Znikający Poznań: Nadwarcińskie bezdroża

Jakże często człowiek czuje się w wielkim mieście zagubiony. Paradoksem współczesnej kultury jest osamotnienie człowieka w wielosettysięcznych aglomeracjach miejskich. Poczucie alienacji wzmaga się w miesiącach jesienno-zimowych. Dni są znacznie krótsze, a przez wiele z nich słońce rzadko wygląda zza grubej warstwy ołowianych chmur, które zdają się przytłaczać ziemię. Niegdyś...
Czyta się kilka minut

Jakże często człowiek czuje się w wielkim mieście zagubiony. Paradoksem współczesnej kultury jest osamotnienie człowieka w wielosettysięcznych aglomeracjach miejskich. Poczucie alienacji wzmaga się w miesiącach jesienno-zimowych. Dni są znacznie krótsze, a przez wiele z nich słońce rzadko wygląda zza grubej warstwy ołowianych chmur, które zdają się przytłaczać ziemię. Niegdyś gęsto pokryte zielonymi liśćmi drzewa, dziś są tylko przeraźliwymi kikutami pokrytymi czarną łuską kory. Świat zatraca barwy, a w grudniowej mgle nierzadko także – kontury. W taki smutny pejzaż wkraczamy każdego dnia, wychodząc z domu do pracy. Ulicami przemykają ludzie, opatuleni grubymi kurtkami, zgarbieni pod ciężarem płaszczów. Kulą się niczym więźniowie wiatru, chroniąc się nieskutecznie przed jego dolegliwym ziąbem. Na przystankach tłoczą się grupy ludzi, czekających w zniecierpliwieniu na tramwaj czy autobus, do którego – gdy wreszcie podjedzie – cisną się w swoistym polowaniu na wolne miejsce. Przepełnionymi tramwajami, wśród kaszlących i pociągających nosem ludzi, jeździmy przez kilka miesięcy do pracy i z powrotem. Wieczorami zaś zaszywamy się w swych ciepłych domach, zasiadając rytualnie przed ekranem telewizora.

Tymczasem nawet w tej szarej porze roku miasto może być piękne. Wspominam ubiegłoroczną zimę. Pewnej nocy bardzo obficie spadł śnieg. Obudziłem się i podążyłem zimowym świtem w dolinę Cybiny, gdzie czekała mnie nienaruszona ludzką stopą sceneria asymetrycznych białych przestrzeni, wśród których wił się wartko nurt niezamarzniętej rzeki. Przestrzeń wypełniały tylko dwie barwy – biel i czerń, ale jakże była ona bogata. Takich jesiennych czy zimowych doznań nie zapewni nam rutynowe pokonywanie codziennych dystansów, ze wzrokiem wbitym w chodnik. Starajmy się choć dwa, trzy razy w tygodniu wrócić z pracy do domu pieszo. Niech trasa naszego spaceru wiedzie poprzez omijane na co dzień bezdroża, z dala od ruchliwych, męczących arterii. Unikniemy wtedy nerwicorodnych korków, stresu i natłoku ludzkiego, a za to przekonamy się z pewnością, że także monochromatyczny świat zimy jest pięknym zjawiskiem.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 49/2007