Logo Przewdonik Katolicki

Magia sylwestrowej nocy

Ks. Przemysław Kawecki
Fot.

W minionych wiekach, kiedy przychodziła zima, do ulubionych rozrywek Lachów należały kuligi, ogniska na mroźnym powietrzu, polowania i wystawne bale urządzane w dworkach szlacheckich. A jak się dzisiaj bawimy, kiedy mróz szczypie w policzki?

 

 

Z tym pytaniem postanowiłem zmierzyć się w kontekście nadchodzącej wielkimi krokami nocy sylwestrowej, nocy, z którą związanych jest wiele mitów i przesądów – mówi się przecież, że „jaki sylwester, taki cały rok” – ale przede wszystkim myślimy o niej w kontekście dobrej zabawy.

No właśnie, co tak naprawdę młodzi Polacy myślą o tej nocy? Jak się do niej przygotować? Jak świętować? Tankując paliwo, wysłałem do kilku moich znajomych SMS-a o treści: „Napisz e-maila: Jak można spędzić dobrze sylwestra? Podaj propozycje, wymień zagrożenia!” Celowo pominąłem tych, o których wiem, że rodzice mogą zafundować im sylwestra w górskim kurorcie. Szukałem takich, którzy z prozaicznego powodu – braku kasy – zostają w domu.

 

Domówki i pijani idioci

Pierwsza odpowiedź, jaką otrzymałem po przyjeździe do domu, nie miała nic wspólnego z magią kuligów i balów. Kacper, tegoroczny maturzysta i ministrant, wykazał się iście męską pragmatyką: „Generalnie, jeżeli chodzi o sylwestra, to najlepiej jest go spędzić w gronie przyjaciół, tylko żeby to byli tacy prawdziwi przyjaciele, o których wiemy, jak w różnych sytuacjach się zachowują, np. po wypiciu, jakie jest ich zachowanie, czy łapią zamułę, są nerwowi lub szukają zaczepki. Warto też jest nawet w najmniejszy sposób zaplanować, co się będzie robiło, co i z kim piło. Miejsce spędzania sylwestra też może być różne, bo nigdy nie wiadomo tak naprawdę, gdzie będziemy balować, chociaż fajnie jest, gdy się załatwi chatę czy nawet altanę na działkach, jak mieliśmy rok temu. Wtedy wiadomo, że trzeba zachować jakiś umiar, bo samemu się odpowiada za lokum. Trzeba też uważać na pijanych w drodze na rynek, by ich nie prowokować mówieniem, że się z nimi nie napijesz za Nowy Rok, bo można dostać. Tak więc dobrze jest wiedzieć gdzie i z kim, i ile, i czego!:)”.

Szokujące? Chyba nie - większość e-maili, jakie otrzymałem, zawierała podobne wskazówki i sugestie. Staśka z Suwałk również uważa, że najlepsze imprezy są w gronie sprawdzonych przyjaciół: „Najlepszym sposobem jest <<dymówka>> - w gronie znajomym, żeby można było potańczyć, pośmiać się bez skrępowania i coś poodwalać - krzywe fazy i te sprawy. Noo, to najlepszy sposób jak na razie dla mnie”. Podobnie jak Kacper, jako zagrożenie wymienia „bandy pijanych idiotów, chodzących i straszących na dzielni”.

Zatem dwie wskazówki już mamy: impreza w gronie dobrych przyjaciół i uwaga na pijanych agresorów – może być groźnie! Wniosek? – lepiej zostać na „domówce”, niż kręcić się po mieście.

 

Czy warto okłamać rodziców?

Zanim jednak wyjdziesz na imprezę, może warto przemyśleć sprawy, czy już nadszedł twój czas, czy nie lepiej dla własnego bezpieczeństwa zostać w domu, zobaczyć coś fajnego w telewizji lub po prostu świętować z rodzicami. „Sylwester – iść czy nie? – napisała Ewa, uczennica szkoły katolickiej. – Na początku: w ogóle nie ma o czym mówić! Oczywiście, że iść! I to nie licząc się specjalnie z tym, że trzeba będzie może okłamać rodziców, jeśli chodzi o liczbę osób (zwłaszcza chłopców), obecność alkoholu, osoby dorosłej itd. Najlepiej powiedzieć: «Będę nocowała u przyjaciółki – z jeszcze dwiema koleżankami. Taki babski wieczór. Pogadamy, będziemy oglądać filmy, jeść popcorn, obejrzymy fajerwerki, a potem oczywiście pójdziemy spać, najpóźniej o pierwszej!» Bo przecież nic się nie liczy, gdy w perspektywie masz całą noc na imprezie, gdzie będzie chłopak, do którego wzdychasz od roku, koleżanki, które wyśmieją cię, jeśli nie przyjdziesz... Będziesz tańczyć, dobrze się bawić. Nareszcie!”

Nie ukrywam, że wyznania licealistki lekko mnie zdziwiły, ale dziewczyna przeżywa swoją pierwszą miłość i może dlatego dla kilku chwil spędzonych w obecności ukochanego jest gotowa poświęcić tak wiele – nawet zaufanie rodziców. Na szczęście w drugim e-mailu dodała: „No dobra, potem przychodzi chwila zwątpienia. Czy warto? Czy warto narazić się na złość rodziców, gdy dowiedzą się, gdzie naprawdę byłaś, całą noc w domu bez osoby dorosłej, z alkoholem, z bandą upitych rówieśników, zwłaszcza chłopców… Ale ty patrzysz tylko na plusy. Szczególnie w czasie planowania imprezy...”.

Czytając e-maila od Ewy, poczułem po raz kolejny dramat dorastania. Z jednej strony chcesz być z przyjaciółmi i dlatego jesteś gotowy zrobić wiele głupstw, aby zasłużyć na akceptację grupy, ale po drugiej stronie są oni – rodzice – z nakazami, zakazami i miłością. Kto jest ważniejszy? Czy jedna noc ma przekreślić zaufanie na cały rok? Wierzę, że jesteś rozsądny/a i sam/a wyciągniesz wnioski…

 

Nie dać się zmusić do niczego wbrew sobie!

Nawet kiedy rodzice zgodzą się na twój udział w wymarzonej zabawie sylwestrowej,  a może właśnie wtedy, kiedy masz u nich kredyt zaufania i pozwalają ci balować, nie stawiając zbędnych pytań, warto stanąć na wysokości zadania i zachować się jak trzeba. A jak trzeba? Jan Paweł II powiedział: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali”. Staśka zapytana, na co trzeba uważać podczas nocy sylwestrowej, wymieniła trzy zagrożenia: „kolegów pod wpływem; prochy – żeby nikt nie dosypał niczego do napojów; na siebie – żeby nie dać się zmusić do niczego wbrew sobie! Nie chcesz pić - nie pij, będziesz czysty przed sobą”.

Michał z Żyrardowa dodaje, że dla wielu osób noc sylwestrowa to noc bez reguł. Tak jakby tych kilkanastu godzin wszystko było wolno. Dlatego to właśnie tej nocy wiele młodych osób decyduje się, najczęściej pod wpływem „przyjaciół”, na różnego rodzaju inicjacje – pierwsze razy: w alkoholu, narkotykach, seksie. Michał opowiada, że dwóch kolegów namawiało go kiedyś na imprezie przez trzy godziny, aby zapalił „jointa”. „Broniłem się pół nocy, ale na koniec zapaliłem. Do dzisiaj mam z tym problemy, nie umiem zerwać z paleniem…”.

Jaka wskazówka? Nie daj się zmusić do niczego wbrew sobie! Będziesz czysty przed sobą, a to jest gwarancja dobrej zabawy – nie tylko w jedną noc, ale przez całe życie.

 

No, dalej, pocałuj mnie wreszcie!

Na koniec kilka słów o… seksie? Gdzie tam! „Patrzenie w gwiazdy, przytulanie się na kanapie. Co w tym złego? – pisze zakochana Ewa – Dzień przed imprezą siadasz i myślisz o tych wszystkich filmach, które obejrzałaś. Tylko, że… rzeczywistość jest inna. Film możesz zatrzymać, książkę zamknąć. Gorzej w życiu. Podczas takiej chwili, gdy robi ci się gorąco, czujesz się bezpieczna, zakochana i nic, tylko powtarzasz w głowie: No, dalej, pocałuj mnie wreszcie! Aktorce łatwo powiedzieć «nie», trochę trudniej tobie, bo to się dzieje naprawdę, czujesz ciepło, masz przyspieszony oddech. Serce wali. Czy jesteś gotowa wtedy postępować według swojej wiary, swoich wartości? Czy w chwili sięgania po kolejne piwo, leżenia przy nim lub bycia w romantycznym tańcu, jesteś w stanie racjonalnie myśleć? Ja się jeszcze nie nauczyłam”.

„Możliwości wyboru jest dużo, od nas zależy, jak sprecyzujemy cele, według których będziemy postępować” – napisała Ania z Wrocławia.

 

Zagrożenia chyba brak

A co, jeśli mnie to wszystko nie kręci? „Jeśli ktoś nie lubi tej szopki, która jest wokół sylwestra, może ten czas spędzić na modlitwie – napisał Krzysiek z Bełchatowa – Na pewno w jakiejś parafii w mieście jest całonocne wystawienie Najświętszego Sakramentu. A jeśli już doszliśmy do wniosku, że modlitwy wystarczy, możemy iść na sylwestra przy parafii. Na pewno jakaś grupa organizuje imprezę bezalkoholową; można wejść, porozmawiać itd. Zagrożenia chyba brak!”

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki