Logo Przewdonik Katolicki

Palikot chce zamknąć usta Kościołowi

Jarosław Stróżyk
Fot.

Poseł skandalista Janusz Palikot znalazł sobie nowy cel. Chce wyzwolić Polskę spod rzekomej władzy Kościoła katolickiego.


 

 


Do tej pory polityk słynął raczej z nieprzejednanej walki z PiS, a zwłaszcza ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim. Palikot nie ustawał w atakowaniu prezydenta. A to twierdził, że prezydent jest alkoholikiem, a to sugerował, że jest poważnie chory i domagał się opublikowania wyników jego badań lekarskich. Nie przebierał przy tym w słowach i jego ataki zazwyczaj miały wyjątkowo chamski charakter. Nie było tygodnia, by pod adresem głowy państwa nie płynęły złośliwości. Jednak po tragicznej śmierci prezydenta Kaczyńskiego w katastrofie smoleńskiej Palikot stracił swój ulubiony obiekt ataków.

 

Ruch poparcia samego siebie

Nie trzeba było długo czekać, by polityk znalazł sobie nowy cel. Tym razem padło na Kościół katolicki. Palikot stworzył ruch poparcia samego siebie, którego niemal cały program sprowadza się do hasła, że główną przyczyną zła w Polsce jest działalność Kościoła. Mamy więc ataki na naukę religii w szkołach, kościelne nauczanie w sprawie in vitro, aborcji, eutanazji. Nie mogło oczywiście zabraknąć zarzutów, że Kościół okrada Polaków, bo odzyskał część majątku zabranego mu przez komunistów. Inicjatywa Palikota spotkała się z entuzjastycznym poparciem części elit i mediów, które o życzliwość dla Kościoła trudno podejrzewać.

 

Protesty pod oknami biskupów

W ostatnim czasie Palikot postanowił przejść od słów do czynów. W kilku polskich miastach zorganizował protesty przed miejscowymi kuriami. – Protestujemy przed kuriami w związku z tym, że chcemy państwa świeckiego. Nie chcemy, żeby biskupi straszyli posłów – mówił Palikot. Pretekstem do tych protestów stała się wypowiedź abp. Hosera w sprawie in vitro.

W wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej z 16 października br. przewodniczący Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. bioetycznych abp Henryk Hoser zauważył, że posłowie, którzy świadomie poprą ustawę dopuszczającą metodę in vitro, mrożenie i selekcję zarodków, stawiają się poza wspólnotą Kościoła. Generalnie więc arcybiskup przypomniał jedynie nauczanie Kościoła. Palikot i jego zwolennicy odebrali to jednak jako, w ich przekonaniu,  kolejną próbę mieszania się Kościoła do polityki, a nawet próbę zastraszania posłów.
– Nie chcemy, aby Konstytucja RP została ukrzyżowana przez biskupów, a razem z nią wszystkie wolności, które w tej konstytucji są zawarte. Na znak protestu przeciwko niszczeniu państwa świeckiego przybijamy tę konstytucję do krzyża – mówił w czwartek, 28 października br.,  podczas zorganizowanego przez siebie protestu Janusz Palikot. Następnie przybił konstytucję do krzyża dwumetrowej wysokości, który przynieśli ze sobą pikietujący przed siedzibę kurii warszawsko-praskiej.
Palikot nawoływał też, by biskupi od siebie rozpoczęli oczyszczenie moralne i domagał się odczytania w kościołach listy księży pedofilów, zamiast listy posłów głosujących za ustawą zezwalającą na stosowanie metody in vitro. Obarczył nawet Kościół winą za śmierć Marka Rosiaka, zamordowanego w biurze PiS w Łodzi. Powiedział, że przyczyniło się do niej poparcie księży i biskupów dla Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich.
Mimo szumnych zapowiedzi protesty nie zgromadziły zbyt wielu zwolenników. Na największym w Warszawie zgromadziło się  niespełna 100 osób. Nie przeszkodziło to jednak Palikotowi obwieścić, że odniósł on wielkie zwycięstwo. „Jedno jest pewne, że po wczorajszych manifestacjach w skali całego kraju, manifestacjach po raz pierwszy przeciwko klerowi od 25 lat, Polska jest inna. Już żaden Hoser ani inny satrapa, nie będzie przeklinał i wyzywał w przestrzeni publicznej (...) To wielkie zwycięstwo Ruchu w Polsce. To wielkie nasze zwycięstwo!” – napisał na swoim blogu. Zapowiada, że nie zaprzestanie walki, dopóki Kościół nie przestanie zajmować się takim sprawami jak in vitro.

 

Absurdalne żądania

Można by całą działalność Palikota uznać za folklor i spuścić zasłonę milczenia na głupoty, które opowiada, gdyby nie fakt, że głosy, iż Kościół ma wycofać się ze sfery publicznej są ostatnio coraz częstsze i padają z różnych stron. Palikot próbuje jedynie wykorzystać to zjawisko i zbić na nim kapitał polityczny.
Są to głosy absurdalne, gdyż domagają się od Kościoła rzeczy niemożliwej: by przestał głosić swoją naukę. Kościół w Polsce nigdy nie bał się mówić, jakie są podstawowe prawa i obowiązki katolików oraz stawać w obronie prawd wiary. Robił to w trudnych czasach PRL-u, kiedy spotykały go za to poważne represje, nie przestanie więc tego robić i teraz, tylko dlatego, że domaga się tego Janusz Palikot i jego zwolennicy. Jeśli polityka zbiega się akurat z tematami, które wiążą się z nauczaniem Kościoła (np. in vitro, aborcja), to wręcz obowiązkiem biskupów i księży jest zabierać głos w tych sprawach. I nie ma to nic wspólnego z mieszaniem się Kościoła do polityki.

 

Nie tylko w Polsce

Nie jest to wbrew temu, co próbuje sugerować Palikot, specyfika jedynie polskiego Kościoła. Na przykład amerykańscy biskupi wielokrotnie wypowiadali się przeciwko aborcji, karze śmierci, a także dyskryminowaniu imigrantów, i nikt nie kwestionował ich prawa do zabierania głosu w tych sprawach. Kościół w Hiszpanii głośno protestował przeciwko legalizacji „małżeństw” homoseksulanych oraz umożliwieniu aborcji. Nie tylko wydawał stanowiska w tych sprawach, ale nawet włączał się w organizację protestów.
Papież Benedykt XVI wielokrotnie potępiał różne państwa za prowadzenie wojen. Jan Paweł II głośno protestował przeciwko amerykańskiej interwencji w Iraku. Nie wszystkim takie stanowisko Kościoła się podobało, ale trzeba przyznać, że było to zgodne z jego nauką. Jednym z zadań Kościoła jest konsekwentne głoszenie swojej nauki i „bycie znakiem sprzeciwu” nawet, jeśli politycy, media, naukowcy i inni mają na ten temat odmienne zdanie. Nikt nie może ich zmusić, by przyjęli oni naukę Kościoła, ale też nikt nie może Kościołowi zakazać, by przestał ją głosić. Dlatego nie ma wątpliwości, że ani Janusz Palikot, ani inni podobnie myślący nie zdołają zamknąć ust polskiemu Kościołowi.

 

 

 

 


 

„Księża i ryby głosu nie mają” – taki napis znalazł się na koszulce jednego z aktywistów manifestacji organizowanej pod auspicjami Palikota. Jako ksiądz zadaję sobie pytanie, dlaczego ktoś odmawia mi prawa głosu w moim kraju, w mojej ojczyźnie? Zastanawiam się też, dlaczego od tak długiego czasu w gronie polskich polityków i ulubieńców mediów daje się miejsce człowiekowi, który dzieli ludzi na lepszych i gorszych; dyskryminuje ze względu na wyznanie i życiowe powołanie (w języku świeckim: „zawód”).

Nie pretendowałem nigdy do tego, by traktowano mnie w sposób specjalny, uprzywilejowany. Mam ambonę, z której przemawiam, mam okazję do spotkań i dyskusji z wieloma ludźmi, mam wreszcie tygodnik, w którym mogę pisać. Wszystko to – że tak powiem: w przestrzeni kościelnej. Ale mam też prawo, jako obywatel RP, do zabierania głosu w sprawach, które dotyczą mojego kraju. Nikt mi tego prawa nie może odebrać. Zwłaszcza ludzie, którzy znieważają Krzyż i przebijają gwoździami konstytucję.

 

ks. Dariusz Madejczyk

redaktor naczelny

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki