Od czasu do czasu pojawiają się w środkach społecznego przekazu informacje na temat nadużyć wśród ludzi Kościoła. Najczęściej dotyczą skandali seksualnych, nieprawidłowości finansowych czy nadużywania władzy przez duchownych i nie tylko. Można dyskutować na temat formy, w jakiej przedstawia się te sprawy, jednak trzeba przyjąć do wiadomości, że są to fakty. Ludzie są słabi i grzeszą. A ponieważ Kościół składa się z ludzi, są w nim obecne wszystkie ich brudy. To nie znaczy, że mamy taki stan rzeczy zaakceptować i spokojnie przejść do porządku dziennego. Wręcz przeciwnie, każde zło należy piętnować i jemu przeciwdziałać. Trzeba przy tym umiejętnie oddzielić potępienie zła od potępienia człowieka. Człowieka bowiem nie wolno nam potępiać, choćby był najgorszy.
W artykule pt. „Kościół – tak, Chrystus – nie?” (PK 10/2008) Jarosław Czyżewski napisał, że wielu ludzi odwraca się od Kościoła, widząc grzeszność i ułomność ludzi go tworzących. Dotyczy to szczególnie ludzi młodych, którzy potrzebują autentyczności. Widząc zło w Kościele, wielu z nich dochodzi do wniosku, że nie będzie się spowiadać u człowieka, który sam nie jest wolny od wad, nie będzie przychodzić na Eucharystię, którą sprawuje człowiek grzeszny, a może nawet i siejący zgorszenie, nie będzie słuchać umoralniających kazań księdza, u którego widać rozbieżność między zachowaniem a tym, co sam głosi.
Taki tok myślenia wskazuje na pewien błąd, który tkwi u podstaw wiary. Jeśli bowiem ktoś zaprzestaje praktyk religijnych, bo nie zgadza się z księdzem czy ten go gorszy, to znaczy, że jego wiara nie opiera się na Bogu, ale na ludziach, ich działaniu czy osobowości. Taka wiara prędzej czy później musi się zawalić.
Dziś wiele się mówi o kryzysie autorytetów. Z opublikowanych ostatnio w prasie sondaży wynika, że Polacy wciąż odczuwają kryzys przywództwa i autorytetu w Kościele w Polsce po śmierci Jana Pawła II, a najbardziej cenią kard. Stanisława Dziwisza, człowieka najbliżej z nim związanego. Patrzymy bowiem często na Kościół przez pryzmat ludzi, a nie działającego w nim Ducha Świętego. Pierwszym i niekwestionowanym autorytetem, duchowym przywódcą wiernych w Kościele, powinien być Chrystus. Dopiero potem wybitne osobowości czy święci, którzy, starając się Go naśladować i wypełniając swoje życie Jego nauką, stali się dla nas wzorem do naśladowania. Zauważmy też, że wybrani przez Chrystusa uczniowie nie byli wolni od grzechów ani błędów. Św. Piotr trzykrotnie zaparł się Jezusa, św. Tomasz nie dowierzał w Jego zmartwychwstanie, a Judasz Go zdradził. Ilu było wielkich świętych, którzy pozostali wierni Kościołowi, choć widzieli jego niedoskonałości. A my się niestety obrażamy. Coś nam się nie podoba, coś nas denerwuje, więc trzaskamy drzwiami i wychodzimy. W ten sposób obarczamy Boga za uchybienia ludzi. A to jest bardzo nie fair. Pan Bóg, zapewne zdegustowany naszym zachowaniem, nie zatrzasnął przed nami drzwi zbawienia. Zrobił dokładnie odwrotnie. Przez krzyż i zmartwychwstanie Syna szeroko nam je otworzył.
Potrzeba nam dziś zapatrzenia i zasłuchania się w Chrystusa. Jeśli postawimy Go w naszym życiu na pierwszym miejscu, to zaczniemy postrzegać świat zupełnie inaczej. Zrozumiemy, że naszym podstawowym zadaniem jest zbawić siebie. Musimy więc patrzeć na swoje zachowanie, dostrzegać własną grzeszność, a nie innych. Zrozumiemy wówczas, że ważność sakramentów nie zależy od pobożności czy świętości kapłana, bo stosownych łask udziela Pan Bóg. Zrozumiemy, że w konfesjonale czy podczas głoszenia Słowa Bożego prawdziwie działa Duch Święty, a ksiądz jest jedynie narzędziem w Jego rękach. Musimy pamiętać, że jeśli kapłan sam nie stosuje się do nauki Kościoła, którą głosi, zostanie sprawiedliwie osądzony przez Boga, gdy przyjdzie na niego czas. My także kiedyś staniemy przed sądem Bożym. Wówczas nie będziemy już mieli prawa głosu. Przemawiać za nami lub przeciw nam będą nasze czyny i nasza wiara, które mamy tu i teraz. Bądźmy więc wiernymi uczniami Chrystusa. I nie zrażajmy się grzesznością naszych braci, ale raczej módlmy się za nich, abyśmy w przyszłym życiu mogli cieszyć się radością nieba w jak największej społeczności świętych.
Wojciech Nowicki
Odpowiedzialność za Kościół
Dzisiaj może bardziej niż w innym czasie trzeba autentycznego świadectwa wiary ukazanego życiem świeckich uczniów Chrystusa — niewiast i mężczyzn, młodych i starszych. Potrzeba zdecydowanego świadectwa wierności Kościołowi i odpowiedzialności za Kościół, który przez dwadzieścia wieków niesie wszystkim ludom i narodom zbawienie i głosi niezmienną naukę Ewangelii. Ludzkość stoi w obliczu rozmaitych trudności, problemów i gwałtownych zmian, przeżywa niejednokrotnie dramatyczne wstrząsy i rozdarcia. W tym świecie wielu ludzi, zwłaszcza młodych, doświadcza zagubienia i zranienia, niektórzy padają ofiarą sekt i religijnych wypaczeń czy też manipulowania prawdą. Inni ulegają różnym formom zniewolenia. Upowszechniają się postawy egoizmu, niesprawiedliwości i braku wrażliwości na potrzeby innych ludzi. Wobec tych i wielu innych wyzwań współczesności staje Kościół. Chce skutecznie nieść ludziom pomoc i dlatego potrzebuje zaangażowania wiernych świeckich, którzy pod kierunkiem swoich pasterzy będą czynnie uczestniczyć w Jego zbawczej misji.
Jan Paweł II
Homilia wygłoszona podczas Mszy św. w Siedlcach, 10.06.1999 r.
Wierność Chrystusowi niesie z sobą wierność Kościołowi; wierność zaś Kościołowi pociąga za sobą wierność wobec Magisterium.
Jan Paweł II
Wierność Kościołowi
Kończąc przypominamy jeszcze o trzecim rodzaju wierności Kościołowi – wierności w miłości. Dzisiaj Kościół potrzebuje tej wierności bardziej niż kiedykolwiek. Nie jest to postawa bierna, nacechowana bezwładem i lenistwem duchowym. Znaczy to, że nie okazuje się jej bardziej na zewnątrz niż na wewnątrz z obawy, by nie utracić szacunku u ludzi oraz by się nie narazić na zarzut fałszywej szczerości. Miłość nie ukrywa wad i potrzeb, jakie synowskie oko może zauważyć także u Matki Kościoła; owszem, tym bardziej je dostrzega i zauważa, tym bardziej cierpi z ich powodu i myśli o środkach zaradczych. Tylko czyste i miłujące oko dostrzega w Kościele przede wszystkim dobro. A może nie ma już w Kościele żadnego dobra do zauważenia, ponieważ tak wiele rzeczy dzisiaj się kwestionuje i tak wiele stawia się Kościołowi zarzutów? Czyż właśnie Bracia jeszcze od nas odłączeni nie podziwiają i nie zazdroszczą tak wielu skarbów, które posiada i których broni Kościół katolicki i rzymski? Czyż właśnie jego tradycja, tak dzisiaj zniesławiona, nie jaśnieje wielkimi i wspaniałymi dziełami? Czyż nie daje nam właśnie dziś przykładów mądrości i świętości? Umiłować Kościół – oto potrzeba dnia dzisiejszego, oto nasz obowiązek! Krytyka i reformy są pożyteczne i możliwe pod warunkiem, że pochodzą z prawdziwej miłości. Należy kochać Kościół tak, jak Chrystus, i dlatego, że Chrystus go umiłował i poświęcił zań samego siebie. Dlatego także i my, Synowie Najdrożsi, mamy go miłować, składając siebie w ofierze.
Paweł VI
Rozważanie w czasie Audiencji Generalnej, 24.09.1969 r.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











