Logo Przewdonik Katolicki

Przez nich Bóg odnowi swój Kościół. Relacja z zakończenia Roku Kapłańskiego

Krzysztof Bronk
Fot.

Kiedy przed rokiem Benedykt XVI ogłaszał Rok Kapłański, nikt się nie spodziewał, że dla kapłanów będzie to rok najtrudniejszy. Skandale obyczajowe, błędy w zarządzaniu Kościołem, malwersacje finansowe. Diabeł sobie z nas zakpił.


Kiedy przed rokiem Benedykt XVI ogłaszał Rok Kapłański, nikt się nie spodziewał, że dla kapłanów będzie to rok najtrudniejszy. Skandale obyczajowe, błędy w zarządzaniu Kościołem, malwersacje finansowe. Diabeł sobie z nas zakpił. Chcieliśmy ukazać, zwłaszcza młodym, jak piękne jest kapłaństwo, jak bardzo potrzebujemy księży, a tymczasem na wierzch wypłynęły same brudy. – Można się było spodziewać, że Nieprzyjacielowi nie będzie się to podobać – zauważył Benedykt XVI na zakończenie Roku Kapłańskiego. Uznał tym samym, że ktoś pokrzyżował nam plany. Ale bynajmniej nie zdołał ich zniweczyć. W podjętej przed rokiem inicjatywie nie chodziło bowiem o całoroczny festyn czy zbieranie pochwał. – Gdyby taki był nasz cel – kontynuował Ojciec Święty – ujawnienie kolejnych skandali uniemożliwiłyby jego realizację. W Roku Kapłańskim chodziło jednak o coś całkiem innego. O rzeczywiste, a nie tylko pozorne czy wręcz spektakularne, odnowienie posługi kapłańskiej. To zaś nie było możliwe bez prawdziwego, głębokiego, a przez to niekiedy bolesnego oczyszczenia. – A zatem – konkludował papież – to, co się wydarzyło, odbieramy jako oczyszczenie, które prowadzi nas w przyszłość.
Tak Benedykt XVI zakończył Rok Kapłański. Na Placu św. Piotra słuchało go co najmniej 15 tysięcy kapłanów. Piszę co najmniej, bo tym razem szacunki były bardzo trudne do ustalenia. Nie wszyscy księża przyjechali oficjalnie, nie wszyscy się zarejestrowali. Wielu wpadało do Rzymu na ostatnią chwilę. Byli zmęczeni, mieli już dość tego, co się wydarzyło w ostatnich miesiącach, u Piotra szukali pokrzepienia, odmiany. I chyba się nie zawiedli. Wszyscy kapłani, z którymi udało mi się rozmawiać, byli zadowoleni z tego co tu przeżyli, pomimo różnych typowych dla Rzymu niedociągnięć, jak choćby brak tłumaczenia papieskiej homilii.

W ciszy Wieczernika
Wydarzeniem, które dotknęło ich najgłębiej, była wielotysięczna adoracja Najświętszego Sakramentu na Placu św. Piotra 10 czerwca wieczorem i trudna do wytłumaczenia cisza, typowa dla Wieczernika. Nieco wcześniej Benedykt XVI przez godzinę odpowiadał na pytania kapłanów z różnych krajów. Nie zaniedbujcie swej duszy, bądźcie krytyczni względem aroganckich teologów, w Eucharystii szukajcie najgłębszych motywacji swego celibatu, żyjcie w sposób przekonujący, aby młodzi, którzy was widzą, chcieli pójść w wasze ślady – mówił papież do kapłanów. Księża pytali o różne sprawy, wszystkie dotyczyły kapłańskiego życia. Duszpasterz z Brazylii chciał wiedzieć, jak sobie radzić, gdy kurczą się szeregi duchowieństwa, a obowiązków przybywa. Benedykt XVI poradził mu, by miał jasne priorytety, wśród nich troskę o własną duszę i modlitewny kontakt z Bogiem. Zapewnił go zarazem, że gdy wierni widzą księdza wiernego swemu powołaniu i ofiarnego, akceptują jego ograniczenia i chętnie spieszą mu z pomocą. Nie zabrakło też pytania o powołania. Ojciec Święty wezwał do otwartej i stanowczej rozmowy z Panem Bogiem. Podkreślił też znaczenie rozmów z młodymi na temat powołania w tym okresie życia, kiedy Bóg może do nich przemawiać. Ważne też jest – podkreślił – zapewnienie młodym odpowiedniego środowiska (parafii, ruchu, wspólnoty), w którym powołanie mogłoby się rozwijać. Ksiądz z Afryki opowiadał papieżowi o dezorientacji, jaką wywołują w nim niektóre nurty współczesnej teologii. Benedykt XVI potwierdził, że jest to problem realny i poważny. Wynika on z arogancji teologów oraz ich pogoni za intelektualnymi modami. Trzeba się względem nich wykazać krytyczną postawą i odwagą – radził Ojciec Święty. Podkreślił on jednak, że problem ten dotyczy tylko pewnej części teologów. Nie brak bowiem i takich, którzy są wierni Słowu Bożemu i wierze Kościoła – zauważył.
Wypowiedź na ten temat wzbudziła gromki aplauz ze strony kapłanów. Równie gromkie oklaski usłyszał papież również następnego dnia, kiedy w cytowanej już homilii mówił o posługiwaniu się przez dobrego pasterza kijem i laską. – Pasterz potrzebuje kija, aby bronić owczarni przed drapieżnikami, którzy chcą się do niej wedrzeć. Również Kościół w swej posłudze musi używać kija i laski pasterskiej, chroniąc wiarę przed sfałszowaniem, przed orientacjami, które są w istocie dezorientacją. Właśnie użycie kija może być służbą miłości – powiedział Benedykt XVI. – Dziś widzimy, że nie jest miłością tolerowanie zachowań niegodnych życia kapłańskiego. Nie jest też miłością, gdy pozwala się szerzyć herezji, wypaczaniu czy rozkładowi wiary, tak jak byśmy my sami z siebie mogli wymyślać sobie wiarę – powiedział papież.

Księża za kratki
Wątek rozliczenia, oczyszczenia i korekty był bardzo wyraźnie obecny w czasie tego trzydniowego światowego spotkania księży, które zakończyło Rok Kapłański. Nie ograniczano się bynajmniej jedynie do skandali seksualnych, choć i o tym była mowa. Tytułem przykładu można tu przytoczyć długą medytację kard. Joachima Meisnera z Kolonii, która niemal w całości była poświęcona potrzebie powrotu kapłanów do konfesjonałów. Nie tylko do sakramentu spowiedzi, ale właśnie do konfesjonałów, a konkretnie, cytuję, „za kratki konfesjonału”, i to po jednej i drugiej stronie: jako spowiednicy i penitenci. Postulat radykalny, tym bardziej że w wielu krajach Europy konfesjonały dosłownie poznikały. Nie tylko są puste, ale ich po prostu nie ma, zostały usunięte. Tymczasem, zdaniem niemieckiego kardynała, kapłan, który nie spowiada, nie może mieć pojęcia o sakramentalnej, czyli tej najbardziej istotnej skuteczności swej posługi. Tym samym staje się jedynie jakimś opiekunem społecznym. Z kolei konfesjonał, w którym kapłan czeka na penitenta, sam w sobie jest już znakiem cierpliwości, miłosierdzia i otwarcia Boga – zaznaczył metropolita Kolonii.

Siła wiejskiego proboszcza
Patronem Roku Kapłańskiego był św. Jan Maria Vianey. 150-lecie jego śmierci było zresztą okazją do podjęcia tej inicjatywy. Wizerunek świętego, zawieszony na fasadzie watykańskiej bazyliki, towarzyszył też zgromadzonym w Rzymie kapłanom. Chodziły pogłoski, ba, znalazły nawet echo w oficjalnym programie, że papież ogłosi go patronem wszystkich kapłanów. Ostatecznie stało się inaczej. Benedykt XVI pozostawił go samym proboszczom, i na pewno miał ku temu racje. Nie to jednak jest najważniejsze. Istotny jest jego wzór i dokonania. - Mówi się o nim, że jako spowiednik zwyciężył duchowo rewolucję francuską - przypomniał w swej medytacji kard. Meisner. Tak, wiejski proboszcz, niepozorny i nieuzdolniony, lecz w sposób heroiczny wierny swemu powołaniu, odmienił losy swej ojczyzny. I w tym jest cała prawda o katolickim kapłaństwie i nasza szansa na przyszłość. Sytuacja współczesnego Kościoła pod wieloma względami przypomina francuski katolicyzm na początku XIX w. Przeszliśmy przez posoborową rewolucję. - I ja mogłem zbłądzić albo odejść, jak wielu ówczesnych kapłanów i zakonników. Udało mi się jednak przetrwać czas posoborowej burzy – wyznał w czasie rzymskich uroczystości kard. Marc Ouellet, wspominając koniec lat 60. ubiegłego stulecia. Nie wszyscy jednak mieli to szczęście. Główne Kościoły chrześcijańskiego świata świecą pustkami. Trzeba je odbudować tak jak św. Proboszcz z Ars – mocą sakramentalnego kapłaństwa.
 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki