Logo Przewdonik Katolicki

Komisja specjalnej troski

Paweł Oses
Fot.

Służby specjalne... Znam się na tym mniej więcej tak samo jak na fizyce kwantowej. Jednak wbrew pozorom sporo można się o nich dowiedzieć z lektury codziennych gazet. Co ciekawe, kiedyś informacji na temat służb było mniej i wywoływały mniejszy rozgłos. Do wyjątków należy na przykład lista Macierewicza, ale czy ktoś pamięta jeszcze tak zwaną sprawę Jola2? To kryptonim...

Służby specjalne... Znam się na tym mniej więcej tak samo jak na fizyce kwantowej. Jednak wbrew pozorom sporo można się o nich dowiedzieć z lektury codziennych gazet. Co ciekawe, kiedyś informacji na temat „służb” było mniej i wywoływały mniejszy rozgłos. Do wyjątków należy na przykład lista Macierewicza, ale czy ktoś pamięta jeszcze tak zwaną sprawę Jola2? To kryptonim agenta, który miał być wprowadzony w bezpośrednie otoczenie Aleksandra Kwaśniewskiego. O tej prowokacji króciutko wspominali niegdyś politycy lewicy, ale ostatecznie sprawa została wyciszona i „zamieciona pod dywan”.

Od tamtej pory wiele się jednak zmieniło. Ruszyła lawina. Od lat nie ma tygodnia, by przez wszystkie przypadki nie były odmieniane nazwy agencji, biur, urzędów ochrony, bezpieczeństwa, walki z korupcją i czego tam jeszcze... By tego typu rewelacji pojawiało się jak najmniej, powołano niegdyś w Sejmie Komisję ds. Służb Specjalnych.

Podobne komisje funkcjonują również w parlamentach państw o dojrzałych demokracjach. Tyle że z praktyki jasno wynika, że u nas komisja służy do czegoś innego. Nie chodzi o kontrolę i powstrzymywanie wątpliwych pod względem prawnym działań. U nas członkowie komisji chcą raczej uprzedzać swoich partyjnych kolegów o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Politycy chcą wiedzieć, co porabiają specjalne biura, agencje i urzędy, bo spodziewają się, że mogą się zajmować nimi samymi. Nie chodzi o żadną kontrolę parlamentarną służb, ale kontrolę polityczną. Uzyskanej wiedzy członkowie komisji nie zatrzymują dla siebie, ale dzielą się nią.

Po pierwszym dniu przesłuchań byłego ministra Janusza Kaczmarka wszystkie gazety relacjonowały jego zeznania, mimo że były to zeznania tajne. Teraz wszyscy roztrząsają już ich treść. Ale istotne jest jednak również to, że jeden z dziennikarzy – jak sam przyznał – dowiedział się o wyznaniach eksministra z trzech niezależnych źródeł. To oznacza, że co najmniej trzech posłów nigdy nie powinno się znaleźć w tej komisji! Ile jeszcze tajemnic zdradzili? Komu wcześniej przekazywali tajne informacje? Czy byli to tylko dziennikarze? A jeśli również funkcjonariusze obcych wywiadów?

A może by tak powołać parlamentarną komisję śledczą do spraw parlamentarnej komisji do spraw służb specjalnych?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki