Logo Przewdonik Katolicki

Dziecko - skarb najcenniejszy?

Jadwiga Knie-Górna
Fot.

Na świecie zagościł kryzys ekonomiczny, rynki pracy dramatycznie się skurczyły, a exodus emigracyjny trwa już pięć lat. Wydawałoby się, że nadszedł najwyższy czas na powroty naszych rodaków do ojczyzny. A jednak tak nie jest.

 

 

Powodów emigracji było wiele, jednak najwięcej Polaków wyjeżdżało z kraju za przysłowiowym chlebem. Można by więc sądzić, że powody exodusu były najwyższej wagi. Czy jednak we wszystkich przypadkach tak było? Okazuje się, że nie. Na pewno większość osób wyjeżdżała z poczuciem, że dzięki zarobkom w obcej walucie los ich rodzin, a przede wszystkim dzieci, diametralnie się odmieni, na lepsze. W bardzo wielu domach faktycznie zagościł dobrobyt materialny: nowe meble, plazmowe telewizory, markowa odzież, najwyższej klasy sprzęt elektroniczny. Wkrótce okazało się, że finansowy raj zakończył się, a pojawiła się potężna pustka emocjonalna. Dzieci, dla których ponoć był podejmowany trud emigracji, zaczęły płacić i wciąż płacą najwyższą jego cenę, samotność, opuszczenie, a nawet porzucenie.

 

Legiony euro: sierot, wdów i wdowców

Od wielu lat w sondażach stwierdzamy, że dla nas, Polaków, najwyższą wartość stanowi rodzina. Potwierdziły to także ubiegłoroczne badania CBOS – „Nie ma jak rodzina”, z których wynika, że wśród najważniejszych wartości, którymi – według własnych deklaracji – Polacy kierują się w swoim codziennym życiu, to właśnie szczęście rodzinne zajmuje bezkonkurencyjne

pierwsze miejsce. Aż 92 proc. respondentów stwierdziło także,  że do prawdziwego szczęścia człowiek potrzebuje rodziny. Patrząc na statystyki emigracyjne Polaków, powyższe deklaracje wydają się puste. Nie wszystkie osoby wyjeżdżające zdawały  sobie zapewne sprawę, że wyjazd do „lepszego świata” stanie się dla nich pułapką, w której trudno żyć, przestrzegając: uczciwości i wierności małżeńskiej oraz miłości rodzicielskiej. Rzeczywistość pozostających w kraju członków rodziny jest dość przytłaczająca, mamy coraz więcej eurowdów, eurowdowców i eurosierot. Tyle tylko, że o ile osoby dorosłe mogą sobie w dalszym samotnym życiu jakoś poradzić, o tyle z dziećmi jest zgoła inaczej. Bo czy normalnie może żyć, rozwijać i wychowywać dziecko w odległości kilkuset tysięcy kilometrów od rodzica? Kto takiemu dziecku wytłumaczy, że jest opuszczone dla lepszego życia, często nowej rodziny czy też pieniędzy. A takich dzieci, jak się okazuje, są w Polsce dziesiątki tysięcy. Psychologowie, którzy zauważyli problem oraz jego dramatyczne skutki, nazwali te dzieci eurosierotami. Kiedy najczęściej zauważa je społeczeństwo? Niestety, dopiero wówczas, gdy dziecko zaczyna mieć poważne problemy w szkole, popadać w konflikt z prawem lub samo staje się ofiarą przestępstwa. Z końcem zeszłego roku o prawa dla tych dzieci walczył zarówno rzecznik praw dziecka Marek Michalak, jak i Fundacja Prawo Europejskie, która jako pierwsza podjęła się podliczenia eurosierot w Polsce. Statystyki są dramatycznie zaskakujące; co 9. polskie dziecko ma jedno z rodziców za granicą. A badania przeprowadzono tylko w określonych środowiskach – dysfunkcyjnych, zatem eurosierot jest znacznie więcej. Według Marka Michalaka, liczba tych dzieci przekracza już 100 tysięcy. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej alarmuje, że tylko w 2007 roku do rodzin zastępczych i domów dziecka trafiło prawie 1300 eurosierot.

 

 

Czas na konkretne rozwiązania

Sytuacja eurosierot jest bardzo zróżnicowana. Są przecież dzieci wychowywane przez jednego z rodziców, starającego się kompensować nieobecność współmałżonka, systematycznie odwiedzane przez rodzica emigranta, regularnie z nim rozmawiające przez telefon, Skype czy Gadu-Gadu.  Są też dzieci, które wychowują dziadkowie, starsze rodzeństwo, a nawet sąsiedzi. Tylko że w sytuacjach krytycznych, gdy np. potrzebna jest natychmiastowa pomoc medyczna, nie mają oni jednak żadnych praw. Są niestety również i takie dzieci, a jest ich bardzo wiele, które trafiają do domu dziecka. By zaradzić problemowi eurosierot, rząd zmierza do rozwiązania, jakie stosowane jest i sprawdza się choćby na Litwie, aby rodzice wyjeżdżający z kraju, obligatoryjnie ustanawiali prawnego opiekuna pozostawionych pociech. Ponadto zdecydowanych zmian wymaga system alimentacyjny, a także procedury związane z adopcją czy objęciem nad dzieckiem opieki przez rodzinę zastępczą.  Nad nowymi zapisami prawnymi pracuje specjalna międzyresortowa komisja. W jej zespole znaleźli się prawnicy, przedstawiciele ministerstw edukacji oraz pracy. Na takie prawne umocowania czekają w napięciu dyrektorzy szkół. Jednak wprowadzenie takiego przepisu nie jest proste, gdyż rodzicom wyjeżdżającym za granicę tymczasowo ograniczałoby ono prawa rodzicielskie. Z drugiej strony jest nadzieja, że narzucenie prawnego pensum być może wywoła refleksję oraz zwiększy świadomość rodziców wobec obowiązków, do jakich są przecież zobowiązani względem własnych dzieci.

 

Poradniki, prace magisterskie i…?

Mamy już w Polsce pierwszy praktyczny poradnik dla rodziców wyjeżdżających za granicę bez dzieci, które pozostawiają w kraju. Powstał w Lublinie i można go znaleźć na stronie www.kuratorium.lublin.pl. Cenną jest informacja, że do publikacji dołączono wykaz instytucji, w których rodziny eurosierot mogą szukać pomocy. Powstało już kilka prac magisterskich poświęconych tematowi eurosieroctwa, zapewne powstanie wiele innych rozpraw badawczych i naukowych. Nie zmieni jednak to faktu, że tak naprawdę nie dowiemy się, co czuje dziecko, kiedy uświadamia sobie, że rodzice je opuścili. Trudno też stwierdzić, jak sobie ono poradzi z ogromnym  poczuciem krzywdy z powodu porzucenia przez własnych rodziców. Zdaniem psychologów dziecięcych, dzieci pozbawione stałego kontaktu nawet z jednym z rodziców czują się jak sieroty. Nie trzeba nikogo przekonywać, że skutki sieroctwa są najczęściej nieodwracalne i tragiczne. U dzieci najmłodszych występują one w postaci „choroby sierocej”, jako: zaburzenia życia emocjonalnego, opóźnienia w rozwoju motorycznym i poziomu aktywności psychicznej, a także zaburzenia nerwicowe i charakterologiczne. U dzieci starszych jednym z pierwszych symptomów są systematyczne trudności w przystosowaniu się do wymagań środowiska szkolnego. Skutkiem tego są zewnętrzne manifestacje głębokich zaburzeń zachowania, które mogą prowadzić do zachowań przestępczych. Innym przejawem są zachowania świadczące o nieprzystosowaniu społecznym takie, jak: wagary, ucieczki z domów, włóczęgostwo, uzależnienie od alkoholu i narkotyków, a także prostytucja. Czy emigracja zarobkowa jest faktycznie tego warta?

 

 


 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki