Logo Przewdonik Katolicki

Religijny intelektualista

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Oczytany, wykształcony, obyty, posługujący się kilkoma językami, bywalec światowychmuzeów, teatrów i filharmonii, odznaczający się niewybrednymi manierami. Mistrz słowa, znawca dziedzictwa kulturowego swego kraju (i nie tylko), zorientowany we współczesnych problemach społecznych. Czy taki jest współczesny inteligent?

 

Oczytany, wykształcony, obyty, posługujący się kilkoma językami, bywalec światowych  muzeów, teatrów i filharmonii, odznaczający się niewybrednymi manierami. Mistrz słowa, znawca dziedzictwa kulturowego swego kraju (i nie tylko), zorientowany we współczesnych problemach społecznych. Czy taki jest współczesny inteligent?

 

Bilans teraźniejszości

A może wprost przeciwnie: zagubiony w meandrach historii, popełniający gafy, wąsko pojmujący swój profesjonalizm, odziany w bezideowość, marazm, nieznający kanonu literatury swego kraju?  

Czy dzisiejsze społeczeństwo potrzebuje jeszcze intelektualistów? Jakie kryteria rządzą dzisiaj ludźmi zajmującymi się zawodowo pracą umysłową?

W świecie nowoczesnym bóle, rozterki, zgryzoty lęgną się w społeczeństwie, w którym daremnie szuka się sztywnej kanwy, na której dałoby się haftować swój własny szlak. Technika „absolutnych początków”, eksperymentowania, zaczynania wciąż na nowo zdominowała współczesną kulturę. Wobec takiego stanu rzeczy, gdzie zanikają dotychczas panujące i pielęgnowane stosunki międzyludzkie, gdzie wszystko jest „na chwilę”, trudno uchronić się przed rozpadem wartości, ba, a nawet zachować własną tożsamość. Bilans współczesności nie wypada pomyślnie. 

 

Co tkwi w naszej czaszce?

Dzisiaj zdolność zapominania jest atutem, podobnie jak umiejętność zacierania różnic między normą a anomalią, coraz mniej jest punktów oparcia, które można by uznać za solidne i godne zaufania. Dzisiejsze autorytety, lub osoby do nich pretendujące, mówią takim oto językiem: dzień dzisiejszy, współpracujemy w teamie, za wyjątkiem... Czynność niegdyś dokonywana własnymi siłami i w oparciu o odkryte i pielęgnowane talenty, dzisiaj wymaga konsultacji specjalisty, udania się po poradę czy głosu doradztwa. W epoce testów, kodów, genetycznych manipulacji, którą rządzą przede wszystkim liczby, ułamki, nanometry i megabajty, doprawdy trudno nadążyć za proponowanymi rozwiązaniami i wszelkiego rodzaju uproszczeniami w myśl zasady: „by żyło nam się lepiej”. Już Stanisław Lem przewrotnie zauważył, że „o kosmosie wiemy znacznie więcej niż o tym, co tkwi w naszej czaszce”. Gdy droga do gwiazd wydaje się dziś bliższa niż do poznania własnego rozumu, czy potrzebna jest nam jeszcze warstwa społeczna, która uzurpowała sobie przywilej bycia wyjątkową?

 

 

Śmierć inteligenta

Pojęcie inteligenta w literaturze polskiej pojawiło się w połowie XIX w. wraz z pojawieniem się tej warstwy społecznej. Inteligencja rekrutowała się głównie ze zubożałej szlachty, częściowo mieszczaństwa. Wytworzyła obok jednolitego stylu życia, zespół wyobrażeń o swym szczególnym powołaniu i nadzwyczajnych funkcjach społecznych.

Co jakiś czas pojawiały się utwory przedstawiające tę warstwę nie zawsze tak, jak ona sama siebie chciałaby widzieć.

Śmierć inteligenta, który jest wiecznie niezdecydowanym malkontentem, nieumiejącym odnaleźć się w świecie, który wiecznie w życiu „ma pod wiatr”, odprawiający w zadymionej kawiarni, gdzie bezproduktywnie spędza czas, „dymne rekolekcje”, wieścił już K.I. Gałczyński. „Niemożliwi są ci panowie inteligenci. A jednak wbrew swej niemożliwości istnieją”, kilkadziesiąt lat później pisał, posługując się parodią, W. Woroszylski.

Dzisiaj każdy sam może zmierzyć, w dosłownym tego słowa znaczeniu, swój iloraz inteligencji. Moda na testy na inteligencję zapanowała w Polsce już jakiś czas temu. Członkostwo w Mensie to powód do dumy, wysokie IQ budzi podziw, a i niekiedy zazdrość wśród innych. Wyróżniono różne kategorie inteligencji: emocjonalną, werbalną, wizualną, fizyczną. Bezsprzecznie są one ważne dla przeciętnego Kowalskiego, ale „mądrość” ciała nie może przesłonić mądrości ducha.

 

Wrażliwość religijna

Uchwycić w słowach to co niewyrażalne, oto prawdziwe wyzwanie dla umysłu ponowoczesnego, dla współczesnego inteligenta. A niewyrażalne jest też w jakimś stopniu odkrycie w sobie wrażliwości religijnej przekraczającej przeciętność. To predyspozycje uwrażliwiające na odbiór określonego kontekstu religijnego i ułatwiające poruszanie się w nim. Jest darem szczególnym, o który trzeba dbać i go rozwijać. Ów talent religijny jest oznaką wybrania, choć niekoniecznie wiąże się z odkryciem w sobie powołania. Człowiek obdarzony inteligencją religijną postrzega świat w kontekście całościowym, odnosząc wszystkie wartości, doświadczenia do Boga. Jego stosunek do pracy, do obowiązków, do traktowania swego życia zmienia się wraz z odkryciem w sobie tej cechy. Świat myśli, pragnień, marzeń, przeżyć podporządkowany jest celowi najwyższemu; jest otwarty na wymiar nadprzyrodzony. Wie, że choć jest wyjątkowy i niepowtarzalny, to należy do większej całości. Ma silne poczucie zakorzenienia, przynależności, jedności z Bogiem. To On jest dla niego najważniejszym celem w życiu. Wzrasta w nim poczucie odpowiedzialności za każde słowo. Myśli perspektywicznie, odnosząc swe czyny i działania w kontekście zdobycia wieczności. Czas, który został mu ofiarowany, jest jego sprzymierzeńcem. Dobrze wykorzystany umożliwia mu pogłębianie relacji z Bogiem, a współpraca z Nim pozwala przekraczać siebie. Niemodne dzisiaj słowa: asceza, post, wyrzeczenie, ofiara, umartwienie, które mierzwią i odstraszają niejednego, dla człowieka wyróżniającego się inteligencją religijną stanowią najwyższą wartość i nie są mu obce. Zdolny jest więc do podejmowania trudnych zadań dla dobra innych i przyjmowania wyzwań, bez niepotrzebnego afiszowania się cierpiętnictwem.

Kolejnym wyznacznikiem tego talentu jest zdolność do pełnego troski, akceptacji i współczucia wobec innych. Im głębiej człowiek wpatruje się w siebie jako jednostkę i w szerszej perspektywie – społecznej, tym bardziej odkrywa swoje wymiary duchowe. Mądrość ducha, zdobywana wraz z wiekiem, koreluje z czystością serca, pragnieniem bycia blisko Boga i bycia do Niego podobnym, przede wszystkim w Jego sprawiedliwości i miłości.

Może właśnie chrześcijanin XXI w. winien, zamiast rozwiązywać kolejny test na inteligencję, poświęcić czas na odkrycie w sobie talentu religijnego, religijnej wrażliwości. Warto pamiętać, że wysoki poziom inteligencji nie zawsze gwarantuje sukces zawodowy czy społeczny i że każdy z nas jest o wiele bardziej skomplikowany niż jego IQ. Zwłaszcza że bystrość umysłu, wiedza, zdolności nie zawsze determinują inteligencję religijną.


Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki