Logo Przewdonik Katolicki

Płuca Kościoła

o. Wojciech Ciak
Fot.

Ogólnie, i to jest wielką wartością, panuje głębokie przekonanie wśród wiernych o wielkim znaczeniu zakonów kontemplacyjnych dla Kościoła. Nawet jeśli nie do końca poszczególny wierny jest w stanie uzasadnić swoje przeświadczenie.

 

 

Ogólnie, i to jest wielką wartością, panuje głębokie przekonanie wśród wiernych o wielkim znaczeniu zakonów kontemplacyjnych dla Kościoła. Nawet jeśli nie do końca poszczególny wierny jest w stanie uzasadnić swoje przeświadczenie.

 

 

Dla ukazania znaczenia życia zakonów kontemplacyjnych w Kościele używa się szeregu różnych obrazów – jeden z nich to ten, że są one jak płuca dla organizmu, jakim jest Kościół. Inny, że są źródłem wody dla oazy. Jeszcze inny – to obraz zamku, w którym podejmuje się walkę obronną w zalanym przez przeciwnika kraju. Do takiego obrazu odwołuje się św. Teresa od Jezusa w trzecim rozdziale Drogi doskonałości. Pisze to w latach 60. XVI wieku, kiedy podejmowano na różnych odcinkach wysiłki kontrreformacji. Według niej główna walka toczy się w twierdzy, w ramach wspólnoty kontemplacyjnej sióstr zgromadzonych wokół Jezusa Chrystusa, Króla. I w ramach ich walki integruje się walka tych wszystkich kaznodziejów, teologów, którzy są obecni w świecie (por. T. Alvarez, Comentarios al „Camino de perfección”, Burgos 2005, s. 298). 

Może się wydawać, że te obrazy załamują ujęcie Kościoła jako różnych powołań, które się dopełniają, czy za wielką rolę przypisują życiu kontemplacyjnemu.

 

Pierwsza linia walki duchowej w Kościele

Nie jest przypadkiem, że 13 maja 1994 w sercu Watykanu został otwarty przez Jana Pawła II klasztor kontemplacyjny, w którym siostry ofiarują swoje życie w intencjach Ojca Świętego i Kościoła. Ten obowiązek zostaje powierzany co pięć lat różnym rodzinom zakonnym. Pierwszą wspólnotę stanowiły klaryski, następną karmelitanki bose, a od 2004 roku tę posługę spełniają benedyktynki pochodzące z różnych narodów. Obecna przeorysza m. Sofia Cicchetti o zadaniach swojej wspólnoty mówi w następujący sposób: „Nasze zadanie nie polega na czynieniu, ile na byciu nową ludzkością. W świetle tego wszystkiego możemy powiedzieć, że nasze życie jest pełne sensu... nie jest ucieczką od świata, ale radosnym oddaniem się Bogu-Miłości i wszystkim ludziom, bez wyjątku, ale tu w Mater Ecclesiae w sposób szczególny za Papieża i za Jego współpracowników”.

 

Przywracanie sensu i smaku życia

Życia, jakie jest prowadzone w zakonach kontemplacyjnych, nie należy rozumieć czy wyobrażać sobie jako niezwykle skomplikowane. Niezależnie od rodzinny zakonnej i od różnych akcentów, jakie w poszczególnych rodzinach zakonnych są rozłożone – w swej istocie jest nacechowane prostotą i jest wyrazem podejmowania elementarnych przejawów życia chrześcijańskiego.

 Eucharystia danej wspólnoty zakonnej o charakterze kontemplacyjnym przypomina z niezwykłą mocą, że „żadna społeczność chrześcijańska nie da się wytworzyć, jeżeli nie ma korzenia i podstawy w sprawowaniu Najświętszej Eucharystii”. Liturgia Eucharystii ukazuje również, że wszelkie dobro, które dana osoba czyni, powinno być ofiarowane razem z innymi na ołtarzu i przyjęte przez Jezusa.

  Z kolei liturgia godzin jest szczególnym momentem wyrażenia wiary w Boga historii i Tego, który przenika serce każdego człowieka. I zarazem wołaniem w intencji tych wszystkich, których nikt po ludzku nie słyszy, którzy są opuszczeni w swoim cierpieniu i bólu. I zawierzenie słowom Psalmów upewnia, że tylko przez nie można najlepiej te wszystkie niepokoje i bóle wyrazić. W czasie sprawowania liturgii godzin ma miejsce swoisty „parlament modlitwy świata” (s. Jadwiga Stabińska OSB).

 

Modlitwa nieustanna

Prawdą jest, że w tej sprawie w ciągu wieków i w poszczególnych rodzinach zakonnych udzielano różnej odpowiedzi. Ogólnie chodzi o trwanie w obecności Bożej. I to trwanie ma być rozciągnięte na cały dzień i noc, na wszystkie zajęcia. I to trwanie nie może odrywać od zaangażowania w pracę, nie jest też jakimś pobożnym rozproszeniem. Jest pewną postawą całej osoby, która wierzy, że człowiek jako dziecko Boże nie powinien wychodzić z tego ciągłego odnoszenia się do Boga, jako „Ojca naszego”. A niedościgłym wzorem modlitwy nieustannej, wzorem Orantki, która to urzeczywistniła, jest Maryja. Modlitwa nieustanna trudna jest do realizacji bez trwania w relacji z Jezusem. Inaczej to pewnie przeżywają kobiety, gdzie bardziej obecny jest element towarzyszenia Jezusowi, inaczej jest to w przypadku mężczyzn, gdzie bardziej obecna jest postawa uobecniania Jezusa w konkretnym miejscu i pośród danej sytuacji. Jednak „bardzo trudno jest powiedzieć coś o tym, jak cudownie szczęśliwe jest życie w przyjaźni z Panem i w nieustannym z Nim kontakcie. Jak wiernym, hojnym, czułym, pełnym dobroci, łagodnego humoru i pomysłowej miłości jest On Przyjacielem! Jest to przyjaźń, która zaspokaja wszelkie tęsknoty ludzkiego serca, która leczy wszystkie rany, wydobywa z wszelkich ograniczeń, wzrusza się słabością, nie da się prześcignąć w wielkoduszności” (s. Miriam od Krzyża, pustelnica ze Szczecina). Relacja z Jezusem otwiera na odpowiednie wyczucie spraw Kościoła i świata. W sposób szczególny, na zasadzie intuicji, wyczuwa się te miejsca w Kościele, które wymagają szczególnej modlitwy, a zwykle są to osoby kapłanów. Również dane jest wyczucie tych zmagań duchowych, które mają miejsce w świecie. I szczególnym zadaniem jest wejście w te sytuacje duchowe ludzi, którzy doznają pokus przeciw życiu ludzkiemu i Bogu. Można tu przywołać postać św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która toczyła straszliwe walki duchowe w intencji kapłanów, a zarazem podejmowała to całe poczucie bezsensu tych ludzi, którzy w jej czasie próbowali budować społeczeństwo bez Boga i bez Kościoła. Te osoby, które otarły się choć w małym stopniu o doświadczenie Świętej z Lisieux wiedzą, jak trudnym, ale zarazem koniecznym jest to zmaganie.

 

Trudne pytania

Nie należy również zapominać, że życie we wspólnocie kontemplacyjnej wymaga odpowiedniego podejścia do siebie. Łatwo można bowiem skupić się na sobie, na niepokojach o swoje zdrowie czy tylko na swojej pobożności. Miarą dojrzałego podejścia do siebie jest umiejętność trwania w samotności i zachowania milczenia. Samotności otwartej na obecność Jezusa i milczenia, które „jest skupieniem, a dzięki niemu słowa stają się odpowiednie do danej sytuacji, rodzi też prostotę. Gdy takie skupienie obejmuje całe nasze istnienie – staje się przesłaniem, słowem istnienia, proroctwem o Królestwie” (S. Miriam od Krzyża).

W tym kontekście należy wyrazić wdzięczność Panu za tak bogatą i liczną obecność życia kontemplacyjnego w Polsce jeśli chodzi o kobiety. Zarazem budzi jednak niepokój tak szczupła obecność zakonów kontemplacyjnych męskich w porównaniu z wciąż potężną jednak armią duchowieństwa diecezjalnego czy zakonnego. Może należy zadać trudne pytanie tym zakonom męskim, które mają w swoim życiu wymiar kontemplacyjny, jak próbują nim żyć? Czy obecne głosy krytyczne na jakość życia w Kościele w Polsce nie są zarazem kłopotliwym pytaniem o jakość życia kontemplacyjnego? Niedomagania w życiu Kościoła być może wskazują na braki w życiu kontemplacyjnych wspólnot? A może jest to sygnał, że brak jest dostatecznej walki na pierwszej linii zmagań?

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki