Zapomniani bohaterowie "Solidarności"

Zaproszenie przezprezydenta Bronisława Komorowskiego do Rady Bezpieczeństwa Narodowego gen. Wojciecha Jaruzelskiego oskarżonego m.in. o sprawstwo kierownicze w masakrze ludności cywilnej na Wybrzeżu w 1970 roku, a także o udział w związku przestępczym WRON, jest bardzo bolesne dla wielu bohaterów Solidarności.
Czyta się kilka minut

Zaproszenie przez prezydenta Bronisława Komorowskiego do Rady Bezpieczeństwa Narodowego gen. Wojciecha Jaruzelskiego oskarżonego m.in. o sprawstwo kierownicze w masakrze ludności cywilnej na Wybrzeżu w 1970 roku, a także o udział w związku przestępczym – WRON, jest bardzo bolesne dla wielu bohaterów „Solidarności“.

 

Wygląda to, jak akt symbolicznej agresji wobec tych, którzy cierpieli i walczyli o wolną Polskę. III RP nie upomniała się o nich. Dziś znanych jest kilka nazwisk – najczęściej tych, co zaangażowali się w politykę, przeszli do zbiorowej pamięci jako uczestnicy i beneficjenci przemian pookrągłostołowych. A gdzie są tysiące tych, co ryzykowali wolność, a niekiedy życie? Gdzie są ci, co walczyli, cierpieli nastawiali karku i nigdy nie odcięli kuponów, nie nastawiali piersi na ordery?

 „«Solidarność» to największy zryw wolnościowy, jaki dokonał się na świecie po II wojnie. Była jedną z najważniejszych spraw, jakie zdarzyły się ludzkości w II poł. XX wieku“. Czy to, co mówi nam wybitny francuski socjolog Alain Touraine ma dziś dla nas jakiekolwiek znaczenie? Czy mimo wszystko pamięć „Solidarności“ może trwać? „Odradza się w nas «Solidarność»” , „czujemy to samo, co pod bramą stoczni”, „wreszcie można głośno mówić, jak w sierpniu 1980 roku”  - m. in. takie słowa Ewa Stankiewicz zarejestrowała kamerą w dniach po katastrofie smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu. Ludzie stojący przed Pałacem Prezydenckim, przywołując doświadczenie sprzed 30 lat, sami wskazali tytuł filmu – Solidarni 2010.  „Przychodzę codziennie tu się budować. Jesteśmy wspaniałym narodem. Polacy są wspaniałymi ludźmi – nie musimy niczego udowadniać, wystarczy - popatrzmy na siebie” – mówi młoda dziewczyna. Obok nieco starsza dodaje: „Polska może być jeszcze taka, jaką sobie wymarzyliśmy – wolna, sprawiedliwa, solidarna”.

Potrzeba prawdy i głód godności, odwagi mówienia głośno o najważniejszych dla Polski sprawach, jak w sierpniu w 1980 r.,  tak i w kwietniu 2010 r.,  znów zjednoczyły ludzi. Stojąc w gigantycznych kolejkach, mówili:  „To wielogodzinne czuwanie nie tylko przywraca nieżyjącemu prezydentowi godność, ale również nadaje godność i podmiotowość nam - odradzającej się tu wspólnocie, jak w te sławetne 16 miesięcy po sierpniu 1980” .

 

Fenomen w skali świata

Jak wielkie wrażenie na francuskim myślicielu zrobiła ta wspólnota, ilustrują jego słowa: „Solidarność“ jest jednym z niewielu pięknych, pozytywnych doświadczeń XX wieku. Analizowałem wiele społecznych ruchów, jednak żaden z nich nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak „Solidarność“. Jak potężnym zagrożeniem dla komunistów był ruch wolnych obywateli, ich wiara, odwaga, zaangażowanie i silna wola, by razem zmieniać swój los, pokazało wyprowadzenie wojska 13 grudnia przeciw własnemu narodowi. Decyzja Jaruzelskiego, by zniszczyć „Solidarność”, świadczy o panice, jaką ten ruch budził w obozie władzy.  W funkcjonującym powszechnie, zwłaszcza wśród młodych ludzi, obrazie tamtego okresu, jest miejsce na kilka dat i nazwisk –  Wałęsa, Gwiazda, Bujak, Frasyniuk, może Walentynowicz, Borusewicz. Ostatnio dołączyła Henryka Krzywonos. Wiadomo, że był sierpień ’80, stocznia, strajk, potem porozumienie. Był wprawdzie jakiś stan wojenny, ale wydarzenia związane z Okrągłym Stołem sprawiają, że o 13 grudnia nie wypada zbyt często przypominać.

O pragnienia, motywacje i wybory ludzi „Solidarności“ spytałem u źródeł. Przywołuję tu sylwetki ludzi z opozycji lat 70./80. i NSZZ „Solidarność“. Wszyscy byli liderami ruchu, jednymi z głównych postaci związku i konspiracji w stanie wojennym. Wszystkich dotknęły brutalne represje – inwigilacja, więzienie, wykluczenie, utrata pracy – zablokowanie kariery naukowej i zawodowej. Dziś, po latach, większość z nich pozostała w cieniu. Nie otrzymali zaszczytnych funkcji, tytułów. Nie mieszczą się w obowiązującej narracji, którą ma przyswoić młode pokolenie.  A wśród dorosłych: kto o nich pamięta?  

 

Przypomnijmy!

Andrzej Michałowski (ur.1946) współtwórca „Solidarności“ w porcie gdańskim był jednym z najbardziej poszukiwanych działaczy solidarnościowego podziemia. Na wieść o wprowadzeniu stanu wojennego zorganizował strajk okupacyjny: „...Stocznię Gdańską rozbili w jeden wieczór, w drugi wieczór, tę bramę rozwalili... tutaj (w porcie) się nie dało nas podejść. Ludzie stali na dachach z butelkami z benzyną... jak wojsko, to nie będziemy się bili, bo oni mają karabiny – nie ma sensu ludzi narażać, a z zomolami będziemy się bili. (...)  Stały dwa składy wagonów z siarką, zostały przykryte matami słomianymi i oblane ropą, do tego były jeszcze składy pustych cystern po benzynie lotniczej i myśmy ogłosili,  że z woli załogi następuje strajk okupacyjny, przejmujemy władzę, jesteśmy odpowiedzialni za cały port. (...) Baliśmy się wojska, bo ja pamiętałem Grudzień ´70...”. Do pacyfikacji portu gdańskiego władze użyły wojska. Andrzejowi Michałowskiemu udało się uciec, uniknął aresztowania i natychmiast przystąpił do działalności w podziemiu. Inicjował wiele brawurowych akcji m.in. 1 maja 1982 r. -wielki kontrpochód.  Był organizatorem i kierownikiem tajnych drukarń, podpisywał apele imieniem i nazwiskiem. Dwukrotnie był sądzony i skazywany. Za drugim razem prokurator Ring żądał dla niego 11 lat więzienia. Wyszedł na wolność, mimo że nie podpisał zobowiązania zaprzestania działalności antykomunistycznej. Dziś Andrzej jest na skromnej emeryturze, mówi, że warto było,  ale z goryczą dodaje: „...przecież nas gnębili, kopali, bili, zdradzali... i to byli funkcjonariusze, którzy dziś są zapraszani na salony (...) nadal funkcjonariusze ci sami, ci sami sędziowie, którzy nas sądzili w stanie wojennym. Nie ma rozliczenia tego okrutnego zła”. 

Ewa Kubasiewicz (ur. 1940) polonistka, taterniczka, zaczęła doktorat, pracowała w bibliotece w Wyższej Szkole Morskiej. Zorganizowała tam komisję zakładową, wybrana została do Zarządu Regionu Solidarności Gdańskiej. Aresztowano ją w stanie wojennym za przygotowanie ulotek nawołujących do oporu, sądzono z dekretu o stanie wojennym (zakładał represje do kary śmierci włącznie). Dzisiaj wspomina: „To był proces, w którym zapadły najwyższe wyroki – ja dostałam 10 lat. (...) Przez 14 godzin usiłowali mnie przesłuchiwać. Od razu powiedziałam, że  nie odpowiem na żadne pytanie. Wyprowadzili mnie na korytarz – patrzę, w kajdankach prowadzą mojego syna. Chciałam do niego podejść to facet mnie przytrzymał za ramię, jego też popchnęli, on tylko powiedział - «nie przejmuj się, mamo...» Byłam dumna, że mój syn się w ten sposób zachowuje, a  z drugiej strony to było bardzo ciężkie. (...) Byłam w trzech więzieniach, w Gdańsku, w Fordonie i w Grudziądzu”. Na wieść o możliwości złagodzenia kary pod warunkiem podpisania prośby o ułaskawienie, w grypsie przemyconym z więzienia, zabroniła komukolwiek występować z prośbą o jej zwolnienie: „ To oprawcy powinni prosić o łaskę” .  Kiedy ją zapytałem, dlaczego zdecydowała się działać, odpowiedziała: „Ludzie często mówili, że oni by tam coś zrobili, ale nie mogą, bo mają dzieci. A ja właśnie pomyślałam sobie, że ten mój syn może mi kiedyś zadać pytanie: – Mamo, a ty się nic nie przeciwstawiłaś? Co ty robiłaś w tym czasie?”.

Po interwencjach Amnesty International została zwolniona ze względu na stan zdrowia,. Natychmiast związała się z podziemiem - z Solidarnością Walczącą. Wspomina: „...ja do tego doktoratu już nie wróciłam. (...) Wolność kojarzy mi się z przyrodą, z naturą, z przestrzenią (...) ale jest wyższa wartość od zrobienia doktoratu czy wyjazdu w Tatry”.

Leon Stobiecki (ur. 1933) – jeden z najbliższych współpracowników Lecha Wałęsy w okresie strajku, a także w czasie budowania struktur związku.  Był organizatorem strajku w grudniu 1970 r., uczestnikiem walk na ulicach Gdańska i świadkiem masakry. Dziś wspomina: „....wyszliśmy na ulicę – była piękna kostka. Jeden ze stoczniowców miał duży śrubokręt, wyjął pierwszą kostkę, to wszystkie kostki można było brać (...) zaczęliśmy grzać w nich kamieniami i wtedy padły strzały. (...) Widziałem na ulicy przejechanego czołgiem robotnika. Zmiażdżone nogi, ciało, tylko cała była głowa i czubki nóg. Miał na sobie przemysłowe buty,  na czubkach blachy przed wypadkiem, kask. Dlatego wiem, że to był stoczniowiec...”. Kiedy pytam, dlaczego mając w pamięci takie obrazy, nie bał się po 10 latach organizować strajk w stoczni, odpowiedział: „Ten system nie był zdolny rządzić 40-milionowym państwem i należało z nimi rozmawiać z pozycji siły. Nie mieliśmy karabinów, ale mieliśmy silną wolę”.

Stobiecki był znienawidzony przez reżim, bo udało mu się przeprowadzić rzecz wydawałoby się nie do zrealizowania. Jako pracownik stoczni remontowej marynarki wojennej był pracownikiem resortu i stworzył struktury „Solidarności“ w MON. Potem dołączył całą zbrojeniówkę i MSW. Tego władze nie mogły mu darować. Po wypuszczeniu z więzienia nigdy nie został przywrócony do pracy. To zadecydowało, że dostaje dziś głodową emeryturę. - Żona powtarza do dzisiaj: mówiłam, że to ci jest niepotrzebne. Oni cię do niczego nie potrzebowali i nie wzięli, bo kim zostałeś? Nawet zwykłym ślusarzem nie zostałeś, bo nie mogłeś wrócić do pracy - mówi Leon Stobiecki. „Ci, co siedzieli w więzieniach na skromnych rentach siedzą, a ci co nas bili, dostali wyższe stopnie generalskie. Dzisiaj mają wysokie pensje, są w różnych układach bankowych, w spółkach. (...) Niczego nie żałuję, bo o wolność trzeba się bić. Nawet, jeśli to wymaga daniny krwi”. Potem dodaje skromnie:  „To nie jest Polska, o jakiej marzyłem. Najbardziej boli ta cisza w stoczni, że nie słyszę – a mieszkam blisko – tego, jak te młotki grały, jak dźwigi chodziły. To była dla mnie najpiękniejsza muzyka. A dzisiaj? Cisza! Ale zrobiłbym to jeszcze raz, bo miałem swój minimalny udział w tym, co 10 milionów ludzi zrobiło.  Przeciw obłudzie. Za prawdę“.  

Stanisłw Fudakowski (ur. 1948) – psycholog, uczestnik strajku w Stoczni w 1980 r., potem członek prezydium Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność“. W stanie wojennym został skazany na 3,5 roku więzienia. Kiedy zapytałem go, jak rozumie słowo „wolność”, stwierdził: „Bez prawdy nie ma wolności. Bez stanięcia w prawdzie o sobie nie ma wolności. (...) Jeżeli nie rozliczymy komunistów, nie nazwiemy zła złem, dobra dobrem (nie trzeba nikogo zamykać, wieszać, nic z tych rzeczy), nie dokonamy dekomunizacji, to przegramy następne pokolenie, które nie będzie miało układu odniesienia jako miary rozwoju. Tymczasem myśmy zamazali szybę i powiedzieli,że wszystko jest OK. Teraz macie „wpierniczać” te kurczaki, kiełbasy... pić piwo - ile wlezie. No i co mamy? Mamy żerowisko, mamy przetwórnię warzywno-mięsną, ogłupiałą, a nie mamy podmiotów demokratycznego życia. Nie mamy ludzi myślących, decydujących, którzy mają rozeznanie moralne. Jak tego nie zrobimy, to z tego załgania nigdy nie wyjdziemy. Nigdy! To będzie największa nasza klęska. Będziemy mieli samochody, domy, wille, kasę, dziewczyny, a  nie będziemy mieli kierunku, orientacji moralnej. Bośmy nie rozliczyli komuny. I jeszcze dajemy sobie wciskać kit i zachowujemy się biernie, a powinniśmy trzaskać pięścią w stół i krzyczeć!” . Taka jest diagnoza Stanisława Fudakowskiego. 

 

Dziedzictwo „Solidarności”

 „Dużo jeździłem po świecie, ale nigdy nie spotkałem ludzi podobnych do tych z «Solidarności» – bezwarunkowo przywiązanych do wolności, ludzi, którzy zdecydowali się wziąć na siebie całą odpowiedzialność za historię. Był to także jeden z najpiękniejszych momentów mojego życia...” - stwierdził Alain Tourine. Co zrobiliśmy z tym pięknem?  Jak dziś wyglądałaby wolna Polska, gdyby to, co reprezentują wyżej wspomniani w kategoriach moralnych, mogło znaleźć odzwierciedlenie w porządku społeczno-ekonomicznym, w polityce i relacjach władza–obywatele.

Raz do roku przed świętami niech nam wolno będzie pomarzyć. Dlaczego zamordowanie w grudniu 1981 r. tego wspaniałego potencjału, jaki odkryliśmy w sobie, dlaczego zniszczenie  tej „najważniejszej sprawy, jaka zdarzyła się ludzkości (nie Polakom, nie Europejczykom – ludzkości!) w II poł. XX wieku” - jak napisał  Alain Touraine -  do dziś nie zostało jednoznacznie potępione jako zbrodnia?

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 50/2010