Logo Przewdonik Katolicki

Zabić księdza

Michał Gryczyński
Fot.

Wielki Tydzień przywołuje pamięć ochrześcijanach, którzy wpatrzeni wMistrza, oddali życie za wiarę. Jednym znich był ks.Stanisław Streich, zastrzelony przed siedemdziesięciu laty wkościele św. Jana Bosco wLuboniu koło Poznania. Kiedy w2004 r. abp Stanisław Gądecki ustanawiał dzień modlitw wintencji beatyfikacji kandydatów...

Wielki Tydzień przywołuje pamięć o chrześcijanach, którzy wpatrzeni w Mistrza, oddali życie za wiarę. Jednym z nich był ks. Stanisław Streich, zastrzelony przed siedemdziesięciu laty w kościele św. Jana Bosco w Luboniu koło Poznania.



Kiedy w 2004 r. abp Stanisław Gądecki ustanawiał dzień modlitw w intencji beatyfikacji kandydatów na ołtarze pochodzących z archidiecezji poznańskiej, wspomniał, że ks. Streich był kapłanem, który dzielił ze swoimi parafianami ich ludzkie sprawy. W środę 27 lutego br. świątynia w podpoznańskim Luboniu wypełniła się wiernymi, którzy przybyli, aby uczcić pamięć tego męczennika i modlić się o jego rychłą beatyfikację.



Ofiara i kat


Stanisław Streich pochodził z Bydgoszczy, gdzie przyszedł na świat

27 sierpnia 1902 r. Po maturze zgłosił się do Seminarium Duchownego w Poznaniu. 6 czerwca 1925 r. przyjął święcenia kapłańskie. Pracował jako kapelan sióstr elżbietanek i nauczał religii w Szkole Handlowej, a jednocześnie  studiował filozofię klasyczną na Uniwersytecie Poznańskim. W 1927 r. skierowano go jako wikariusza do parafii św. Floriana w Poznaniu, w następnym roku został nauczycielem religii w męskim Seminarium Nauczycielskim w Koźminie, a w  1929 r. objął wikariat w parafii Bożego Ciała w Poznaniu. W 1932 r. znalazł się jako wikary w poznańskiej parafii pw. św. Marcina, a potem zdał egzamin proboszczowski i 1 lipca 1933 r. objął parafię w Żabikowie. Dzięki jego staraniom o wzniesienie w Luboniu nowego kościoła w 1935 r. erygowano – wyodrębnioną z parafii św. Barbary – parafię św. Jana Bosco. 1 października 1935 r. został jej pierwszym proboszczem i rozpoczął dzieło budowy kościoła.

W 1936 r. przybył do Lubonia zbieg z Wołynia – skazany na rok więzienia za pobicie starosty – Wawrzyniec Nowak. Powrócił w rodzinne strony, bo urodził się w Luboniu w 1890 r., a zamieszkał u Sobczaka, miejscowego komunisty, który pracował w zakładach ziemniaczanych.



Strzały w świątyni


27 lutego 1938 r. To był ciepły dzień, podobnie jak w tym roku ani śladu zimy.  Mszę św. dla dzieci o godz. 10 odprawiał ks. Streich. Kiedy zdjął ornat i ruszył w kierunku ambony, aby przeczytać Ewangelię i wygłosić kazanie, zza pleców dzieci wyskoczył Nowak odziany w czarne palto. Wycelował dziewięciostrzałowego browninga i wypalił dwa pociski; jeden trafił kapłana w twarz, a drugi utkwił w ewangeliarzu. Ksiądz padł, a wtedy Nowak oddał jeszcze dwa strzały w jego plecy. Wszystko to działo się wśród krzyków przerażonych dzieci, które pospiesznie  kładły się jedne na drugich, na posadzce świątyni.

Zabójca wskoczył na ambonę, wznosząc okrzyki: „Wynoście się z kościoła, to za waszą wolność! Niech żyje komunizm!”. Z zakrystii wybiegł kościelny Franciszek Krawczyński, który rzucił się na zamachowca, ale po krótkiej szamotaninie został postrzelony w prawą skroń i lewy bark. Świstające kule zraniły również w podudzie dwunastoletniego Ignasia Pacyńskiego, a także – w prawe ramię – siedzącą w ławce Katarzynę Ciesielską. Nowak usiłował zbiec nawą główną, jednak trzech mężczyzn zdołało go obezwładnić i rozbroić. Po przybyciu policji został skuty kajdankami i przewieziony pociągiem pod eskortą do aresztu w Poznaniu.



Lejtnant Nowak


4 marca na pogrzebie ks. Streicha zgromadziło się dwadzieścia tysięcy osób, a uroczystościom przewodniczył biskup Walenty Dymek. Ciało kapłana złożono w grobie przy kościele, który trzy miesiące później został poświęcony. W chwili śmierci ks. Stanisław miał zaledwie 36 lat.

A co z zabójcą? Po rozprawie sądowej 21 marca 1938 r. skazano go na karę śmierci i – jeśli wierzyć anonsom prasowym – 28 stycznia 1939 r. wyrok został wykonany. Nowak miał wtedy niespełna 49 lat. Jednak kanonik Zbigniew Spachacz, który był kapelanem więziennym na Młyńskiej utrzymywał, że pracownicy służby więziennej nie mieli wątpliwości:  Nowak wywinął się od stryczka!

W 1998 r., podczas obchodów sześćdziesięciolecia męczeńskiej śmierci kapłana, jeden ze świadków przywołał wspomnienie swojego kolegi, Józefa Banaszkiewicza z Lubonia, który mieszkał w pobliżu Nowaka. Otóż pod koniec wojny, gdy leżał ranny w szpitalu, przybyła komisja wojskowa. W pewnej chwili do jego łóżka podszedł mężczyzna w mundurze sowieckim i zapytał, czy go poznaje. A następnie oświadczył: „Widzisz Banaszkiewicz, ja jestem tyle wart, co waszych dwóch klerów”. I przedstawił się: „Jestem lejtnant Nowak”. Czy to znaczy, że zabójcę księdza wymieniono na kapłanów więzionych przez Sowietów? Cóż, tego możemy się już nigdy nie dowiedzieć, bo akta sądowe „wyczyszczono”. Pozostał jedynie numer sprawy oraz lakoniczna notatka.

A po latach na strychu plebanii odnaleziono karton z przestrzeloną sutanną ks. Streicha, ornat, stułę, bursę, szarfy pogrzebowe oraz ewangeliarz, w którym utkwiła jedna z kul.



Luboń – 70 lat później

Gospodarz parafii św. Jana Bosco ksiądz kanonik Karol Biniaś przypomniał zgromadzonym w świątyni, że przez wiele lat „kneblowano usta” tym, którzy pragnęli uczcić męczeństwo kapłana zamordowanego przez komunistę. Udało się to dopiero po objęciu przez niego parafii.

W nawie bocznej, w której zginął ks. Streich, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży przygotowało ekspozycję fotografii i wycinków prasowych poświęconych męczennikowi. Natomiast młodzież z lubońskiego Gimnazjum

nr 1 im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego dokonała prezentacji multimedialnej poświęconej jego życiu, działalności i śmierci. Z kolei dr Stanisław Malepszak wygłosił interesującą prelekcję o agenturze komunistycznej w Polsce lat międzywojennych i jej wpływie na śmierć ks. Streicha. Wynika z niej, że zabójca księdza był nie tylko dywersantem przeszkolonym w podmoskiewskim ośrodku, ale i, prawdopodobnie, członkiem tajnego wydziału wojskowego w Poznaniu, kierowanego bezpośrednio przez NKWD. W związku z czystkami, które Stalin przeprowadzał w tym czasie w Komunistycznej Partii Polski, zaplanowano zbrodnię, która – być może – miała sprowokować wzburzony tłum do antykomunistycznych ekscesów, a może i lincz na pozostałych członkach KPP.  

Niezwykłe wrażenie wywarła krótka inscenizacja, zaprezentowana przez studentów z udziałem dzieci, podczas której odtworzono moment zabójstwa. W chwili, gdy w kościele padły strzały i młodzieniec – który wcielił się w postać ks. Streicha – osunął się na posadzkę, nastała przejmująca cisza. Przerwał ją dopiero rzewny dźwięk skrzypiec. W tym czasie harcerze zaciągnęli wartę przy ołtarzu bocznym, gdzie złożono szaty liturgiczne zamordowanego kapłana: sutannę z zaznaczonymi śladami po kulach, stułę oraz przestrzelony ewangeliarz.

Mszy św. koncelebrowanej w intencji beatyfikacji męczennika przewodniczył proboszcz zielonogórskiej konkatedry św. Jadwigi ks. kan. Włodzimierz Lange, syn lubońskiej ziemi. W homilii powiedział m.in., że wśród świadków zbrodni była także jego matka, a on sam – kiedy był przed laty ministrantem u św. Jana Bosco – miał okazję dotykać relikwii, które pozostały po ks. Streichu. Uroczystości zakończyło przejście wiernych z zapalonymi zniczami, przy dźwięku werbli, do grobu ks. Streicha, gdzie odmówiono modlitwę i odśpiewano „Boże coś Polskę”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki