Logo Przewdonik Katolicki

Oczekiwanie wsparcia

Paweł Piwowarczyk
Fot.

Gdy niektórzy rozkładają leżaki na plaży nad Bałtykiem, inni na drugim końcu Polski marzą o tym, by obudzić się i ujrzeć swój dom w stanie sprzed wielkiej wody.

 

Gdy niektórzy rozkładają leżaki na plaży nad Bałtykiem, inni na drugim końcu Polski marzą o tym, by obudzić się i ujrzeć swój dom w stanie sprzed wielkiej wody.

 

Wola Przemykowska, Wola Rogowska i Uszew. Te miejscowości w gminie Brzesko i gminie Szczurowa w województwie małopolskim odwiedziłem wiele tygodni po przejściu pierwszej i drugiej fali powodziowej. Myli się ten, kto myśli, że sytuacja wraca tam szybko do normy. Ludzie wciąż usuwają skutki wielkiej wody. Trwa wielkie sprzątanie. Pierwsze zapomogi finansowe starczyły zaledwie na wymianę drzwi, zakup podstawowych środków niezbędnych do życia. Poszkodowani wciąż czekają na kolejne obiecane wsparcie. Media zamilkły, ale ludzie ciągle oczekują wsparcia. Lista podobnych miejsc w Polsce jest o wiele dłuższa.

 

Krajobraz ludzkiej tragedii

Niektórzy jadąc do Woli Rogowskiej i sąsiedniej Woli Przemykowskiej, określają te miejsca „krajobrazem księżycowym”. Porównanie może dość trafne, bo w tych okolicach trudno zauważyć większe obszary pokryte trawą. Boisko miejscowego klubu – Nadwiślanki Wola Rogowska, bardziej przypomina boisko do piłki plażowej. Używając „księżycowego” porównania, można mieć jednak pewne wątpliwości. Może i tereny te przypominają satelitę Ziemi, ale na Księżycu nie ma ludzi. Tutaj są i mierzą się z wielką tragedią. Żywioł zabrał im dobytek życia, zniszczył pola – miejsca ich pracy. – Ludzie żyją tutaj głównie z rolnictwa, ale teraz pozostało tylko posprzątać na polach, bo nic nie nadaje się do użytku - opowiada Ryszard Konstantynowicz, który spieszy się, żeby porządkować ponad hektar swojego pola. Niektórzy straszą, że deszcze mogą wrócić.

 

Czas osuszy?

Gdy przyjechałem na te tereny w połowie lipca, wydawało się jakby powódź zalała je kilka dni temu. Na polach w niektórych miejscach stała jeszcze woda. Nie ma domu, w którym woda nie pozostawiłaby wielkich zniszczeń. Ludzie, których spotykam, porządkują podwórka i pola. Tam, gdzie zastaję puste domy, właściciele zapewne przenieśli się do mieszkań swoich bliskich. Czekają, aż wyschną ściany i zniknie nieprzyjemny zapach. Ci, którzy zostali w domach, bezradnie rozkładają ręce i pokazują zdrapane tynki, mówiąc, że i tak nie mogą nic robić dalej, póki wilgoć i pleśń zupełnie nie znikną. Są i tacy, którzy mówią, że nawet jeśli zniknie, to i tak nie wiedzą, czy będą mieli za co remontować domy.

Sześć tysięcy zapomogi starczyło zaledwie na wymianę drzwi wejściowych i zakup podstawowych środków do życia. Pisali wnioski o dodatkowe dwadzieścia tysięcy, ale wciąż czekają na odpowiedź. Czas osuszy ściany i pola, ale niektórzy nie wierzą, że osuszy łzy wylewane przez nich po tym, jak powódź zabrała im to, na co pracowali prawie całe swoje życie…

 

Woda wciąż podchodzi

Zaglądam do kościoła w Woli Przemykowskiej. Otwarte na oścież drzwi, a w środku nie ma ławek. Woda go nie oszczędziła. Na plebanii spotykam ks. Andrzeja Mirka. Właśnie wprowadza się do plebańskiego mieszkania. – Odprawiamy normalnie Msze św., ale w tygodniu ławki wynosimy na zewnątrz i suszymy. Sporo pracy czeka mnie na plebanii – będzie trzeba kuć, sporo rzeczy jest do wyrzucenia. Woda jeszcze cały czas podchodzi – opowiada nowy proboszcz. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w kościele w Woli Rogowskiej. Tuż przy wejściu stoi konfesjonał, ławki, a nawet podtopione figury i drewniane krzyże.

 

Już jakby pokój

Niedaleko kościoła w Woli Przemykowskiej znajduje się mieszkanie pani Janiny Miki, która mieszka w nim ze swoim bratem. – Woda wdarła się do domu na 1,75 metra. Wszystkie podłogi zerwaliśmy, skuliśmy ściany. Zaczynamy remont domu jakby od stanu surowego. Jedno pomieszczenie przypomina już trochę pokój, bo trochę wytynkowane, no i jedna szafa ofiarowana przez księdza w niej stoi – mówi mieszkanka Woli Przemykowskiej. Panią Janinę ewakuowano do szkoły, skąd widziała, jak woda kieruje się w kierunku jej domu. Pokazuje mi zdjęcie domu w czasie powodzi i opowiada, że odkąd tutaj żyje, nie pamięta, żeby żywioł wyrządził takie szkody. W sercu mieszkanki gminy Szczurowa jest pragnienie, aby zdążyć z remontem przed zimą. – Nie wiem, czy damy radę, przecież piec nie działa. Na nowy nas nie stać – mówi pani Janina.

 

Tylko płakać się chce

Sąsiadka pani Janiny, która nie chce podawać swoich personaliów, mówi, że więcej czasu spędzają teraz poza domem. – Patrzy się na te mury i płakać się chce. Nie dość, że skromnie się żyło, to teraz trzeba od nowa się dorabiać – żali się matka trójki dzieci. Widoków na wakacje nie ma żadnych. Sprzątanie trwa. Przy prawie każdym domu leży góra śmieci – zalanych mebli, foteli, dywanów, które czekają na wywiezienie.

 

Łóżko i ściany

Gdy jechałem, aby rozmawiać z ludźmi z zalanych miejscowości, obawiałem się, że nie będą chcieli nic mówić. Na miejscu okazało się, że bardzo chętnie dzielą się swoimi przeżyciami. Pani Barbara Majewska mówi, że była już całkiem załamana, szczególnie gdy przyszła druga fala powodzi. – Owszem wojsko pomogło wynieść zniszczone rzeczy, ale my z mężem nie mamy już tyle siły żeby wszystko czyścić – mówi mieszkanka.

Wolę Rogowską i Przemykowską zalało aż dwukrotnie. Najpierw wylała Uszwica. Po pierwszej fali zdecydowano, aby wysadzić wał, bo z nisko położonej wsi wody wcale nie ubywało. Wału nie zdołano naprawić przed drugą falą. Wioski zalała tym razem Wisła.

Jeśli dom ma drugie piętro, to wszystko zostało tam wyniesione i jak jest miejsce, to tam przenoszą się mieszkańcy. Ale jeśli dom był parterowy, to zazwyczaj jedynym wyposażeniem pokoju pozostaje łóżko. A wokół niego widok surowych ścian, gdzieniegdzie stoją maszyny osuszające, czasem telewizor. Tak jest np. u państwa Hamyszów. Siedmioosobowa rodzina musi sobie jakoś radzić. – Po pierwszej wodzie mąż wyniósł na zewnątrz wszystkie pary drzwi. Co z tego, skoro druga fala zabrała to, co suszyło się na podwórku – mówi Maria Hamysz. - Wszyscy jesteśmy już wykończeni. Chcielibyśmy choć jeden pokój wykończyć – dodaje.

 

Powódź zmieniła ludzi

Jedna z moich rozmówczyń opowiada, że gdy poszukiwała informacji o pomocy, o rozdawanych darach, nie mogła jej uzyskać od wielu z sąsiadów. – Ty dostałeś dwie kołdry, a ja tylko jedną – tak opowiada anonimowo mieszkanka Woli Przemykowskiej, o tym co ludzie mówili, gdy rozdano dary. W Uszwi pan Kazimierz żali się na niektórych ze wsi, którzy zamiast pomóc, śmiali się z nich, „bo po co wybudowali się nad samą rzeką”. Choć sami prześmiewcy, mieszkając „u góry”, tak zorganizowali swoje posesje, że woda spływa prosto na mieszkańców, którzy wybudowali swe domy nad rzeką. Natomiast Maria Hamysz z Woli Rogowskiej stara się trochę rozumieć zdenerwowanych ludzi, którzy chcą jak najszybciej wrócić do normalnego życia, myśląc tylko o swoich potrzebach. Z czasem może dostrzegą swoje złe zachowanie…

 

Zjednoczeni w pomocy?

- To się powtarza w ciągu roku przynajmniej dwa razy. Nikt z tym nic nie robi. Zapowiadali budowę zbiornika retencyjnego w pobliskiej Gosprzydowej. Z planów i zapowiedzi tradycyjnie nic nie wyszło – mówi mieszkaniec Uszwi. Dlaczego nie zbudowano zbiornika? - pytam mieszkańców. - Bo możliwości finansowe gminy uniemożliwiają wykup gruntów – odpowiada Stanisława Gagatek. Podobno znaleźli się tacy gospodarze, którzy za swoje działki zażądali wygórowanych cen. Ot polska specjalność, a nazywa się prywata. Problem zalewanych gospodarstw rozwiązałaby tylko budowa zbiornika. Ludzie są zniechęceni, żadne apele nic nie dają. - Budują nowe drogi, podnoszą je, a nas rok w rok zalewa - dodaje Kazimierz Górak, pokazując znikome zabezpieczenia, które wykonała kiedyś gmina przy rzece.

 

Teraz pora na Ciebie, Drogi Czytelniku. Rozejrzyj się i sprawdź, czy w okolicy są organizacje pomagające powodzianom. Jeśli możesz wspomóż potrzebujących materialnie lub finansowo. Powódź w Polsce jeszcze się nie skończyła…

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki