Byłam wolontariuszką w hospicjum

Z red. Joanną Kryńską, szefową programu TVN24 Prosto z Polski rozmawia ks. Robert Nęcek
Czyta się kilka minut

Z red. Joanną Kryńską, szefową programu TVN24 „Prosto z Polski” rozmawia ks. Robert Nęcek

 

 

Pani Redaktor, czy w swoich programach dziennikarskich, w ich doborze, kieruje się Pani wiarą?

- Nie chcę używać wzniosłych słów, ale w mojej pracy jest wiele takich momentów, kiedy obserwujemy wielkie ludzkie dramaty i zastanawiamy się, jak w zderzeniu z nimi się zachować. Czy daną sytuację komentować, czy komentarz pozostawić innym? Czy kategorycznie wskazywać winnych, czy wstrzymywać się z osądami? To takie dylematy jak w życiu, w którym staram się kierować zasadami wiary, jakie kiedyś wpoili mi rodzice. Na szczęście nie spotykam się z takimi sytuacjami, w których ta wiara wystawiana byłaby na próbę. W pracy nigdy nie była i mam nadzieję, że nie będzie.

 

Pytam o to dlatego, gdyż dla wielu osób wiara i konsekwencje z niej płynące mają wymiar jedynie prywatny i nie mają wpływu na wybory publiczne…

- Wydaje mi się, że świat osób publicznych często jest źle oceniany. Mam wrażenie, że to środowisko inaczej jest postrzegane z zewnątrz, a inaczej wygląda od wewnątrz. To są tacy sami ludzie jak ci, których spotykamy w supermarkecie czy w kościele w ostatniej lub pierwszej ławce. Tak jak w każdym innym środowisku są ludzie, którzy kierują się określonymi zasadami, i tacy, którzy ich nie mają bądź je łamią. Ale to nie jest tak, że dla wszystkich jedynym celem jest rozpoznawalność, sława i bogactwo. Ufam, że dla większości celem jest przekazywanie prawdy, zwracanie uwagi na problemy społeczne. Doskonale wiem, że wśród dziennikarzy jest wiele osób, które wierzą bardzo głęboko i które także w pracy kierują się podstawową zasadą - uczciwością.

 

Czy miała Pani w swojej karierze dziennikarskiej takie sytuacje, w których musiała wybierać między wiernością wierze a lojalnością w pracy?

- Na szczęście takich sytuacji nie miałam i myślę, że nie będę miała. Gdyby jednak kiedyś lojalność wymagała złamania zasad, którymi kieruje się w życiu, to byłabym na pewno nielojalna. Zachowałabym się zgodnie ze swoim sumieniem i nie byłoby dla mnie problemem podjęcie takiej decyzji.

 

W codziennych wyborach ważniejsza jest uczciwość czy kompetencja?

- Kompetencja jest wyjątkowo ważna, ale na pierwszym miejscu z pewnością jest uczciwość. Zresztą, mam wrażenie, że ludzie kompetentni są zazwyczaj uczciwi, a uczciwi kompetentni.

 

Czy wiara kojarzy się Pani ze wspólnotą Kościoła?

- Oczywiście. Wspólnota Kościoła jest mi bardzo bliska. Staram się słuchać głosu Kościoła. Zresztą tego głosu słuchają także osoby luźniej z nim związane. Bolesne jest to, że ten głos nie zawsze jest jednoznaczny.

 

Jak Pani sądzi, dlaczego wiele osób w Pani świecie, gdy im się coś nie powiedzie – często w życiu osobistym – nabiera dystansu do Kościoła. Czym to może być spowodowane? Mają jakieś pretensje do Kościoła?

- Jest to wyjątkowo trudne pytanie, ponieważ niełatwo mi wyobrazić sobie sytuację, w której za moje życiowe klęski miałabym winić Kościół i księży. Wręcz przeciwnie. W wierze staram się szukać odpowiedzi i oparcia. Jeżeli mam jakieś problemy, dylematy, to przypominam sobie, że Jan Paweł II często powtarzał proste słowa – „Jezu, ufam Tobie!”. Mimo że to czasami bardzo trudne, staram się ufać.

 

Czy Kościół jest Pani bliski i pomocny?

- Tak, i to bardzo. Zwłaszcza ludzie Kościoła.

 

Na przykład w czym?

- Myślę o takich ludziach, którzy swój czas poświęcają innym, którzy są prawdziwymi pasterzami. Przy okazji realizacji moich programów miałam okazję poznać takie osoby. Wbijają się tak w pamięć, że nie sposób o nich zapomnieć. Chociażby o. Edward Kąkol z Białegostoku – człowiek pracujący z ludźmi, którzy znaleźli się w dramatycznej sytuacji, na życiowym zakręcie. Dziś siedzą przy jednym stole, dostali szansę na nowe życie i z pomocą o. Kąkola ją wykorzystali. Mają pracę, lepiej czy gorzej płatną, ale mają. O. Kąkol dał im poczucie bezpieczeństwa i utwierdził, że życie ma sens. Tacy księża sprawiają, że ich kościoły są pełne.

 

Kiedy słyszy Pani z ust swoich koleżanek i kolegów redaktorów ostre słowa na temat księży i biskupów, którzy popełnili błędy lub zgrzeszyli, co Pani wówczas myśli, jaką postawę Pani wobec nich zajmuje?

- Smuci mnie to, bo niestety najczęściej te mocne słowa nie są bezpodstawne i rodzą się z przekonania, że to księża mają nam dawać przykład życia. Dziennikarz nie może nie mówić i nie może nie słyszeć tego, co się dzieje. Jest to dziennikarski obowiązek. Z drugiej strony nie powinniśmy jednak wpadać w pułapkę uogólniania i sprawiać, że wszyscy będą postrzegani przez pryzmat kilku grzeszników.

 

Zapytałem o to, bo zastanowiły mnie słowa pewnego dziennikarza, który powiedział mi: „Ksiądz dobrze wie, że daną sprawę można przekazać tak i tak”. Od czego to zależy?

- Ja kieruję się zasadą, że przekazywać trzeba sprawdzone informacje w obiektywny sposób. To prawda, że problem można różnie przedstawić, podkolorować, ale to jest wejście w pułapkę! Nie opowiadamy w naszym programie o różnych sprawach „taki i tak”, tylko tak jak jest.

 

A co wtedy, kiedy przychodzą zwątpienia?

- To wtedy powtarzam „Jezu, ufam Tobie!” i sięgam po podarowane przez babcię „tajemnice szczęścia”.

 

Czy te „tajemnice szczęścia” dają Pani szczęście?

- Mam poczucie, że jestem szczęśliwą osobą. Gdy się cieszę, to na serio, a gdy się smucę, to wszyscy to widzą. Niestety, mój smutek łatwo zauważyć.

 

Ale to chyba dobrze, że człowiek się nie maskuje?

- Też tak uważam.

 

Mówiąc „Jezu, ufam Tobie”, dotykamy tajemnicy miłosierdzia. Dlaczego właśnie miłosierdzie, skoro przebaczenie - jeden z jego przejawów – jest dosyć niepopularne?

- Miłosierdzie dlatego, że to współczucie, które nie ogranicza się do pokiwania głową ze zrozumieniem i smutkiem, ale motywuje do działania, do pomagania innym. A przebaczenie jest niepopularne, bo jest trudne. Wydaje mi się jednak, że jak zacznę od siebie, to łatwiej dotrzeć do drugiej osoby.

 

Czym zatem jest według Pani miłosierdzie?

- Jest to myślenie o drugim człowieku, myślenie i zarażanie nadzieją, bo bez niej byłoby trudniej. Nie chodzi tylko o mówienie, ale o zmienianie świata, nawet w najmniejszym wymiarze. Najlepiej rozpocząć od siebie. Nie oceniać innych, ale zabrać się za siebie. Wówczas o wiele łatwiej dotrzeć do innych.

 

To ciekawe: najlepszą formą poprawiania innych jest poprawianie siebie…

- …ale zarazem najtrudniejszą. Ponadto przynosi wielką satysfakcję. Lubię pomagać innym. Przez pewien czas byłam wolontariuszką w hospicjum. Myślałam, że sobie nie poradzę. Co ja mogę tym ludziom dać? Początkowo pomagałam w kuchni, a później coraz więcej czasu spędzałam z chorymi. Pracowałam wówczas w ośrodku telewizyjnym TVP w Białymstoku i opowiadałam im o swojej pracy, bo to ich interesowało. Nawet codzienne czytanie przez mnie gazet sprawiało im nieocenioną radość. Okazało się więc, że każdy inny może coś dać potrzebującym.

 

W czym Pani pomógł wolontariat?

- Dzięki wolontariatowi łatwiej jest mi zrozumieć problemy, którymi się zajmuję, a także mówić o cierpieniu, będącym bardzo często tematem naszego programu.

 

Czy można mówić o sensie cierpienia w kontekście promowania eutanazji?

- To wyjątkowo trudny problem. W moim programie jednak takich nie poruszamy. Mam wrażenie, że w Polsce nie jest to jeszcze pierwszoplanowy temat, ale takim z pewnością kiedyś będzie.

 

A co wtedy, jeśli każą przedstawić…

- Nie ma czegoś takiego, że każą. Jeżeli zaczniemy o tym mówić, to dlatego, że politycy albo - co bardziej prawdopodobne - jakieś konkretne wydarzenia wywołają ten temat. Jedno jest pewne - to będzie jeden z najtrudniejszych tematów, nie tylko dla dziennikarzy.

 

Przypomnę przypadek Terri Schiavo. Po dwóch latach od śmierci okazało się, że było zupełnie odwrotnie, niż podały media….

- Dlatego tak ważna jest kompetencja i uczciwość, o której już rozmawialiśmy. Zwłaszcza kiedy chodzi o sprawy życia i śmierci.

 

Powrócimy jeszcze do miłosierdzia. Jeżeli ktoś w sposób świadomy nadepnie Pani na odcisk, to nie rodzi się chęć zaznaczenia, że ze mną nie warto zaczynać…?

- Pokusa jest, ale staram się wyzbyć takich zachowań. Mój „odwet”, jeżeli już jest, ogranicza się do zwracania uwagi. Staram się myśleć, że ta osoba nie wiedziała, co robi.

 

Wspominała Pani Redaktor o księżach. Jak Pani ocenia ich niedzielne homilie?

- Różnie. Uczestniczyłam w pielgrzymce pieszej. Tłumy ludzi. Wspaniałe miejsce. To było przed wyborami. I pojawiło się wyjątkowo jasne wskazanie, na kogo należy głosować. Nie mówiąc już o mocnym uderzeniu w media. Stojąc pośród pielgrzymów, a zarazem jako dziennikarka, poczułam się nieswojo. Przecież nie po to uczestniczyłam w pielgrzymce.

 

Może Ewangelia mówiła o wyborach… (uśmiech)?

- Nie, nie mówiła (uśmiech). Siedząc zmęczona pod drzewem, usłyszałam w kazaniu: nie ma tu dziennikarzy, bo gdyby byli, to wiedzieliby, jak to jest. Ja chyba wiem, „jak to jest”, i byłam wzburzona. Takie wzburzenie u moich znajomych kończy się często stwierdzeniem „już więcej do Kościoła nie pójdę”. Ale to nie tak, bo może i nierozsądny głos jednego księdza nie jest głosem Kościoła. Kościół to wspólnota łącząca ludzi bez względu na głosowania. Od innego księdza usłyszę słowa, które mnie podniosą na duchu i będę miała nad czym myśleć do następnego spotkania w kościele.

 

Gdyby osoba niewierząca zapytała, dlaczego Pani wierzy w Boga, co by mogła usłyszeć?

- Osobie, która nie wierzy, powiedziałabym, że trudno nie wierzyć w nic. Wiara w Boga podnosi na duchu i pozwala odpowiedzieć na tysiące pytań nurtujących człowieka. Osobie wierzącej łatwiej jest znieść trudności w życiu i przejść ponad nimi do codzienności. Wiara pozwala wszystko przetrwać. Bez wiary z wieloma sytuacjami nie potrafiłabym sobie poradzić. Dlatego wierzę w Boga.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 39/2010