Logo Przewdonik Katolicki

Krzyż-pomost w Kurdwanowie

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Jest taka parafia, w której szacunek dla krzyża nigdy nie zginie. Ul. Witosa w Krakowie-Kurdwanowie. Na placu na górce podobno kiedyś dzieci jeździły na sankach. Dziś stoi tu kościół parafialny pw. Podwyższenia Krzyża Świętego.

 

Jest taka parafia, w której szacunek dla krzyża nigdy nie zginie. Ul. Witosa w Krakowie-Kurdwanowie. Na placu „na górce” podobno kiedyś dzieci jeździły na sankach. Dziś stoi tu kościół parafialny pw. Podwyższenia Krzyża Świętego.

 

Rok rocznic

W bieżącym roku parafia wspomina ważne wydarzenia z jej krótkiej, bo 20-letniej historii. Historii, w której nie brakowało ani Bożego błogosławieństwa, ani dobrych ludzi, ani cudów.

Wszystko zaczęło się w 1985 roku. W Wielki Piątek 5 kwietnia na placu pod budowę kościoła stanął krzyż. Wkopał go zaangażowany w życie przyszłej parafii śp. pan Kazimierz Sroka. Na pierwszą Mszę św. trzeba było czekać niecały miesiąc – eucharystia odbyła się 3 maja przy ołtarzu polowym. Od tego dnia w żadną niedzielę i święto nie zabrakło Mszy św.

Trudne zadanie i zaszczyt budowania kościoła przypadły w udziale pierwszemu i obecnemu ks. proboszczowi Janowi Mrowcy. Zbierająca się „na górce” wspólnota stała się parafią w 1990 roku. Mianował ją kard. Franciszek Macharski. 20. rocznica powołania parafii jest więc 20. rocznicą proboszczowania ks. Mrowcy. Złotymi literami w historii parafii zapisuje się też pan Zdzisław Bułat – główny majster na budowie, który przy kościele pracuje od 24 lat. Ksiądz proboszcz mówi o nim z wielką wdzięcznością.

Kolejną ważną rocznicę parafianie przeżywali w marcu. Wtedy to minęło 10 lat od nawiedzenia kopii Cudownego Obrazu Jasnogórskiego.

 

Świeccy nie z boku

Święta i odpust 14 września wyznaczają rytm życia parafii. Pracuje w niej czterech księży wikariuszy. Świeccy nie stoją z boku. Wśród działających grup są ministranci, lektorzy, schola, oaza, neokatechumenat, Żywy Różaniec i chór parafialny. Ukazuje się biuletyn parafialny „Na Górce”. Działa Bractwo Trzeźwości, które w drugi i czwarty poniedziałek miesiąca czynnie uczestniczy w Mszy św., prowadzi modlitwę w kaplicy adoracji, a po niej pełni dyżury – rozdaje ulotki, służy rozmową i wsparciem. Kilka małżeństw zrzesza działające ok. 15 lat Stowarzyszenie Rodzin Katolickich. Wychował się w nim jeden z wiceprezydentów Krakowa. Pomocą ubogim zajmuje się zespół charytatywny – dzięki jego pracy każdego miesiąca 86 rodzin dostaje ok. 20 kg żywności. Opiekę nad ludźmi terminalnie chorymi, nierzadko młodymi, sprawuje Hospicjum Domowe. Zrzesza wolontariuszy, którzy obecnie troszczą się o 19 chorych.

 

 

 


Małe cuda i anegdotki parafii w Kurdwanowie

 

1985 rok i pierwsza Pierwsza Komunia Święta. Dzieci przygotowywały się do przyjęcia sakramentu w Łagiewnikach, ale do stołu Pańskiego miały przystąpić podczas Mszy św. przy ołtarzu polowym w Kurdwanowie. Pod gołym niebem znajdował się ołtarz przykryty płytami polistyrenowymi. Dzieci zabezpieczał daszek, ale na wszystkich rodziców równo padał deszcz. W tym roku, w niedzielę 14maja we wspomnienie tego wydarzenia, pogoda była taka sama.

 

Jesienią 1985 lub 1986 roku ktoś wrzucił na niedzielną składkę ciężką kopertę. Znajdowała się w niej sztabka złota. Za jej wartość ksiądz proboszcz kupił Jelcza, który zwiózł wszystkie materiały na budowę. Transport nie był wtedy tak dobrze rozwinięty jak dziś. – Uważam to za znak – Pan Bóg chciał, aby budowa posuwała się naprzód – mówi ksiądz proboszcz.

 

Innym razem została wylana posadzka kościoła. Aby budować wyżej, potrzebne było rusztowanie. Na całym kościele stanął las żerdzi. Pewnego sobotniego popołudnia przyszła wichura. – Widziałem na własne oczy, co się działo – wspomina ks. Mrowca. – Wiatr skręcił wszystkie żerdzie w kupkę. Runęły. Na rusztowaniu pracowało w tym czasie 6 ludzi. Nikomu nic się nie stało, nie było nawet żadnego zadraśnięcia.  

 

 

 


 

O „perypetiach” z krzyżem i drugiej Mogile

 

Ks. proboszcz prałat Jan Mrowca – pochodzi z Maruszyny koło Szaflar; był wikariuszem w Kętach i par. św. Szczepana w Krakowie; jest kapłanem od 36 lat

 

Ks. kard. Macharski dał mi swobodę wybrania wezwania parafii. Zaproponowałem Podwyższenia Krzyża Świętego i uzasadniłem.

Przeżyłem kilka wydarzeń, w których szczególnie był obecny krzyż. Gdy miałem chyba 8 lat, zgodnie z rozporządzeniem władz państwowych w naszej szkole postanowiono zdjąć krzyże. Nauczyciele się do tego nie kwapili, więc przyjechał jakiś pan, wszedł na lekcję, stanął na krześle, zdjął krzyż ze ściany i wrzucił go do kosza. Pochodzę z gór, gdzie szacunek do tego świętego symbolu jest bardzo duży, więc to wydarzenie było dla mnie wstrząsające.

Potem, gdy jako kleryk poszedłem do wojska, kapral zażądał zdjęcia łańcuszka z krzyżykiem, który nosiłem na szyi. Była to bardzo nieprzyjemna sytuacja.

W roku 1980 byłem wikariuszem w parafii św. Szczepana przy Pl. Inwalidów w Krakowie. Zaczynało się wieszanie krzyży po sierpniu ’80. Ludzi spontanicznie je kupowali, przychodzili poświęcić i zanosili do szkół i szpitali.

Po raz kolejny uczestniczyłem w „awanturze” o krzyż w stanie wojennym.

Gdy zaczynała się tworzyć parafia, dużo się o krzyżu mówiło. Pomyślałem więc, aby nadać jej takie wezwanie – na upamiętnienie różnych „perypetii” i moich osobistych przeżyć i doświadczeń.

Ważnym czynnikiem było też to, że na początku mieszkało tutaj wielu ludzi z Huty, którzy pracowali w Kombinacie im. Lenina. Władze próbowały rozbić obóz solidarnościowy – gorliwych katolików przenosiły do Kurdwanowa i dawały im mieszkanie. W Nowej Hucie ci ludzie mieli Mogiłę, tutaj mieli mieć parafię Podwyższenia Krzyża Świętego – pomost między Nową Hutą a resztą Krakowa.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki