Logo Przewdonik Katolicki

Film, który oddaje Jana Pawła II światu

Jarosław Stróżyk
Fot.

Z Krzysztofem Ziemcem, dziennikarzem, narratorem wchodzącego na ekrany kin filmu Jan Paweł II. Szukałem Was… rozmawia Jarosław Stróżyk

 Z Krzysztofem Ziemcem, dziennikarzem, narratorem wchodzącego na ekrany kin filmu Jan Paweł II. Szukałem Was… , rozmawia Jarosław Stróżyk

 

Do kin wchodzi właśnie kolejny dokument o Janie Pawle II. Pan jest w nim narratorem i niejako prowadzi widzów przez poszczególne wydarzenia. Co zobaczą?

– Jan Paweł II. Szukałem Was… to film wyjątkowy. Nie boję się tego powiedzieć, mimo że mogę zostać posądzony o stronniczość. O jego wyjątkowości świadczy nie tylko fakt, że po raz pierwszy zostaną pokazane niepublikowane nigdy wcześniej zasoby archiwalne Watykańskiego Ośrodka Telewizyjnego, telewizji RAI czy TVP oraz liczne materiały ze zbiorów prywatnych. Nie chodzi nawet o niezwykle ważne osoby, które wspominają w nim papieża takie jak np. kard. Stanisław Dziwisz i inni najbliżsi współpracownicy Ojca Świętego, duchowi przywódcy jak Dalajlama czy ważni politycy i artyści. To film wyjątkowy ze względu na emocje, jakie wzbudza. Brałem udział już w kilku jego pokazach i na wszystkich ludzie płakali. Nawet na pokazie zorganizowanym w więzieniu na warszawskiej Białołęce. Mimo że uczestniczyłem w jego kręceniu, to także mnie ten film cały czas wzrusza i sam nie potrafię ukryć łez, kiedy go oglądam.

 

Ktoś złośliwy może powiedzieć: po co kolejny dokument o Janie Pawle II? Przecież o mało kim zrealizowano tak wiele filmów. Co nowego można jeszcze powiedzieć?

– To prawda, ale właśnie dlatego ta produkcja ma zupełnie inną formułę niż dotychczasowe. Nie staramy się w niej po raz kolejny pokazać, skąd się wziął Jan Paweł II, w jaki sposób dojrzewał do tego, by zostać księdzem, biskupem, a w końcu papieżem. To nie jest kolejny dokument biograficzny.

 

W takim razie jaki?

– To film, który próbuje się zmierzyć z wielkością jego osoby i dokonań, a przy tym pokazać, że był człowiekiem jak każdy z nas. Na nowo pomaga też odkryć wiele istotnych spraw związanych z Janem Pawłem II i jego pontyfikatem, które albo nam gdzieś umknęły, albo w ogóle o nich nie słyszeliśmy. Jako dziennikarz obsługiwałem wiele pielgrzymek Jana Pawła II: do Polski i te zagraniczne, będąc między innymi na Ukrainie czy w Ziemi Świętej. Mimo to, oglądając ten film, odkrywam wiele nowych szczegółów z życia Jana Pawła II. Można powiedzieć, że w tym filmie przywracamy papieża światu.

 

Dlaczego?

– W Polsce lubimy podkreślać związek Jana Pawła II z naszą ojczyzną i wpływ na przemiany, jakie się w naszym kraju dokonały. Słowa: „Niech zstąpi Duch Twój” zna niemal każdy. To wszystko prawda, ale gdzieś umyka nam przy tym olbrzymi wpływ, jaki Jan Paweł II wywarł na Kościół i cały świat. To przecież po jego wizytach upadały reżimy w Ameryce Południowej, to on powstrzymał rozwój związanej z marksizmem teologii wyzwolenia, która święciła w tamtych krajach triumfy, zastopował też częściowo gwałtowny proces laicyzacji, z którym w XX w. mieliśmy do czynienia w Europie Zachodniej i przywrócił Kościołowi młodzież. Dlatego, żeby pokazać ten „światowy” wymiar pontyfikatu Jana Pawła II przemierzyliśmy z kamerą ponad 100 tys. km, odwiedzając kilka kontynentów. Właśnie ta pielgrzymka śladami Jana Pawła II do Afryki czy Ameryki Południowej pokazuje nam, że nie był on tylko – jak lubimy mówić –„polskim papieżem”, ale papieżem całego świata. Ludzie kochali Ojca Świętego tak samo jak Polacy, tak samo płakali po jego śmierci i tak samo teraz się do niego modlą. Dlatego film jest w dwóch wersjach językowych – po polsku i angielsku, żeby łatwiej można było z nim dotrzeć także do innych krajów.

 

Prace nad obrazem trwały ponad cztery lata. Dlaczego zajęło to tak dużo czasu?

– To największa produkcja w historii polskiego dokumentu, do tego całkowicie zrealizowana za prywatne pieniądze. W pierwszym etapie przeprowadzono rozmowy z wieloma ważnymi osobistościami. Przez ostatnie dwa latach podróżowaliśmy po świecie śladami Jan Pawła II. Mam nadzieję, że fakt, iż prace nad filmem trwały tak długo sprawił, że jest on przez to jeszcze lepszy. Zdjęcia Jarka Szmidta, operatora, współscenarzysty, współreżysera, są przepiękne. Plastyczne, niemalże, powiedziałbym pachnące pejzażami meksykańskimi czy afrykańskim. Wszystko dopełnia cudowna muzyka Michała Lorenca.

 

Jak to się stało, że Pan został narratorem w tym filmie?

– Dla mnie to do teraz swego rodzaju cud. Byłem wtedy po wypadku, na dłuższy czas wypadłem z dziennikarskiego obiegu i nagle dostałem taką propozycję. W pierwszej chwili myślałem, że ktoś po prostu sobie ze mnie żartuje, „wkręca” mnie. Okazało się jednak, że to zupełnie poważna propozycja.

 

Niedługo po wypadku, praca na planie filmowym musiała być dużym wyzwaniem?

– Dla mnie, wówczas osoby mocno niepełnosprawnej, było to bardzo trudne. Miałem kłopoty z poruszaniem się, a nawet ze staniem. Musiałem nosić specjalny kombinezon, który utrudniał funkcjonowanie, zwłaszcza w miejscach, gdzie było bardzo gorąco. Zawsze powtarzałem sobie jednak, że każdy musi nieść swój krzyż i że cierpienie ma sens. W takich chwilach bardzo pomagało myślenie o Janie Pawle i tym, jak on, mimo swoich cierpień, do końca służył Kościołowi. Dlatego mimo trudności dałem radę i chcę podziękować całej ekipie filmowej za wyrozumiałość. Udział w tym obrazie był dla mnie największym wyzwaniem zawodowym, przed jakim stanąłem.

 

Przemierzając świat śladami Jana Pawła II, mogliście zobaczyć wiele ważnych miejsc. Co najbardziej utkwiło Panu w pamięci?

– Zdecydowanie noc spędzona w Bazylice Grobu Pańskiego w Ziemi Świętej. Kiedy odwiedza się to miejsce, przed grobem Chrystusa można spędzić kilka sekund, idąc w długiej kolejce. Tymczasem nasza ekipa filmowa mogła tam zostać na noc i w spokoju kontemplować to miejsce i się modlić. To wyjątkowe przeżycie. Olbrzymie wrażenie zrobiła też na mnie wizyta w sanktuarium maryjnym w Guadalupe. Kiedy widzi się ludzi z całego Meksyku pielgrzymujących do Maryi na kolanach, trudno ukryć wzruszenie.

Zupełnie specyficznym doświadczeniem był też udział w afrykańskiej Mszy św. Trwa ona ponad trzy godziny i jest połączeniem misterium i miejscowych występów. Europejczyka to może dziwić, ale ci ludzie właśnie w tak emocjonalny sposób wyrażają swoją wiarę.

 

Film dokumentalny wyświetlany w kinach to też dość nietypowy pomysł. Liczycie na sukces?

– Mam nadzieję, że ludzie przyjdą do kin, chociażby w ramach przygotowywania się do beatyfikacji Jana Pawła II. Warto, by do kina poszły zwłaszcza młode osoby. Ci, którzy teraz wkraczają w dorosłość, mieli po 10–12 lat, kiedy papież umierał. Niewiele mogą pamiętać z pontyfikatu. Myślę, że dla nich ten film będzie prawdziwym odkryciem Jana Pawła II jako wielkiego człowieka, wielkiego Polaka i wielkiego papieża.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki