Logo Przewdonik Katolicki

Słowem otwierał nową przestrzeń

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Wtedy, w październiku 1978 r., nie interesował mnie wynik konklawe. Byłem przyzwyczajony do rytualnego wybierania Włochów na stolicę Piotrową, rzadko Niemca, kiedyś w historii papiestwa wybrano też Anglika wspomina Ernest Bryll poeta, pisarz, autor tekstów piosenek, dziennikarz, tłumacz i krytyk filmowy.

 

Wtedy, w październiku 1978 r., nie interesował mnie wynik konklawe. Byłem przyzwyczajony do „rytualnego” wybierania Włochów na stolicę Piotrową, rzadko Niemca, kiedyś w historii papiestwa wybrano też Anglika – wspomina Ernest Bryll – poeta, pisarz, autor tekstów piosenek, dziennikarz, tłumacz i krytyk filmowy.

 

 

Wieczór autorski

W Polsce czuło się napięcie społeczne, niepokój – ale nie miało to związku z wyborem namiestnika Chrystusowego... Ustalałem wtedy moje bycie w Katowicach: kwestie dotyczące pracy, mieszkania. 16 października miałem mieć wieczór autorski. Nagle padła wiadomość o wyborze. Poczułem, że coś niebywałego się stało. Było to tak silne uczucie, że zapomniałem o godzinie mojego spotkania autorskiego...

Potem zaczęły pojawiać się środkach przekazu rozważania rządowe, partyjne, oficjalne i nieoficjalne, budziły się nadzieje, pojawiały się lęki... Ale ja wiedziałem – choć marnie na to byłem przygotowany - że coś niecodziennego się staje.

 

 

Jakby się widziało szum skrzydeł

Czy był to moment dla mnie przełomowy? Trochę tak, a trochę jeszcze nie. Bo jak czytam dziś, co wtedy napisałem – to widać, że szukałem zrozumienia świata i ludzi przez inne, niż dotychczas, wędrowanie. Rozumienia wiary, ale zanurzonej w codzienności, szukałem dróg wyjścia z dusznej atmosfery; więc coś się rodziło we mnie, ale powolutku. Tak powolutku, że pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II w Polsce w 1979 r. oglądałem w telewizorze. Akurat byliśmy w podróży. Ale było to dla mnie bardzo ważne, żeby ją zobaczyć, bo bardzo się nabiegałem, aby kupić mały, przenośny telewizorek, który można było podłączyć do akumulatorów samochodu.

A jednak przez ten mały ekran i dość limitowany obraz pokazywany w telewizji przebiło się coś, co potem wszystko zmieniło. Wezwanie Jana Pawła II skierowane do Ducha Świętego, aby zstąpił na tę ziemię. Zrozumiałem. Może to dopiero początek sprawy, ale zrozumiałem. Potem, jako było nie było, fachowiec od przekazu telewizyjno-filmowego, oglądałem tę scenę na taśmach filmowych. I jest...! Wystarczy zobaczyć ten moment we wspaniałym reportażu Trzosa Rastawieckiego – JEST. Jakby się widziało ten szum skrzydeł. To była scena, jak w wielkim polskim Wieczerniku. Zstąpienie Światła. Oddech nareszcie.

 

Spojrzał w naszą stronę

Potem już z całą rodziną uczestniczyłem w następnych papieskich spotkaniach. Warszawa 1987. Pamiętam, staliśmy w tłumie przy placu na Rozdrożu. Ta atmosfera czekających, zebranych. Jakby wreszcie Polska zaczynała realizować swoje marzenia. Długie godziny czekania w cierpliwości, życzliwości, przyjaźni. Nasza mała córka siedziała mi na plecach. Też bardzo spokojna. Oczywiście miała też swoje pragnienie, aby Papież zobaczył jej nowe spodenki (niełatwo było wtedy o te spodenki). I chyba jak papamobile przejeżdżało, mała machała kwiatkiem, a on spojrzał w naszą stronę, pobłogosławił. No i też te spodenki, na pewno zwrócił na nie uwagę…

 

 

„...kiedy Ojciec ma czas czytać, polską poezję?”

Bezpośrednie spotkanie były dwa, lecz opiszę jedno. Rok 1987. To było w stołecznym kościele św. Krzyża. Spotkanie z przedstawicielami środowisk twórczych. Jan Paweł II był już bardzo zmęczony. Bardzo. Kiedy tak staliśmy, myślałem: trzeba dać mu odetchnąć.

Wszedł. Był szary od zmęczenia, ale witał się z zebranymi. Zatrzymywał się przy wielu. Zostałem wypchnięty z tłumu i przedstawiony. I nagle Papież powiedział, że „zna, czytał” moją twórczość. Uznałem to za gest grzecznościowo-dyplomatyczny. A ja gębę mam taką, że widać od razu, co pomyślałem. Więc on wymienił tytuły wierszy, książek… Ja ogłupiały nieco pytam: „Ojcze Święty, a kiedy Ojciec ma czas czytać, polską poezję?” Podniósł rękę i powiedział: „Synu, w nocy, w nocy czytam polską poezję, w nocy”. Ucałowałem pierścień na jego ręce...

Potem były jeszcze ważne spotkania, ale tamto było najistotniejsze.

 

 

„Nie ma decyzji”

Na pielgrzymkę do Rzymu, w której miałem uczestniczyć, i chyba nawet była w planie wyrwana z papieskiego dnia godzina na rozmowę o poezji – nie dostałem paszportu. Stałem cztery razy w długich kolejkach, aby usłyszeć: „nie ma decyzji”. Nie poszedłem prosić generała Kiszczaka. Zdrowiałem na umyśle i sercu. Ale dostałem od Papieża różaniec – znak – a po książce z tłumaczeniami irlandzkich starych modlitw w 1989 r. przyszło podziękowania dla mnie i współtłumaczki, czyli mojej żony.

 

 

Ślad pokolenia JPII

I jeśli można mówić o ważnym osobistym spotkaniu, to jest jeszcze ten moment, kiedy on umierał, a na placach Warszawy i w kościołach modliły się tłumy. Stałem na placu, tym samym, skąd wołał o Ducha Świętego. Pełno młodych, wykształconych, dobrze ustawionych zawodowo ludzi. Na co dzień sceptyczni, trochę wkręceni w tryby robienia kariery – ale przyszli. I szli długim sznurem do kościoła przy pl. Teatralnym. Przed tym kościołem, jedynym, na którego frontonie upamiętniono słowa Ojca Świętego, modlitwę o Ducha Świętego, aby zstąpił na tę ziemię, stał ksiądz. Udzielał Komunii św. Ponad dwa tysiące ludzi szło z głównego placu na ten boczny plac. Został ślad zostawiony w sercach tych, których potem nazwano „Pokoleniem Jana Pawła II”. Nazwano i co tu mówić, zostawiono nieco… Może nie są zbyt łatwi do wtłaczania w bezpieczne procedury?

Jan Paweł II potrafił do nich dotrzeć, bez podlizywania się młodzieży. Uczył wolności, solidarności, bycia razem, a nie szczurzej gonitwy, gdzie każdy jest osobny. Mówił pięknie i celnie. Bezpośrednio. Miał wielki talent oratorski. Ale też słowa były takie, jakich trzeba, bo myślał tak, że słowem otwierał nową przestrzeń przed nami. Przede mną też.

 

 

 


Ernest Bryll – poeta, pisarz, autor tekstów piosenek, dziennikarz, tłumacz i krytyk filmowy.

Absolwent wydziału Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego (1957). Pierwszy tomik jego wierszy, „Wigilie wariata”, został wydany w 1958 r. Oprócz działalności na niwie literatury i mediów, w latach 1991-1995 był ambasadorem Rzeczypospolitej w Republice Irlandii. W latach 1974-1978 dyrektor Instytutu Kultury Polskiej w Londynie.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki