Gdy rozum śpi

W minionej kampanii wyborczej mało kto przemawiał do inteligencji wyborców. Bardzo często za to specjaliści od marketingu politycznego tak zwani spin doktorzy grali na skojarzeniach, uczuciach i uprzedzeniach. Odwoływali się do emocji a nie intelektu. Najlepszym przykładem była kwestia prywatyzacji szpitali. Straszono nią tak, jak dzieci straszy się Gargamelem. Skojarzenie...
Czyta się kilka minut

W minionej kampanii wyborczej mało kto przemawiał do inteligencji wyborców. Bardzo często za to specjaliści od marketingu politycznego – tak zwani spin doktorzy – grali na skojarzeniach, uczuciach i uprzedzeniach. Odwoływali się do emocji – a nie intelektu. Najlepszym przykładem była kwestia prywatyzacji szpitali. Straszono nią tak, jak dzieci straszy się Gargamelem. Skojarzenie miało być tylko jedno. Prywatne – znaczy trzeba płacić, nie masz pieniędzy – umierasz. Siła emocjonalna takiego przekazu jest tak ogromna, że nikt nie odważył się z nim dyskutować. Nawet Platforma Obywatelska schowała głowę w piasek i nie podjęła rzuconej rękawicy. Zresztą, kto chciałby wystawić się na zarzut, że pozwoli na zabijanie pacjentów? Droga argumentów do głowy jest znacznie dłuższa niż emocji skierowanych prosto „w serce”. W tej kampanii czasu było za mało, by odpowiedzieć na pytanie: co złego jest w prywatyzacji szpitali?

Kilka tygodni temu musiałem iść z moim parotygodniowym synkiem na kontrolę bioder. Skierowanie dostałem od pediatry. Gdy trafiłem na miejsce, byłem zdumiony. Poczekalnia przychodni przypominała recepcję przyzwoitego hotelu. Na podłodze marmury, rodzice z dziećmi nie musieli siedzieć na taboretach pamiętających czasy Gierka, ale na wygodnych skórzanych kanapach, w narożnikach palmy w ceramicznych donicach. Oczywiście wizyta nic mnie nie kosztowała. Prywatna przychodnia miała podpisany kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia. Takich niepublicznych ZOZ-ów jest już coraz więcej. Zresztą ich pacjenci z reguły nie mają pojęcia, że leczą się w prywatnym szpitalu. Nawet Miedziowe Centrum Zdrowia w Lubinie, o sprywatyzowaniu którego gawędziła z agentem CBA była posłanka Beata Sawicka, jest już dawno prywatne. Co więcej, na straszliwą „zbrodnię prywatyzacji” decydują się już co niektóre samorządy. Tak jest na przykład w Pleszewie. O tak zwanej komercjalizacji szpitala w wielkopolskim miasteczku postanowiło starostwo powiatowe. Szpital zamieni się w spółkę z o.o. Oczywiście nie wszyscy są przekonani o słuszności takiego rozwiązania, ale jedno w tym przypadku warte jest podkreślenia: leczenie w placówce nadal będzie bezpłatne, nawet po wyborczym zwycięstwie Platformy Obywatelskiej.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 43/2007