiekami, czeka na was”.

Wiara oznacza zgodę na bycie wyprowadzonym z otchłani duchowej śmierci. „Odkupieni przez Pana powrócą, przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach” (Iz 35, 10).

 

Wiara działająca przez miłość

Łaska odzyskanej bliskości staje się początkiem coraz bardziej intymnej więzi z Bogiem. Im więcej pokornego otwarcia, tym intensywniej może On napełniać nas sobą. Czytamy u proroka, że „chwała Pana wypełniła Świątynię” ( Ez 43, 5). Jego mądrość, prawość, współczucie, całe Boskie piękno zaczynają wypełniać ludzkie – pojednane z Nim serca.  „Nazwałem was przyjaciółmi, ponieważ oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca” – mówi Jezus. 

Nigdy nie zapomnę atmosfery wspólnych zaangażowań, podejmowanych z moimi przyjaciółmi. Intensywny przepływ myśli, planów, wizji, przeżywanych jednym sercem. Przyjaźń jest dzieleniem myśli, uczuć i pragnień. Tak działa Zbawca wobec tych, których zdobył jako przyjaciół.

Patrząc na historię ludzi świętych, zostajemy wciągnięci w wir ich nieprawdopodobnego zaangażowania. Czując się częścią Boskich pragnień, dawali się im ponieść bardzo daleko. Ludzka wrażliwość podniesiona z upadku i wtulona w Boskie serce zaczyna płonąć ogniem wielkiej żarliwości. Ów ogień ma wielorakie blaski. U niektórych przejawia się w trawiącej tęsknocie, by głosić Ewangelię, otwierając jej źródła przed każdym spragnionym sensu i prawdy. Inni są rozpaleni ogromną troską o biednych tego świata, o złamanych na duchu, osamotnionych, zrozpaczonych.

Blask ludzkiej dobroci jaśnieje zatem nieziemskim światłem. Szlachetność i piękno tych czynów jest częścią Bożego świata, Jego wieczności. W tym sensie Jezus mówi o gromadzeniu skarbów w niebie.

Dobro, które płynie szerokim strumieniem z serc zakochanych w Zbawcy – nie ma zatem  nic wspólnego z  trwożliwym zbieraniem punktów na wielki prezent w niebie. Jest rezultatem przyjętego zbawienia. Rodzi się z otwarcia na Jego świętą wolę. Pojednani z Bogiem czują moc tej woli Stwórcy i Ojca wszystkiego. Doświadczają, że owa fala porwała ich i niesie do sióstr i braci.

Nie myślą w kategoriach konieczności wypełnienia przykazań i zaleceń. Nie mają przed oczyma kamiennych tablic, lecz Oblicze. „Moim pokarmem jest wypełnić wolę tego, który Mnie posłał” – mogą mówić wraz z Mistrzem (J 4, 34). W ten sposób nasze życie „w Chrystusie to wiara, która działa przez miłość” (Gal 5,6).

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki